Powszechna inwigilacja

Wizja roku 1984 spełnia się na naszych oczach. Więc niby czym „demokratyczny Zachód” różni się od „autorytarnych reżimów”?

https://twitter.com/disclosetv/status/1619653135252996096?s=20&t=sZ7pXnPi0iT7ewOHy0KU2w

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Ukraińska polityka historyczna

Putin nazywa Ukrainę częścią rosyjskiej historii, a w obecnej postaci –
sztucznym tworem ustanowionym przez bolszewików i kolejne rządy, które lekkomyślnie przekazywały temu państwu kolejne rosyjskie ziemie. Mentorem Putina jest Aleksander Dugin, zwolennik wielkiej Rosji i jej imperialnej polityki, a jego argumentacja budzi zrozumiały sprzeciw na Ukrainie, w Polsce i na Zachodzie.

Szkoda jednak, że z podobnym potępieniem nie spotkały się rewelacje zamieszczone w przewodniku „Ukraińskie miejsca w Polsce”, którą wydała ponad 10 lat temu lwowska fundacja „Ukraina – Ruś”.

https://www.rp.pl/historia/art7214631-ukraincy-twierdza-ze-zalozyli-polske

Nietrudno zauważyć, że ustalenia badaczy ukraińskich to właściwie kopia rozumowania Dugina, które Putin wciela w życie od prawie roku. Jak można przeczytać w artykule opublikowanym w 2010 r. w „Rz”, polscy historycy zbagatelizowali ukraińskie rewelacje twierdząc, że są tak absurdalne, iż byłoby niepoważne z nimi polemizować. Owszem, rojenia grupki jakichś nacjonalistów ukraińskich to nie to samo, co oficjalne działania władz państwowych. Ale czy można wykluczyć, że pomysły fundacji „Ukraina –
Ruś” za jakiś czas nie posłużą władzom w Kijowie do uzasadnienia ich polityki względem Polski. Czy trzeba czekać, aż myślenie ukraińskich Duginów znajdzie w Kijowie swojego odpowiednika Putina, a wtedy ich słowa oraz nacjonalistyczna ideologia zaczną być realizowane w praktyce? Już teraz partia Svoboda publikuje mapy „Wielkiej Ukrainy”, gdzie Polska prezentowana jest bez Przemyśla, Rzeszowa, a nawet Krakowa…

Powinno się o tym myśleć zawczasu, bo nie jest to wcale wykluczone.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Informacja czy dezinformacja?

Przed chwilą w Polsat News podano informację o tym, że w obwodzie ługańskim lekarze odmawiają leczenia rannych wagnerowców – bo ci mają HIV, syfilis, gruźlicę i zapalenie płuc.

O tym samym napisała na swoim blogu Animela (29 stycznia 2023 – Salon24) i zamieściła link odsyłający do wiadomości z portalu Interia, z której wywnioskowała, iż chodzi o lekarzy ukraińskich . Z kolei Interia powołuje się na komunikat sztabu generalnego sił zbrojnych Ukrainy, ale niejasność pozostaje: czy miejscowość Juwiłejna i szpital miejski nr 15 są teraz pod okupacją rosyjską – oto jest pytanie!

https://www.salon24.pl/u/polityka-od-kuchni/1280165,wagnerowcy-nieleczeni

Jeżeli interpretacja Animeli jest słuszna, to co? Odpowiedź nasuwa się sama: gdyby propaganda kremlowska chciała zohydzić w oczach cywilizowanego świata wizerunek Ukraińców, nie wymyślono by nic lepszego niż to, o czym piszą, a nieraz wręcz chwalą się sami Ukraińcy. Już na początku wojny Amnesty International zarzucała stronie ukraińskiej łamanie prawa –
atakowanie obiektów cywilnych, a Human Watch Rights – upublicznianie wizerunku jeńców rosyjskich. Pan Melnyk odpowiadał na to, że przecież jest wojna i takie rzeczy mają prawo się dziać. Tak jakby wojna, a nawet fakt bycia zaatakowanym zwalniały z przestrzegania prawa. Także dziennikarze – Alina Lipp czy Anne-Laure Bonnel – donosiły o zbrodniach wojennych armii ukraińskiej, ale zostały uznane za agentki Kremla i spotkały się z szykanami i cenzurą. Również skandaliczne słowa Zełenskiego: „front jest zaśmiecony trupami rosyjskich żołnierzy” nie zostały dostrzeżone i należycie skomentowane. Podobnie redaktor w Polsat News – ani słowem nie odniósł się do przekazywanej wiadomości, iż takie postępowanie narusza prawo międzynarodowe (nakazujące leczyć pojmanych przeciwników, a tym bardziej – własnych żołnierzy) i zarazem przysięgę Hippokratesa (zobowiązującą do udzielania pomocy każdemu, a więc nawet – a raczej zwłaszcza – osobie chorej).

Jeżeli w kolportowanej informacji/dezinformacji naprawdę chodziło o stronę ukraińską, to chyba najwyższy czas, by Polska, Europa i cały zachodni świat wyciągnęły wnioski z tych faktów i zasadniczo zweryfikowały swój stosunek do Ukrainy. A zwykłego człowieka nachodzi refleksja, że niewiele brakuje, a zacznie modlić się, by – mimo wszystko – Ukraina jednak nie wygrała tej wojny. Dlatego tak ważne jest zweryfikowanie podawanego faktu. Ukraińcy mają już sporo za uszami, więc takie reakcje nie powinny dziwić.

Opublikowano Uncategorized | 2 Komentarze

Równość zdeprawowana, czyli równość według gender studies

„Równość zdeprawowana” – taki tytuł nosi jeden z rozdziałów książki Chantal Delsol: „Nienawiść do świata. Totalitaryzmy i ponowoczesność”(2020), w którym autorka, profesor i dyrektor Ośrodka Studiów Europejskich w Paryżu, pokazuje konsekwencje zatarcia właściwego rozumienia pojęcia „równość”, a właściwie absolutyzowanie tylko jednego ze znaczeń tego słowa, przy kompletnym pomijaniu milczeniem drugiego, tak samo istotnego.

Jak pisze Wojciech Dziedziak („Szkic o sprawiedliwości naturalnej i rozdzielczej” – w: „Studia Iuridica Lublinansia” maj 2021) w filozofii europejskiej odróżniano równość, czyli sprawiedliwość „wyrównawczą”, „wymienną” od tej „rozdzielczej”. Ta pierwsza dotyczyła, według Arystotelesa, pełnej ekwiwalencji między pracą a wynagrodzeniem, szkodą a zadośćuczynieniem itp. Ta druga opierała się na zasadzie proporcjonalności i obowiązywała w sytuacjach, gdy prosty egalitaryzm („każdemu po równo”) byłby właśnie rażącą niesprawiedliwością. Ten błąd koryguje sprawiedliwość rozdzielcza, proporcjonalna, która opiera się na zasadzie „suum cuique tribuere” – „każdemu to, co mu się należy. Istotę tej drugiej reguły równości dobrze ujął Platon w „Prawach”: „przydane bowiem do nierównych wartości staje się nierówne to, co jest równe” (s. 223).

W odniesieniu do kwestii społecznych rozważania filozoficzne prowadziły do uformowania pojęcia równości naturalnej (odnoszącej się do naturalnych praw każdego człowieka jeśli chodzi o prawo do życia, egzystencji itp.) oraz równości rozdzielczej, dystrybutywnej, która musi różnicować prawa wedle obowiązków i zasług. Jak dowodzi Dziedziak, „sprawiedliwość wymienna, będąca rodzajem sprawiedliwości wyrównawczej, nie wystarcza do prawidłowego, dobrego ułożenia stosunków społecznych w państwie, w obrębie którego konieczne są również reguły sprawiedliwości rozdzielczej”. Tylko one bowiem uwzględniają nierówne obowiązki, zasługi i role, jakie pełnią członkowie społeczeństwa. Czyli dokładnie tak, jak pisał Arystoteles w „Polityce”: „z osób zupełnie jednakich państwo powstać nie może” (1953, s. 33).

Tymczasem współcześnie dochodzi do zatarcia tych odmiennych znaczeń i sensów pojęcia „równość” i sprowadzenia go tylko do jednego, tego „naturalnego”, ale całkowicie błędnego, jeśli chodzi o życie społeczne. Można nawet powiedzieć, że dokonuje się tu pomieszanie życia społecznego i biologicznego, zastąpienie bios przez zoon, a więc sprowadzenie życia politycznego do życia naturalnego, „nagiego” – według G. Agambena.

Proces ten dokonuje się przez zanegowanie komplementarności, a więc współzależności i budowanych na tej podstawie więzi społecznych ludzkiej zbiorowości. Towarzyszy temu wprowadzanie na miejsce pojęcia „rola” konceptu „funkcja”. Rola społeczna wyznacza jednostce trwałe miejsce w społeczeństwie; funkcja pozbawia ją tego miejsca, bo czyni jednostkę taką samą jak wszystkie inne, a wiec w pełni zastępowalną i wymienialną. To jest właśnie istota totalitarnego projektu (zmierzającego do zastąpienia „społeczeństw” masami złożonymi z takich samych izolowanych atomów) a wprowadzanego obecnie w życie pod hasłami nowoczesności, równości i sprawiedliwości – podkreśla Delsol.

A dzieje się tak, niestety, przy wydatnym udziale nauk społecznych, które pod presją ideologii najwyraźniej zapoznają swój ethos i własne naukowe fundamenty. Łatwo znaleźć przykłady ilustrujące ten proces –
chociażby bogaty nurt badań feministycznych i gender studies, które wykazują, ile to „nierówności” generuje tradycyjny podział ról społecznych, a zwłaszcza ról w rodzinie. W pracach takich jak np. „Parenting and Work in Poland” (dr Karoliny Suwady) można znaleźć wiele przykładów „nierówności” między rolami matki i ojca oraz między przysługującymi im prawami. W rezultacie to, co powinno znaleźć zrozumienie i akceptację u socjologa zajmującego się wszak nie jednostkami, ale grupami społecznymi, budzi jego ostrą krytykę. Czy winne jest temu tylko myślenie ideologiczne, czy brak refleksji filozoficznej, czy też kompletne zapoznanie istoty życia zbiorowego?

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Zamysły prysły

„Prysły zmysły” śpiewała Irena Kwiatkowska w Kabarecie Starszych Panów, a teraz okazuje się, że jeszcze zanim na dobre rozkręcono produkcję samochodów elektrycznych to nadzieje z nimi wiązane okazały się płonne i – zamysły prysły.

https://www.theguardian.com/us-news/2023/jan/24/us-electric-vehicles-lithium-consequences-research

A zamysły dotyczyły tego, że takie pojazdy będą – najogólniej mowiąc –
przyjazne środowisku. Tymczasem oczywiste jest, że to, czego nie spalą silniki samochodów elektrycznych, będzie musiało zostać uprzednio spalone w elektrowniach produkujących do nich zasilanie. Poza tym coraz częściej słyszy się, że takie samochody są bardziej niebezpieczne dla pasażerów, a ich utylizacja również, może nawet bardziej niż zwykłych pojazdów, obciąży środowisko naturalne.

Tak więc kolejna mrzonka ludzkości – po rojeniach o kamieniu filozoficznym, perpetuum mobile, rozwoju zrównoważonym (wspaniały oksymoron) czy tzw. zeroemisyjności – rozwiewa się w konfrontacji z wynikami badań i zwykłym zdrowym rozsądkiem.

I właśnie teraz władze Warszawy chwalą się, że dokonują zakupów kolejnych autobusów elektrycznych!

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Od cenzury do „walki z dezinformacją”

Kiedyś zamykanie ust przeciwnikom i prześladowanie odmiennych przekonań nazywano cenzurą i każdy wiedział, że to jest złe. Teraz mówi się, że chodzi o „zwalczanie fake newsów” i „przeciwdziałanie dezinformacji” i ma to być dobre.

Kiedyś można było przynajmniej liczyć na to, że co jest kłamstwem po jednej stronie Pirenejów, będzie uznane za prawdę po ich drugiej stronie. Jednak obecnie podczas WEF w Davos („ta sekta jest największym zagrożeniem dla rządów prawa, demokracji i wolnego rynku” – powiedział ostatnio eurodeputowany M. Kolakusic z Chorwacji) dyskutowano o tych sprawach na panelu „The Clear and Present Danger of Desinformation”, co wskazuje, że wkrótce na całym globie będzie obowiązywała jedna, jedynie słuszna opinia w każdej sprawie: zaczynając od kwestii środowiska, pandemii czy szczepionek, a kończąc na polityce międzynarodowej i koncepcji „miast 15 minut”, zgodnie z którą pozamyka się mieszkańców tych miast w dzielnicach-gettach poprzegradzanych elektronicznymi bramkami. Wszystko oczywiście dla ich dobra i w imię ekologii. Ale – gdzie wtedy znajdą azyl wszyscy odszczepieńcy, heretycy i dysydenci?

„Zakazywano dotąd zawsze tylko prawdy” pisał Nietzsche w „Ecce homo” (1909, s. 9). Wiele wskazuje na to, że już niedługo zakażą cytowania Nietzschego.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Dr Fauci – ciąg dalszy kompromitacji

Doktor Fauci, któremu podczas trzech lat pandemii nos wydłużał się systematycznie, próbuje teraz odkręcać, co się da. Ciekawe, czy w jego ślady pójdą ci wszyscy „eksperci”, którzy powtarzali za nim każdą szkodliwą bzdurę.

https://beckernews.com/bombshell-fauci-emails-49124/

Ale niewątpliwie jego nazwisko i jeszcze wiele innych nazwisk osób, które na całym świecie, w tym i w Polsce, szerzyły za pośrednictwem mediów nieprawdziwe, niesprawdzone, pozbawione dowodów naukowych twierdzenia, warto polecić uwadze Polskiego Towarzystwa Mediów Medycznych i jego prezes, Maji Herman. Powołane w grudniu 2021 r. towarzystwo postawiło sobie za cel weryfikację wiarygodności opinii formułowanych w mediach i dyscyplinowanie tych, którzy szerzą pseudo-medyczne rewelacje. Ostatnio towarzystwo skierowało pozew przeciwko Beacie Pawlikowskiej, która na podstawie własnego, bogatego doświadczenia stwierdziła, że leki na depresję nie działają.

Teraz już wiadomo, co owo towarzystwo rozumie przez „weryfikację” –
wcale nie wymianę racjonalnych argumentów i naukową dyskusję, lecz kierowanie sprawy do sądu, aby ten „dyscyplinował” wszystkich myślących inaczej. Nawet Kopernik nie miałby u nich szans ze swoją przełomową teorią. Jak tak dalej pójdzie, to strach będzie powiedzieć (choćby i żartem), a nawet pomyśleć (bo to zostanie od razu zakwalifikowane jako „myślozbrodnia”), cokolwiek niezgodnego ze stanem aktualnej wiedzy, a raczej z tym, co uważają aktualne „autorytety”. Niech tylko ktoś się odezwie, że dwa razy dwa równa się pięć albo że ziemia jest płaska. Od razu taki pechowiec albo nieuk będzie pozywany przez matematyków albo astronomów, sądzony i surowo karany. Witajcie w nowym wspaniałym świecie!

Opublikowano Uncategorized | 1 komentarz

Uwiąd myślenia kreatywnego

Powtarzające się doniesienia o coraz mniejszej liczbie odkryć naukowych, a więc o uwiądzie myślenia kreatywnego i atrofii wynalazczości każą zastanawiać się nad przyczynami tego stanu rzeczy.

https://naukawpolsce.pl/aktualnosci/news%2C94972%2Canaliza-odkrycia-i-wynalazki-staja-sie-coraz-mniej-przelomowe.html https://forsal.pl/lifestyle/technologie/artykuly/8118861,technologiczna-stagnacja-na-swiecie-przyczyny.html

Czy jest tak dlatego, że właściwie wszystko, co istotne, zostało już wynalezione? Czy może badaczy zniechęca to, że niestety, ale potwierdza się opinia J.S. Milla: „jest wątpliwe, czy któryś z dotychczasowych wynalazków technicznych zmniejszył dzienny trud jakiejś ednostki ludzkiej” („Zasady ekonomii politycznej”, t. II, s. 489)? A może chodzi o to, że teraz coraz więcej czasu zajmuje badaczom poszukiwanie sposobów niwelowania negatywnych skutków cześniejszych odkryć (zaczynając od zniszczenia środowiska, a kończąc na fluorze, którego nadmiar upośledza ludzki mózg)? A może zabójczy dla odkrywczości i innowacji okazuje się sposób funkcjonowania nauki – systematycznie pozbawiany autonomii, wprzęgany w doraźne cele dyktowane przez biznes, a przede wszystkim paraliżowany biurokratycznym zarządzaniem?

Wystarczyłby jeden z tych czynników, aby odechciało się twórczo myśleć, a co dopiero wszystkie trzy naraz.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Jeszcze jedna ofiara Covid

Poza wszystkimi, którzy ucierpieli bądź dopiero ucierpią w wyniku przyjęcia niedostatecznie sprawdzonych preparatów mRNA nazwanych „szczepionkami”, poza tymi, którzy w wyniku niewłaściwych działań skoncentrowanej na przypadkach covid służby zdrowia zmarli bądź teraz „nagle i niespodziewanie” umierają (co eufemistycznie określa się jako „dług zdrowotny” – w USA liczbę takich „nadmiarowych zgonów” szacuje się na 480 tys. w 2022 r.; w Wielkiej Brytanii notuje się obecnie ponad 1 tysiąc „nadmiarowych zgonów” na tydzień) warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną „ofiarę” pandemii. Jest nią niewątpliwie nauka, określone środowiska naukowe oraz konkretni naukowcy, i to nie tylko ci, którzy ponieśli konsekwencje tego, że mieli inne zdanie niż oficjalnie przyjęte, ale także ci, którzy ugięli się pod presją i przemilczali dowody świadczące przeciw „jedynie słusznej” opinii bądź nawet dostarczali fałszywych dowodów wspierających nieprawdziwe i groźne twierdzenia. Tekst dotyczący uniwersytetu o światowej renomie potwierdza, że stało się coś głęboko niepokojącego.

https://www.tabletmag.com/sections/arts-letters/articles/stanford-failed-academic-freedom-test

Jeśli nauka zakłada, że żadne jej ustalenie nie może być uznane za ostateczne i definitywne i dlatego trzeba być otwartym na kolejne argumenty, jeśli nauka rozwija się dzięki ciągłej polemice i dyskusji, w trakcie której stare hipotezy „umierają za nas” – jak to przedstawiał Karl Popper, jeśli wreszcie zabójczy dla nauki jest brak wolności słowa, to skutki tego wszystkiego, co stało się podczas pandemii covid są tym bardziej groźne, że nie do oszacowania.

Wszystkie te zasady wpisane do kodeksów etycznych każdej dyscypliny naukowej i do których przestrzegania zobowiązuje się każdy pracownik nauki zostały w ostatnich trzech latach zakwestionowane, a nawet zabronione i objęte surowymi sankcjami. I dzieje się tak za sprawą i przy współudziale samych naukowców: pomijając już brutalną i niewybredną medialną nagonkę przy udziale medycznych „ekspertów”, warto wspomnieć, że jakiś rok temu zespół ds covid przy Prezesie PAN domagał się administracyjnych represji dla wszystkich kwestionujących ustaloną wykładnię, a obecnie Izby Lekarskie w całej Polsce wydają wyroki na nieposłusznych lekarzy.

Jakie będą tego konsekwencje – czas pokaże. Na pewno nie da się tak łatwo odbudować mocno nadwątlonego autorytetu samej nauki i oczywiście jej przedstawicieli. Zwłaszcza tych, którzy publicznie nawoływali do działań niezgodnych z ethosem naukowca i niegodnych państwa demokratycznego.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Przekręt finansowy z ludobójstwem w tle

Kolejne doniesienia w sprawie szczepionek przeciw koronawirusowi potwierdzają, że opinie na ich temat systematycznie się zmieniają, a kierunek tych zmian wskazuje, iż dotychczasowa narracja już wkrótce zostanie zastąpiona dokładnie odwrotną.

Jak w koszmarze sennym okazuje się po kolei, że to, przed czym przestrzegano niezaszczepionych, zagraża właśnie tym zaszczepionym:
– producenci już przyznali, że ich preparaty nie chronią przed transmisją wirusa, a wiele badań dowodzi nawet, że nasilają tę transmisję, przez co zaszczepieni stają się poważnym zagrożeniem dla niezaszczepionych
– wbrew pierwotnym zapewnieniom to „szczepionki” sprzyjają powstawaniu kolejnych mutacji wirusa, nie zaś ich nieprzyjęcie i naturalne przechorowanie infekcji
– preparaty zwane „szczepionkami” nie chronią więc przed samą infekcją, a nawet wprost przeciwnie, bardziej na nią narażają, zaś przebieg choroby staje się poważniejszy niż w przypadku osoby, która nie przyjęła preparatu mRNA
– owe „szczepionki” nie zapobiegają też śmierci, co było widać już od pierwszych miesięcy po ich wprowadzeniu, natomiast obecnie mamy do czynienia z istnym tsunami „nagłych i niespodziewanych zgonów” i to wśród ludzi młodych i w świetnej kondycji fizycznej
– badacze obawiają się także, że technologia mRNA na stałe upośledza odporność człowieka, co sprzyjać będzie powrotowi wielu ciężkich i już opanowanych chorób; niewykluczony też jest wpływ mRNA na ludzki genom i związane z tym trudne do przewidzenia mutacje genetyczne.

Argumentów podważających dotychczasowe twierdzenia dostarczają prestiżowe pisma medyczne ((„Lancet” z października 2022), gdzie wykazano, że z czasem skuteczność „szczepionki” spada poniżej zera, co oznacza, że zaszczepiony staje się bardziej, a nie mniej podatny na Covid. Również CDC (Centrum Kontroli Chorób – Oxford University) informuje, iż szczepienia przeciw Covid po prostu nie działają i mają potencjalnie śmiercionośne konsekwencje. Z kolei America’s Frontline Doctor’s wykazują, iż „szczepienie” wywołuje zespół nabytego niedoboru odporności (VAIDS – Vaccine Acquired Immune Deficiency Syndrome).

Jakby tego było mało, z Raportu Systemu Zgłaszania Zdarzeń Poszczepiennych (VAERS) można się dowiedzieć, że od czasu zastosowania „szczepionek” z mRNA nastąpił wzrost liczby poronień i martwych porodów – o 4070% (to nie pomyłka – o ponad 4 tysiące procent!), a Euro MOMO przedstawia dane, z których wynika, że po zatwierdzeniu „szczepionek” liczba zgonów wśród dzieci powyżej 5 roku życia wzrosła o 755% (o siedemset pięćdziesiąt pięć procent!).

Ale dla wielu „ciągle brak przekonujących dowodów” szkodliwości preparatu. Nadal też Pfizer produkuje kolejne wersje swoich „szczepionek”, chociaż i one okazują się niezwykle groźne – o czym przekonuje chociażby poniższa najnowsza wiadomość:

https://twitter.com/FLAHAULT/status/1614191979105062912?s=20&t=rkxMewLELL8f4W_x6q3tMQ

Ciekawe, kiedy skończy się to zbiorowe szaleństwo i zostaną rozliczeni wszyscy winni tej zbrodni. Minister Niedzielski już obawia się o swoje życie. I słusznie.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Po co jest demokracja?

Wczoraj, podczas inauguracji Kongresu Niepodległa 2023 min. Gliński udzielił na to pytanie zadziwiającej odpowiedzi: „po to jest demokracja, żeby wzmacniać centralne instytucje”.

Czy tak mu się tylko powiedziało, czy faktycznie tak będzie to teraz rozumiane? Dla profesora taka wypowiedź byłaby kompromitująca, ale dla polityka już nie. Za to daje do myślenia.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Antysemityzm Whoopi Goldberg

Na początku minionego roku (w lutym) i na końcu (w grudniu) Whoopi Goldberg naraziła się opinii publicznej w USA twierdząc, że „w Holokauście nie chodziło o rasę”. Określono to jako „antysemickie wypowiedzi”, a jej argumentacja, że nie powinno się współcześnie podtrzymywać nazistowskiej narracji o rasach „wyższych” i „niższych”, okazało się jeszcze bardziej niefortunne.

Już w lutym Paweł Jędrzejewski („Forum Żydów Polskich”) przyznał jej poniekąd rację, przypominając, że – po pierwsze – przez „rasę” rozumie się w Ameryce coś innego niż w Europie (dlatego aktorka mogła powoływać się na tę okoliczność, że przecież Holokaust był tym, co „biali ludzie zrobili innym białym ludziom”, bo dla Amerykanów rasizm to prześladowania kolorowych przez białych), a po drugie, że faktycznie rasizm był w III Rzeszy tylko ideologicznym pretekstem, pseudonaukowym uzasadnieniem dla likwidacji Żydów. Można więc mówić o antysemityzmie, ale nie o rasizmie.

Z takim stanowiskiem nie zgodziliby się z kolei ci, którzy twierdzą, że nie był to też antysemityzm, bo przecież – z jednej strony – Niemcy nie mieli nic przeciwko Arabom, niewątpliwie pochodzenia „semickiego”, a z drugiej strony – większość prześladowanych Żydów nie reprezentowała „rasy semickiej” (z wyjątkiem ludności o pochodzeniu sefardyjskim), ale była pochodzenia aszkenazyjskiego, więc zdecydowanie „nie-semickiego”. Może zatem był to raczej anty-judaizm?

Jeszcze inni, jak np. współcześni historycy, np. Dan Diner czy Detler Peukert, uważają, że Niemcom chodziło przede wszystkim o wyeliminowanie tych grup, które uważali za nieprzydatne w procesie modernizacji kraju. Skoro celem nazistów była budowa nowoczesnego społeczeństwa, wszyscy uznani za „balast” -„balastexistenzen” – powinni opuścić kraj: albo dobrowolnie udając się na emigrację (co początkowo planowano w odniesieniu właśnie do niemieckich Żydów), albo już przymusowo, zamykani w obozach i systematycznie likwidowani.

„Rozwiązanie ostateczne” nie brało się więc z tradycyjnej nienawiści do Żydów – twierdzą badacze (w: Nazizm, Trzecia Rzesza a problemy modernizacji”, red. Hubert Orłowski, Poznań 2000), ale z racjonalnej kalkulacji kosztów i zysków związanych z utrzymaniem jednostek i określonych grup oraz z ich produktywnością. A tu decydujący głos miała nauka i elity z akademickim wykształceniem, specjaliści od ekonomii, zagospodarowania przestrzennego, nauk społecznych – ci wszyscy wybitni profesorowie zwani dziś „prekursorami eksterminacji”.

Trudno nie zauważyć, że retoryka modernizacji i produktywności stanowiła również centralny element dyskursu transformacyjnego w Polsce po roku ’89 – tu też badacze chętnie rozpisywali się o grupach stanowiących „balast” i postulowali pozbycie się ich, np. przez „emigracje ostatnią”.

Rozstrzygnięcie wszelkich kontrowersji związanych z wypowiedziami Whoopi Goldberg i innych tego rodzaju wątpliwości najlepiej pozostawić specjalistom, ale jeszcze jedna okoliczność zwraca uwagę socjologa. Otóż aktorka nie tylko została skrytykowana i potępiona, ale też nałożono na nią karę – mianowicie zawieszono ją w roli prowadzącej jakiś program telewizyjny. Dla celebryty to z pewnością bardzo dotkliwa sankcja. Teraz aktorka gęsto się tłumaczy, przeprasza i kaja (za komuny takie coś nazywano „składaniem samokrytyki przed kolektywem”). I odwołuje swoje poprzednie słowa powtarzając: „w Holokauście jednak chodziło o rasę”. Dodaje przy tym coś jeszcze: „wciąż się dużo uczę”.

Uczy się pewnie tego, co zauważył już dawno temu Alexis de Tocqueville pisząc: „spośród wszystkich znanych mi krajów w Ameryce jest najmniej intelektualnej swobody i faktycznej wolności wypowiadania się” („O demokracji w Ameryce”, t. I, s. 260).

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Coś innego –

– dla odmiany. Słuchanie tego samego, co wszyscy – i to po wiele razy, patrzenie na to samo, na co patrzą inni, czytanie tekstów, które czytały już miliony… Jaki to ma sens?

Lepiej sięgnąć po coś, czego prawdopodobnie nikt (poza autorem) nie przeczytał, a co w dodatku zachowało się w oryginalnym rękopisie. I co jest po prostu dobrym kawałkiem prozy.
zapóźniak.pdf

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Doktryna czy synody

Wśród komentarzy po śmierci papieża-emeryta Benedykta XVI pojawił się wątek dotyczący rosnącej roli synodów w Kościele Katolickim. Benedykt XVI ponad rozstrzygnięcia synodów stawiał prawdy wiary zawarte w dogmatach, ale proces synodalny systematycznie zyskuje na znaczeniu: istniał, co prawda, w pierwszych wiekach Kościoła, ale dopiero w 1965 r. Paweł VI sformalizował działania synodu biskupów, a w 2021 r. Franciszek ogłosił dokument o „Kościele synodalnym”, co sygnalizuje rosnącą rolę zgromadzeń kapłanów i wiernych, być może nawet kosztem doktryny (czego najwyraźniej obawiał się Benedykt XVI).

Ta tendencja jednak coś przypomina: także w świecie świeckim można zaobserwować, że głos funkcjonariuszy jakiejś instytucji zaczyna przeważać nad zasadami, na jakich te instytucje się opierają i na straży których mają oni stać. Z depozytariuszy tych zasad stają się więc oni ich dysponentami i, jak widać, dysponują nimi nader swobodnie.

I tak sędziowie uzurpują sobie prawo do interpretowania, a nawet formułowania prawa, zamiast – jak to określał Monteskiusz – być tylko ustami, które wypowiadają treść ustaw.

Dziennikarze zamiast przekazywać fakty i cytować cudze opinie, sami zaczynają te fakty tworzyć i wyrażać własne zdanie (jak miało to miejsce w przypadku zablokowania konta Trumpa na Twitterze: bo – jak podano w uzasadnieniu – „to, co mówi Trump jest niezgodne z tym, co my, dziennikarze, uznajemy za prawdę”).

Nawet naukowcy, zamiast przestrzegać, by ustalenia naukowe były respektowane i miały moc rozstrzygającą, uginają się pod presją okoliczności i kwestionują oczywiste zasady: tak stało się w przypadku medycznych „ekspertów”, którzy odrzucali niewygodne dla koncernów farmaceutycznych badania na temat covid i „szczepionek”, a teraz jako „biegli” zatrudnieni przez Izby Lekarskie odbierają prawo wykonywania zawodu tym kolegom, którzy nie uznawali administracyjnych rozstrzygnięć, lecz powoływali się na wyniki prac naukowych publikowanych przez wybitne autorytety w prestiżowych czasopismach światowych. Podobnie uczyniła Rada Języka Polskiego, która po wybuchu wojny na Ukrainie ogłosiła, że wprawdzie regułą było dotąd w polszczyźnie używanie zwrotu „na Ukrainie”, to jednak w obecnej sytuacji można śmiało używać także formy „w Ukrainie”.

Zwycięstwa odnoszone przez zwolenników zasady „synodalności” mogą jednak okazać się zwycięstwami pozornymi przy kolejnej zmianie sytuacji, a zasady – czy to religijne, czy świeckie – są po to, by nie wszystko zależało od doraźnych okoliczności i „widzimisię” tego bądź innego grona, lecz po to, by istniały jakieś pewne i trwałe punkty odniesienia do oceny bieżących zdarzeń. Rezygnując z tych prawd/zasad/fundamentów w imię doraźnych korzyści, układów czy poprawności politycznej, bardzo wiele ryzykujemy.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Bilans wojny na Ukrainie

Trwająca już dziesięć miesięcy wojna na Ukrainie przyniosła straty nie tylko w ludziach, sprzęcie czy infrastrukturze, ale też poważnie nadwyrężyła fundamentalne wartości europejskie, jakimi przecież szczycono się również w Polsce.

Bez wahania zaczęto stosować krytykowaną wcześniej zasadę zbiorowej odpowiedzialności – winą obarcza się wszystkich bez wyjątku Rosjan (np. jakiś czas temu Rada Naukowa IFiS PAN całkiem na poważnie rozważała niedopuszczanie do studiów doktoranckich młodzieży z Rosji).

Piętnowaną dotąd jako bolszewicka zasadę „kradnij to, co ukradzione” zaczęły wprowadzać europejskie banki, a premier Mateusz Morawiecki, wcześniej bankowiec, wzywa nawet do konfiskaty majątków bogatych Rosjan.

W obszarze kultury min. Gliński postuluje, by „całkowicie usunąć z przestrzeni publicznej kulturę rosyjską”; w sporcie – który też podobno powinien być sferą autonomiczną i niezależną od bieżącej polityki – działacze i sami sportowcy (np. Iwona Niedźwiedź) domagają się wykluczenia rosyjskich zawodników z międzynarodowych turniejów, a w mediach już drugiego dnia wojny zastosowano cenzurę godną reżimu Korei Północnej: wyłączono mianowicie wszystkie kanały rosyjskie (co nie przeszkadza czołowym publicystom powoływać się na te źródła i je cytować; w przypadku zwykłych obywateli nazwano by to „szerzeniem kremlowskiej propagandy”).

Jakiś czas temu znany historyk, prof. Roszkowski („DoRzeczy” 34/2022, s. 38) pochwalił się nawet dogłębną znajomością literatury rosyjskiej i stwierdził, że ona po prostu odsłania przerażającą rosyjską duchowość, bo najgenialniejsi pisarze tylko tę okropną rosyjską duchowość pokazywali. Tak jakby powieści Dickensa czy Zoli nie opisywały najbardziej odrażających cech społeczeństwa angielskiego czy francuskiego.

Jednocześnie od samego początku wojny dokonuje się odczłowieczanie i dehumanizowanie Rosjan („to nie ludzie, to bestie”), nierzadko łączone z pomysłami ich wytępienia (eksterminacji), bo jakoby skłonność do agresji, okrucieństwa i podboju cechuje każdego bez wyjątku Rosjanina (doskonały przykład uprzedzeń, myślenia stereotypami, reifikowania, esencjalizowania i naturalizowania – a więc tego wszystkiego od czego odżegnuje się współczesna humanistyka i nauki społeczne).

Czyżby wartości europejskie były tylko wartościami deklarowanymi, o których się zapomina w niesprzyjających okolicznościach? Czyżby ich przestrzeganie miało obowiązywać tylko w czasach pokoju, a w okresie wojny należało je zawiesić? I jeszcze jedno: jeżeli tak zachowują się władze i obywatele kraju póki co nie dotkniętego wrogą agresją, to na co sobie pozwolimy, jeśli Polska stanie się stroną w tej wojnie? Jakie jeszcze wartości i zasady odrzucimy? Jak nisko upadniemy?

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Michel Houellebecq – zdeklarowany antyislamista

W swoim ostatnim wywiadzie (z końca listopada 2022 r. dla pisma „Front populaire”) znany pisarz francuski Michel Houellebecq znowu wypowiedział się pogardliwie o muzułmanach. W reakcji na jego słowa francuscy muzułmanie zdecydowali się złożyć na niego skargę za „podżeganie do nienawiści”.

Antyislamizm Houellebecqa to faktycznie jakaś obsesja,której od dawna i regularnie daje wyraz. Na przykład w powieści „Platforma” pisał: „za każdym razem, kiedy informowano, że jakiś terrorysta palestyński albo dziecko palestyńskie czy też, kobieta palestyńska w ciąży zostali zastrzeleni w Strefie Gazy, świadomość, że oto jest o jednego muzułmanina mniej, przyprawiała mnie o dreszcz satysfakcji”. I niewiele tu zmienia fakt, że te słowa wypowiada główny bohater książki w pierwszoosobowej narracji. Jak wiadomo, autor to nie narrator ani tym bardziej bohater powieści, nawet główny, niemniej zastosowana strategia wcale nie maskuje oczywistej intencji.

Ciekawe, jak byłby potraktowany autor wypisujący takie rzeczy pod adresem judaizmu i Żydów, tymczasem Houellbecqowi wszystko uchodzi na sucho. Ale jeśli Wielki Meczet w Paryżu wyda na niego fatwę, być może będzie to ostatnia tego rodzaju jego wypowiedź. Albo w ogóle ostatnia.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Historie ludowe i co historycy na to

Popularny od kilku lat nurt pisanych najczęściej przez socjologów „historii ludowych” doczeka się wreszcie reakcji ze strony środowiska profesjonalnych historyków. Już wcześniej można było wśród nich usłyszeć opinie, że książki powstające obecnie na ten temat przypominają jako żywo stalinowskie czytanki o tym, jak to zły pan gnębił biednego chłopa. Teraz jednak planowane jest większe przedsięwzięcie – konferencja poświęcona projektowi syntezy historii chłopów polskich, która ma się odbyć na początku lutego na Uniwersytecie w Białymstoku. Z inicjatywą wystąpiło Centrum Badań Struktur Demograficznych i Gospodarczych Przednowoczesnej Europy Środkowo-Wschodniej UwB oraz redakcja „Roczników Dziejów Społecznych i Gospodarczych”.

Organizatorom chodzi o realizację postulatu sformułowanego w połowie lat 80. przez prof. K. Modzelewskiego w jego książce „Chłopi w monarchii wczesnopiastowskiej”, gdzie badacz pisał, iż potrzebne jest spojrzenie na historię Polski z perspektywy jej najliczniejszej grupy społecznej, a więc chłopstwa właśnie. Takie przedsięwzięcie umożliwi uzupełnienie „historii monumentalnej”, jaka dotychczas dominowała w polskim piśmiennictwie historycznym, o nową perspektywę badawczą, która wszakże nie będzie sprowadzała się do „historii antykwarycznych”. O ile bowiem ta pierwsza koncentrowała uwagę na warstwie 10% społeczeństwa i jej dokonaniach – wielkich czynach wybitnych jednostek, to ta druga zajmuje się pozostałą 90-procentową większością i jej codziennymi praktykami, zdeterminowanymi gęstą siecią kulturowych norm i wartości. Czyni to jednak w sposób, który poznawczo okazuje się podobnie jednostronny, co wcześniejsze ujęcia, a w dodatku – w przeciwieństwie do poprzednio rozwijanego nurtu, gdzie akcentowano aktywizm i sprawczość ludzi należących do „elity” i zdolnych zmieniać rzeczywistość – pozbawia akurat tych atrybutów „masy ludowe”. Najczęściej bowiem są one przedstawiane w opracowaniach nurtu „ludowego” jako byt tylko reaktywny: dostosowujący się do warunków i wypracowujący „strategie oswajania zastanej rzeczywistości”. Walor emancypacyjny takich analiz jest zatem żaden, a nawet można podejrzewać, iż sprzyjają one konserwowaniu stanu faktycznego.

Wszystko to potwierdza intuicje Nietzschego, który przyznawał, iż wprawdzie w przypadku historii monumentalnej „przeszłość doznaje szkody”, bo „całe wielkie jej obszary zostają zapomniane i wzgardzone”, ale przynajmniej rozbudza ona pragnienie dokonywania wielkich czynów. Natomiast historia antykwaryczna sprowadza się w istocie do konserwowania przeszłości, jej mumifikowania i jako taka sprzyja charakterom zachowawczym, stanowi zaprzeczenie podmiotowości i dążenia do zmiany.

Należy mieć nadzieję, że konferencja w Białymstoku da stanowczy odpór „historiom ludowym” pisanym przez socjologów i pozwoli wypracować naprawdę nowatorskie ujęcie historii chłopów polskich i – zarazem – całego polskiego społeczeństwa.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Haniebne wyroki

W książce „Śledztwa i spiski” Luc Boltanski wspomina o uchwaleniu w latach 1893-1894 „haniebnych ustaw”, które (w atmosferze poczucia narastającego zagrożenia anarchistycznego) przewidywały karanie nie tylko za czyn albo „bezpośrednie podżeganie”, lecz także za „podżeganie pośrednie” oraz „pochwałę” czy choćby „wyrażenie sympatii” lub „zrozumienia”. Te ustawy ewidentnie naruszały wolność słowa – pisze Boltanski – i były wymierzone nie tyle w sprawców zamachów, ile w dziennikarzy i pisarzy uznawanych za sprzyjających anarchistom (2022, s. 305).

Jak zatem nazwać obowiązujące obecnie ustawy, które pozwalają wydawać wyroki skazujące za pochwalanie tego bądź innego zjawiska, za wypowiadanie sądów niezgodnych z aktualnie obowiązującymi w danym kraju lub w UE albo nawet za cytowanie wyników badań naukowych i opinii autorytetów w danej dziedzinie, kwestionujących to, co zostało zatwierdzone jako jedynie słuszne i prawdziwe?

Wszystkie te ustawy i oparte na nich wyroki można podciągnąć pod jedno ogólne określenie: karanie za negacjonizm, za podważanie oficjalnie przyjętych twierdzeń, za niezgodę na decyzje wspierane niezbyt przekonującymi dowodami. Ostatnio przykładem takiego właśnie haniebnego wyroku jest orzeczenie Izby Lekarskiej w Krakowie, która skazała dr. Zbigniewa Martykę na roczne zawieszenie w prawach wykonywania zawodu za kwestionowanie obostrzeń pandemicznych (potrzebę masowych szczepień, noszenia maseczek, utrzymywania dystansu, lockdownu itp.) I nic nie znaczyło to, że zawód lekarza jest podobno „wolnym zawodem”, a każdego lekarza obowiązuje wykorzystanie całej jego wiedzy dla dobra pacjenta, nie zaś kierowanie się wytycznymi ministerstwa.

Nic nie znaczyło też to, że wszystko, co mówił dr Martyka, miało oparcie w wynikach licznych badań naukowych, że było zgodne z opiniami wybitnych naukowców (noblistów, twórców technologii mRNA, znanych specjalistów itd.), a nawet to, że od jakiegoś czasu jest potwierdzane i przyznawane oficjalnie na forum publicznym (w UE – podczas przesłuchania przedstawiciela firmy Pfizer, czy w wywiadzie dla NYT – przez Anthony Fauciego).

W jakiej rzeczywistości zatem żyjemy? Czy jest to, jak się powszechnie wmawia obywatelom „wolnego świata”, liberalna demokracja, czy raczej jej kompletne zaprzeczenie?

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Covid-19, czyli ciąg dalszy nastąpi

Wszystko wskazuje na to, że konsekwencje pandemii Covid-19, a raczej zastosowanych na masową skalę preparatów genetycznych (Pfizer i Moderna), będą jeszcze długie i różnorakie, ale na pewno niebezpieczne dla życia jednostek dla i zdrowia całych populacji.

Stopniowo potwierdzają się ostrzeżenia formułowane przez najwybitniejszych specjalistów (współtwórcę technologii mRNA, dr Roberta Malone czy noblisty, prof. Luca Montagnier), którzy – tylko dlatego, że sprzeciwiali się masowym szczepieniom zaordynowanym przez światowe organizacje i rządy państw na polecenie koncernów farmaceutycznych (co przyznała dr Alexandra Latypova) – zostali zakrzyczani i ocenzurowani. Tymczasem okazuje się, że niestety mieli rację.

I tak na jesiennym przesłuchaniu w UE przedstawiciel firmy Pfizer musiał przyznać, że nie zrobiono żadnych badań, które potwierdzałyby, że „szczepionki” nie zapobiegają transmisji wirusa. Więc na jakiej zasadzie powtarzano wszędzie, także w Polsce, takie zapewnienia?

Niedługo później dr Anthony Fauci udzielił wywiadu dla NYT (12.XI), w którym stwierdził, że „szczepionki” nie chronią przed zarażeniem, ciężkim przebiegiem choroby ani śmiercią. W takim razie przed czym chronią? Okazuje się, że przed niczym, ale za to stwarzają wiele poważnych zagrożeń.

Inni lekarze informują bowiem, że – jak podejrzewano od początku –
białko kolczaste wszczepione każdemu, kto przyjął preparat mRNA, nie dość że jest patogennne, to jeszcze podlega biodystrybucji, czyli z mięśnia ramienia przenosi się w organizmie (przez śledzionę, szpik, mózg, jajniki) m.in. do układu odpornościowego, trwale go uszkadzając, co powoduje „wzrost immunowrażliwości” (dr Chris Shoemaker z Toronto) i „wzmocnienie zależne od przeciwciał” (ADE). To dlatego tak wiele obecnie przypadków grypy, nagłych zgonów ludzi młodych, zdrowych i w pełni sił, nowych przypadków agresywnych nowotworów (dr Ute Kruger ze Szwecji), doniesień o zawałach serca, udrach i wylewach, nie mówiąc już o ciągłych infekcjach wśród ludzi zaszczepionych wszak tyle razy, ile wymagano.

Co gorsza okazuje się, że mRNA nie znika z ludzkiego organizmu, lecz pozostaje w nim na trwałe, nie tylko uszkadzając różne narządy, układ krwionośny i rozrodczy, ale też instalując w ludzkim genomie „odwrotną transkrypcję”, co stanowi proces o nieznanych jeszcze skutkach. Być może temu właśnie należy przypisać fakt powrotu wielu zapomnianych już infekcji (odra, świnka, różyczka – nawet o 300% więcej), ponieważ to „szczepienia” przeciw covid spowodowały zanik pamięci genetycznej w antyciałach całych populacji (prof. Sucharit Bhakdi).

Jednocześnie wszystkie badania dowodzą, że to osoby zaszczepione stwarzają poważne zagrożenie dla swego otoczenia, bo co najmniej przez 90 dni emitują cząsteczki mRNA (dr Peter McCullough – wywiad dla Action4Canada) i w ten sposób zarażają niezaszczepionych. A więc nie było i nie może być „pandemii niezaszczepionych”, o czym półtora roku temu przekonywał już dr Bridle. Czemu więc – także w Polsce – atakowano niezaszczepionych, nazywając ich „potencjalnymi mordercami”?

Jakby tego było mało, wszystko wskazuje na to, że to pseudo-szczepionki przyczyniają się do powstawania kolejnych wariantów, a więc to osoby zaszczepione należy winić za narażanie innych na infekcję i śmierć (co już ponad rok temu twierdził dr Joe Rogan pisząc o „bad vaccine”) i że jednak najlepsza okazuje się naturalnie nabyta odporność.

Jeszcze trochę, a wszystkie obiekcje anty-szczepionkowców zostaną pozytywnie zweryfikowane, a tym samym wszystkie pseudonaukowe argumenty zwolenników szczepień – obalone. Tylko marna to pociecha dla tych, którzy przypłacili zdrowiem lub życiem ten ludobójczy i przeprowadzony na ogromną skalę eksperyment.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

I ty możesz zostać mobberem

Pojęcie mobbingu odnosi się do relacji w miejscu pracy i najczęściej polega na tym, że to przełożony prześladuje podwładnego. Mobberem może też być grupa osób, która zaweźmie się na kogoś i właśnie w takim przypadku określenie najbardziej odpowiada etymologii. Słowo „mob” oznacza bowiem stado, watahę, motłoch, tłuszczę, hołotę, pospólstwo, które osacza i atakuje jednostkę po to, aby izolować ją, wywołać u niej obniżone poczucie przydatności zawodowej, jednym słowem – zaszczuć kogoś takiego.

Ale przecież takie działania mogą przyjąć zupełnie inny obrót i wywołać zgoła inną reakcję. Tylko ktoś o bardzo słabej psychice i nadmiernie rozwiniętej jaźni odzwierciedlonej (kompensowanej niedostatecznie rozwiniętym poczuciem własnej wartości), ktoś kto zarazem ślepo wierzy, że otaczający go to niedościgłe geniusze i autorytety moralne – będzie przejmować się czymś takim. Jeśli jednak tak nie jest, może powiedzieć jak Gombrowicz: „jeżeli drażni się za mną wasza tępota, pozwólcie, że i ja podrażnię się z wami” („Dziennik” I, s. 41-42) – i przejść do kontrataku.

A o tym, że taka reakcja była jak najbardziej słuszna, przekona się rychło i niejeden raz, choćby słuchając relacji z hucznego jubileuszu, po którym ktoś z zaproszonych spoza tego towarzystwa wzajemnej adoracji stwierdził: wspominano, odznaczano i wychwalano jakieś kompletnie nieznane osoby, same zera, a o tych, których nazwisko naprawdę coś znaczy, nie mówiono w ogóle.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Trąd w Pałacu, czyli praworządność w UE

Skoro UE wstrzymuje wypłatę środków dla tych państw, w których stwierdzono brak praworządności i/lub korupcję, to chyba tak samo powinny reagować kraje członkowskie: wstrzymywać przekazywanie składki do budżetu UE, ilekroć pojawią się doniesienia o korupcji i/lub braku praworządności w instytucjach unijnych. Bo przecież nie jest słuszne finansowanie naruszania prawa i łamania elementarnych zasad.

Tylko że wtedy wątpliwe, czy kiedykolwiek jakakolwiek składka zostałaby przekazana do dyspozycji Brukseli. Okazuje się bowiem, że patologie, tak wytrwale tropione w państwach członkowskich, dawno już opanowały samo centrum.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Śmierć robotnika w Katarze – test na słuszność postulatów feministek

Pytany o śmierć robotnika z Filipin zatrudnionego w Katarze w związku z Mundialem Dyrektor Generalny Mundialu Nasser Al Khater udzielił głębokiej odpowiedzi filozoficznej: „śmierć to naturalna część życia”.

Pytana o to samo pani Fatma Samoura z Senegalu, General Secretary FIFA, w ogóle odmówiła odpowiedzi, uznając że nie jest to temat do rozmowy.

Przykład ten pokazuje, że kobiety, nawet te o ciemnym kolorze skóry, postępują dokładnie tak jak mężczyźni, gdy tylko zajmą jakieś ważne stanowisko i otrzymają choć trochę władzy.

Jaki zatem sens mają postulaty feministek – te o równouprawnieniu, przeciwdziałaniu dyskryminacji czy parytetach – skoro kobiety po prostu powielają męskie zachowania. Wygląda na to, że władza (niezależnie od tego, kto ją sprawuje) nigdy nie jest „kobieca”.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Niemcy, czyli wieczne sny o potędze

Pozornie mogłoby się wydawać, że dzisiejszych Niemiec nic nie łączy z Germanami opisywanymi przez Tacyta, z romantykami snującymi wizje o kulturowym przewodniczeniu Europie (J. Fichte, K. Nebenius, F. List), z liberałami głoszącymi idee wielkoprzestrzenne w sensie gospodarczym (A. Peez, K. Renner), a zwłaszcza z nazistami realizującymi swoje cele metodami militarnymi. Twierdzi się bowiem, że zwłaszcza po II wojnie światowej polityka Niemiec dokonała jakoby jednoznacznego, zasadniczego i trwałego zwrotu w stronę „pacyfizmu państwowego”.

A jednak mimo wszystko łatwiej dostrzec w tych pozornych zmianach faktyczne podobieństwa i dążenie do tych samych celów niż rezygnację z nich i zerwanie ciągłości. Czy będą to marzenia o Mitteleuropie, czy projekt GRW (Grossraumwirtschaft) realizowany przez III Rzeszę przy pomocy wojen, czy ekonomiczne sukcesy spacyfikowanych po ’45 r. Niemiec, które doprowadziły do ustanowienia „German Europe” (oczywiście nie intencjonalnie, ale przez czysty przypadek – „by accident” wg U. Becka), czy wreszcie obecny „klimatyczny fanatyzm”, jaki Niemcy narzucają całej Europie – w tym wszystkim daje się rozpoznać to samo dążenie, tyle że realizowane różnymi metodami.

Przyznać trzeba, że Niemcy mają łatwość formułowania śmiałych projektów i wyszukiwania dla nich aktualnych i nośnych idei. W XIX w. były to uniwersalne wartości kulturowe, których Niemcy poczuli się najlepszymi depozytariuszami; potem odwoływano się do oczywistego prawa narodu potrzebującego dla siebie przestrzeni życiowej; następnie skrywano cele imperializmu gospodarczego za słowami o rodzinie państw europejskich, które będą stroniły od polityki, gdyż zajmą się wyłącznie budowaniem dobrobytu; obecnie używa się argumentów o globalnym zagrożeniu klimatycznym i w imię ochrony środowiska paraliżuje się rozwój mniejszych krajów. We wszystkich tych działaniach to akurat Niemcy mieli i mają być wzorem – pionierami, liderami, przywódcami, bo takie już jest ich przeznaczenie, misja historyczna i ethos faustyczny. A tę swoją rolę pełnią zawsze z tym samym idealizmem i fanatyzmem (furor teutonicus).

Dlatego słusznie pisał Jerzy Chodorowski w książce „Niemiecka doktryna gospodarki wielkiego obszaru” (Ossolineum 1972): „Nie, doktryny nie umierają! Ich idee zachowują podatność regeneracyjną w różnych nowych układach. Złożone do lamusa po najcięższych klęskach ich realizatorów, czekają krócej lub dłużej na swój renesans. Wreszcie przychodzą odpowiednie warunki i ktoś wydobywa je z zapomnienia, odkurza starannie, adaptuje do zmienionej sytuacji i używa jako oręża do dalszej walki” (s. 394). Jeśli historia ma być nauczycielką życia, to warto przemyśleć jego słowa, bo Niemcy nie tylko śnią o potędze, ale też potrafią ją osiągać. Zawsze kosztem innych.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Czy można wątpić w Holokaust?

Nie można, bo to jest negacjonizm i za to czekają sankcje przewidziane prawem. Na pewno przekona się o tym niejaki Kayne West, który ostatnio zabłysnął w mediach tym, że chwali Hitlera i wątpi w Holokaust. Czego to nie zrobią celebryci, aby zaistnieć choć na chwilę!

Nie wolno też szydzić z Auschwitz, choć wolno – zauważa Chantal Delsol w swojej książce „Nienawiść do świata” (2020) – szydzić z wielu innych rzeczy: „można szydzić z krzyża Chrystusa, pokazywać krzyż pokryty ekskrementami i wyśmiewać się z niego, ale ktoś, kto ważyłby się na coś podobnego w stosunku do obozu w Auschwitz, zostałby natychmiast przybity do drzwi stodoły” (s. 83).

Ta obserwacja służy autorce do wykazania, że choć pojęcie bluźnierstwa przestano odnosić do sfery sacrum – każdy, kto dziś zastosuje to pojęcie wobec kwestii religii, naraża się na śmieszność i oskarżenia o fanatyzm – to jednak nie znikło ono, lecz raczej przeniosło się do innych obszarów. Jak bluźnierstwo godne potępienia traktuje się więc rasizm, ksenofobię i mowę nienawiści, krytykę ideologii gender i LGBT, a podeptanie flagi UE budzi zgorszenie podobne temu, jakie w mrokach średniowiecza wywoływało sprofanowanie Najświętszego Sakramentu.

A więc, konkluduje Delsol, to nieprawda, że obecnie mamy prawo wszystko relatywizować, podawać w wątpliwość, że można dziś wszystko ośmieszać i żartować z każdej rzeczy, ironizować na dowolny temat, a zwłaszcza czynić każdy obiekt przedmiotem „artystycznej prowokacji”. Na miejsce starych bogów pojawiły się bowiem nowe bożki, które za ich obrazę przewidują sankcje równie surowe, jak dawni bogowie. Dzisiejsi obrazoburcy uprawiają więc pozorny relatywizm, ostrze ich ironii jest kierowane selektywnie, a reguła: nie osądzaj, nie stygmatyzuj – odnosi się tylko do niektórych spraw. Podobnie jak prawo do szyderstwa.

„Dlaczego wolno wyśmiewać się z Chrystusa, a nie wolno wyśmiewać Auschwitz? Na to pytanie nie ma odpowiedzi. Podobne wybory wyjaśnić można jedynie działaniem czynnika, który jest równie niemy i bezrozumny, co terror. Za szyderstwem chowa się ukryta ideologia. Ta ukryta ideologia jest kontynuacją i bliźniaczą siostrą ideologii komunistycznej” – kończy swoje wywody Chantal Delsol, uczennica Hannah Arendt, profesor filozofii politycznej i dyrektor Ośrodka Studiów Europejskich na Uniwersytecie w Paryżu.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Zaszczepieni to tylko GMO czy już GDO?

Jak można się dowiedzieć z załączonego artykułu, GDO (Gene Drive Organism – organizm z napędem genowym) różni się zasadniczo od GMO (Genetically Modified Organism), ponieważ wprowadzone raz geny są dziedziczone. Może to prowadzić do tego, że te geny będą utrzymywały się w środowisku, reprodukowały i mutowały, a nawet generowały organizmy o nieprzewidzianych cechach. Inna cecha GDO polega na tym, że umożliwiają one „wymuszone dziedziczenie” i to nawet genów szkodliwych, co może spowodować wyginięcie danego gatunku. Niektóre z tych charakterystyk przypominają opinie sceptyków co do technologii mRNA wykorzystywanej w produkcji niektórych szczepionek (ostatnio na Covid).

Pół biedy, jeśli technologia GDO (oparta o system CRISPR/Cas9) jest stosowana wobec szkodników i gatunków roznoszących choroby. Ale – przynajmniej zdaniem niektórych –
to przecież człowiek jest największym szkodnikiem, w dodatku bardzo skutecznym w roznoszeniu chorób i w ogóle stanowi największe obciążenie dla ekosystemu. Technologia GDO umożliwi więc znaczne ograniczenie populacji tego gatunku, a nawet jego wyeliminowanie. Niewykluczone, że przy pomocy kolejnych szczepionek, na co na pewno zwrócą uwagę wszyscy antyszczepionkowcy.

Artykuł o „Organizmach z napędem genowym” pokazuje imponujące osiągnięcia biotechnologii, ale też proporcjonalne do tych sukcesów zagrożenia.
organizmy-z-napedem-genowym-nowy-wymiar-inzynierii-genetycznej.pdf

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Push up – dlaczego i po co

Egzekwowanie obowiązku składania wniosku o azyl przez migranta w pierwszym kraju, do jakiego trafia po przekroczeniu granicy własnego państwa nie jest bynajmniej jakąś polską specyfiką. Podobnie jak nie jest wyłącznie polską aberracją przestrzeganie szczelności granic UE, budowanie murów uniemożliwiających wtargnięcie na terytorium państwa należącego do UE czy nawet tzw. push up.

Przypomina o tym Łukasz Moll w swojej książce „Nomadyczna Europa” (2021) i wymienia wiele przykładów: losy uchodźców z Afryki i Azji w latach 2010-2012, którzy zderzyli się z ufortyfikowanymi granicami UE (co najmniej kilkadziesiąt tysięcy ofiar śmiertelnych, obozy na Lesbos czy dzikie koczowiska w Calais), wysoki na 3 m i długi na 11 km mur oddzielający hiszpańską enklawę od Maroka, sceny na budapesztańskim dworcu kolejowym Keleti w 2015 r. czy mur budowany przez Orbana na granicy Węgier z Serbią, Chorwacją, Słowenią i Rumunią. Nie mówiąc już o działaniach Izraela wobec Palestyńczyków, określanych jako apartheid (B. White – „Apartheid izraelski” 2010) czy polityce USA wobec imigrantów z Meksyku.

Wszystkie te działania – zgodne z istniejącymi regulacjami prawnymi (np. rozporządzenie „Dublin III”) i podejmowane przez państwa w obronie swoich granic, własnego terytorium i społeczeństwa – także w Polsce spotykają się jednak z krytyką, protestami aktywistów i zarzutami łamania praw człowieka. Te niewątpliwie szlachetne, ale nieodpowiedzialne odruchy występują w istocie przeciw zasadzie suwerenności państw, a w imieniu jakiejś bezświatowej nieokreśloności, bo „zza ikonostasu ‚praw człowieka’ wypowiadają się prawie zawsze sofiści i hipokryci” – podkreśla Piotr Nowak we wstępie do pracy Carla Schmitta „Nomos ziemi” i cytuje znamienny fragment z innego tekstu jej autora: „Gdy najwyższe uniwersalne pojęcia, takie jak ludzkość, zostaną wykorzystane politycznie, by utożsamić z nimi jakiś konkretny naród lub organizację międzynarodową, to powstaje groźba najstraszniejszego ekspansjonizmu i zbrodniczego imperializmu. W takich sytuacjach imię ludzkości pozwala na równie okrutne nadużycia, co imię Boga; kto mówi: ‚ludzkość’, ten chce oszukać”.

Aktualne przypadki warto postrzegać i oceniać nie tylko w perspektywie chwytliwych haseł idealistów, ale też trzeźwej i racjonalnej oceny wytrawnych teoretyków.

Opublikowano Uncategorized | 3 Komentarze

Przestrogi prof. Bhakdi, czyli bardzo niepożądane odczyny poszczepienne

W ostatnim czasie wiele mówi się o coraz częstszych w Polsce przypadkach chorób zakaźnych takich jak odra, świnka czy różyczka (aż o 300% więcej!). Specjaliści alarmują, że właściwie można już mówić o utracie –
spowodowanej zbyt niskim poziomem wyszczepienia – zbiorowej odporności przez polskie społeczeństwo. Jako głównych winowajców wymieniają rodziców, którzy nie chcą poddawać swoich dzieci nawet obowiązkowym szczepieniom. Ale można by tu wskazać także tę okoliczność, że od wielu miesięcy w naszym kraju przebywa ogromna liczba osób z Ukrainy (w tym –
małych dzieci) o jeszcze niższym niż w przypadku Polaków poziomie wyszczepienia. Pojawiają się też głosy, że w ten sposób zaczyna się sprawdzać prognoza prof. Sucharita Bhakdi, pochodzącego z Tajlandii uczonego niemieckiego (jednego z najczęściej cytowanych badaczy w historii nauki niemieckiej!).

Już na początku pandemii prof. Bhakdi ostrzegał, że preparaty genetyczne nazywane szczepionkami i masowo aplikowane w wielu krajach świata, są w istocie patogenne i doprowadzą do zaniku pamięci genetycznej w antyciałach człowieka, a to uczyni go bezbronnym wobec wielu groźnych chorób, które zostały już opanowane, a nawet praktycznie wyeliminowane. Czy zatem powrót – i to w coraz większej skali – prawie że zapomnianych infekcji w Polsce nie jest dowodem na słuszność obaw prof. Bhakdi?

Jego hipoteza brzmi prawdopodobnie, bo przecież „szczepionki” przeciw Covid-19 zmuszały organizm pacjenta do tego, by zaczął on wytwarzać białko wirusa a dopiero potem antyciała na to zagrożenie. Czyli najpierw zmieniały ludzki organizm tak, że zaczynał on zachowywać się jak namnażający się wirus, a dopiero później uruchamiały jego odpowiedź immunologiczną. Każdy zaszczepiony stawał się więc swego rodzaju pożywką dla hodowli wirusa (badania donosiły, że osoby, które przyjęły taki preparat, stają się nosicielami o wiele większej liczby wirusów niż osoby niezaszczepione), a właściwie sam zamieniał się w aktywnego mega-wirusa. Skutki tych manipulacji genetycznych powinny być uważnie analizowane, a masowy wzrost liczby chorych na odrę, świnkę czy różyczkę może wkrótce okazać się stosunkowo najmniejszym zmartwieniem.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Zdalne nauczanie i pozorne oszczędności

Kilka dni temu Uniwersytet im. Jana Kazimierza w Bydgoszczy zdecydował o powrocie do zajęć zdalnych. Powodem jest konieczność wykazania przez uczelnię ok. 10% mniejszego zużycia energii.

Tyle tylko, że to, co uczelnia zaoszczędzi, i tak zostanie zużyte – i to w wielokrotnie większej skali – przez studentów, z których każdy będzie teraz siedział u siebie w domu, włączał własny komputer, zapalał własną lampę itd. Tak więc oszczędności wykazane przez uczelnię będą oznaczały faktyczny wzrost zużycia energii, tyle że w skali ogólnej, a nie według logiki segmentacyjnej.

Jeśli nie od decydentów, to przynajmniej od kadry uniwersyteckiej można by oczekiwać myślenia.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Rozstrzygająca moc dowodów

„Świat nie wie na pewno, co zdarzyło się w Przewodowie. Ja też nie” –
powiedział Zełenski. Wymięka. I czeka – podobnie jak Polska i cały świat – na dowody, jakie w tej sprawie mają Amerykanie.

Z całą pewnością będą one co najmniej tak samo przekonujące, jak dowody przedstawione w lutym 2003 r. w Światowej Radzie Bezpieczeństwa przez Colina Powella, które miały dowieść istnienia broni masowego rażenia w Iraku i usprawiedliwić atak USA na ten kraj.

Potem okazało się, że te dowody to były falsyfikaty i manipulacje zdjęciami satelitarnymi (D. Bachmann-Medick – „Cultural Turns”, 2012, s. 428).

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Człowiek strzela, a Pan Bóg kule nosi

Tak można by podsumować tragiczny wypadek w Przewodowie – bo wszystko wskazuje na to, że faktycznie był to nieszczęśliwy wypadek. Ale przy tej okazji ujawnia się coś więcej.

Zastanawia, dlaczego Zełenski idzie w zaparte, twierdząc, że to nie była ukraińska rakieta, czyli że nie wystrzeliło jej wojsko ukraińskie. Przecież tym samym pokazuje, że narasta rozdźwięk między NATO i USA a Ukrainą. Czy nie rozumie, że Zachodowi łatwiej zignorować naruszenie przestrzeni powietrznej i wywołanie zniszczeń w Polsce, a więc w kraju należącym do sojuszu, jeśli narzuci narrację, że sprawiła to broniąca się Ukraina, niż gdyby dopuszczono ewentualność, iż zrobili to Rosjanie (art.5 itd.).

Dlatego właśnie Zachód wskazuje Ukrainę jako mimowolnego sprawcę tragedii i jednocześnie całą winą za wypadek obarcza Rosję. Teraz będzie jeszcze łatwiej naciskać na Zełenskiego, by podjął rozmowy pokojowe (oto do czego prowadzi kontynuowanie militarnej konfrontacji) i jednocześnie dawać do zrozumienia Putinowi, że Europa i Ameryka wcale nie są tak wrogo nastawione wobec Rosji (bynajmniej nie oskarżamy was o wszystko).

Tyle tylko, że towarzysząca tym wypowiedziom retoryka budzi rozbawienie: wprawdzie Rosja nie wystrzeliła tej rakiety, ale to ona ponosi całą odpowiedzialność, bo rozpoczęła tę wojnę. To zupełnie tak, jakby twierdzić, że gdyby nie wynalazek koła, to nie byłoby wypadków samochodowych albo o wszystko mieć pretensje do Pana Boga – bo to przecież on stworzył cały ten świat!

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Ukraińska prowokacja?

Gdyby Ukraina chciała (wobec słabnącego poparcia USA i nacisków całego Zachodu na podjęcie rozmów z agresorem) sprowokować NATO do większego zaangażowania w jej konflikt z Rosją, to powinna wykonać dokładnie taki ruch, jaki wykonała: wystrzelić w kierunku terytorium Polski rakiety i potem tłumaczyć, że to pomyłka.

Można tylko snuć najróżniejsze przypuszczenia, bo wątpliwe, czy kiedykolwiek dowiemy się, jak było naprawdę.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Podobno, podobno…

Podobno rakiety, które spadły na terytorium Polski zabijając dwie osoby, były produkcji rosyjskiej. Ale podobno zostały wystrzelone przez stronę ukraińską. I podobno Amerykanie śledzili trajektorię ich lotu i dlatego o wszystkim Polacy dowiedzieli się z Associated Press, a nie od polskich władz i nie od polskich – nawet tych „wolnych” – mediów.

Tak czy inaczej to zdarzenie wskazuje, że trzeba będzie zmienić znane przysłowie: „Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta” na inne, bardziej aktualne i bardziej odpowiednie do naszej sytuacji: „Gdzie dwóch się bije, tam trzeci obrywa”.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

No i doigraliśmy się

W powiecie hrubieszowskim spadła jedna lub dwie rakiety –
donoszą lokalne media. Na zdjęciach widać zniszczony traktor i duży krater. Podobno zginęły dwie osoby.

Ale politycy i wojskowi studzą emocje. I słusznie – nie mamy czego się bać, bo przecież art. 5 NATO przewiduje „natychmiastową reakcję sojuszu…”

Tylko najpierw muszą ustalić, co się stało. A to na pewno potrwa.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

„Badaczki i badacze na granicy” w roli super-cenzora

W październiku sieć badawcza „Badaczki i badacze na granicy” wystosowała protest w związku z planowaną na Uniwersytecie w Białymstoku konferencją na temat kryzysu migracyjnego na granicy z Białorusią, której współorganizatorem miała być Straż Graniczna, a także wyraziła sprzeciw wobec decyzji władz uczelni, by powierzyć wygłoszenie wykładu inauguracyjnego komendantowi Podlaskiego Oddziału SG i zatrudnić go w roli wykładowcy.

Zdaniem inicjatorów akcji, takie postępowanie miało służyć legitymizowaniu działań niehumanitarnych i przemocowych oraz wykorzystywaniu autorytetu pola akademickiego w celu promowania działań niezgodnych z prawem. Apel podpisało ponad 350 osób ze środowiska naukowego i z tego, co wiadomo, konferencja została odwołana.

Gdyby to min. Czarnek wyraził dezaprobatę dla jakiejś decyzji władz dowolnej uczelni albo wpływał na jej politykę kadrową, uznano by to za skandaliczną ingerencję administracji państwowej w autonomię uniwersytecką, za przejaw cenzury, ręcznego sterowania i dążeń totalitarnych. Ale jeśli to samo robią badacze i badaczki, naukowcy i naukowczynie, socjologowie i socjolożki, kojarzeni z określoną opcją ideologiczną – wtedy wszystko jest w porządku.

Czy ci wszyscy …-cze i …-czki, …-wcy i …-wczynie, …-lodzy i …-lożki nie widzą, w jakiej roli sami siebie obsadzili? Autodemaskacja i autokompromitacja.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Chersoń – zdobyty czy zajęty?

Gen. Waldemar Skrzypczak podejrzewa, iż Rosjanie (w liczbie ok. 20 tys.) wycofali się z Chersonia dużo wcześniej, niż został on zdobyty przez Ukraińców, i że może tkwić w tym jakiś podstęp.

Ale w takim razie Chersoń nie tyle został „zdobyty”, ile „zajęty” przez Ukraińców. A poza tym, generał mógłby laikom wytłumaczyć dwie rzeczy:

– jak można nie zauważyć wycofania się 20 tys. żołnierzy?
– z kim w takim razie tak dzielnie bili się w ostatnich tygodniach Ukraińcy oblegający opustoszały Chersoń?

Naprawdę, nie trzeba oglądać rosyjskiej telewizji (zakazanej i zablokowanej od ponad pół roku), by nabrać wątpliwości co do treści, jakie pojawiają się w oficjalnym przekazie medialnym.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

11 listopada, czyli pytania o patriotyzm

Właściwie to już Ignacy Krasicki powiedział to, co najważniejsze, w swoim poemacie „Myszeidos”:

„Święta miłości kochanej Ojczyzny,
czują cię tylko umysły poczciwe!
Dla ciebie zjadłe smakują trucizny,
dla ciebie więzy,pęta niezelżywe.
Kształcisz kalectwo przez chwalebne blizny,
gnieździsz w umyśle rozkoszy prawdziwe.
Byle cię można wspomóc, byle wspierać,
Nie żal żyć w nędzy, nie żal i umierać”.

Ale nie przeszkadza to w prowadzeniu ciągłych dyskusji na temat patriotyzmu, w rozróżnianiu jego rodzajów i wartościowaniu jednych wyżej, a drugich niżej. Nie przeszkadza to też w negowaniu i wyśmiewaniu tak bądź inaczej rozumianego i ocenianego patriotyzmu. Ale tu wzoru dostarczył również Ignacy Krasicki, w swoim innym poemacie heroikomicznym, bo w „Monachomachii”:

„Wdzięczna miłości kochanej szklenice!
Czuje cię każdy, i słaby i zdrowy.
Dla ciebie miłe są ciemne piwnice,
dla ciebie znośna duszność i ból głowy.
Słodzisz frasunki, uśmierzasz tęsknice,
w tobie pociecha, w tobie zysk gotowy.
Byle cię można znaleźć, byle kupić,
nie żal skosztować, nie żal się i upić”.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Zwolennicy szczepień sojusznikami Rosji

Po oświadczeniu wydanym przez Ukrainę, jakie to firmy wciąż są obecne na rosyjskim rynku i w ten sposób wspierają agresora (Pfizer, AZ, Danone, Auchan, Nestle, Philips), każdy, kto był zwolennikiem szczepień, czyli lekarze i eksperci, każdy kto decydował o nabyciu preparatów, a więc również KE i poszczególne rządy, a nawet każdy dobrowolnie zaszczepiony – wszyscy oni mogą teraz poczuć się (mimowolnymi, ale jednak) sojusznikami Putina.

Do tej pory obowiązywała zgoła inna narracja: to przeciwnicy masowych szczepień byli oskarżani o to, że są zakamuflowaną opcją prorosyjską, że są na usługach Kremla, że sprzyjają polityce Putina. Obecnie role się odwróciły i dzięki oświadczeniu min. Kuleby wiadomo, kto tak naprawdę ma krew na rękach.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Derusyfikacja Kijowa

Zastępca dyrektora powołanego w lipcu bieżącego roku Centrum Dialogu im. Juliusza Mieroszewskiego dr Łukasz Adamski (przedtem przez 11 lat działający w Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia) opowiada o gwałtownej derusyfikacji Kijowa i wielu innych miast na Ukrainie. Zmieniane są nazwy ulic (np. im. Puszkina), zasłaniane pomniki (np. Bułhakowa – w Polsce pomniki prostu są burzone), usuwa się ze szkół książki rosyjskich pisarzy (a co z Gogolem?), likwiduje msze w języku rosyjskim (przykład politycznej ingerencji w życie religijne i funkcjonowanie cerkwi), na ulicach ludzie „wstydzą się” mówić po rosyjsku (a może raczej boją się – bo np. w Warszawie częściej teraz można usłyszeć rosyjski niż polski) itd. Skoro jednak władze Ukrainy mają na to wszystko czas i pieniądze, to robią co chcą.

Tyle tylko, że dziś rano zapowiedziano, iż z powodu paraliżu energetycznego Kijowa, będzie on najprawdopodobniej ewakuowany – jakieś 3 mln ludzi opuszczą więc miasto. Kto więc będzie przechadzał się po zderusyfikowanych ulicach, kto nie będzie czytał rosyjskich książek i nie używał języka rosyjskiego w cerkwi i w opustoszałym mieście?

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Zabójcza doktryna Putina

W tekście pod takim właśnie tytułem T.G. Ash (w: „Obrona liberalizmu” 2022) wspomina, jak podczas pewnej, dosyć nudnej konferencji w Petersburgu w 1994 r. odezwał się „niski, chudy mężczyzna o nieco szczurzej twarzy, najwyraźniej pomagier mera miasta” i powiedział: „Rosja dobrowolnie oddała byłym republikom Związku Radzieckiego ‚ogromne terytoria’, w tym obszary, ‚które historycznie zawsze należały do Rosji'”. Rosja nie powinna więc porzucać na pastwę losu 25 mln Rosjan zamieszkujących tamte tereny, a świat powinien uszanować interesy Rosji.

Tym niskim, chudym mężczyzną był – Władimir Putin, który 20 lat później zajął siłą Krym i rozpętał wojnę na wschodniej Ukrainie, wykorzystując uświęconą przez ONZ humanitarną zasadę „odpowiedzialności za ochronę własnej ludności”.

Ash kończy swój tekst słowami: „jeśli więc jakiś anonimowy zastępca mera zaczyna wygłaszać niepokojące opinie na konferencji, w której bierzecie udział, moja rada brzmi: obudźcie się”.

Ale aby można było zastosować się do rady Asha, trzeba bywać na takich konferencjach, utrzymywać normalne stosunki dyplomatyczne, naukowe i artystyczne z danym krajem, kontaktować się z jego politykami i to nie tylko opozycyjnymi, ale właśnie jak najbardziej tymi reżimowymi itd. A wtedy jest szansa zorientować się zawczasu, co w takim kraju się dzieje i do czego on zmierza. Niestety, Polska obrała drogę zamrożenia relacji z Rosją, zerwania wszelkich stosunków i izolacji. Pytanie tylko brzmi: czy w efekcie takich dziecinnych kroków to Rosja będzie izolowana, czy raczej Polska? I kto na tym gorzej wyjdzie?

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Witajcie w średniowieczu!

Właśnie zapadły dwa wyroki – dwu różnych sądów, w dwu różnych sprawach, jeden skazujący, drugi uniewinniający, a jednak coś łączy oba te orzeczenia. Tym czymś jest fakt, że oba sądy zajęły się tym, czego (zgodnie z obowiązującą wykładnią) nie ma, co nie istnieje.

Z jednej bowiem strony przez Naczelny Sąd Lekarski na rok pozbawienia prawa do wykonywania zawodu została skazana dr Anna Furmaniuk za to, że na fb pisała: „plandemia to ściema”. Z drugiej zaś strony sąd cywilny którejś tam instancji oddalił zarzuty wobec prof. Wojciecha Sadurskiego za nazwanie „rządowych mediów” „Goebbelsowskimi” (ponieważ jakoby nie naruszył tym niczyich dóbr osobistych, czy jakoś tak).

Problem w tym, że cały czas oficjalnie zaprzecza się, by miało być coś takiego jak „plandemia” (bo była, jest i pozostanie z nami już na zawsze tylko „pandemia”); podobno nie ma też czegoś takiego, jak „rządowa telewizja” (bo przecież jest tylko „telewizja publiczna”). Jak zatem można na poważnie rozpatrywać twierdzenia odnoszące się do bytów nieistniejących, wyimaginowanych, jak można serio odnosić się do wszystkich tych „duchów karczemnej tworem gawiedzi w głupstwa wywarzonych kuźni”?

Jeszcze trochę, a trzeba będzie dwa razy zastanowić się, nim coś się powie na temat czarownic, krasnoludków, Marsjan czy ufoludków. Bo jeden sąd nas uniewinni, a drugi nakaże przykładnie ukarać i skazać na stos albo łamanie kołem.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Masowe przebudzenia „śpiochów”?

Nie dalej jak w sierpniu były senator republikański, Richard Black mówił otwartym tekstem, że wojna na Ukrainie jest dla USA jak mecz piłkarski, który Stany Zjednoczone muszą wygrać, nie licząc się z kosztami (Ukrainy rzecz jasna, nie USA), że Putin został zmuszony do ataku na Donbas i że tylko Ameryka, nie zaś Zełenski, podejmie ew. decyzję o pokoju, a już w podobnym tonie wypowiada się dr Paul Craig Roberts z administracji Reagana: Rosja naprawdę miała za cel demilitaryzację i denazyfikację Ukrainy, musiała stanąć w obronie prześladowanej rosyjsko języcznej ludności na wschodzie Ukrainy, zwycięstwo w tej wojnie to dla Rosji imperatyw egzystencjalny – kwestia istnienia, zaś armia ukraińska to „armia zastępcza” i służy wyłącznie interesom USA i ich dążeniom imperialnym.

Jeśli nie mamy do czynienia z masowym przebudzeniem „śpiochów”, z kolejnymi rosyjskimi trollami czy siewcami kremlowskiej propagandy, to może jest tu coś na rzeczy i warto rozważyć alternatywne wizje rzeczywistości?

A na początek zamiast zagrzewać Ukraińców, by wykrwawiali się w tak dziwnej i niejednoznacznej wojnie, może lepiej przetłumaczyć im wiersz Juliana Tuwima „Do prostego człowieka”, gdzie poeta wyjaśniał sens imperialnych wojen toczonych przez państwa kapitalistyczne:

„…O, przyjacielu nieuczony,
Mój bliźni z tej czy innej ziemi!
Wiedz, że na trwogę biją w dzwony Króle z panami brzuchatemi.

Wiedz, że to bujda, granda zwykła, gdy ci wołają: broń na ramię!
Że im gdzieś nafta z ziemi sikła
i obrodziła dolarami,
że coś im w bankach nie sztymuje,
że gdzieś zwęszyli kasy pełne
lub upatrzyły – tłuste szuje –
cło jakieś grubsze na bawełnę.

Rżnij karabinem w bruk ulicy! …”

W przeciwnym razie już niedługo Ukraińcy mogą mieć uzasadnione pretensje do wszystkich, którzy im nie przypomnieli tych oczywistych prawd.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Antysemityzm jako logiczna konsekwencja

W tekście „Polityka, system akademicki i antysemityzm” zamieszczonym w tomie „Polskie nauki społeczne w kontekście władzy i zależności międzynarodowych” (2022) pod red. Tomasza Zaryckiego Tomasz Warczok zwraca uwagę na fakt, że analizując polski antysemityzm sięga się najczęściej po wyjaśnienia kulturowe: stereotypy, uprzedzenia, wpływ katolicyzmu, autorytaryzm czy charakter narodowy.

Uważając takie analizy raczej za ekran przesłaniający rzeczywiste czynniki niż za rzeczową eksplanację, Warczok proponuje spojrzenie na wydarzenia lat trzydziestych na polskich uczelniach oraz na marzec ’68 r. z zupełnie innej perspektywy. Jak pisze: „powtarzające się kampanie antysemickie w Polsce nie są wynikiem jakiegoś specyficznego charakteru narodowego i rzekomo dziedziczonej niechęci bądź nienawiści wobec Żydów, ale stanowią rezultat napięć i konfliktów strukturalnych, w dużej mierze w przestrzeni inteligenckiej” (s. 81). Przytacza więc dobrze znane statystyki, pokazujące nadreprezentację studentów pochodzenia żydowskiego na wielu kierunkach studiów (zwłaszcza prawa, medycyny i filozofii), czyli takich, które zapewniały dzieciom pochodzenia ziemiańskiego pożądany kapitał kulturowy, prestiżowe zawody i dominującą pozycję w klasie wyższej. W warunkach peryferyjnego, dopiero modernizującego się państwa polska młodzież inteligencka zmuszona jednak była do „morderczej konkurencji” (s. 84) z młodzieżą żydowską, co – zdaniem Warczoka – wystarczająco tłumaczy inteligencki „nowoczesny” antysemityzm jako skutek „strukturalnego napięcia”, nie zaś efekt uprzedzeń, barier mentalnych lub irracjonalnych fobii.

Akademickie rozruchy (getto ławkowe, przemoc fizyczna, naciski na władze) osiągnęły – jak zauważa Warczok – swój skutek: jeśli w roku 1920/1921 odsetek studentów pochodzenia żydowskiego wynosił 24,3%, to w roku 1934/1935 zmniejszył się do 14,9%, a trzy lata później spadł do 9,9%, osiągając poziom proporcjonalny do liczebności całej populacji Żydów w polskim społeczeństwie (ok. 10%).

Dzisiejsi zwolennicy parytetów byliby pewnie zadowoleni z takiego wyniku, ale tamte działania odbywały się pod hasłem walki o numerus clausus i mają obecnie złą sławę, choć chodziło w nich o realizację dokładnie tej samej zasady, którą obecnie określa się mianem parytetów i uważa za bardzo słuszną, postępową i demokratyczną.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

„White Lives Matter”

Skandować ewidentnie rasistowskie hasło „Black Lives Matter” (rasistowskie, bo oznacza różne wartościowanie ludzi zależnie od koloru skóry) jest OK i w ostatnich latach praktykowali to lewaccy aktywiści na całym świecie. Ale powtórzyć to samo w odniesieniu do innej grupy – to skandal!

Takiego właśnie skandalicznego czynu dopuścił się niedawno niejaki Kanye West, raper i celebryta: na swojej koszulce umieścił podobiznę Jana Pawła II (a nie np. Che Guevary), napisał WLM i jeszcze dodał, że „biały heteroseksualny mężczyzna jest najbardziej oceniany”, co znaczy, że znajduje się stale pod presją, ostrzałem i w ogniu krytyki.

Od razu hiszpański dom mody „Balenciaga” zerwał z nim umowę, w ślad za tą instytucją na pewno pójdą inne, co będzie przekornego celebrytę drogo kosztowało. Ale sam sobie winien. Gdyby głosił to samo o czarnoskórych, gejach czy Żydach, miałby zapewnione kontrakty i nie groziłyby mu żadne przykrości, podczas gdy teraz zaczyna być nazywany antysemitą (czarnoskóry, może też gej – antysemitą? w głowie się nie mieści!), a w odwodzie przeciwnicy mają jeszcze inne, niezawodne epitety (np. faszysta).

„Brak wolności słowa na tym właśnie polega, że wolno mówić tylko to, co wolno” – pisał Tadeusz Kotarbiński. Problem w tym, że na to zwykle nie ma się ochoty.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Zjazd Socjologiczny – migawki

Po początkowych nieporozumieniach (co do wysokości opłat za uczestnictwo lub budzącego zastrzeżenia sposobu informowania o grupach zjazdowych itp.) wcale nie było lepiej.

Generalnie strona organizacyjna została oceniona dużo lepiej na SGGW niż na UW (gdzie np. brakowało dostatecznej ilości termosów z kawą i herbatą, przez co tworzyły się duże kolejki, a więc obrady w grupach zaczynały się z opóźnieniem). Na przyszłość trzeba będzie pomyśleć o zabraniu z domu własnego termosu, co oszczędzi stresu.

Krytykowano też wprowadzoną podczas Zjazdu dyskryminację i wykluczenie osób mięsożernych – podawano tylko dania bezmięsne. Niewykluczone zatem, że na kolejny Zjazd trzeba będzie zabrać także termos obiadowy z taką potrawą, jaką kto lubi.

W grupie poświęconej problematyce gender sensację wzbudziła obecność jedynego słuchacza płci męskiej. Można było odnieść wrażenie, że patrzono na niego jak na potencjalnego prowokatora, pominięto go też przy rozdawaniu materiałów dotyczących poruszonego w tej grupie tematu (wykluczenia menstruacyjnego). Tak jakby tylko kobiety mogły zajmować się naukowo problematyką kobiecą! Ciekawe zresztą, kiedy wreszcie jakiś socjolog płci męskiej zaproponuje problematykę wykluczenia polucyjnego, bo chyba nietrudno będzie wykazać, że takie również istnieje.

Zwieńczeniem całości był bal, który odbył się w PKiN (im. J. Stalina – „dar narodu radzieckiego”). Z góry jednak zapowiedziano, że z uwagi na wojnę toczącą się na Ukrainie, impreza nie będzie zbyt rozrywkowa. Co potwierdził występ chóru polskiego, który zaintonował raczej poważne pieśni, a więc po sali krążył tylko któryś z profesorów kwestując do puszki datki na rzecz Ukrainy. Ale zaraz potem wstąpił chór ukraiński i wtedy rozległy się tak pogodne i skoczne nuty, że nogi same rwały się do prysiudów. Gdyby zatem nie ta, niezbyt fortunna decyzja (bo pokazała, że wojną na Ukrainie bardziej przejmują się Polacy niż Ukraińcy), bal skończyłby się pewnie wesołym hopakiem.

Poza tym na Zjeździe na pewno było sporo ciekawych wystąpień i mądrych referatów. Ale to będzie można spokojnie sobie poczytać w publikacjach pozjazdowych – w zaciszu domowym, po skonsumowaniu dowolnej, a nie narzuconej ideologicznie potrawy, popijając ulubioną kawę lub herbatę.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Kto nie respektuje wartości Zachodu?

Okazuje się, że sam Zachód. Zwraca na to uwagę Ian Bremmer w swoim wpisie na Twitterze:

https://twitter.com/ianbremmer/status/1583131428174188544?s=20&t=Il5DjZiBogMWd7J2fysx9w

Jak wynika z tego wpisu, południowo koreański koncern Hyundai zapowiada, że zerwie współpracę z firmą, która wykorzystuje pracę dzieci, a ta firma znajduje się nie w jakimś kraju trzeciego świata, ale – w stanie Alabama, a więc w USA. W tych samych USA, które tak lubią pouczać innych o zachodnich zasadach, wartościach i ideałach.

Zresztą, wcale nie najważniejszy jest tu fakt, że USA nie przestrzegają zasad przyjętych w całym cywilizowanym świecie, ale to, że oto kraj Wschodu pozwala sobie zwrócić na to uwagę Stanom Zjednoczonym (bo przecież dotąd było odwrotnie) i to, że grozi zerwaniem współpracy z globalnym mocarstwem (podczas gdy do tej pory to inne kraje były poddawane podobnym naciskom ze strony Ameryki).

Do czego doszło! Najwyraźniej porządek międzynarodowy zaczyna się kruszyć i tylko patrzeć, jak Wschód zarządzi wobec Zachodu zbrojną interwencję albo krucjatę w obronie zachodnich wartości, podobnie jak w przeszłości czyniły to USA i Europa wobec państw Południa oraz Bliskiego i Dalekiego Wschodu. A potem Wschód zacznie po podbijać kraje Zachodu, oczywiście po to, by móc je cywilizować i oświecać, a przy okazji eksploatować.

No cóż, fortuna kołem się toczy.

W sumie, nic nowego pod słońcem.

A kto jaką bronią wojował, od takiej prawdopodobnie zginie.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Pandemia i nauka

Niedawno premier Alberty (Kanada), Danielle Smith powiedziała, że w ciągu ostatnich lat najbardziej dyskryminowaną grupą społeczną byli niezaszczepieni. I to nie tylko w Kanadzie. Wystarczy wspomnieć lock downy w Australii i Nowej Zelandii, areszty domowe w innych krajach (np. Filipiny), a w Polsce histeryczną kampanię nienawiści i oszczerstw (jak widać teraz – nie popartych żadnymi naukowymi argumentami).

W Polsce wspaniały popis radykalnych pomysłów na walkę z wszystkimi myślącymi inaczej dali zwłaszcza wysoko utytułowani eksperci:
– prof. Maksymowicz (o dr Rutkowskiej) – „biczowanie byłoby chyba najlepsze” (lipiec 2021)
– prof. Horban (o posłach Kowalskim, Sierakowskiej…) – „gdybym umiał posługiwać się nożem, to pewnie bym się nim posłużył” (sierpień 2021)
– prof. Parczewski – dla niezaszczepionych wprowadzić zakaz przemieszczania się między województwami i godzinę policyjną
– prof. Simon – jeśli niezaszczepiony kogoś zarazi, powinien być oskarżony o usiłowanie zabójstwa.

A najbardziej chyba skompromitowali się członkowie rady ds. Covid przy Prezesie PAN, którzy dopominali się o zwalczanie osób mających odmienne zdanie metodami administracyjnymi! Mentalność jak w ZSRR i innych państwach totalitarnych.

Wychodzi na to, że właśnie ślepa wiara w naukę najbardziej ogłupia i stanowi bodaj najpoważniejsze zagrożenie dla społeczeństwa. Oczywiście, to nie wina nauki, ale jej fanatycznych i ograniczonych wyznawców.

Do przytoczonej powyżej listy można, niestety, dopisać jeszcze wiele profesorskich nazwisk i szacownych gremiów akademickich.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

UE z pandemią w tle

Prokuratura UE wszczyna dochodzenie w sprawie zakupu szczepionek przeciw Covid-19. W trakcie tych transakcji nie zostały dochowane żadne zasady ani procedury: KE odmawiała przekazywania informacji, utajniano dokumenty, od dawna mówiono też o powiązaniach syna Ursuli von der Leyen z firmami farmaceutycznymi. Czyli – typowe standardy UE, która jednak swoje kraje członkowskie nieustannie poucza co do reguł demokracji, transparentnego postępowania i w ogóle praworządności.

W dodatku niedawno odbyło się w UE spotkanie z przedstawicielką firmy Pfizer, którą jeden z holenderskich eurodeputowanych, Rob Roos zapytał: czy szczepionki były testowane pod katem ograniczenia transmisji wirusa? Okazało się, że nie były! Skąd więc wzięła się cała nachalna propaganda, że każdy przyjmując preparat „chroni nie tylko siebie, ale i innych”? Niewykluczone, że za jakiś czas okaże się nawet (o czym wspominano już wcześniej), że osoby zaszczepione faktycznie transmitują tego wirusa o wiele więcej niż niezaszczepione, bo przecież formuła „szczepionek” zakłada, iż organizm najpierw namnaża wirusa, aby dopiero potem produkować na niego przeciwciała…

Być może prawidłową odpowiedzią na to pytanie jest fakt, że związany z Pfizerem James C. Smith, był w minionych latach prezesem Reutersa. Kolejny przejaw standardów globalnych elit.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Fundacja Science Watch Polska działa!

Fundacja Science Watch Polska regularnie organizuje seminaria poświęcone naruszaniu zasad akademickich, naświetla prawne możliwości przeciwdziałania takim patologiom, a kilka dni temu rozesłała ankietę poświęconą mobbingowi w środowiskach naukowych.

Jest to anonimowa ankieta, ale jedno z pytań daje możliwość wskazania z imienia i nazwiska tych, którzy naruszyli dobre obyczaje: sami stosowali mobbing, presję psychiczną, pozbywali się najbardziej wartościowych pracowników albo choćby „pielęgnowali mobberów” atakujących swoich kolegów. Ta ankieta ma pozwolić na nakreślenie „mapy mobbingu” w Polsce, ale zarazem Fundacja deklaruje, że zajmie się konkretnie zgłoszonymi przypadkami.

Będzie niemała konsternacja, jeśli okaże się, że wśród nominowanych do naukowych mobberów znajdą się nie tylko młodsi wiekiem aktywiści spod znaku wybrakowanej tęczy, lecz również ich starsi, emerytowani koledzy, którzy niczym rasowy „ordienonosiec” lubią obwieszać się wszelkimi znaczkami i symbolami (z napisem Konstytucja lub z czerwoną błyskawicą) albo nawet członkowie PAN. Wszystkich ich łączy to, że od dziesięcioleci nie byli widziani w żadnej bibliotece naukowej, ale za to nie ustają w recytowaniu sloganów o tolerancji, wartościach demokratycznych, wolności słowa i szacunku dla odmiennych poglądów. Szkoda tylko, że ci wysłużeni zbowidowcy poprzestają na takich deklaracjach, bo w swoim najbliższym środowisku tępią zaciekle wszelkie opinie inne niż ich własne i posługując się obmowa, manipulacją i donosem eliminują tych, którzy mają własne zdanie.

Czekamy więc na efekty ankiety Science Watch.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Radek Sikorski nie nadąża czy ugryzł się w język?

Trzy dni temu potężny wybuch spowodował zawalenie się części Mostu Kerczeńskiego, nazywanego teraz Mostem Krymskim, dwa dni temu w północnych Niemczech miała miejsce poważna awaria na kolei (sabotaż?), co wywołało ogromny chaos na dworcach i opóźnienia, wreszcie wczoraj na Motławie jakiś holownik stał się przyczyną wypadku łodzi, w którym zginęły trzy osoby.

Ale Radek Sikorski milczy, na koń nie siada, szabli nie chwyta i już nie dziękuje nikomu, choć mógłby nieco się wysilić i coś wymyśleć. Może teraz dla odmiany ćwiczy korzystanie z okazji, by się nie wypowiadać, a może po prostu nie nadąża za rzeczywistością.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Pomaganie Ukraińcom – powinność moralna czy supererogacja

Podczas minionych miesięcy pomaganie Ukraińcom w Polsce przybierało różne formy: od przekazania datku dla organizacji charytatywnej, przez zaangażowanie się jako wolontariusz (na granicy, w punktach wydawania odzieży i żywności), aż po przyjęcie uchodźców do własnego domu, utrzymywanie ich przez wiele miesięcy i torowanie drogi w świecie instytucji – załatwianie PESEL-i, szkoły dla dzieci, poszukiwanie pracy. Dlatego niejednakowa musi być też kwalifikacja tych działań, bo o ile można powiedzieć, że udzielenie jakiegokolwiek wsparcia to naturalny odruch moralny, a nawet powinność – wyraz chrześcijańskiej czy ogólnoludzkiej solidarności, to już transport ludzi z oblężonego miasta gdzieś na Ukrainie albo odstąpienie obcej rodzinie mieszkania – takie czyny stanowczo wykraczają poza normy etyczne, a więc poza to, czego można od kogokolwiek wymagać. Tym samym takie postępki zasługują na kwalifikację czynów nadzwyczajnych, chwalebnych, czyli takich, których nikt nie może od nikogo oczekiwać ani tym bardziej się domagać.

Ta kategoria czynów, przekraczających normy moralne ale nie in minus, lecz in plus, nie jest łatwa do zdefiniowania i w dziejach etyki obrosła refleksją skoncentrowaną na zjawisku supererogacji. Jak pisze Andrzej Maciej Kaniowski w pracy „Supererogacja. Zagubiony wymiar etyki”, „problem supererogacji stanowi wyzwanie dla wszelkich teorii etycznych, a w fenomenie supererogacji dochodzi do głosu jakaś głębsza i trudna do pojęciowego wyartykułowania istotna treść moralności i moralnej kondycji człowieka” (1999, s. 94).

Istotą czynów supererogacyjnych jest bowiem zawsze pewna asymetria: nie wynikają one z żadnej zasady, która nakładałaby na kogokolwiek taki obowiązek, a ponadto ich spełnianie pociąga za sobą negatywne skutki (krzywdy lub ryzyko), które stają się udziałem podmiotu podejmującego realizację takiego czynu. Dlatego ich realizacja jest godna pochwały i stanowi nadzwyczajną zasługę, ale powstrzymanie się od nich w żaden sposób nie może uzasadniać krytyki, piętnowania czy udzielania nagany – kontynuuje A.M. Kaniowski.

Warto pamiętać o tej subtelnej różnicy oceniając zarówno tych, którzy zdecydowali się pomagać Ukraińcom – choć wcale nie mieli takiego obowiązku, jak i tych, którzy zdecydowali się nie pomagać – właśnie dlatego, że nie mieli takiego obowiązku.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Ontologia symetryzmu albo wet za wet

Książka Anny Czepiel „Ontologia symetryzmu” (2021) to nie tylko świetnie i z prawdziwą pasją napisane studium symetryzmu, ale też przykład, jak można regulować swoje rachunki z różnymi środowiskami. Z takimi, które wykorzystując swoją przewagę nad autorem, dopuściły się naruszenia zasad, jakie powinny obowiązywać obie strony: autora, ale też redakcję czy fundację. A ponieważ zasady te zostały przez jedną stronę naruszone, także druga strona czuje się zwolniona z ich przestrzegania. I słusznie.

Pierwszy taki przypadek opisywany przez Annę Czepiel to subtelna forma cenzury, jakiej w 2017 r. dopuścił się wobec jej tekstu jeden z redaktorów „Więzi”. Owa cenzura polegała na opatrzeniu publikowanego artykułu komentarzem, podważającym twierdzenie autorki. Jak zauważa Czepiel, to bardzo nietypowa praktyka, bo jeśli redakcja nie zgadza się z przesłaniem artykułu, może go nie publikować, natomiast dodawanie „neutralizującego” komentarza to już nadużycie i manipulacja (s. 40-42).

Drugi taki przypadek to inna jej publikacja – tym razem na blogu Forum Obywatelskiego Rozwoju. Zyskała ona sobie komentarz „samego” prof. Leszka Balcerowicza, który uznał za stosowne prostować przekonania autorki, podnoszącej zagrażające wolności gospodarczej i swobodom obywatelskim pomysły Brukseli (dyrektywa tytoniowa, zakaz używania „zwykłych” żarówek, wycofanie toreb foliowych ze sklepów, ograniczenia w dostępie do jednorazowych sztućców, kubków i słomek itd.). Kierując się argumentacją Balcerowicza, Zarząd FOR zrezygnował z kontynuowania tematu i w sposób bardzo nieliberalny uciął dyskusję (s. 130-133).

Te dwie autobiograficzne anegdoty nie tylko pokazują, jak środowiska nazywające siebie obywatelskimi i liberalnymi same nie przestrzegają wyznawanych wartości. Pokazują też, że tak potraktowany autor nie jest bynajmniej w sytuacji bez wyjścia, lecz przy pierwszej okazji – np. książkowej publikacji swoich tekstów albo zabrania głosu podczas konferencji – może zdemaskować ich fałszywą fasadę. Korzyść z takiego działania wieloraka: obnaża ono pozory i zakłamanie prominentnych osób i całych środowisk, ale też stanowi ciekawy przyczynek do socjologii życia naukowego. Zbyt wiele w niej bowiem teorii i książkowych schematów, a za mało realiów, autentycznych historii i konkretnych przykładów. A to zawsze dużo ciekawsze i bardziej pouczające. Warto więc brać przykład z Anny Czepiel i prędzej czy później odpłacać swoim przeciwnikom pięknym za nadobne – w imię prawdy i obiektywizmu.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Ewaluacja ewaluacji

Trwająca równolegle do ewaluacji odgórnej, realizowanej metodami biurokratycznymi, ewaluacja oddolna, prezentująca nieformalne opinie środowiska, wcale nie ustała po ogłoszeniu oficjalnych wyników tej pierwszej, a nawet zyskała na sile i wiarygodności. Bo jak mogłoby być inaczej, skoro – zgodnie zresztą z oczekiwaniami i często wyrażanymi obawami – w rezultacie zastosowanych kryteriów okazało się, że ośrodki mające największą renomę w swojej dziedzinie (jak np. filozofia w IFiS PAN) zyskały dużo gorszą ocenę niż kompletnie dotąd nie znane placówki. Inne niespodzianki wiązały się z faktem, że jednostki naukowe w poprzedniej ewaluacji ocenione słabo, w obecnej wywindowały się na same szczyty rankingu. Czy takie cuda byłyby możliwe gdyby brać pod uwagę rzetelną pracę i rozwój kadry naukowej, co – jak wiadomo – wymaga wielu lat pomyślnego rozwoju danego środowiska.

Dla nikogo nie jest tajemnicą, że zarówno odnotowane degradacje, jak i tym bardziej awanse, nie są efektem normalnego funkcjonowania, ale skutkiem absolutnie nienormalnych impulsów, jakie zastosowano wobec nauki. Można nawet zaryzykować twierdzenie, że w tych przypadkach, gdzie punktów zdobyto za mało, tam starano się uprawiać naukę zgodnie z najlepszymi wzorami i ethosem naukowym. Z kolei w przypadkach, gdzie tych punktów wyrobiono dużo, zasadne wydają się podejrzenia, iż osiągnięto to dzięki koniunkturalnym manipulacjom, nierzadko brutalnemu mobbingowi i poświęceniu zasad akademickich instrumentalnej dyrektywie przetrwania.

W dramacie Sofoklesa „Filoktet” cwany Odyseusz uważał, że aby osiągnąć cel, można na jakiś czas zrezygnować z wyznawanych wartości: „uczciwi możemy być później” – brzmiało jego przesłanie. Ale Neoptolemos sądził inaczej, co wyraził następująco: „wolę piękną porażkę niż brzydkie zwycięstwo”. Ewaluacja pokazała, że przed takim właśnie wyborem stanęły też środowiska naukowe. I każde z nich będzie ponosiło konsekwencje swoich decyzji.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Trzecia granica

Kiedy na granicy białoruskiej pojawili się uchodźcy, nie wpuszczano ich. I słusznie, bo zamiast zgłaszać się na legalne przejścia woleli buszować po wykrotach i wdawać się w bójki ze strażą graniczną.

Kiedy na granicy ukraińskiej pojawili się uchodźcy, wpuszczano ich wszystkich, nawet mężczyzn uciekających przed poborem. Ale na niektórych przejściach w dniu 8 marca wręczano takim dezerterom kwiatek – aluzja wymowna z nutką przygany.

Kiedy teraz na granicy rosyjskiej pojawiają się uciekający przed poborem obywatele Rosji, Polska ich nie wpuszcza. Wygląda na to, że nasz kraj chce, by Ukraina miała mniej żołnierzy broniących ojczyzny, a Rosja atakująca sąsiada więcej wojska.

PS. Dziś prezydent Zełenski powiedział: „im więcej Rosjan uratuje życie uciekając przed poborem, tym szybciej skończy się ta wojna”. Teraz widać wyraźnie, komu służy decyzja polskich władz zakazująca wjazdu Rosjanom uciekających przed poborem. Na pewno nie Ukrainie.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

A wśród nich Serhij Wołyński

Dzięki pośrednictwu Arabii Saudyjskiej i Turcji doszło do uwolnienia ponad 200 obrońców Azowstalu, a wśród nich Serhija Wołyńskiego. Tego samego, który w dramatycznych filmikach wielokrotnie informował, że wszyscy bojownicy są już bliscy śmierci, ale raczej popełnią samobójstwo niż poddadzą się Rosjanom. Jednak się poddali, a nawet przeżyli niewolę i teraz wychodzą na wolność. To kolejna wspaniała wiadomość z frontu wschodniego, gdzie już na początku wojny zbiorowe samobójstwo popełnili obrońcy Wyspy Węży, a potem cudownie zmartwychwstali i też odnaleźli się w rosyjskiej niewoli.

No i dobrze, bo i jedni, i drudzy to na pewno dzielni żołnierze, więc byłoby szkoda. Ale ethos żołnierski to także dotrzymywanie słowa, więc przypomina się piosenka Mariana Hemara „Słowo musi być święte”:

„Bo słowo musi być święte,
powiedziało się,
przyrzekało się,
umierało się,
gdzie trup?”

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Pułapka Zełenskiego?

Kolejna decyzja Putina (o częściowej mobilizacji – 300 tys. osób! to jaka będzie powszechna?) potwierdza, że w jego perspektywie celem zbrojnej agresji od początku nie był atak na Ukrainę, ale obrona Rosji. Żadne bowiem spodziewane korzyści z ataku nie uzasadniałyby takiego kroku; co innego spodziewane obawy przed stratami – i to one to zapewne podyktowały kolejne posunięcie Kremla.

Taką hipotezę zdaje się potwierdzać opinia nie byle jakiego polityka, a mianowicie Henry Kissingera. Jego zdaniem obszar kontrolowany przez Rosję w momencie wybuchu wojny (2,5% terytorium Ukrainy) powinien stać się przedmiotem negocjacji  – „Forum” 17/2022. I wtedy zgadzał się z takim stanowiskiem także prezydent Zełenski. Potem zmienił zdanie. Czemu? Pod czyim wpływem? Dlaczego doprowadził do tego, że obecnie na Ukrainie „dwóch przeciwników nuklearnych {Rosja i USA} toczy wojnę konwencjonalną na terytorium państwa trzeciego” {czyli Ukrainy} – „Forum” 17/2022, s. 29.

Oczywiście, Ukraina miała prawo chcieć zbliżenia z UE, a nawet z NATO. Tak samo jak np. „Meksykanie mogą decydować, czy gotowi są przystąpić do sojuszu militarnego z Chinami oraz czy mogą zaprosić Chiny do rozmieszczenia infrastruktury wojskowej na południowych rubieżach USA” –
tłumaczy z kolei Noam Chomsky (tamże, s. 25). Z góry wiadomo, jaka byłaby odpowiedź USA. Dokładnie taka sama, jak w przypadku Kuby, kiedy Stany oświadczyły ZSRR: „Przestańcie pomagać Kubie, bo was zniszczymy”, a przy okazji znaczną część EŚ-W. Przekładalność perspektyw okazuje się rzeczą najtrudniejszą, tak samo jak wyjście poza moralność Kalego.

Czy zatem Zełenski w porozumieniu z Zachodem przygotował na Rosję pułapkę, o której kiedyś będzie pisać się podobnie jak o „pułapce Tukidydesa”?

Z pułapkami jednak nigdy nic nie wiadomo, o czym dobrze się przekonał Puchatek i Prosiaczek, którzy zastawili pułapkę na słonia, a potem sami w nią wpadli. Oto w miarę, jak konflikt się przedłuża, podobne żądania, co Rosja zaczynają wysuwać wobec Ukrainy także politycy innych państw: niedawno były minister spraw zagranicznych Rumunii, Andrei Marga wyraził się, że państwo ukraińskie ma „nienaturalne granice” i powinno oddać nie tylko Krym i Donbas Rosjanom, ale też Zakarpacie Węgrom, Galicję – Polsce, a Bukowinę – Rumunii. Ale się porobiło!

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Rankingi uniwersytetów

A jak tam polskie uniwersytety? Czy nadal daleko w tyle za tymi najlepszymi, amerykańskimi?

https://www.theguardian.com/us-news/2022/sep/16/columbia-whistleblower-us-news-rankings-michael-thaddeus

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Sojusz tronu i ołtarza

Z okazji uroczystości pogrzebowych Elżbiety II wszystkie informacyjne kanały telewizyjne w Polsce uraczyły widzów wielogodzinną transmisją nabożeństwa i mszy, ceremonii kościelnych ze śpiewami, zastępów duchowieństwa oraz modlących się i żegnających znakiem krzyża gości z całego świata zaproszonych do katedry Westminsterskiej. Przy okazji telewidzowie mieli okazję usłyszeć, że w Wielkiej Brytanii (podobnie jak w paru innych monarchiach europejskich) panujący jest też głową kościoła, a nawet „obrońcą wiary” i w związku z tym nie może wyznawać innej religii niż oficjalna. Ta zasada dotyczy też np. premiera rządu (Tony Blair zmienił wyznanie dopiero wtedy, gdy odszedł z urzędu).

Ciekawe, kiedy wreszcie te fakty dotrą do świadomości zwolenników laickiego państwa, krytyków nadmiernego udziału Kościoła w życiu publicznym i w polityce polskiej oraz tych wszystkich, których irytuje obecność członków rządu w kościołach albo widok księży podczas uroczystości państwowych? Łatwo sobie wyobrazić, jakie byłyby komentarze, gdyby tak polski prezydent albo premier musiał być wyznania katolickiego i żadnego innego. Wszystko to poczytywano by za straszliwą opresję, przejaw nietolerancji i dyskryminacji (bo jeśli już musi być tak eksponowana jakaś religia, to czemu akurat katolicyzm, a nie dowolne wyznanie protestanckie, prawosławie, islam czy judaizm?)

Zapewne podobnych argumentów znalazłoby się wiele, ale wszystkie byłyby tyle samo warte. Bo po prostu tradycje i standardy europejskie są inne niż to sobie wyobrażają najbardziej zagorzali Europejczycy rodzimego chowu.

(W roku 2015 po zamachu na redakcję „Charlie Hebdo” w katedrze Notre Dame zgromadził się rząd i cała elita francuska, wszyscy żarliwie się modlili i stali w dłuuugiej kolejce, aby przyjąć Komunię Świętą. Ale tego polska lewica też nie zauważyła).

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Me Too albo „O zgwałceniu”

Niedawno kolejna kobieta, Charlotte Lewis, oskarżyła Romana Polańskiego w związku z gwałtem w latach 80. Inna pani, Valentine Monnier, nie tak dawno, bo w 2019 r. przypomniała sobie, że w 1975 r. była napastowana przez reżysera. Jeszcze kilka podobnych spraw z ubiegłego wieku, a nawet tysiąclecia, ciągnie się za wybitnym artystą, bo poszkodowanym wraz z upływem czasu pamięć wcale się nie pogarsza, a przeciwnie – radykalnie poprawia. Zazwyczaj potrzeba trzech-czterech dekad, by ofiara przypomniała sobie, co kiedyś miało miejsce, nabrała przekonania, że spotkało ją straszne nieszczęście i uznała za stosowne, że właśnie teraz – gdy już zrobiła karierę, a formułka Me Too stała się modna – może ogłosić to całemu światu. Bo dziś panuje przekonanie, iż w takich sprawach zawsze winny jest mężczyzna, a nie kobieta.

Nie tak drzewiej bywało. Wincenty Witos w swoich „Wspomnieniach” pisał o pewnym proboszczu z rodzinnych Wierzchosławic, że „dziewczętom, które chodziły skarżyć się na niewiernych kawalerów, poza nagadaniem im od fląder, małp i latawic, dawał w rękę świecę, polecając ją wstawić do lichtarza, który on trzymał i stale manipulował, a kiedy one tego nie mogły dokonać, wyrokował: A widzisz, szelmo, gdybyś się była i ty ruszała, to byś teraz nie chodziła do mnie” (1964, I, 141).

Bardzo podobnie takie sytuacje oceniał Wolter, przywołując w krótkim artykule „O zgwałceniu”, pewną anegdotę. „Co do dziewcząt lub mężatek, które wniosłyby skargę, że je zgwałcono, wystarczyłoby – jak mniemam –
powiedzieć im, jak pewna królowa odsunęła oskarżenie o to przestępstwo. Wyrwała ona szpadę z pochwy i poruszając nią przez pewien czas na boki pokazała, że w takiej sytuacji nie można było włożyć szpady do pochwy” („Wybór dzieł filozoficznych”, 2022, s. 272).

Nie znaczy to, by jakieś sto lat temu księża na polskiej wsi zaczytywali się dziełami Woltera, ale najwidoczniej sam koncept stanowił element zbiorowej mądrości i zdrowego rozsądku Europejczyków w tamtych czasach. Nie tak jak dzisiaj.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Dwie wiadomości jednego dnia

Dziś media podają dwie wiadomości. Pierwsza, że miał miejsce zamach na Putina (zaatakowano kolumnę aut z prezydentem Rosji – jakiś pojazd zajechał drogę samochodowi wiozącemu prezydenta). I druga, że w Kijowie doszło do kolizji z udziałem prezydenta Ukrainy (jego pojazd zderzył się z jakimś innym samochodem).

Niby zdarzenia podobne, ale właściwie bardzo różne. W przypadku Putina był to zamach, a w przypadku Zełenskiego – wypadek. Na pewno nie odwrotnie. A nawet nie tak samo. Bo jakżeby inaczej.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Ankieta PTS

Przed wakacjami z inicjatywy Profesora Antoniego Sułka Polskie Towarzystwo Socjologiczne zwróciło się do 100 socjologów z prośbą o odpowiedź na trzy pytania – o kondycję polskiej socjologii i jej perspektywy. Nadesłane odpowiedzi miały być przedmiotem dyskusji na rozpoczynającym się za kilka dni XVIII Zjeździe Socjologicznym. Ale nie będą, bo nadesłano ich zaledwie 11.

Potwierdza to znaną prawidłowość, iż socjologowie lubią zadawać pytania i ferować na ich podstawie sądy, pod warunkiem, że to nie oni są obiektem badania. Potwierdza to także sformułowaną w jednej z odpowiedzi opinię, że chociaż u podstaw socjologii leży motyw demaskatorski – chęć obnażania faktycznych, a nie tylko fasadowych postaw, rzeczywistych a nie deklarowanych wartości oraz interesów wpływających na poglądy prezentowane najchętniej jako ekspresja autentycznej, niczym nie skalanej ani nie zmanipulowanej jaźni – to jednak sami socjologowie zdecydowanie stronią od auto-demaskacji.

Najwyraźniej stronią też od autorefleksji, która ujawniłaby ich preferencje ideologiczne, polityczne czy światopoglądowe, a zwłaszcza pokazałaby ich jako istoty operujące nie tylko intelektem i wyuczonymi technikami badań, lecz także wyposażone w ciała i doświadczające rzeczywistości społecznej jako „podmiot organiczny”, o którego uznanie upominała się Anna Wyka („Badacz społeczny wobec doświadczenia”, 1993). Wszelkie takie postulaty napotykają „silny opór w środowisku”, jak pisze jeden z respondentów ankiety PTS, co sprawia, że socjologowie jawią się niczym „czarna skrzynka” badań społecznych. Łapczywie, wprost bulimicznie chłoną wszelkie dane i bardzo sprawnie, możliwie szybko produkują na ich podstawie diagnozy, starając się przekonać samych siebie, swoich kolegów po fachu, a zwłaszcza społeczeństwo, że to wszystko jest efektem Czystej Nauki: wyłącznie logicznego myślenia, sprawdzonych technik zbierania danych i wypracowanych (najlepiej na Zachodzie) sposobów analizy materiału.

Taki model „badacza obiektywizującego”, wyniesionego ponad wszystkie partykularne punkty widzenia i konkretne uwarunkowania, zdolnego wypracować „spojrzenie znikąd” objawiane następnie niczym absolutna prawda, wydaje się jednak obecnie mocno nieaktualny i po prostu śmieszny. Dobrze byłoby, aby polscy socjologowie zdali sobie z tego wreszcie sprawę i pogodzili się z tym, że są żywymi ludzkimi istotami, a ich dyscyplina jest jednym z elementów życia społecznego, zależnym od wszystkich innych elementów.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Król Karol III

Król Karol III objął dziś tron Wielkiej Brytanii. Czekał długo, ale wreszcie się doczekał. Tym samym Brytyjczycy nadal nie będą mieli statusu „obywateli”, a tylko „poddanych”.

Ale to chyba nie jedyne ich zmartwienie. Wielu obawia się, że nowy monarcha, zdeklarowany ekologista, bo przecież nie ekolog, skoro nie posiada profesjonalnego wykształcenia w dziedzinie nauk o środowisku, a tylko podziela obiegowe poglądy na ten temat, zechce narzucać je innym, a choćby tylko wyrażać. A to jest niedozwolone.

Wielu też zapewne nie puści w niepamięć wydarzeń z jego życia prywatnego i kompromitujących – zwłaszcza monarchę – wyznań, które swojego czasu przedostały się do opinii publicznej (jak np. tego, że nade wszystko „pragnąłby być tamponem swojej ukochanej Kamilli”).

Wszystko to może bardzo utrudniać poddanym zachowanie należytego szacunku dla nowego króla.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Ukraina – krwawa terapia szokowa

W latach dziewięćdziesiątych Polska przeżywała terapię szokową dzięki sprowadzonemu do kraju „wykładowcy raczej podrzędnego uniwersytetu londyńskiego”, Leszkowi Balcerowiczowi (T. Kowalik – „www.Polska transformacja”, s.83), którego zauroczyły pomysły niejakiego J. Sachsa. Od pół roku Ukraina przeżywa swoją „terapię szokową”, która w dodatku – z uwagi na wojnę – jest zarazem krwawa.

Takie ujęcie sprawy, coraz częstsze już nie tylko w internecie, ale też w czasopismach ogólnokrajowych (ostatnio „Krytyka Polityczna” czy aktualny numer „Przeglądu”) pokazuje, że naiwnością było traktowanie zdarzeń na Ukrainie w kategoriach: „dzielni Ukraińcy bronią swojej wolności przed rosyjskim agresorem”. Oto bowiem okazuje się, że zmuszeni oni są walczyć z Rosją o hegemonię – nie tylko polityczną czy militarną, ale przede wszystkim ekonomiczną – nie tyle swoją, ale USA, a więc przelewają krew za zwycięstwo globalnego kapitalizmu. Za taką interpretacją przemawia fakt, iż większość eksportowanego obecnie z Ukrainy zboża pochodzi z gospodarstw rolnych będących od dawna własnością głównie amerykańskiego kapitału, przemawia za tym również decyzja Prezydenta Załenskiego (z 1 września) o prywatyzacji kilkuset przedsiębiorstw, a następnie przeprowadzona niedawno reforma kodeksu pracy, która pozbawia ochrony większość zatrudnionych (co dot. m.in. odejścia od zasady 8-godzinnego dnia pracy – podstawowej normy w każdym cywilizowanym kraju). Wszystko to w imię „wolnego rynku” i likwidacji nadmiernego „przeregulowania gospodarki”.

W imię dobrze pojętej przyjaźni polsko-ukraińskiej Polska powinna więc jak najszybciej podzielić się z Ukrainą swoją wiedzą i doświadczeniami z okresu transformacji, skutecznie zakłamywanej od 30 lat przez nauki społeczne głównego nurtu. Wprowadzanie amerykańskich wzorców, czyli modelu anglosaskiego, tzw. XIX-wiecznego kapitalizmu „drapieżnego” było zresztą od początku krytykowane przez najwybitniejszych polskich badaczy, m.in. przez prof. Jerzego Jedlickiego czy prof. Karola Modzelewskiego, a nawet przez ekonomistów, jak prof. Tadeusz Kowalik. Pociągnęło bowiem za sobą ogromne koszty ludzkie i ekonomiczne, które –
biorąc pod uwagę warunki wojenne na Ukrainie – w przypadku tego kraju i społeczeństwa mogą być tylko o wiele większe i dużo trudniejsze do odrobienia.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Montaigne – patron bloga

W swoich „Próbach” Montaigne pisał: „Nie ma tak błahego przedmiotu, który by nie wart był znaleźć miejsca w tej gawędzie”, ale zarazem dodawał: „Biorę pierwszą lepszą kwestię. Ze stu członów i obliczów, jakie ma każda rzecz, biorę jedno. I najbardziej lubię chwycić rzecz w jakimś nieużywanym świetle” (t. I).

I o to właśnie chodzi. A nie o to, by powtarzać twierdzenia w ich utrwalonym brzmieniu, by przyłączać się do tego czy innego chóru i śpiewać unisono. Rzeczywistość jest zbyt bogata i wielowymiarowa, dostępny zasób skojarzeń dostarczany przez literaturę przedmiotu –
jeszcze obfitszy, a ludzka pomysłowość praktycznie nieograniczona. Dzięki temu mogą pojawiać się nowe skojarzenia, ruch myśli – dyskurs –
posuwać naprzód, zaś formułowane hipotezy, jeśli są wadliwe, „umierać za nas”, jak pisał Popper w „Wiedzy obiektywnej”. Nie warto z tego wszystkiego rezygnować w imię poprawności politycznej czy środowiskowego konformizmu.

Tym bardziej, że w przeciwnym razie zaczyna spełniać się sen każdego autorytaryzmu i terroru: „zatrzymanie raz na zawsze sensu słów” (Lyotard), zabetonowanie rzeczywistości w jej aktualnym kształcie i paraliż myślenia, które broni się przed jakąkolwiek zmianą metodami znanymi już Inkwizycji (donosem, nękaniem, potępieniem, wykluczeniem ze wspólnoty wiernych, bo miernych. Nie brak takich zachowań ani w izolowanych enklawach społecznych, ani w świecie polityki, ani nawet w polu akademickim.

Tym bardziej warto wracać do Montaigne’a i przypominać jego słowa.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Nauka przeciw ideologii LGBT

Laureatka nagrody Nobla w dziedzinie fizjologii i medycyny (1995), niemiecka badaczka prof. Christiane Nusselein-Volhard, przypomina, że „wszystkie ssaki mają dwie płcie, a człowiek jest ssakiem”, a więc tezy transseksualizmu są po prostu nienaukowe. „Płeć nie jest konstruktem społecznym”, a zmiany hormonalne nie mają wpływu na płeć, bo ta jest trwale określana przez chromosomy. Tyle nauka i noblistka. Czy to coś zmieni?

Nie tak dawno inny noblista, wirusolog, prof. Luc Montagnier twierdził, że szczepionki nie zatrzymają epidemii Covid, że będą obniżać odporność i sprzyjać powstawaniu nowych mutacji, ale ponieważ było to sprzeczne z interesami koncernów farmaceutycznych, stał się obiektem ataków deprecjonujących jego wiedzę i zdolności intelektualne. Zarzucano mu nawet, iż rozgłasza teorie pseudonaukowe! Zmarł niedawno, co wytłumaczono jego zaawansowanym wiekiem, odpierając twierdzenia sugerujące inne przyczyny.

Profesor Christiane Nusselein-Volhard będzie prawdopodobnie celem podobnej nagonki, a ponieważ jest w zaawansowanym wieku, niewykluczone iż niedługo umrze. I zapewne w związku z tym również pojawią się zapewnienia, iż jej śmierć spowodowały czynniki naturalne.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

W otwarte karty

We wczorajszym wpisie Eternity (Salon24 – „Ex. republikański senator USA Richard Black – nie obchodzi nas, ilu Ukraińców zginie…”) zamieścił nagranie z YT i jego zwięzłe streszczenie. Richard Black mówi tak:

– nie obchodzi nas, ilu Ukraińców zginie, to jest mecz piłkarski i chcemy wygrać

– Putin został zmuszony do ataku, by zapobiec atakowi Ukraińców na Donbas

– Rosja stara się nie wyrządzać szkód cywilnym Ukraińcom

– Rosjanie zachowują się inaczej niż my, w Wietnamie; zatrzymali swoje czołgi przed tłumem, bo nie chcieli zabijać braci-Słowian; my byśmy ich zmiażdżyli

– Ukraina nie może podjąć decyzji o pokoju, tylko Waszyngton może to zrobić, a my możemy chcieć prowadzić tę wojnę do ostatniego Ukraińca.

O ile to nie fake news, jeśli nagranie nie zostało spreparowane przez jakieś rosyjskie trolle, jeżeli b. republikański senator nie jest kompletnym idiotą, prowokatorem albo kolejną „ruską onucą”, to …

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Laptop Huntera Bidena

Mark Zuckerberg właśnie przyznał, że Facebook pod naciskiem FBI cenzurował informacje na temat ukraińskich interesów Huntera Bidena, syna prezydenta USA.

Jako pierwszy wiadomość o zawartości laptopa Huntera Bidena opublikował „New York Post”, ale FBI twierdziło, że to celowa dezinformacja strony rosyjskiej. Bo przecież USA wspierają Ukrainę nie z powodu interesów, ale aby bronić wolności i demokracji.

Ciekawe, ile jeszcze informacji uznawanych obecnie za kremlowską propagandę i fake newsy ruskich trolli okaże się najprawdziwszą prawdą.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Wykluczenie – np. menstruacyjne

Kiedyś istniała tylko równość i nierówność, bo byli ludzie ubodzy i w związku z tym rozważano kwestię pauperyzmu (m.in. de Tocqueville). Potem pojawiły się dystanse, wykluczenia i marginalizacje związane z jakimś konkretnym brakiem. Kilka lat temu wymyślono wykluczenie/marginalizację menstruacyjną i jako remedium na to pojawiły się różowe skrzyneczki.

Zgodnie z takim rozumowaniem, które obarcza państwo troską o wszelkie, nawet najbardziej intymne potrzeby obywatela, tylko patrzeć, jak zacznie się mówić o wykluczeniu/marginalizacji womitacyjnej (gdy obywatel na kacu nie znajdzie w zasięgu ręki stosownej torebki) albo o marginalizacji/wykluczeniu defekacyjnym (co jest wielce prawdopodobne, biorąc pod uwagę rosnące ceny papieru, w tym także toaletowego).

Poza oczywistym niesmakiem wspomniana tendencja budzi też ogólniejszą refleksję: jak to się dzieje, że obywatele liberalnych krajów zamiast brać swoje sprawy w swoje ręce (zgodnie z zasadą indywidualizmu), oczekują od państwa (które wszak miało być tylko „nocnym stróżem” umożliwiającym jednostkom nieskrępowane rozwijanie aktywności i przedsiębiorczości), że będzie ono zaspokajać każdą ich potrzebę, a nawet zachciankę. Zapewni pracę i dach nad głową, nakarmi i napoi, otrze łzy i podetrze pupę, zabroni przezywania się i obrażania, a w ogóle dożywotnio zagwarantuje każdemu zdrowie i szczęście.

Groźny Lewiatan w XX w. zamienił się w dojną krowę – pisał przed laty Arnold Gehlen. Teraz okazuje się, że ta dojna krowa ma też być troskliwą niańką usuwającą wszelkie problemy życiowe ludzi. Ludzi, którzy najwyraźniej zapominają o przestrodze, jakiej udzielił de Tocqueville pisząc o groźbie centralizmu i despotyzmu w państwach demokratycznych i o tym, że powiększanie kompetencji rządu oznacza kumulację władzy w jego ręku, a wyzucie z niej obywateli.

Ten nowy rodzaj demokratycznego despotyzmu brałby się właśnie z nadopiekuńczości władzy: „ponad wszystkimi panuje na wyżynach potężna i opiekuńcza władza, która chce sama zaspokoić ludzkie potrzeby i czuwać nad losem obywateli. Ta władza jest absolutna, drobiazgowa, pedantyczna, przewidująca i łagodna. Można by ją porównać z władzą ojcowską, gdyby celem jej było przygotowanie ludzi do dojrzałego życia. Ona jednak stara się nieodwołalnie uwięzić ludzi w stanie dzieciństwa” („O demokracji w Ameryce”, t. II, s. 329). Każde kolejne życzenie czy roszczenie pod adresem państwa, rządu i jakiejkolwiek władzy przysparza im siły, której jednocześnie ubywa jednostkom. Trzeba więc mieć świadomość, że również każda podpaska czy tampon włożony do różowej skrzyneczki przybliża perspektywę nakreśloną przez de Tocqueville’a.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Wojna na Ukrainie jak Powstanie Warszawskie?

Kolejne wypowiedzi zrównujące wojnę na Ukrainie z Powstaniem Warszawskim (np. Prezydent Andrzej Duda, także prezes Reduty Dobrego Imienia – „Ukraińcy mają teraz swoje Powstanie Warszawskie”, czy ambasador Ukrainy, Wasyl Zwarycz – „żołnierze ukraińscy jak powstańcy warszawscy”) są z dwu powodów niefortunne:

– po pierwsze, nie wróżą Ukraińcom zwycięstwa,

– po drugie, mogą prowadzić do wniosku, że w takim razie Polacy powinni odegrać w „powstaniu ukraińskim” taką samą rolę, jaką Ukraińcy odegrali w Powstaniu Warszawskim.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Kiedy upadło Cesarstwo Rzymskie?

Upadek Cesarstwa Rzymskiego datuje się na 24 sierpnia 410 roku, kiedy to wojska Gotów pod dowództwem Alaryka zdobyły i splądrowały Rzym. Miało to miejsce oczywiście w „naszej erze”, czyli po narodzinach Chrystusa, bo jak inaczej św. Augustyn, jeden z Ojców Kościoła, mógłby pod wpływem tego wydarzenia napisać swoje wiekopomne dzieło „Państwo Boże”.

Ale według Patricka J. Deneena, profesora na Uniwersytecie Notre Dame, a przedtem wykładowcy w Princetown i Georgetown, a także według tłumacza (M.J. Czarnecki) i redaktorów z PIW-u (E. Brzozowska, W. Krawczyk), no i korektorki (B. Lekacz) Cesarstwo Rzymskie upadło jeszcze zanim powstało (w I w. p. n.e.), bo jakoby już w 410 r. przed Chrystusem. Pisze o tym autor książki, P.J. Deneen (i nie koryguje tej rewelacji nikt z wydawnictwa PIW): „‚Państwo Boże’ św. Augustyna okazało się niezbędne wobec nagłego i nieoczekiwanego upadku ‚wiecznego’ porządku rzymskiego w 410 r. przed Chrystusem” (s. 24 – w książce „Dlaczego liberalizm zawiódł?” pierwodruk – Yale University 2018, PIW 2021).

Brak elementarnej wiedzy historycznej, a poza tym kompletny brak myślenia i kojarzenia (bo jakim cudem już w 410 r. p.n.e. mógł żyć nawrócony na chrześcijaństwo Augustyn?!) demonstrują więc ci, którzy napisali, zaakceptowali i wydrukowali coś takiego. A ich lista obejmuje również wszystkich tych, których autor książki wymienia aż na trzech stronach osobnego rozdziału „Podziękowania”. Tym samym te podziękowania zamieniają się w listę hańby i ignorancji.

Nie pierwszy to taki przypadek. Na przykład w książce Judith Shklar (z Harvardu, a jakże!) pt. „Zwyczajne przywary” (Znak 1997) również można znaleźć żenujący przykład niekompetencji (autorki?, tłumacza – prof. Marcin Król?, wydawnictwa?). Na s. 24 (najwyraźniej to jakaś pechowa strona dla tłumaczeń wybitnych autorów amerykańskich) Shklar pisze: „Świnia Pyrrusa, która nie przejęła się sztormem na morzu, w Montaigne’u znalazła żarliwego admiratora”. Problem tylko w tym, że według tredycji filozoficznej była to „świnia Pirrona” (dlaczego wiec ta świnia została podrzucona Pyrrusowi?!). W dodatku, jak o tym świadczy stosowny cytat z „Prób” (szkoda, że nie przytoczony przez Shklar), odnosił się do władz poznawczych i doznań zmysłowych, a nie do kwestii okrucieństwa wobec zwierząt, a to w tym kontekście Shklar rozpatruje obserwację Montaigne’a zaczerpniętą ze znanej anegdoty (vide: Diogenes Laertios) o Pirronie: „Czyż potrafimy wmówić naszej skórze, że razy rzemienia ją głaszczą?, smakowi, że aloes to graweńskie wino? Świnia Pirrona jest tu po naszej stronie: nie zna, co obawa śmierci, ale jeśli ją bić, kurczy się i kwiczy” (Montaigne, t. I, 110).

Gdyby ktokolwiek uważnie czytał oferowane polskiemu czytelnikowi dzieła amerykańskich naukowców, pewnie znalazłby dużo więcej takich „kwiatków”. A wtedy opinia o nadzwyczajnym poziomie kształcenia na amerykańskich uczelniach pewnie mocno by ucierpiała. Ale zamiast tego lepiej powielać błędy (bo przecież to, co amerykańskie, musi być słuszne) i szerzyć ciemnotę.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Gdzie się podziali obrońcy wolnych mediów?

Już prawie pół roku trwa w Polsce całkowita blokada rosyjskich mediów. KRRiTV, zamiast zajmować się krajowymi kanałami, odcięła odbiorców od zagranicznych stacji, za korzystanie z których ci odbiorcy uiścili opłatę w wybranej przez siebie sieci kablowej.

UOKiK jednak milczy w tej sprawie (ewidentnego naruszenia praw konsumentów). Co gorsza, w tej samej sprawie nie zabiera głosu rzecznik praw obywatelskich ani przeróżne organizacje pozarządowe (z Instytutem Zamenhofa na czele, powołanym wszak do obrony pluralizmu i wolności słowa w mediach), ani środowiska akademickie, znane ze swego przywiązania do wartości demokratycznych, ani nawet same media (łącznie z TVN24, który reklamuje się sloganem: „twoim prawem jest wiedzieć”). Jakież to „wolne media”, które zgadzają się na cenzurę?

Nie milczy za to światowej sławy uczony, językoznawca – i zarazem czołowy dysydent amerykański – Noam Chomsky, który ubolewa nad wprowadzoną w USA cenzurą: „cenzurze podlega punkt widzenia Rosji, gdyż zablokowano dostęp do wszystkich rosyjskich kanałów telewizyjnych. Żeby się dowiedzieć, co powiedział Ławrow, trzeba oglądać Al-Dżazirę albo państwową telewizję w Indiach. To bardzo surowa cenzura, czegoś takiego sobie w USA nie przypominam” („Forum” 17/2022).

Uzasadnieniem takich działań w Polsce, a pewnie i w USA, jest przekonanie, iż należy ograniczać szkodliwy wpływ rosyjskiej propagandy na obywateli wolnego świata. Jeśli dlatego wolny świat ma rezygnować ze swej wolności, to trudno o bardziej niemądre tłumaczenie.Przecież prawie 50 lat komunistycznej propagandy w PRL-u wcale nie sprawiło, że Polacy masowo nawrócili się na komunizm. Wprost przeciwnie, bo zadziałał tzw. „efekt bumerangowy”. I o tym powinni pamiętać ci, co teraz karmią opinię publiczną zupełnie inną propagandą.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Stan debaty akademickiej

Pod koniec lipca w Warszawie miała miejsce konferencja zorganizowana przez wydawnictwo WEI z okazji opublikowania polskiego tłumaczenia książki Helen Pluckrose i Jamesa Lindsaya pt. „Cyniczne teorie. Jak aktywizm akademicki sprawił, ze wszystko kreci się wokół rasy, płci i tożsamości i dlaczego to szkodzi każdemu z nas”. Jej autorzy w latach 2017-2018 razem z Peterem Boghossiane zaplanowali ponad 20 artykułów z myślą o ich wydaniu w renomowanych czasopismach głównie z zakresu socjologii i kulturoznawstwa. Ich intelektualna prowokacja (Grievance Studies Affair) polegała m.in. na przygotowaniu tekstów na kompletnie absurdalne tematy (np. o wpływie psów na kulturę gwałtu) albo na parafrazie fragmentów „Mein Kampf”, ale z wykorzystaniem znanego już z „modnych bzdur” Sokala i Bricmonta pretensjonalnego i pseudonaukowego języka.

Co ciekawe, ich prowokacja się powiodła, bo teksty zyskały uznanie redaktorów tych czasopism i zostały wydrukowane. Swoją drogą, ten fakt powinien wreszcie otrzeźwić i przekonać polskich naukowców, tak gorączkowo szukających możliwości publikowania w wysokopunktowanych zagranicznych czasopismach, że wcale nie trzeba jakoś szczególnie się mozolić, by napisać tekst zdolny zadowolić zagraniczne środowiska naukowe. Wystarczy pewna doza fantazji, dezynwoltury i opanowania odpowiedniego słownictwa – a punkty gwarantowane!

Dalszy ciąg tej prowokacji – już w polskim kontekście – dopisało życie. Otóż wydawca zaprosił do dyskusji nad książką zarówno autorytety naukowe z prawa, jak i z lewa. Jednak w rezultacie zaproszenie przyjęli tylko ci pierwsi (prof. Z. Lew-Starowicz, prof. A. Zybertowicz, dr K. Szumlewicz – ostatnio na cenzurowanym wśród lewaków, i Roman Warszawski, bloger i popularyzator ruchu będącego solą w oku feministek – Men Going Their Own Way). Ci drudzy odmówili, bo „nie zgadzają się z poglądami zawartymi w książce”!

Oto i cały stan debaty akademickiej w Polsce: albo pozorne spory i dyskusje, albo odmowa udziału pod pretekstem różnicy poglądów. Z czego wniosek, że jedynie akceptowalne dyskusje to te od początku do końca jednomyślne. Tylko, po co w takim razie dyskutować?

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Jewish Committee w akcji

Wśród wielu organizacji, które włączyły się w pomoc Ukrainie, nie zabrakło również Jewish Committee,który m.in. pomagał w ewakuacji mieszkańców Kijowa. Działania te były znane polskim wolontariuszom, szukającym kontaktów i możliwości współpracy.

Jak pokazują wyniki badań realizowanych właśnie w różnych ośrodkach akademickich, w odpowiedzi na telefony z pytaniami o możliwość wsparcia ewakuacji jakiejś osoby zawsze padało pytanie: ale czy ta osoba ma korzenie żydowskie? Spotykało się to oczywiście z mało pochlebnymi komentarzami strony polskiej (co pewnie nie znajdzie się w końcowych opracowaniach), ale przecież Polacy nie od dziś są znani ze swojego antysemityzmu.

Tymczasem rzecz jest warta zastanowienia. Może tak właśnie powinno być: skoro Jewish Committee wspiera Żydów, to Polska Akcja Humanitarna niech wspiera Polaków, Ukraińców niech ratują organizacje ukraińskie itd. Jeśli takie zasady upowszechnią się, niewykluczone, że w przyszłości staną się ogólnie uznawaną normą (w chrześcijaństwie znaną od dawna jako „ordo caritatis”), która ureguluje porządek pomagania w czasie wojen i klęsk humanitarnych. No bo przeszłości nie da się już zmienić.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Lemoniada, lemoniada!

Pogoda – jak widać. Żar leje się z nieba, parno i duszno.
A na Żoliborzu, róg Rydygiera i Anny German, na ławce stoi dzbanek z napojem. To dwie dziewczynki oferują przechodniom świeżą lemoniadę. Szklaneczka orzeźwiającego napoju w papierowym kubeczku za jedyne 3 zł. I do tego słomka. Cudownie, że ktoś wreszcie o czymś takim pomyślał!

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Miedwiediew jak Dzierżyński

Według doniesień z frontu Rosjanie wciąż ponoszą duże straty w ludziach i sprzęcie. Ale najwyraźniej nie tracą animuszu. Świadczą o tym słowa, jakie pod adresem Estonii wypowiedział, a raczej zacytował, Dmitrij Miedwiediew: „to, że jesteście na wolności, to nie wasza zasługa, ale nasze niedociągnięcie”.

Ten cytat z Feliksa Dzierżyńskiego dowodzi, że albo Rosjanie kompletnie oderwali się od rzeczywistości, albo że ta rzeczywistość jest niekoniecznie taka, jak ją przedstawia druga strona konfliktu, a za nią Polska. Czas pokaże, czy to tylko blef i fanfaronada, czy może adekwatne do sytuacji zachowanie.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Telewizyjna cenzura

W pracy „O telewizji. Panowanie dziennikarstwa” Pierre Bourdieu pisał o „niewidzialnej cenzurze”, jaka obowiązuje w programach telewizyjnych. Miał na myśli narzucanie tematu wypowiedzi, warunków komunikacji oraz ograniczenia czasowe. Wszystko to sprawia, że zaproszony do studia traci swoją autonomię, chyba że już wcześniej zdecydował się na kolaborację z mediami (2009, s. 96), czyli na akceptację tego wszystkiego, co będzie od niego wymagane.

Gdyby Bourdieu obserwował aktualnie toczone dyskusje w polskich stacjach telewizyjnych, to niewątpliwie w swoim wyliczeniu uwzględniłby jeszcze jedną formę cenzury, a mianowicie – wymóg mówienia tylko tego, z czym zgadza się prowadzący program. Za dowód mogą posłużyć debaty na każdym kanale, ale oto przykład pierwszy z brzegu: red. Grzegorz Jankowski zaprezentował pół godziny temu w PolsatNews swoją najlepszą formę z czasów pandemii: przerywanie temu, kto mówi coś innego niż trzeba, histeryczny ton komentarzy i oddawanie głosu uczestnikowi, który klepie to, co należy.

W dzisiejszej dyskusji o wojnie na Ukrainie tymi rolami (komentatora, który stara się powiedzieć coś innego, niż wymagane, oraz kolaboranta, który mówi tylko to, co dopuszczalne) podzielili się prof. Kik i prof. Rychard. Ten pierwszy zaryzykował tezę o istnieniu interesów Rosji, które należałoby poznać, oraz o przewadze interesu narodowego Ukrainy nad politycznym, no i dostało mu się. Właściwie nie został już dopuszczony do słowa, bo usłyszał, że Rosjanie niechybnie zabiliby córkę pana redaktora oraz zgwałcili żonę (a może odwrotnie), gdyby Ukraina wolała negocjować z Rosją zamiast walczyć. Prof. Rychard mógł za to mówić, a raczej recytować dobrze znane frazesy, do woli. Smutny to obraz mediów, dziennikarstwa, a przede wszystkim kondycji autorytetów naukowych.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Hiroshima i Nagasaki

Wczoraj przypadała rocznica ataku USA na Hiroshimę. Ale próżno by oczekiwać, że któraś ze stacji telewizyjnych przypomni te fakty. Bodaj tylko Polsat w porannych wiadomościach wspomniał, że 6 sierpnia 1945 r. „zrzucono bombę atomową na Hiroshimę” i że trzy dni później taka sama bomba „spadła” na Nagasaki. Ani słowa o tym, kto dopuścił się takiej zbrodni, kto te bomby zrzucił. Ot, była wojna i bomby spadały z nieba.

Na tle wciąż toczonej batalii o to, by mówiąc o zbrodniach nazistowskich dodawać, że to byli Niemcy, tak daleko posunięta dyskrecja wobec zbrodni amerykańskich jest co najmniej niewłaściwa.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Amnesty International na usługach Kremla?

Amnesty International w swoim najnowszym raporcie zarzuca armii ukraińskiej łamanie międzynarodowego prawa obowiązującego w konfliktach zbrojnych. Chodzi m.in. o tworzenie baz wojskowych na terenach gęsto zaludnionych – w dzielnicach mieszkalnych i takich obiektach jak szkoły czy szpitale, co pozwala następnie stronie ukraińskiej oskarżać stronę rosyjską o ataki na „cele cywilne”. Tyle tylko, że używania ludności cywilnej (nawet własnych obywateli) w roli „żywych tarcz” zabrania międzynarodowe prawo humanitarne i jest to kwalifikowane jako zbrodnia wojenna.

Wszystkie fakty napiętnowane w raporcie zostały udokumentowane –
zaznacza Agnes Callamand, sekretarz generalna Amnesty International i dodaje: „bycie zaatakowanym nie zwalnia z przestrzegania prawa”. Co na to strona ukraińska? „Amnesty International bierze udział w kampanii propagandowej Kremla i dezinformacji” – odpowiada prezydent Zełenski. A więc Amnesty International to kolejna „ruska onuca”?

Ale przecież już dużo wcześniej, bo w marcu także Human Rights Watch oskarżała Ukrainę o łamanie praw człowieka (chodziło o traktowanie jeńców rosyjskich). Już w lipcu Alina Lipp, niemiecka dziennikarka opisująca zbrodnie wojenne armii ukraińskiej spotkała się w swoim kraju z cenzurą, szykanami i groźbami, zaś Francuzka, Anne-Laure Bonnel relacjonująca zbrodnie wojenne Ukraińców w Donbasie została nazwana przez „Le Monde” „prorosyjskim influencerem”. Czy to możliwe, że szanowane dotąd instytucje i pracownicy mediów akurat w kwestii Ukrainy nie potrafią prawidłowo ocenić sytuacji albo nawet sprzeniewierzają się swoim zasadom? To chyba mało prawdopodobne. Chodzi zatem o coś innego. Niewykluczone więc, że wszystkich – jeśli tylko odważą się mówić coś innego, niż dozwolone – spotka los Juliana Assange’a: będą prześladowane, więzione i skazywane przez liberalne reżimy świata zachodniego, które (sądząc choćby z tego, jak same piętnują reżim Putina lub Łukaszenki) podobno wysoko cenią sobie wolność słowa i zasady demokratyczne.

Wojna jest rzeczą straszną. Zawsze ktoś atakuje, a ktoś się broni. Ale twierdzenie, że świat jest czarno-biały, że tylko jedna strona ponosi całą winę, a druga zachowuje wszelkie standardy, że agresorzy to diabły wcielone, a zaatakowani to czyste anioły – jest czystą naiwnością. No i na pewno nie istnieje tylko jedna propaganda. Jest ich dokładnie tyle, ile stron i interesów zaangażowanych w konflikt. Oczywiście, odbiorca przeróżnych rewelacji może wyłączyć krytyczne myślenie i wierzyć, w co chce. Albo też może porównywać i analizować, zachowując zdrowy sceptycyzm wobec wszystkich wiadomości, które do niego docierają. W ten sposób ma szansę wyrobić sobie swoje własne zdanie, a przy okazji zachować szacunek dla samego siebie. Nawet jeśli takie własne zdanie okaże się niesłuszne, zawsze to lepsze niż bezkrytycznie przyjmować i z dziecinnym zapałem powielać cudze opinie.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Akademicka „wolność” i „dowolność”

Podobno dziekan politologii na Uniwersytecie Warszawskim strofując prof. Stanisława Bielenia za jego poglądy, znacząco odmienne od „jedynie słusznych”, stwierdził, że „wolność akademicka nie oznacza prawa do dowolności”.

Jest to sformułowanie tak samo głębokie, a zarazem bezdennie puste, jak słynne hasło: „nie ma tolerancji dla przeciwników tolerancji”. W praktyce bowiem stosowanie takich zasad oznacza wolność głoszenia nie dowolnego poglądu, ale tylko i wyłącznie tego ściśle określonego, a z kolei tak rozumiana tolerancja sprowadza się do deklarowania otwartości, lecz nie jej faktycznego praktykowania. W obu przypadkach chodzi więc o to, że inni mają prawo tylko do takich opinii, które my sami akceptujemy. Jakże to dalekie od słynnej deklaracji Woltera: „nie zgadzam się z tym, co mówisz, ale oddam życie, byś mógł to mówić”. Tymczasem, jak pisała Hannah Arendt, prawdziwa „wolność poglądów jest zawsze wolnością poglądów tych, którzy wyznają poglądy odmienne od naszych”. A nie naszych własnych i im podobnych. Te oczywiste prawdy powinny być przestrzegane szczególnie w świecie akademickim, bo tu – na co zwracała uwagę Maria Ossowska – wręcz moralnym obowiązkiem uczonego jest nieufność wobec autorytetu, a – jak z kolei dodawał Stanisław Ossowski – podstawową powinnością naukowca jest „nieposłuszeństwo w myśleniu”.

Jak jednak te fundamentalne dla ethosu nauki wartości pogodzić z obwieszczoną przez dziekana na UW wolnością wyznawania nie dowolnych poglądów, a tylko tych uznanych i zadekretowanych? Jak z kolei pogodzić opinię tegoż dziekana z „prawem do wyrażania poglądów skrajnych” – bo tak wolność akademicką definiował słynny amerykański socjolog, T. Parsons („The American University”)? No i wreszcie, jak się to ma do samej istoty powołania profesora, który – o czym pisał S. Hessen – „nie naucza swego przedmiotu, lecz wypowiada publicznie swe poglądy naukowe, dlatego też nazywa się profesorem – od: profiteor”.

Wszystkie te pytania powinny stać się przedmiotem poważnego namysłu i dyskusji w środowisku akademickim. Ale trudno na to liczyć. Widocznie, dla większości osób, które tam się znalazły, sytuacja, że pracują w sferze zwanej „usługami edukacyjnymi” jest po prostu wygodna i bezpieczna. Bo zwalnia ich to nie tylko z odpowiedzialności, ale też z myślenia.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Imperializm – najwyższe stadium …

Rosja likwiduje swoich przeciwników na całym świecie. Nie inaczej czyni Ameryka – właśnie zabiła w Kabulu kolejnego przywódcę Al Kaidy. Ale podczas gdy Rosja załatwia to dyskretnie, a nawet wypiera się, Ameryka chwali się – tak jak to czyni teraz przed kamerami uśmiechnięty prezydent Biden.

Obłuda jest hołdem, jaki występek składa cnocie – mawiał La Rochefoucauld. Brak nawet odrobiny hipokryzji to już najwyższe stadium terroryzmu państwowego.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Transformacja w perspektywie pokoleniowej

Nowa książka Krystyny Szafraniec – „Pokolenia i polskie zmiany. 45 lat badań wzdłuż czasu” (PWN 2022) – to podsumowanie rozpoczętych w 1972 r. i parokrotnie powtarzanych na tej samej próbie respondentów (a później także ich dzieci) tzw. badań longitudinalnych, podłużnych lub – jak to użyto w tytule pracy – badań wzdłuż czasu”. Badania te były prowadzone przez kilka pokoleń socjologów toruńskich, a zainicjował je Zbigniew Kwieciński, potem prowadził Ryszard Borowicz, następnie brała w nich udział Krystyna Szafraniec. Jej książka zawiera nie tylko omówienie tej ciekawej metody socjologicznej i podsumowanie wyników kolejnych etapów badania. To także ważna ocena transformacji, dokonana z perspektywy kolejnych generacji Polaków – ich planów, aspiracji, postaw życiowych oraz szans i osiągnięć.

A ta ocena nie wypada najlepiej, bo – jak pisze Szafraniec – „podczas gdy pokolenie rodziców może zostać nazwane pokoleniem szczęśliwej oscylacji systemu (kohortą ludzi mających szczęście, że najbardziej znaczące okresy w ich życiu przypadały na czasy względnie ‚przyjazne’, wyzwalające energię życiową i uaktywniające pozyskane w młodości zasoby), pokolenie ich dzieci, wyposażone w te zasoby znacznie lepiej staje się po części straconym pokoleniem i niezawinionym moderatorem ustrojowej zmiany” (s. 277).

O słuszności tej diagnozy świadczą badania toruńskie: o ile starsze pokolenie nie straciło na zmianach, to sytuacja materialna ich dzieci jest już mniej korzystna; „młodzi są bardziej zaimpregnowani wizją indywidualnego sukcesu i nieustannie konsumpcyjnie pobudzani”, ale nie mogą sprostać tym wyzwaniom; wreszcie – o ile awans społeczny w pokoleniu ich rodziców dotyczył aż 51% całej populacji, to już w przypadku młodych tylko 13% (po roku ’89) i 27% (po roku 2000) wszystkich członków danej grupy wiekowej.

Przywołane dane są co najmniej zastanawiające. Jak bowiem należy je interpretować? Czy chodzi o to, że okres realnego socjalizmu lepiej przygotowywał ludzi do życia w warunkach wolnego rynku niż kapitalizm, jaki nastał w Polsce po przełomie ustrojowym? A więc potwierdzałoby to przydatność mentalnego dziedzictwa socjalizmu (o czym pisał już Bogdan Mach w odniesieniu do autorytaryzmu) tak efektywnego w nowych warunkach i zarazem dysfunkcjonalność wpajanych polskiemu społeczeństwu zasad nowego porządku (indywidualizm, asertywność, konsumpcja)? Czy po prostu chodzi o nieefektywność kapitalizmu marnotrawiącego zasoby nie tylko naturalne, ale i ludzkie? Z tego punktu widzenia określenie „stracone pokolenie” oznaczałoby: „stracone” w perspektywie indywidualnej, ale też „stracone” z punktu widzenia społecznego, jako niewykorzystany należycie potencjał kapitału ludzkiego.

Zarówno jedna, jak i druga ewentualność nie pozwala na pozytywną ocenę transformacji, zwłaszcza w tym kształcie, jaki został narzucony polskiemu społeczeństwu i jaki był wychwalany oraz naukowo uzasadniany przez główny nurt polskiej socjologii.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Plac Krasińskich i ul. Krasińskiego

Zapowiadając planowane w Warszawie obchody rocznicy Powstania Warszawskiego, Prezydent Trzaskowski wspomniał o uroczystościach na Placu Krasińskiego. Tyle że w Warszawie nie ma takiego placu. Jest co prawda ulica Krasińskiego (na Żoliborzu), ale plac – tak ważny, zwłaszcza w dniu 1 sierpnia – to Plac Krasińskich.

Wypadałoby, aby Prezydent Warszawy to wiedział, a jak wie, to żeby nie mylił tych nazw.

Opublikowano Uncategorized | 2 Komentarze

Wołyń – temat tabu?

Z okazji obchodów kolejnej rocznicy Rzezi Wołyńskiej Prezydent Andrzej Duda zaapelował, by zabierający głos w tej sprawie „ważyli słowa”. Na wszelki wypadek nie dopuszczono więc do głosu ks. Isakowicza-Zaleskiego.

Jak tak dalej pójdzie, to w III RP zakaże się (w imię przyjaźni polsko-ukraińskiej) mówienia prawdy o Wołyniu, dokładnie tak, jak w PRL nie pozwalano (w imię przyjaźni polsko-radzieckiej) mówić prawdy o Katyniu. Kolejnym krokiem będzie zapewne usunięcie z bibliotek takich książek, jak „Pożoga” Zofii Kossak czy Eugeniusza Małaczewskiego – „Koń na wzgórzu”. Zostanie też zabronione mówienie o tym, że tak jak w 1970 r. Willy Brandt ukląkł przed pomnikiem Bohaterów Getta przepraszając za Zagładę, tak już w 1993 r. ówczesny prezydent Rosji, Borys Jelcyn, na Powązkach przeprosił za Katyń.

A jak do tej pory żaden z prezydentów Ukrainy za Wołyń nie przeprosił.

Opublikowano Uncategorized | 5 Komentarzy

Natalia Waloch – logika feministki

W „Wysokich Obcasach” Natalia Waloch skomentowała fakt, że Jennifer Lopez biorąc ślub z Benem Afleckiem przyjęła nazwisko męża: „czy kobiety muszą się znakować jako własność męża?”

Oczywiście, nie muszą. Mogą zostać przy nazwisku panieńskim, tyle tylko, że to nazwisko jest nazwiskiem – ojca, a więc także w tym przypadku będzie to przejaw „patriarchalizmu”. I to nawet dużo gorszego, bo oznaczającego bycie „własnością ojca”, którego się nie wybierało. W przeciwieństwie do wyboru nazwiska męża, którego się wybiera.

Ot, chciałoby się powiedzieć: typowo kobieca logika, a raczej jej brak. Ale nie, to jest typowo feministyczna logika, a raczej: właściwy feministkom kompletny brak logiki.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Wykołowali USA?

W piątek zawarto dwie umowy dotyczące transportu ukraińskiego zboża przez porty na Morzu Czarnym. Jedną zawarła Rosja z Turcją i ONZ, a drugą Ukraina z tymi samymi partnerami. Niewątpliwy sukces dyplomatyczny Prezydenta Erdogana, przejaw niesubordynacji ONZ wobec USA i być może sygnał, że negocjacje mogą się udać, o ile nie wtrącają się w nie kraje Zachodu. Wszystko to bardzo niepokojące z punktu widzenia tegoż Zachodu, a zwłaszcza USA i ich satelitów, czyli przede wszystkim Polski.

Więc w tej sytuacji USA (żywotnie zainteresowane utrzymaniem swoich wpływów na Ukrainie, dalszym zbytem swojej broni i osłabianiem Rosji bez przelewu jednej kropli krwi amerykańskiego żołnierza) zdobyły się tylko na pogróżkę, że „rozliczą Rosję z odpowiedzialności za wdrożenie umowy o odblokowaniu eksportu zboża z Ukrainy przez Morze Czarne” – co zapowiedziała ambasador USA przy ONZ, Linda Thomas Greenfield.

Co ważne: rozliczą nie Turcję (bądź co bądź sojusznika w ramach NATO), nie ONZ (bo jednak zabrzmiałoby to śmiesznie) i nie Ukrainę (którą, jak na razie, wspierają), tylko Rosję, tak jakby to jej najbardziej zależało na porozumieniu. I rozliczą z odpowiedzialności nie za „realizację”, ale za samo „wdrożenie”. Naprawdę ich to zabolało.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Putin i Biden

Prezydent Biden właśnie zakomunikował, że ma koronawirusa. A jeszcze wcześniej przyznał, że choruje na raka. O paru innych swoich dolegliwościach związanych z wiekiem (jak np. amnezja) prawdopodobnie zapomniał.

Tymczasem Prezydent Putin, o którym przez ostatnie kilka miesięcy pisano, że cierpi na wiele poważnych chorób mających skrócić (i to rychło) jego życie, jest w świetnej formie. „Putin jest wręcz zbyt zdrowy” – oznajmił W. Burns, szef CIA.

Co to wróży światu na przyszłość?

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Wpadki J. Bidena

Nie tak dawno Prezydent Biden przemawiając na Bliskim Wschodzie powiedział: „Będziemy oddawać hołd odwadze i egoizmowi („selfishness” –
zamiast: bezinteresowności, „selflessness”) amerykańskiego żołnierza”. Pomyłka, jak pomyłka, nawet jeśli Freudowska.

A jeszcze wcześniej wsławił się tym, że czytając swoje przemówienie z promptera przeczytał też polecenie („powiedz to dwa razy”, czy jakoś tak). Kolejny powód do żartów, ale też do historycznych i międzykulturowych skojarzeń. Przypomina to bowiem jako żywo anegdotę zapisaną przez Jakuba Bojkę, działacza ludowego z przełomu XIX i XX wieku, w jego „Okruszynach z Gręboszowa”.

„Pańszczyźniane chleboroby – pisał Bojko – bywali zwykle słabej pamięci i mało uważali na ceremonie kościelne podczas ślubów. Zdarzył się wypadek, że pan młody stanął na stopniu ołtarza w rękawicach z kożucha starego i z biczem w garści. Ksiądz mu powiada: ‚Rzuć bicz!” i on powtórzył: ‚Rzuć bicz’, ‚Zdejm rękawice!’ – on to samo powtórzył, bo go uczono, by wszystko za ‚igomością’ mówił”.

Pyszna anegdota. A poza tym okazja do wyprowadzenia krzepiącego wniosku. Że polscy chłopi pańszczyźniani już 100-200 lat temu wykazywali się tą samą bystrością, co prezydenci USA w XXI w.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Tokarczuk jak Media Markt

Wydawałoby się, że od noblistki można wymagać większej finezji niż od twórcy popularnego sloganu reklamowego Media Markt: „Nie dla idiotów”. A jednak. Podczas spotkania z czytelnikami w czasie Festiwalu Góry Literatury Tokarczuk stwierdziła, że – w przeciwieństwie do Wieszcza –
ona wcale nie chce, by jej książki „trafiały pod strzechy”, bo „pisze nie dla idiotów”.

Chyba pora, aby także Komitet Noblowski przy podejmowaniu swoich decyzji zaczął respektować tę zasadę.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

USA kolaborują z Rosją

Bo jak inaczej nazwać wznowienie współpracy w kosmosie z największym wrogiem – własnym i całego wolnego świata?

https://businessinsider.com.pl/wiadomosci/loty-kosmiczne-usa-wznawiaja-wspolprace-z-rosja/237ryhb

Chyba że uznać, iż współpraca na ziemi jest czymś niedopuszczalnym, ale już wysoko nad ziemią – owszem, czemu nie.

Takie oto zastosowanie znalazła dziś starożytna wersja kosmologii. Już Arystoteles zakładał bowiem, że świat ziemski, sublunarny, gdzie występują cztery niższe elementy (woda, powietrze, ziemia, ogień) skazany jest na wieczne konflikty i wzajemne niszczenie. Natomiast wyższe sfery niebieskie są wypełnione eterem, czyli ciałem boskim, i nie ma tam powstawania ani ginięcia, bo wszystko jest wieczne i porusza się ruchem kolistym.

Sięgając w XXI wieku po naukę Arystotelesa USA dokonały zarazem jeszcze innego śmiałego kroku. A mianowicie, zawieszając swoją kolaborację z Rosją na ziemi i przenosząc ją w kosmos zrealizowały tym samym dwa akty stanowiące podstawę doktryny chrześcijańskiej: wniebowstąpienia (Ameryki) i przy okazji wniebowzięcia (Rosji). Teraz już krytyka ze strony zwykłych śmiertelników nie może się ich imać, bo będzie i nienaukowa, i sprzeczna z zasadami wiary.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Druga Poprawka, czyli zgubne skutki analfabetyzmu funkcjonalnego

Już w 2010 r. w książce „Adventures in Freedom” językoznawca K. Dziamka (profesor Uniwersytetu Nowy Meksyk w USA i redaktor naczelny „American Rationalist”) tłumaczył, jak należy rozumieć Drugą Poprawkę do Amerykańskiej Konstytucji sformułowaną w XVIII-wiecznej angielszczyźnie.

Jej tekst: „A well regulated Militia being necessary to the security of a free State, the right od the people to keep and bear Arms infringed” zawiera archaiczną konstrukcję składniową zwaną „frazą absolutną”, która wymaga tłumaczenia z użyciem zdania podrzędnego: „Ponieważ (jako że) dobrze zorganizowana milicja jest niezbędna dla bezpieczeństwa wolnego państwa, prawo ludzi do posiadania i noszenia broni nie ulegnie naruszeniu”. Chodzi tu więc o prawo do posiadania broni przez członków milicji, straży obywatelskiej, a nie przez prywatne osoby. Tymczasem ci wszyscy, którzy powołują się na Drugą Poprawkę albo pomijają pierwszą część zdania, albo tłumaczą je całe tak, że staje się niezrozumiałe, a raczej źle rozumiane.

A przecież Druga Poprawka nabiera sensu dopiero wówczas, gdy uwzględnić specyficzną konstrukcję frazy absolutnej, i dopiero wtedy poświadcza ona mądrość Jamesa Madisona, autora poprawki, który chciał dać Amerykanom prawo przeciwstawiania się nadmiernej ingerencji rządu federalnego czy stanowego w ich życie, a nie prawo do mordowania się nawzajem.

Ale intencje „Ojca” Amerykańskiej Konstytucji i gramatyka ojczystego języka to jedno, a interesy producentów broni to drugie. Dziś, gdy sztuk broni palnej jest w USA więcej (ok. 400 mln) niż obywateli (331 mln w 2018 r.) nie może dziwić, że co roku ginie ponad 40 tys. Amerykanów.

Zapewne byłoby inaczej, gdyby w amerykańskich szkołach porządnie uczono języka ojczystego zamiast produkować analfabetów lub, w najlepszym razie, analfabetów funkcjonalnych. Ale jak jest, najlepiej to ilustrują popularne w USA konkursy, podczas których wyrośnięte pannice i dryblasy, spędzające więcej czasu na treningach koszykówki i tańcach cheerleaderek niż na nauce, popisują się – umiejętnością sylabizowania!

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Wolność akademicka? W zaniku.

Przekonuje o tym najnowszy numer (6-7/2022) ukazującego się od 1991 r. z inicjatywy KBN pisma „Sprawy Nauki”. Tytuł numeru to „Cenzura w ‚liberalnej demokracji'”, a jeden z tekstów dotyczy sprawy prof. Stanisława Bielenia z Uniwersytetu Warszawskiego, którego zajęcia zostały zawieszone pod pretekstem „upokarzania studentów z Ukrainy”, podczas gdy wiadomo od dawna, że chodzi o poglądy tego wybitnego znawcy problematyki wschodniej i rosyjskiej – poglądy zdecydowanie inne niż aktualnie obowiązujące, ale za to wsparte merytorycznymi argumentami.

W obronie uczonego wystąpili nawet francuscy naukowcy w liście otwartym do władz UW. Piszą tam: „Polityczna cenzura wypowiedzi, polityczne ingerencje w proces dydaktyczny, blokowanie dyskusji, administracyjne kneblowanie ust profesorom nie tylko są sprzeczne z misją uniwersytetu, ale szkodzą społeczeństwu”.

W tej sytuacji dziwi milczenie środowiska akademickiego, znanego wszak z zaangażowania w obronę wolności słowa i swobód akademickich, co poświadczone zostało choćby w pamiętnych uchwałach rad instytutów PAN, które zaledwie kilka lat temu – jedna po drugiej – przyłączały się do protestu IFiS-u
przeciwko konferencji paryskiej, podczas której publikacje zespołu prof. B. Engelking nie spotkały się z pozytywnym przyjęciem u zgromadzonej publiczności. (A nie spotkały się dlatego, że wcześniej ten właśnie zespół zignorował krytyczne recenzje swoich badań, nie uwzględnił ich w opublikowanych książkach, a nawet nie pozwolił recenzentom na zabranie głosu podczas wspomnianej konferencji).

Fakt ten napiętnowano, jako ograniczanie swobody dyskusji naukowej, ale inicjatorom akcji bynajmniej nie chodziło o działania zespołu prof. Engelking, ale o reakcje publiczności na takie działania. Nie przeszkodziło to aktywistom z kolejnych instytutów piętnować zachowanie publiczności i wzywać do jego potępienia. Co, powodowane konformizmem i odruchem stadnym, rady naukowe posłusznie przegłosowywały. Ciekawe, że jednym z argumentów było wówczas (godne Hiacynty Bukiet) stwierdzenie: „co ludzie powiedzą”, tyle że w wersji akademickiej: to się działo we Francji, co o nas sobie uczeni francuscy pomyślą?

Jednak obecnie, przy okazji sprawy prof. Bielenia, takie głosy się nie pojawiają, choć tym razem uczeni francuscy są naprawdę zaniepokojeni ograniczaniem wolności akademickiej w Polsce.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Kwesta red. Sierakowskiego

Pomysł red.Sierakowskiego na społeczną zrzutkę, by za uzbierane pieniądze kupić od rządu tureckiego 1 egzemplarz ich cudownej broni – Bayraktara – jest z wielu powodów dziwny. Po pierwsze oznacza wspieranie reżimu określanego jako autorytarny i niedemokratyczny. Reżimu który eksterminuje Kurdów tak samo bezwzględnie, jak reżim Putina „morduje” Ukraińców. Reżimu, który w dodatku nie respektuje praw kobiet. Co na to wszystko lewicowe sumienie?

Po drugie, apel red. Sierakowskiego ujawnia kompletną atrofię wartości internacjonalnych, które powinny być drogie każdemu z lewicowców – bo jak pogodzić z internacjonalizmem plan zakupu Bayraktara, który będzie siał śmierć wśród nastoletnich rosyjskich rekrutów siłą wcielanych do armii?

I po trzecie, idea ogólnospołecznej kwesty na zakup broni zdradza również rezygnację z typowego dla współczesnej lewicy pacyfizmu, niechęci wobec przemocy i konfliktów zbrojnych. A to dlaczego?

Wojna za naszą wschodnią granicą i narzucony opinii publicznej imperatyw kategoryczny, by wszelkimi sposobami wspierać Ukrainę, prowadzi – nie tylko w przypadku red. Sierakowskiego – do takich właśnie niekonsekwencji.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Argument ambasadora Melnyka

Ambasador Ukrainy w Niemczech, Andrij Melnyk, nawet nie pomyślał, jakiego argumentu (swoją wypowiedzią usprawiedliwiającą ludobójstwo na Wołyniu faktem, że „przecież była wtedy wojna”) dostarczył przeciwnikom prof. J.T. Grossa oskarżającego Polaków o to, że mordowali swoich sąsiadów w Jedwabnem. Teraz będzie dużo łatwiej mówić, że wtedy w Polsce też była wojna.

Co gorsza, argumentacja amb. Melnyka może też przysłużyć się Rosji, krytykowanej obecnie za ataki na ludność cywilną Ukrainy. Skoro powołując się na sytuację wojny rozgrzesza on działania UPA wobec polskiej ludności cywilnej w latach czterdziestych, to kto może mieć za złe analogiczne działania armii rosyjskiej wobec ukraińskich cywilów dzisiaj?

A podobno dyplomacja to sztuka używania słów. Najwyraźniej ambasador Melnyk nie posiadł jej w należytym stopniu.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Dehumanizacja w wykonaniu Tadeusza Chyły

W miniony poniedziałek na ostatnim w tym roku seminarium prof. Jadwigi Kurczewskiej (IFiS PAN) dr Paweł Ścigaj zaprezentował referat na temat dehumanizacji. Bogaty materiał ilustrujący przejawy odczłowieczania został zaczerpnięty ze słownika używanego w sytuacji konfliktów, przemocy, wojny, ludobójstwa – pasożyty, wszy, wirusy…, ale także ze znanego chyba każdemu „bestiariusza szkolnego” – osioł, baran, matoł…

Czy jednak użycie w stosunku do istoty ludzkiej określeń od-zwierzęcych czy od-rzeczowych musi nieść wyłącznie negatywne konotacje, być przejawem pogardy i nienawiści, a więc zasługiwać na kwalifikację dehumanizacji i odczłowieczania?

Przypomnienie słów piosenki pt. „Spis”, którą przed laty wykonywał Tadeusz Chyła, mogłoby wiele wnieść do dyskusji na ten temat:

„Kotuś, Pieseczek, Chrabąszczyk, Myszka,
Pchełka, Jagniątko, Łasiczka, Liszka,
Chrząszczyk, Motylek, Krówka, Biedronka,
Kureczka, Kózka, Wróbelek, Stonka,
Jeżyk, Słowiczek, Słoniczka, Muszka,
Miś, Karaluszek, Świerszczyk, Papużka,
Pszczółka, Jabłuszko, Agrest, Malinka,
Jagódka, Gruszka, Śliwka, Jeżynka,
Różyczka, Bratek, Goździk, Lilijka,
Chaber, Stokrotka, Bzik, Konwalijka,
Burak, Buraczek, Groszek, Marchewka,
Seler, Pietruszka, Por i Brukiewka,
Dzionek, Dzioneczek, Gwiazda, Gwiazdeczka,
Słonko, Słoneczko, Drożynka Mleczna,
Psipsia Kruszynka i jeszcze parę –
To są imiona Mojej Starej”.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Kto chciał dożynać polskich chłopów?

W roku 1947 Daniel Bell użył określenia „cow sociology” (The Study of Man, w: „Commentary” nr 3) w odniesieniu do tych badaczy społecznych, którzy traktują ludzi jak żywy inwentarz i oceniają ich z punktu widzenia wydajności pracy i przydatności dla systemu. Ta „bydlęca socjologia” (bo tak to określenie tłumaczy Jerzy Stachowiak w książce „Czynnik ludzki”, s. 113) cechowała się pogardą wobec społeczeństwa, a jednocześnie uległością wobec władzy, korporacji czy czy „klimatu opinii” – ideologii liberalizmu, darwinizmu społecznego i utylitaryzmu.

W okresie transformacji także w polskich naukach społecznych nie brakowało przykładów tak zorientowanych badań, których konkluzje – jak można się zorientować zaglądając do załączonego artykułu z „Polityki” –
sprowadzały się do postulatu eliminowania tych wszystkich, których na podstawie naukowych dowodów piętnowano jako zbędnych w procesie modernizowania kraju. Tego „balastu” należało się pozbyć (i to „jak najszybciej”), a nierzadko proponowaną metodą było „dożynanie”, określenie jak najbardziej właściwe w przypadku „cow sociology” i „cow sociologists”.

Jakieś sto lat wcześniej, ale dokładnie tak samo, inne autorytety naukowe – wybitni specjaliści od ekonomii, zagospodarowania przestrzennego, demografii, prawa czy medycyny – także głosili konieczność pozbycia się zbędnej nadwyżki ludnościowej, stanowiącej balast dla społeczeństwa. Decydowały tu nie argumenty rasowe, ale przede wszystkim (jak przekonują autorzy tekstów zawartych w pracy „Nazim, Trzecia Rzesza a procesy modernizacji” pod red. Huberta Orłowskiego) właśnie kryterium przydatności: życie „pożyteczne” miało być chronione, a „niepożyteczne” – uznane za niegodne życia („ballastexistenzen”). Wszystkie te ustalenia wywiedzione zostały „z ducha nauki” i oparte na budzących uznanie całego ówczesnego świata założeniach i metodach, a ich uzasadnieniem miała być – dokładnie tak samo jak dziś – modernizacja, racjonalizm i nowoczesność.

Jak widać, historia lubi się powtarzać, ale czy ktoś wyciąga z tego wnioski? Na pewno nie przedstawiciele „cow sociology”.
SKM_454e20122812310.pdf

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Siewierodonieck oddany Rosjanom

Wczoraj w telewizji „reżimowej” cały dzień przewijała się na pasku wiadomość: „wiceminister obrony Ukrainy informuje, iż z powodu wpisów osób cywilnych w mediach społecznościowych ukraińskie siły zbrojne nie dokończyły swych zadań w Siewierodoniecku i wycofały się z miasta”. Wynika z tego, że media społecznościowe są tak silne, że z ich powodu rejteruje armia.

Jak to rozumieć? Czy te osoby cywilne zdradziły w mediach społecznościowych jakieś tajemnice wojskowe, przez co dalsza obrona pozycji stała się niemożliwa? A może ukraińscy żołnierze przestraszyli się hejtu w mediach społecznościowych? Czy jeszcze coś innego, ale co? „Ukraińcy mają specyficzny styl informowania o wojnie” – powiedział też wczoraj, ale w Polsat red. Paweł Naruszewicz. Faktycznie, to specyficzny styl, a Polacy go powielają.

Tak podawane wiadomości – nie tylko w telewizji publicznej, ale praktycznie na wszystkich kanałach – sprawiają, że niepotrzebna okazuje się rosyjska propaganda, by nabrać wątpliwości, a nawet rozbudzić niechęć, irytację i zniecierpliwienie wobec wszystkiego, co wiąże się z wojną na Ukrainie.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Nowa naukowa tradycja

Także w polskich publikacjach naukowych stopniowo upowszechnia się zwyczaj wskazywania wszystkich instytucji, które w ten czy inny sposób wspomogły proces badawczy lub wydawniczy, a także wymieniania z imienia i nazwiska wszystkich osób, które zainspirowały lub skorygowały tok myślenia autora. Czasem te „listy zasłużonych” liczą kilka nazw bądź nazwisk, ale czasem zajmują dużo więcej miejsca, bo nawet jedną-dwie strony stosownego wstępu.

Co jednak w sytuacji, gdy przy powstawaniu pracy nie dość, że nikt nie wspierał autora, ale wprost przeciwnie: przeszkadzał jak mógł, odmawiał dofinansowania, zniechęcał? Czy nie należałoby także w takich przypadkach wymienić tych, którzy starali się na różne sposoby utrudniać i szkodzić? Wówczas dopiero zrobiłoby się prawdziwiej i ciekawiej, bo na takiej „liście hańby” znalazłoby się z pewnością sporo jednostek naukowych (wraz z oryginalnymi cytatami: „dyrekcja Instytutu nie dofinansuje publikacji, bo sloty na monografię są już wypełnione” albo „dyrekcja Instytutu dofinansuje publikację, ale tylko w wersji internetowej i pod warunkiem zmniejszenia objętości pracy o połowę”), ale także osób prywatnych (jak np. poproszony przez renomowane wydawnictwo o recenzję jeden z czołowych polskich socjologów, który najpierw przetrzymał tekst ponad trzy miesiące, a następnie oświadczył, że recenzji nie napisze – „bo ta publikacja stanowiłaby konkurencję dla jego podręczników”. To dopiero komplement i najlepsza recenzja!).

Na szczęście, można sobie poradzić bez łaski instytucji oraz przychylności osób prywatnych, a wówczas i satysfakcja, i poczucie niezależności – o ileż większe!

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Kłamstwo ma krótkie nogi

W połowie czerwca ze stanowiska rzecznika praw człowieka Ukrainy została odwołana Ludmiła Denisowa, która karmiła światową opinię publiczną fake newsami o okrucieństwach żołnierzy rosyjskich gwałcących nie tylko kobiety, ale też dzieci, a nawet niemowlęta. Jak sama przyznała, robiła tak, aby zmobilizować zachodnie rządy i organizacje międzynarodowe do pomocy Ukrainie. W Polsce tę informację podał tylko portal wp.pl (tekst Tomasza Waleńskiego), ale znikła ona po dwu godzinach.

To nie pierwszy i pewnie nie ostatni przypadek ukraińskiej propagandy, która – jak każda propaganda – nie cofa się przed fake newsami i manipulacją. Jeszcze wcześniej, na samym początku wojny, ogłoszono bohaterską śmierć żołnierzy z Wyspy Węży, ale szczęśliwie odnaleźli się oni cali i zdrowi w rosyjskiej niewoli. Trochę później gloryfikowano mężnych obrońców Azowstalu, którzy deklarowali, że pierwej umrą, niż poddadzą się Rosjanom. Otóż, jak przyszło co do czego, to poddali się, a wtedy w migawkach telewizyjnych można było dostrzec wytatuowane na ich ciałach symbole swastyki i litery SS, a ich nazwiska znaleźć na listach poszukiwanych terrorystów. Ostatnio media donoszą, iż „sukcesy defensywne” Ukrainy (jak je niedawno nazywano), oznaczają faktycznie sukcesy ofensywne Rosji, zwłaszcza na wschodzie kraju. I być może w ten sposób, stopniowo zbliżamy się do prawdy.

Dodać do tego trzeba, że dziś już nikt nie śmie przypomnieć, że do całej tej wojny w ogóle by nie doszło, gdyby strona ukraińska wypełniła porozumienia mińskie – zawarte wszak przy współudziale Francji i Niemiec (m.in. wycofanie nielegalnych oddziałów i obcych najemników, przekształcenie obwodu donieckiego i ługańskiego w autonomiczne jednostki z językiem rosyjskim jako urzędowym, a całej Ukrainy w państwo federacyjne).

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Kto powiela rosyjską propagandę?

Okazuje się, że tym kimś jest red. Michał Karnowski. We wczorajszym programie „Cztery strony prasy” (Polsat) redaktor zaczął swoją wypowiedź od słów: „jak przyłożymy ucho do mediów rosyjskich” i dalej relacjonował, co tam usłyszał.

W sytuacji, gdy od paru miesięcy obywatele Polski mają utrudniony dostęp do rosyjskich mediów (bo KRRiT zablokowała np. kanały telewizyjne), taka relacja jest co najmniej nie na miejscu, a poza tym cała sytuacja staje się groteskowa. Oto bowiem treści, o których mówiono, że „to same kłamstwa i kremlowska propaganda” i dlatego trzeba uniemożliwić ich odbiór, jednak są wysłuchiwane, a następnie kolportowane przez wybrane osoby – dziennikarzy, polityków, ekspertów itp., którzy następnie dzielą się nimi ze zwykłymi obywatelami. Czyżby byli oni jak te pożyteczne pszczółki, które potrafią neutralizować ewentualne zanieczyszczenia i produkują wyłącznie czysty nektar?

Jedno z dwojga: albo blokada rosyjskich mediów jest zasadna, a wówczas nikt nie powinien z nich korzystać (a przynajmniej nie przyznawać się, że to robi), albo taka blokada nie ma najmniejszego sensu. Raz dlatego, że stanowi ewidentną cenzurę i ogranicza obywatelom dostęp do informacji (nawet jeśli są to dezinformacje) – w dodatku jest to dostęp, który sami sobie opłacili wybierając u swojego operatora taki a nie inny zestaw programów. Dwa – bo, jak widać, zawsze istnieje możliwość dotarcia do zakazanych treści. Trzy – ponieważ, co wynika z relacji red. Karnowskiego, w rosyjskich mediach niekoniecznie są tylko „kłamstwa i propaganda”.

Wszystko to przypomina dowcip znany z czasów PRL-u.
Co to jest szampan? – To burżuazyjny napój, który socjalistyczne społeczeństwo może pić ustami swoich partyjnych przywódców”. A więc dziś rosyjska propaganda przypomina tamtego szampana, bo jak się okazuje są to kłamstwa, które wolni obywatele III RP mogą chłonąć, ale tylko uszami przedstawicieli IV władzy.

Zawsze jakaś władza jest uprzywilejowana.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Zgodnie z wartościami europejskimi

Można robić interesy (NS2) z „państwem zbójeckim” – bo tak nazywana bywa Rosja – a nawet sprzedawać mu broń.
Można zawieść zaufanie słabszego (Ukraina), uczynić jeszcze bardziej bezbronnym i nie wywiązać się z obietnic (porozumienia w Mińsku).
Można nie stosować się do ustalonych wspólnie sankcji wobec kraju, który atakuje sąsiada i jeszcze zabiegać o to, by agresora „nie poniżać”.
Można wywierać presję na ofiarę zbrodni ludobójstwa  i nakłaniać ją do negocjacji z przeciwnikiem, a nawet do zaakceptowania rozbioru własnego kraju.

To wszystko najwidoczniej mieści się w pojęciu wartości europejskich, na których straży stoi UE. Bo chyba nikt nie ma złudzeń, że jakiekolwiek konsekwencje spotkają Niemcy lub Francję za prowadzenie takiej właśnie polityki. Na tym tle Polska – jak zwykle – prezentuje się jako państwo zacofane, pozostające daleko w tyle za dojrzałymi demokracjami Zachodu i za ich społeczeństwami „par excellence” europejskimi.

Opublikowano Uncategorized | 1 komentarz

Pluj Polakom w twarz…

… a oni dadzą ci order. Tak można skwitować wręczenie przez Prezydenta Dudę Krzyża Komandorskiego Orderu Zasługi RP byłemu ambasadorowi Ukrainy, Deszczycy.

Jeszcze w 2014 r. Deszczyca pomstował na Polaków za to, że pamiętają o ludobójstwie na Wołyniu i zbrodniach banderowców – „najchętniej naplułbym im w twarz”), a dziś dostał i przyjął, jakby nigdy nic, polskie odznaczenie. Aha, parę dni temu zdążył jeszcze powiedzieć, że dopiero teraz, w obliczu wojny na Ukrainie i pomocy Polaków dla Ukraińców, „nastąpiło pojednanie między naszymi narodami”.

Co robią Polacy dla Ukraińców – wiadomo. Ale co takiego zrobili Ukraińcy dla Polaków, by mówić o pojednaniu, nic o tym nie słychać. Widocznie ambasador Deszczyca uważa, iż Polacy pomagając Ukraińcom wreszcie odkupili jakieś swoje winy wobec Ukraińców i dlatego łaskawie stwierdza, że „nastąpiło pojednanie”. Słuchać hadko.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz