Pilnuj, szewcze, kopyta!

Wobec notorycznie uprawianego – i szczególnie ulubionego – przez naukowców procederu zabierania głosu we wszelkich możliwych sprawach publicznych Komisja ds Etyki w Nauce PAN musiała wreszcie zabrać głos. Dlatego za sprawą jej Przewodniczącego, prof. A. Zolla, w Kodeksie Etyki Pracownika Naukowego znalazło się jasne i dobitne stwierdzenie: nie należy wykorzystywać autorytetu naukowego w debacie politycznej w warunkach przekraczających kompetencje osoby wypowiadającej się publicznie (12.IV.2018). Czyli, mówiąc mniej oględnie: pilnuj, szewcze, kopyta!

Gwoli ścisłości należy tu wspomnieć, iż podobne zapisy znajdują się w innych, szczegółowych kodeksach etyki, np. tym, przeznaczonym dla socjologów, gdzie ostrzega się przedstawicieli tej dyscypliny, by w wypowiedziach wykraczających poza obszar ich kompetencji merytorycznych unikali używania tytułów i stopni naukowych oraz by oddzielali swe opinie naukowe od innych sądów, zwłaszcza od ocen politycznych (pkt. 40).

Na niewiele jednak takie przestrogi się zdają, skoro co i raz słychać wybitnych specjalistów od tego czy tamtego, którzy zabierają głos na tematy absolutnie nie związane z materią, którą zajmują się zawodowo. Co gorsza, tyczy to również reprezentujących te środowiska stowarzyszeń, rad naukowych oraz innych ciał przedstawicielskich. Nie byłoby w tym oczywiście nic złego, bo przecież każdy obywatel osobno i wszyscy oni razem mają prawo, a nawet obowiązek wypowiadać się w sprawach publicznych, wszelako pod warunkiem, że swego autorytetu epistemicznego (jak go określa J. Bocheński) nie będą wykorzystywali jako autorytetu deontycznego. Autorytet w jakiejś dziedzinie nie upoważnia do formułowania sądów w żadnej innej dziedzinie – zaznacza Bocheński – ale także nie może stanowić podstawy do wygłaszania autorytatywnych sądów praktycznych, wartościujących, światopoglądowych czy religijnych („Co to jest autorytet?”). Dlatego, jeśli już któraś z utytułowanych profesorskich głów – albo i całe takie gremium – musi koniecznie zabrać głos publicznie, wszyscy oni powinni przemawiać jako zwykli obywatele, nie zaś jako „profesorowie”, bo właśnie to stanowi wysoce nieetyczne nadużycie!

„Sama znajomość greki lub matematyki, architektury, medycyny lub praw nie daje nikomu należytego poglądu na kwestie społeczne – pisał Le Bon w „Psychologii tłumu” – więc decyzja 40 członków Akademii w sprawach niefachowych nie będzie inna niż decyzja 40 woziwodów”. Szkoda, że tę oczywistą prawdę trzeba tak mądrym ludziom wciąż przypominać, a kiedy i to nie skutkuje, strofować ich i przymuszać do właściwego zachowania.

Reklamy
Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Faszyzm zwycięża w Polsce

Niedawno w Sopocie ogłoszono zakaz używania fajerwerków podczas Sylwestra – bo to szkodzi zwierzętom. Jakiś czas temu spór o wycinkę drzew w Puszczy Białowieskiej przegrali mieszkańcy okolicznych wsi, a zwyciężył interes – kornika drukarza, naturalnego elementu bioróżnorodności środowiska. Jeszcze wcześniej masowo bankrutowali właściciele farm kurzych, nie będąc w stanie spełnić kolejnych warunków i ograniczeń nakładanych w imię dobrostanu kur niosek.

Jeżeli wszystkie te zjawiska zdefiniować jako wyraz przekonania o konieczności poświęcania interesów ludzi dla dobra przyrody, to mamy do czynienia z ekofaszyzmem w czystej postaci. Bo tak właśnie definiują ekofaszyzm badacze problematyki ekologicznej (np. M.E. Zimmerman – hasło Ecofascism w The Encyclopedia of Religion and Nature, New York 2005).

Zresztą nie trzeba sięgać aż do naukowych teorii, by zauważyć, iż idee faszystowskie mają się w Polsce całkiem nieźle, ale bynajmniej nie w tych obszarach, na które wskazuje się najczęściej. Wystarczy wspomnieć doświadczenia będące udziałem Polaków podczas drugiej wojny światowej, by zrozumieć, czemu wkrótce po jej zakończeniu Zofia Dembińska odmówiła Janinie Słonimskiej opublikowania książki dla dzieci o zwierzętach. „To książka niepedagogiczna – tłumaczyła – bo teraz trzeba dzieci uczyć miłości do człowieka. Miłość do zwierząt jest uczuciem faszystowskim”.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Teorie z globalnego Południa

Pod tym tytułem ukazała się książka Raewyn Connell, w której autorka omawia światową socjologię z perspektywy socjologii „tubylczych” (indigenous), takich jak afrykańskie, muzułmańskie czy jej własna, czyli australijska. W pierwszej chwili można by sądzić, że powinna się tam znaleźć także socjologia polska, ale potem to wrażenie mija.

Na początku autorka charakteryzuje socjologię światową jako tylko pozornie uniwersalną, a faktycznie metropolitarną, antydemokratyczną (bo narzucającą punkt widzenia uprzywilejowanej, choć liczącej tylko 600 mln mniejszości całej reszcie, czyli pozostałym 6 mld mieszkańców globu) i abstrakcyjną (bo pomijającą warunki jej tworzenia, czyli – brutalny podbój, kolonializm i dominację). A te warunki odnoszą się zarówno do momentu powstania tej dyscypliny („większość socjologów prowadziła skromne mieszczańskie życie korzystając z nieodpłatnej pracy kobiet w patriarchalnym gospodarstwie domowym” – s. 29), jak i obecnych osiągnięć.

I tak chyba największa potęga w tym zakresie, czyli socjologia amerykańska została ufundowana na fałszywym założeniu terra nullius – ziemi niczyjej, gdzie uprzednio unicestwiono rdzenną ludność, zaś J. Coleman ośmielił się wpisać niewolnictwo w teorię racjonalnego wyboru, dowodząc iż dla niewolnika zaakceptowanie niewolnictwa jest racjonalne, jeśli alternatywą jest śmierć (s. 46) …

Inna zachodnia sława, a mianowicie A. Giddens sugeruje w swoich licznych tekstach, iż Zachód dominuje ze względu na „czasowe pierwszeństwo” w procesie modernizacji, a więc „inne typy ładu społecznego zanikają nie dlatego, że Europejczycy zaczęli je tępić ze strzelbami w dłoniach, ale dlatego, że nowoczesności nie sposób się oprzeć” (s. 51) …

Kolejny wielki socjolog, P. Bourdieu zachwyca się fotografią dzbana wykonaną w zburzonej algierskiej chałupie („Zmysł praktyczny”), ale jakoś nie rozwija myśli, że ta chałupa została zniszczona podczas walk francuskich sił kolonialnych z ruchem narodowowyzwoleńczym …

Itd, itp, dlatego Connell słusznie zauważa, iż taka „światowa” socjologia jest w najlepszym razie „etnosocjologią” silnej i bogatej Północy, której wpływom i zakłamanej wizji świata powinny przeciwstawiać się socjologie z Południa. W przeciwnym razie, tzn. akceptując wypracowane na Północy założenia i teorie, nawet prace faktycznie powstające na Południu nie będą mogły być tak nazywane, skoro tylko powielają narzucony im punkt widzenia, a wtedy stają się co najwyżej „filiami metropolii” (s. 92).

Teraz dopiero widać, dlaczego wśród omawianych przez Connell teorii z globalnego Południa nie znalazła się socjologia polska. Bo to tutaj wciąż wydaje się, że alfą i omegą prawdziwej nauki jest Zachód, bo to tu pracowicie powiela się koncepcje wypracowane gdzie indziej i – zgodnie z zaleceniami światłych decydentów z lokalnego Ministerstwa Nauki – nadal miarą największego osiągnięcia naukowego jest tu akceptacja na Zachodzie.

Trochę to dziwne, ale pozostaje faktem, że najbardziej skolonizowane świadomości można spotkać właśnie w Polsce, w XXI wieku, podczas gdy kraje będące kiedyś naprawdę koloniami, już się wyzwoliły z tej poddańczej mentalności.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

„Lawina bieg od tego zmienia…”

„… po jakich toczy się kamieniach” – pisał Czesław Miłosz w „Traktacie moralnym”. I przekonywał, że każdy w jakimś zakresie jest w stanie wpłynąć na bieg lawiny.

Niestety, ale jego sugestii nie biorą pod uwagę środowiska naukowe, a zwłaszcza te osoby, które lubią uważać się za autorytety moralne i przy każdej okazji podkreślają ethosowy aspekt swojej profesji. Czynią to jednak tak często i z takim zaangażowaniem, że najwyraźniej nie starcza im już determinacji, by zasady te próbować wcielić w życie, więc (zgodnie z określeniami Adama Podgóreckiego charakteryzującego polskie społeczeństwo) gesty „spektakularnej pryncypialności” dziwnie łatwo łączą się u nich z „przyziemną postawą przetrwania” . W rezultacie nie dość że sami demonstrują heroiczny konformizm, to jeszcze wszystkich wokół chcą ściągnąć do swego poziomu. Kiedy trzeba, nie cofną się nawet przed donoszeniem na swoich kolegów, zwłaszcza tych, którzy te same wartości rozumieją nieco inaczej, bo – bardziej dosłownie.

Cały przebieg trwających kilkanaście lat reform polskiej nauki potwierdza tę żałosną kondycję znacznej części jej przedstawicieli. Wszystkie kolejne działania resortu zmierzające do ograniczenia autonomii uczelni, placówek badawczych jak również samych naukowców – przez limitowanie możliwości zatrudnienia, nadzorowanie i kontrolowanie procesu dydaktycznego, regulowanie zasad publikowania przez korumpowanie punktami przeliczanymi na parametryzację – dokonują się przy praktycznie żadnym oporze poszczególnych środowisk, a nawet przy ich sporym udziale. Bo przecież to właśnie z tych środowisk rekrutują się „reżimowi kolaboranci”, jak ich nazywa Furedi, gorliwie współpracujący z resortem i podsuwający urzędnikom coraz to bardziej absurdalne rozwiązania.

Jednym z takich pomysłów jest najnowszy wymóg określenia dyscypliny dla danej placówki, co pociąga za sobą konieczność wyboru tejże dyscypliny przez wszystkich tam zatrudnionych, nawet jeśli uzyskane przez nich stopnie i tytuły oraz dorobek badawczy temu przeczą. Wszyscy jak jeden mąż składają jednak fałszywe oświadczenia podpisując się pod nimi z imienia i nazwiska. Nie ulega wątpliwości, że gdy zajdzie taka potrzeba, wszyscy bez mrugnięcia okiem zaświadczą też, że są wielbłądami!

Jeśli zatem dokonujące się reformy w polskiej nauce można całkiem zasadnie porównać do „lawiny” (bo to więcej niż pewne, że będą miały równie niszczycielski i dewastujący charakter – świadczy o tym choćby drastyczny spadek pozycji najlepszych polskich uniwersytetów w ostatnich światowych rankingach!) to i wszystkich, którzy w tym biorą udział, da się porównać do „kamieni”. Problem jednak w tym, że są to kamienie o nader wygładzonych brzegach, idealnie obłe i pozbawione jakichkolwiek wyrazistych kształtów – po prostu żadne. Bo chyba właśnie takie są najlepsze na takie czasy.

I dlatego lawina nie zmienia swego biegu, a nawet jakby nabierała tempa.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Szczyt klimatyczny

W Katowicach obraduje szczyt klimatyczny, więc w mediach dużo na ten temat. Słychać, jak na sali padają ambitne deklaracje i oświadczenia, ale widać też, jak po korytarzu przechadza się Indianin w swoim tradycyjnym stroju ludowym i z plastikowym kubeczkiem w ręku… I cały nastrój pryska.
Czyżby kolejna bujda na resorach?

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

„Hegemonialne praktyki akademickie”

Takie sformułowanie pada w Posłowiu do książki Astrid Erll „Kultura pamięci” (WUW 2018). I chociaż jego autorka nie rozwija tej myśli, to jednak szczegóły, które przytacza, potwierdzają taką tezę. Astrid Erll należy do najbardziej znanych badaczek pamięci, ale – o czym sama pisze we Wstępie – posługuje się swoim ojczystym językiem i ew. angielskim, nie uwzględnia więc prac badaczy polskich (co dziwniejsze, nawet tych opublikowanych właśnie po angielsku). Za to życzy sobie („aby wymiana naukowa w sprawie pamięci faktycznie przyjęła formę dialogu”), „żeby coraz więcej polskich prac tłumaczono na niemiecki”!

W tej sytuacji trudno więc nie uznać, że tłumaczenie jej publikacji na język polski wpisuje się w proces „kolonizowania polskiej humanistyki poprzez zalew teorii zachodnich” (s. 275), z czym zdaje się nie zgadzać Magdalena Saryusz-Wolska we wspomnianym Posłowiu. Ale czymże innym jest taki przypadek przy stale rosnącej ilości braku przypadków odwrotnych – publikowania na Zachodzie polskich tekstów naukowych? I na pewno nie jest to wina polskich badaczy. Raczej niedopatrzenie instytucji, do których obowiązków powinno należeć promowanie ich dorobku za granicą w taki np. sposób, jak czyni to – w stosunku do książki Erll – Niemiecki Instytut Historyczny w Warszawie.

Swoją drogą, wypada mieć nadzieję, że taki sponsor nie spowoduje kolejnych kłopotów Wydawnictw Uniwersytetu Warszawskiego, które – publikując w 2012 r. pracę Hagena Schulze „Państwo i naród w dziejach Europy” – albo przez własne niedopatrzenie, albo też wskutek „dopatrzenia” sponsorów tamtego tłumaczenia (Instytut Goethego i Niemieckie Ministerstwo Spraw Zagranicznych) w żaden sposób nie skorygowało ani przynajmniej nie opatrzyło komentarzem fragmentu tekstu Schulzego o „polskich obozach zagłady” (s. 280). Tamto wydanie, po interwencji władz UW, wycofano z księgarń.

Wniosek? Konsekwencje „hegemonialnych praktyk akademickich” bywają różne.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Poetyka i polityka

Działania Rosji wciąż zaskakują i dopiero ex post politycy i komentatorzy przyznają, iż kierowane są one bardzo logicznym i konsekwentnym myśleniem. I chyba nic dziwnego, skoro Prezydent Putin uchodzi za znakomitego szachistę. Trudno zatem zgodzić się, by jego postępowanie miało być „nieobliczalne”. Tak może się wydawać tylko tym, którzy znakomitymi szachistami – nie są.

Gdyby jednak poszukać jakichś dodatkowych wskazówek tłumaczących zasady polityki Rosji, to chyba warto by ich poszukać w rosyjskiej kulturze, najlepiej ludowej, np. w poetyce pieśni ludowych. Ot, chociażby taki bardzo popularny romans „Невечерняя”:

https://youtu.be/Msqii6dSomg

O czym śpiewa tam Sonia Timofiejewa, jeden z najwspanialszych cygańskich głosów XX wieku?
„Och, niewieczorna,
niewieczorna to zorza,
zorza, zorzeńka
zagasała.
Dajcie mi,
dajcie mi bracia
trojkę siwków,
siwków kropiatych,
trójkę koni…”

Jak widać i słychać na nagraniu, zarówno treść i kompozycja romansu, jak wreszcie jego wykonanie, to bardzo dynamicznie narastające crescendo: od cichego zaśpiewu o gasnącej zorzy, do coraz bardziej głośnego żądania trzech „серопегих лошадей”. Każdy kolejny wers powtarza słowo z poprzedniego i zarazem dodaje następne, przez co tworzy się płynna i spójna gradacja.

Czy nie tak samo wygląda rosyjska polityka? Zaczyna się od drobnych, pozornie nie mających ze sobą związku kroków, które jednak kumulują się i prowadzą do z góry zaplanowanego celu. Jak wiadomo: towarzystwo prosi, ale jeśli mu nie dać tego, o co prosi, to samo bierze… I na pewno nie skończy się tu na „серопегих лошадях”

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz