Kasztner – kolaborant?

W kontekście obecnej dyskusji o „katach” i „ofiarach”, „sprawcach” i „szmalcownikach”, „zbrodniarzach” i ich „współpracownikach” trzeba przypomnieć postać Rudolfa Kasztnera, węgierskiego Żyda, który w czasie II wojny światowej ocalił 1684 Żydów przed wywiezieniem do obozu Auschwitz i skierował ich do Szwajcarii.

A po wojnie został oskarżony w Izraelu o kolaborację z wrogiem (bo prowadził targi: „towar za krew”), zaś sędzia, Benjamin Halevy w 1955 r. w uzasadnieniu wyroku orzekł, że „nie wolno ratować jednego człowieka, przelewając krew drugiego” (Anna Porter – „Pociąg Kasztnera” 2009, s. 393).

Warto dziś pamiętać o tym przypadku, bo wobec takiej logiki nawet najsprawiedliwsi wśród sprawiedliwych nie mają żadnych szans. Natomiast dziś chyba lepiej nie przypominać, iż Kasztnera uznano wtedy za kolaboranta.

Reklamy
Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Pedagogika wstydu i jej skutki

Tak zwana pedagogika wstydu, o czym nie wszyscy zdają się pamiętać, ma jednak swoje granice i, co więcej, może skutkować w odwrotny do zamierzonego sposób.

Jeżeli więc komuś znudziły się już pouczenia, jakich od dawna Polsce nie szczędzi Europa, a ostatnio też USA i właściwie cały zachodni świat…

jeżeli w dodatku ten ktoś i jemu podobni stwierdzą któregoś dnia, że mają dosyć całej tej krytyki i płynących zewsząd wyrazów oburzenia…

jeżeli wreszcie ci wszyscy razem dojdą do wniosku, że to bez sensu robić wciąż za Chrystusa narodów, walczyć za wolność najpierw waszą, a dopiero potem (jeśli w ogóle) naszą, być wciąż ofiarą innych zamiast samemu zadawać innym cierpienia…

to niech się ci inni nie zdziwią, gdy nagle usłyszą słowa bardzo podobne do tych, które już kiedyś w imieniu wszystkich „Scytów” wypowiedział Aleksander Błok: „Ponieważ traktujecie nas jak kopciuszka Europy, ponieważ gardzicie nami, to my pokażemy wam naszą azjatycką mordę!”

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Dokładnie odwrotnie

Nie ulega wątpliwości, że wczorajsza wypowiedź dla Polsat News prof. Andrzeja Żbikowskiego z Żydowskiego Instytutu Historycznego o tym, że w Polsce więcej Żydów uratowało się w obozach koncentracyjnych niż przetrwało na wolności (z czego wynikałoby, że Niemcy budowali je po to, by chronić ludność żydowską przed polską agresją) diametralnie zmienia obraz sytuacji. Zmienia też zasadniczo ocenę tych, którzy ratowali Żydów i tych, którzy na nich donosili.

Zgodnie bowiem z interpretacją Żbikowskiego, opartą – jak zaznaczył – na skrupulatnych wyliczeniach historyków, należałoby przyjąć, że ci pierwsi narażali Żydów na większe niebezpieczeństwo, niż ci drudzy i to ci drudzy, a nie ci pierwsi byli faktycznymi ich dobroczyńcami. A więc może raczej to im powinno się należeć miano sprawiedliwych?

Jeszcze trochę, a Polacy nie dość że przestaną zabraniać, lecz nawet zaczną domagać się używania określenia „polskie obozy śmierci”, skoro w porównaniu z horrorem na zewnątrz obozowe mury i druty kolczaste oferowały azyl i nadzieję na przetrwanie.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Czcić przodem czy tyłem

Podczas otwartej na nowo dyskusji nad lokalizacją pomnika ku czci ofiar katastrofy pod Smoleńskiem (aktualny pomysł: Plac Piłsudskiego) pojawił się kolejny kontrargument. Przecież w takim przypadku kompania honorowa Wojska Polskiego musiałaby stawać tyłem do Grobu Nieznanego Żołnierza, a to nie uchodzi.

Uchodzi, nie uchodzi – kwestia do rozważenia, w czym pomocna może być lektura książki G. Lakoffa i M. Johnsona „Metafory w naszym życiu”, w której autorzy omawiają kulturowe znaczenie m.in. metafor przestrzennych (góra-dół, tył-przód, w-poza, blisko-daleko itp.) Nietrudno jednak zauważyć, iż przywołany argument jest analogiczny do tego, jaki wysuwała konserwatywna część Kościoła i wiernych wobec reform II Soboru Watykańskiego. Między innymi podnoszono tam tę „gorszącą” okoliczność, iż zgodnie z zasadami zreformowanej liturgii kapłan podczas Mszy Świętej będzie odtąd stał przodem do wiernych, ale tyłem do Najświętszego Sakramentu, a w paru momentach tej Mszy pochylając się nad ołtarzem wykona uznawany powszechnie za obraźliwy gest eksponujący w stronę Tabernakulum to, co znajduje się poniżej jego pleców.

Tego rodzaju argumentacja była jednak powszechnie krytykowana i obśmiewana jako symptom zacofania i obskurantyzmu tych, których dużo póżniej określono jako „moherowe berety”. Tymczasem dziś takie właśnie myślenie okazuje się udziałem oświeconych elit kwestionujących wszystko, co wykracza poza mentalność zadekretowaną w III RP. Jeśli więc obecnie nadal mamy w Polsce „moherowe berety”, to najwyraźniej wyrasta im potężna konkurencja w postaci mocno „sfilcowanych” nakryć głów. A te w razie potrzeby pasują jak ulał także dla półgłówków.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

My answer to Austin Davis

Redaktor Austin Davis piszący dla „Washington Times” był łaskaw w swojej propozycji wywiadu określić podpisaną przez Prezydenta Polski nowelizację ustawy o IPN jako „kontrowersyjne prawo”. Takie stawianie sprawy i powzięte z góry założenie – poza tym, że wartościujące i nieprofesjonalne (co może dziwić u osoby współpracującej z Pulitzer Center) – oczywiście wyklucza rozmowę. Trudno zresztą sobie wyobrazić, by w podobny sposób dziennikarz mógł określić zbliżone ustawy dotyczące np. „kłamstwa oświęcimskiego”, które obowiązują w wielu krajach i to od dawna. Ciekawe zresztą, dlaczego akurat o polskich socjologach jest takiego mniemania, że proponując rozmowę można im narzucić określony punkt widzenia? A poza tym: jeśli pan Davis nie żywi żadnych obaw co do wolności słowa, zasad demokracji i swobody prowadzenia badań naukowych w wielu innych przypadkach, to czemu zmienia optykę, jeśli chodzi o Polskę?

Ale skoro tak troszczy się o wolność słowa, to ciekawe jak skomentuje najnowszy fakt: ABW właśnie zablokowała znajdującą się na polskiej domenie stronę ISIS – oczywiście w ramach prowadzonej pod przewodnictwem USA międzynarodowej walki z Państwem Islamskim.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Od rolnictwa ekologicznego do eko-nazizmu

Referat na temat gospodarstw ekologicznych w Polsce i perspektyw ich rozwoju wygłosili wczoraj w Instytucie Rozwoju Wsi i Rolnictwa PAN dr Ruta Śpiewak i dr Jakub Jasiński. Z ich badań realizowanych w ciągu kilku ostatnich lat w trzech turach wynika kilka bynajmniej nieoczywistych wniosków, np. ten, że skoro takie gospodarstwa stanowią 1% wszystkich gospodarstw rolnych w Polsce, a zajmują ok. 4% powierzchni użytków rolnych, to ich średnia powierzchnia jest czterokrotnie większa niż przeciętnie. Niekoniecznie zatem uprawy ekologiczne są tym, za co je najczęściej się uważa, a mianowicie szansą dla małych rodzinnych gospodarstw. (Gdyby miały opłacać się w takich warunkach, to chyba tylko wtedy, gdyby drobni rolnicy zdecydowali się na uprawę konopi indyjskich, ale – jak wiadomo z badań socjologicznych – zmysł przedsiębiorczości, mentalność kapitalistyczna, czyli nastawienie na zysk i skłonność do ryzyka nie są ich mocną stroną).

Co więcej, uprawy ekologiczne trudno nazwać „produkcją”, bo aż 3/4 takich gospodarstw nic nie sprzedaje, więc zasada ich funkcjonowania pozostaje niejasna. Tym bardziej, że nie sposób przyznać, by rolnictwo ekologiczne tworzyło jakiś istotny, zwłaszcza „nowy” ruch społeczny na polskiej wsi (zgodnie z kryteriami, jakie dla agroturystyki przyjmuje prof. Foryś). Wprost przeciwnie, ekologiczni rolnicy nie są chętni do zrzeszania się, a tym bardziej do współpracy, więc ich działania nie mają nawet efektu socjogennego, czyli nie przysparzają kapitału społecznego w środowiskach lokalnych.

Osobnym wątkiem refleksji nad fenomenem popularności ekologicznego rolnictwa na polskiej wsi były pytania dotyczące przyczyn tak powszechnej dziś mody na ekologię i jednoznacznie pozytywnych konotacji tego pojęcia. Jest to kwestia tym bardziej niejasna, że w ostatnim czasie nie brakło oskarżeń o eko-terroryzm (w związku z protestami ekologów wobec działań władz w Puszczy Białowieskiej), a ogólna wiedza na temat idei ekologizmu, enwiromentalizmu, mody na naturę i nieskażoną przyrodę pokazuje, że tego rodzaju hasła stanowiły istotną część bardzo nieciekawych ideologii, np. nazizmu.

Wiadomo powszechnie, że wokół obozu w Dachau produkowano wysokiej jakości miód ekologiczny. Z kolei autorzy znanej książki „Alternatywne przyrody”, Macnaghten i Urry, przypominają, że nie kto inny, jak Goering był wielkim miłośnikiem przyrody, a zwłaszcza upodobał sobie polskie lasy (konkretnie: Puszczę Białowieską), gdzie zaprowadził bardzo restrykcyjny program ochrony. Z kolei niejaki Hitler wprowadził prawo ochrony zwierząt. Dbałość o środowisko i jego nieskalane obcymi wpływami gatunki kazała też nazistom stanowczo zwalczać wszelkich „obcych”, czyli gatunki „inwazyjne”, jako zagrażające rdzennym i czystym genetycznie. Pisze o tym np. Tim Edensor (w książce „Tożsamość narodowa, kultura popularna i życie codzienne”), analizując m.in. przypadek zdecydowanej walki, jaką w ramach realizowanej polityki krajobrazowej III Rzesza wytoczyła niecierpkowi drobnokwiatowemu, widząc w nim złowrogiego najeźdźcę ze wschodu, który niszczy swojskie piękno niemieckich puszcz.

Sprawa może wydawać się błaha i w sumie odległa od rdzenia ideologii nazistowskiej, ale jeśli kierować się opinią J.-L. Vullierme, który w pracy „Lustro Zachodu” (2016) pisze, iż nazizm wchłonął z kultury europejskiej wiele tkwiących tam od dawna elementów, i że każdy z nich jest niebezpieczny, to może minąć chęć do naśmiewania się z protestujących na drzewach ekologów i do traktowania ich działań z sympatią, a choćby i pobłażliwością.

Niewykluczone też, że komuś gruntownie obznajomionemu z problematyką ekologii i jej historycznych (jak widać, dość kompromitujących) powiązań przyjdzie któregoś dnia do głowy, by zabronić posługiwania się hasłami ekologicznymi, tak jak zabroniono już posługiwania się innymi hasłami uznanymi za składniki totalitarnych ideologii. A wówczas zacznie się tropienie „mentalności totalitarnej” nie tylko wśród tych, którzy prowadzą gospodarstwa ekologiczne czy wspierają je, ale nawet tych, którzy interesują się nimi naukowo.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Połowiczne rozwiązanie

Pojawiające się ostatnio propozycje, aby wypłaty środków unijnych dla danego kraju powiązać z przestrzeganiem tam praworządności, są warte uwagi, ale wydają się zbyt mało radykalne i niekonsekwentne. Jeśli bowiem uznać za słuszne, iż UE nie powinna finansowo wspierać państwa, gdzie rządzi autorytarny reżim, to równie zasadna byłaby decyzja, by od takiego państwa UE nie przyjmowała pieniędzy. A więc – należało by zawiesić także przyjmowanie składek…

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz