Przypadek prof. Budzyńskiej

Przypadek prof. Ewy Budzyńskiej z Uniwersytetu Śląskiego nie jest wcale odosobniony. Podobnych można wskazać dużo więcej, a i tak są to tylko te oficjalnie zgłoszone bądź nagłośnione przez media. We wszystkich jednak dochodzi do nieuprawnionego, jak się wydaje, interpretowania „wolności akademickiej” jako „prawa do głoszenia własnych poglądów”. Katedra uniwersytecka nie jest bowiem miejscem do ekspresji lirycznych profesora, tak jak w sali sądowej nikt nie oczekuje, by sędzia wyjawiał swoje prywatne opinie. Sędzia, jak to ujął Monteskiusz, to „jedynie usta, które wygłaszają brzmienie praw”. Podobnie profesor – ma prezentować stan wiedzy na dany temat, porównywać istniejące koncepcje, dokonywać ich analizy i (jeśli już bardzo musi) to dzielić się swoimi prywatnymi opiniami na gruncie towarzyskim lub w mediach. Zaznaczając wszelako, że to jego własne poglądy, przekonania itp.

Jak się wydaje, ani prof. Budzyńska, ani wcześniej prof. Nalaskowski nie prezentowali podczas wykładów lirycznych wynurzeń, a tylko realizowali materiał zgłoszony w sylabusie, a ten materiał musiał być oparty na konkretnych lekturach – też wymienionych w sylabusie, a to z kolei zostało zatwierdzone przez odpowiednie komisje dydaktyczne itd. W czym zatem rzecz?

Okazuje się, i znów przypadek prof. Budzyńskiej nie jest tu niestety jakimś wyjątkiem, że studenci (ale także koledzy-naukowcy, nie mówiąc już o postronnej publice) mogą poczuć się dotknięci do żywego samą treścią zawartą w istniejących publikacjach, dostępnych opracowaniach, w tekstach, które nie są (póki co!) na jakimś indeksie ani też nie ukazały się w podziemnym, nielegalnym obiegu. Wprost przeciwnie – widać je na wystawach księgarń, zapełniają półki bibliotek, zaliczane są do podstawowych lektur z danej dziedziny – jednym słowem, to klasyka danego gatunku.

Jeśli zatem komuś nie podoba się, że kultura chrześcijańska tak a nie inaczej definiuje rodzinę, dziecko czy normę seksualną, jeżeli ktoś inny doszukuje się osobistej obrazy w stwierdzeniu faktu, że współczesna UE jest „niemiecka”, jak to opisał np. U. Beck, a jeszcze ktoś inny (jak np. niedouczony dziennikarz) nie potrafi zaakceptować, że międzynarodowa encyklopedia zawiera hasło „ekologizm”, „ekoterroryzm” albo „ekofaszyzm”- to sprawa wygląda już dużo gorzej. Nie są to bowiem czyjeś „poglądy” będące nie w smak komuś o innych poglądach, ale fakty naukowe, historyczne bądź kulturowe, którym nie ma sensu zaprzeczać. Traktowanie ich tak, jakby sam fakt ich istnienia, a choćby wspomnienie o tym oczywistym fakcie, że przecież istnieją – miał urągać czemuś lub komuś to jakaś aberracja. Myśleć w ten sposób może albo osoba niedojrzała psychicznie, albo zaczadzona ideologicznie. Od osób zajmujących się nauką, a więc od studentów, kadry naukowej, a nawet od rektorów uniwersytetów oczekuje się czegoś innego.

Przypadek prof. Budzyńskiej pokazuje jeszcze jedno: że nie wszystkie polskie środowiska akademickie jednakowo nadążają za „poprawnością polityczną” obowiązującą na Zachodzie już od dawna. Ale chyba już niedługo także w Polsce można będzie przeczytać, że „równanie E=mc2 to równanie seksistowskie”, a fizyka ciała stałego jest maskulinistyczna, jak twierdzi wybitna naukowczyni i feministka, L. Irigaray. A wtedy także przedstawiciele tych nauk nie będą mogli być spokojni, czy po którymś wykładzie studentki lub koleżanki po fachu nie doniosą na nich do rzecznika dyscyplinarnego. Szaleństwo ma to do siebie, że się udziela.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Historia wg Putina, czyli wolność akademicka i jej cena polityczna

Wśród oskarżeń, jakich ostatnio Prezydent Putin nie szczędzi Polsce, wybrzmiewa też wątek polskiego antysemityzmu, faszyzmu i współpracy z nazistami. Putin zapewnia, że ma dokumenty i materiały potwierdzające te tezy i chętnie je udostępni całemu światu. Rodzi się więc pytanie, czym dysponuje strona polska, aby odpierać tego rodzaju zarzuty.

Okazuje się, że (poza coraz bardziej emocjonalną retoryką przywódców) ma niewiele, a ściśle rzecz biorąc – dysponuje tym samym. Przecież od dawna znane są wyniki badań nad Zagładą z upodobaniem powtarzane przez media: „Polacy nic nie robili, by ratować Żydów”, „Polacy zamordowali więcej Żydów niż Niemcy”, a szczególnie: „na wsi polskiej wymordowano więcej Żydów niż w obozach koncentracyjnych”. Tego rodzaju twierdzenia znajdują zresztą wsparcie w licznych środowiskach naukowych – wszystko w imię solidarności, swobody badań i wolności akademickiej.

Skoro zatem można odnieść wrażenie, że głosy polskich naukowców pokrywają się z opiniami Putina (i już nieważne, czy – aby użyć języka dziennikarskiego – to Putin mówi tym samym językiem, co oni, czy też odwrotnie), warto byłoby rozważyć dwie kwestie: po pierwsze – jak to możliwe, że wyniki „poważnych badań naukowych” brzmią tak samo jak „kłamliwe insynuacje Putina” i po drugie – jakie mogą być polityczne konsekwencje takiej niefortunnej zbieżności zdań. Umiejętność szacowania ryzyka i odpowiedzialność za słowo wcale nie kłócą się z wolnością akademicką.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Ekologizm i inne -izmy

Wbrew temu, co się powszechnie mówi i wbrew temu, co powtórzył w swoim aroganckim i zarazem pełnym ignorancji felietonie Jacek Dehnel „Zagrożenia chrześcijanizmu” („Polityka” 3/2020) istnieje ekologizm, tak samo jak można mówić o genderyzmie (jako ideologii) oraz o ideologii LGBT itd. Co mianowicie sprawia, że zespół przekonań, a nawet wiedzy naukowej czy rozwiązań technologicznych staje się ideologią? Jak tłumaczył w książce „Świadomość i historia” Stanisław Rainko „ideologia jest systemem poglądów odniesionym do określonego podmiotu zbiorowego – grupy lub klasy – i pełniącym ze względu na ów podmiot funkcje”: np. ekspresji doświadczeń lub projektowania działań. „Żadna treść świadomości i żaden fragment wiedzy nie są same z siebie ideologią – dodawał Rainko – Ideologią stają się dopiero przez akt odniesienia do podmiotu zbiorowego i uczestnictwa w strukturze jego interesów”.

Ta definicja wydaje się słuszna i aktualna także dziś, ponieważ zawiera kryteria formalne, dające się wypełnić dowolną treścią, niekoniecznie marksistowską. Dlatego można używać określenia „ekologizm”, co się zresztą w tekstach naukowych powszechnie czyni (W. Tyburski – Wobec dwóch paradygmatów: antropocentryzm a ekologizm”, w: „Sztuka i filozofia” 12/1996, Z. Piątek – Ekologia a ekologizm, w: „Kwartalnik filozoficzny” 2/1997) oraz „fundamentalistyczny ekologizm” (Z. Jaworski – Może nie zniszczymy cywilizacji, w: Res Humanae, 1-2/2004) a nawet „ekofaszyzm” (hasło M.E. Zimmermana w The Encyclopedia of Religion and Nature) i „ekoterroryzm” (E. Posłuszna i J. Posłuszny – Prawdziwe dzieci matki-ziemi. Szkic wprowadzający w zagadnienie ekoterroryzmu, w: „Kultura i Społeczeństwo” 4/2003) itd. Każdy zajmujący się tym tematem powinien też znać hasło Naomi Klein: „nie ma szczerego ekologizmu bez mądrego antykapitalizmu” (w: Kapitalizm kontra klimat), tak jak każdy powinien wiedzieć, że Ernst Haeckel, na którego powołuje się Jacek Dehnel, był – owszem – prekursorem ekologii, ale też higieny rasowej, a jego myśli stanowiły inspirację dla nazistów, więc może i termin „ekonazizm” nie byłby tak całkiem bezpodstawny?

Jako absolwent międzywydziałowych studiów humanistycznych i aktywny zawodowo intelektualista Jacek Dehnel powinien coś o tym wiedzieć, zwłaszcza jeśli ośmiela się coś na ten temat pisać. Ale najwidoczniej nie wie i w swojej aroganckiej ignorancji przypuszcza ostry atak zwłaszcza na „stadko biskupów” i abp Jędraszewskiego – profesorów teologii – im zarzucając nieuctwo i słabość intelektualną, którą jakoby maskują „sieczką z nowomowy”, „zaklęciami z teologii tegoiśmego” oraz bełkotem w rodzaju „ekologizmu”, „ideologii gender” i „ideologii LGBT”.

Pan Jacek Dehnel najwyraźniej nie jest też na bieżąco z literaturą wybitnych filozofów współczesnych, takich jak np. Jurgen Habermas, który w książce „Między naturalizmem a religią” protestuje przeciw „niesprawiedliwemu wykluczeniu religii ze sfery publicznej” i przekonuje, że państwo liberalne jest zainteresowane dopuszczeniem do głosu religii w polityce i sferze publicznej. A jest tak dlatego, że po pierwsze – na tym polega demokracja liberalna, a po drugie – że religie są (jak tego dowodził Hegel) częścią samego rozumu, więc nie zawadzi posłuchać, co mają do powiedzenia. „Zsekularyzowani członkowie społeczeństwa nie kogą odmawiać potencjału prawdziwościowego religijnym obrazom świata ani odmawiać wierzącym prawa do wyrażania w języku religijnym swego zdania w publicznych dyskusjach” (s. 101).

Teksty takie, jak felieton Jacka Dehnela w ostatniej „Polityce” są więc kompromitujące dla autora, dla redakcji i dla tych wszystkich czytelników, którzy odbędą taką lekturę bezkrytycznie.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

A gdzie profesorskie togi?

Środowisku sędziów, choć niezbyt licznemu, nie sposób odmówić pomysłowości i konsekwencji w sprzeciwianiu się reformom sądownictwa forsowanym przez rząd. Jak tłumaczy to mecenas Dubois, są to przecież ludzie mądrzy i wykształceni, którzy dobrze wiedzą, na czym polega bycie sędzią. Co prawda, zdarzają się wśród nich zdrajcy i reżimowi kolaboranci, ale zostali oni odpowiednio naznaczeni i zmarginalizowani.

Patrząc na dzisiejszy „marsz tysiąca tóg” można jednak zadać pytanie, dlaczego w podobny sposób na forsowane przez rząd reformy nauki i szkolnictwa wyższego nie reaguje środowisko naukowe, a zwłaszcza jego „najwyższa kasta”, czyli profesorowie belwederscy. Jest ich w przybliżeniu tylu, ilu sędziów, są tak samo mądrzy i wykształceni i również oni dobrze wiedzą, na czym polega bycie profesjonalistą w ich zawodzie. No i także oni mogą zakładać togi! Mimo to reformowanie nauki przebiega bez poważniejszych zakłóceń.

W dodatku rozpoczęte przez min. Kudrycką i bynajmniej nie odcięte żadną „grubą kreską” przez min. Gowina reformy trwają w najlepsze dzięki wytężonej pracy samych naukowców (w tym władz jednostek akademickich i wielu profesorów o znanych nazwiskach i cenionym dorobku). Ale im jakoś nikt nie zarzuca zdrady wspólnych interesów i sprzeniewierzenia się ethosowi zawodu, nie są oskarżani o kolaborację z reżimem ani piętnowani w niepublicznych mediach, nie spotykają się też z groźbami zemsty do któregoś tam pokolenia. Wprost przeciwnie – obiektem nagonki stają się przeciwnicy reform, w dodatku wyśmiewani jako miernoty naukowe nie notowane w odpowiednich bazach i z mizernymi indeksami cytowań.

A przecież, nawet jeśli uznać słuszność ogólnych postulatów „umiędzynarodowienia nauki” – sztandarowego hasła prowadzonych reform – to już dużo trudniej zaakceptować konkretne rozwiązania mające prowadzić w tym kierunku (np. prześladowanie humanistów za to, że używają w swoich publikacjach języka ojczystego, kompletnie absurdalne i ciągle zmieniane punktacje czasopism i wydawnictw, konieczność „wypełniania slotów” – najlepiej artykuł za tyle a tyle punktów i nie za dużo monografii, co zmienia instytucje naukowe w odpowiednik fabryki, gdzie trzeba wyprodukować określoną ilość śrubek i gwoździ, czy wreszcie zapowiadane konsekwencje parametryzacji i ewaluacji, które obmyślono zgodnie z logiką obozów pracy: kto nie wykona normy, temu zostaną obcięte racje żywnościowe).

Wszystko to razem sprawia wrażenie realizacji jakiegoś koszmarnego snu biurokraty i wręcz urąga inteligencji tych, którzy w swoich obowiązkach zawodowych mają wszak „brak posłuszeństwa w myśleniu”. Niestety, szacowna profesura, nawet jeśli coś tam sobie myśli na temat aplikowanych nauce reform, to jednak przezornie powstrzymuje się od działania i póki co nie zdobyła się na jakikolwiek gest porównywalny ze spektakularnymi akcjami środowiska sędziowskiego. Co musiałoby się stać, aby na ulice Warszawy wyszły togi profesorskie?

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Polska: między Iranem a USA

Nie tak dawno, kiedy dyskutowano nad możliwością przyjęcia w Polsce kilku tysięcy imigrantów, jednym z argumentów było, że powinniśmy, bo przecież w czasie II wojny światowej wiele tysięcy Polaków skorzystało z gościnności Iranu, gdzie otoczono ich serdeczną i troskliwą opieką.

Teraz, gdy stosunki między Iranem i USA bardzo się zaostrzyły, nikt nie ma wątpliwości, komu Polska jest winna lojalność, a więc nie wspomina się o tamtej pomocy Irańczyków.

Podobnie, jak nie wspomina się o tym, że w Jałcie to Amerykanie wydali Polskę w ręce Stalina.

Ot, polityka.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Rewolucyjne skutki czytania

Książka Rogera Chartier „Czy książki wywołują rewolucje?” (2019) poddaje rewizji przekonanie, iż to książki zawierające wywrotowe idee oświecenia doprowadziły do Wielkiej Rewolucji Francuskiej i pokazuje, że zdecydowała o tym nie treść tych książek, lecz sposób ich lektury: już nie głośny, lecz cichy i nie intensywny (skupianie się na kilku wybranych pozycjach i ich studiowanie) ale ekstensywny (polegający na chaotycznym i pośpiesznym czytaniu wielu różnych tekstów wydawanych w nowy sposób).

Tak więc to nie rewolucyjne treści, odkrywcze myśli filozoficzne czy obrazoburcze idee doprowadziły do rewolucji, ale raczej cechy ich materialnego nośnika, jakim jest książka. Ta zaś w XVIII wieku była przedrukowywana w masowych, tandetnych wydaniach i zawierała nowe rozstrzygnięcia typograficzne i to one przesądziły o nowych – ludowych, popularnych sposobach lektury. Wszyscy czytali te same teksty – arystokracja i plebs – ale ich wzajemne i wielorakie znaczenia powstawały w ramach skrajnie różnych sposobów ich użytkowania – pisze Chartier. Adaptacja tekstu, jego mniejszy format, nowy podział na krótsze rozdziały, ilustrowanie i dodatkowe informacje ułatwiające czytelnikowi orientację w fabule – wszystko to wykształciło nowe praktyki lekturowe, a te doprowadziły do wybuchu rewolucji.

Roger Chartier, podważając swoimi ustaleniami megalomańskie przeświadczenia wszystkich myślicieli i intelektualistów, stawia zarazem pytanie o możliwe skutki lektury tekstu elektronicznego – z ekranu własnego komputera. Skoro osiemnastowieczne wydania zrodziły lekturę wyzwoloną z wszelkich kanonów interpretacji i podatną na wpływy sytuacji życiowej nowych czytelników, to czego można się spodziewać po tekście elektronicznym z jego niematerialnością, brakiem spójności wymuszonej okładkami książki, zdolnością do podziału na dowolne fragmenty, które można dowolnie zestawiać, porównywać i łączyć?

Umberto Eco pisząc swoją pracę „Od drzewa do labiryntu” starał się określić strukturę wiedzy zależną od sposobu jej prezentacji. Logicznej strukturze drzewa przeciwstawiał więc strukturę labiryntu, przy czym omawiał trzy jego modele (klasyczny, czyli jednokierunkowy, manierystyczny – z wyborami alternatywnymi oraz sieciowy, gdzie każdy punkt może być połączony z dowolnym innym punktem). Wydaje się, że internet stwarza możliwość takiej właśnie lektury wg schematu labiryntu sieciowego: każda myśl, idea, opinia daje się zestawiać z inną, nie ma już bowiem kanonu paradygmatów, sposobów prowadzenia wnioskowania ani schematów interpretacji. Anything goes!

Tylko do czego to doprowadzi?

Opublikowano Uncategorized | 2 Komentarze

Z kalendarza studenta USB

Kalendarz na rok 1936 studenta USB, czyli Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, był jednocześnie kalendarzem dla wyznawców religii mojżeszowej (wg której był to rok 5696), a także zawierał zestawienie świąt wg kalendarza grecko-katolickiego. Nowy Rok przypadał zaś – tak jak w bieżącym, 2020 roku – na środę. Niemal każdy dzień tygodnia opatrzony został jakąś notatką, co pokazuje, jak ożywione życie studenckie i towarzyskie prowadzono wówczas w Wilnie:

– 14 stycznia – godz. 19.00 – proseminarium prof. Sukiennickiego, 20.00 – operetka „Rose Marie”

– 17 stycznia – godz. 20.00 – Teatr Wielki – „Mieszczanin szlachcicem”

– 19 stycznia (niedziela) – godz. 16.30 – wieczór inauguracyjny ku czci Ibsena (sala śniadaniowa)

– 20 stycznia – godz. 20.00 – teatr – „Szczęśliwe małżeństwo”

– 21 stycznia – godz. 20.24 – wyjechała Giga, ostatni list z drogi …

– 24 stycznia – pierwszy strajk ogólnoakademicki

– 25 stycznia – złożyć podanie o obiady ulgowe do „Bratniaka”

– 26 stycznia – zebranie KM „Odrodzenie” o 4 p.p., referat z przezroczami

– 30 stycznia – Teatr Wielki – „Arleta”

– 31 stycznia – o 13.00 mam zgłosić się w Referacie Spraw Młodzieży, o 19.00 referat Matuszewskiego

– 1 lutego – zadzwonić do P. Kurczyca, tel. 19.07

– 3 lutego – wiec socjalistyczny w sali Śniadeckich o 16.30, o 18.00 muszę być u P. Kurczyca

– 4 lutego – operetka „Lutnia”

– 6 lutego – odczyt Dembińskiego pt. „Faszyzm”; napisałem list do Krysi M.

– 9 lutego – walne zebranie KM o 11.00 w lokalu własnym

– 10 lutego – wysłałem list do Stefana, otrzymałem list od Krysi

– 11 lutego – napisać odpowiedzi na 5 pytań prof. Sukiennickiego

– 13 lutego – Konkurs Krasomówczy Prawników – operetka „Bajadera” godz. 20.15

– 17 lutego – zebranie KM, zarząd o 19.30

– 18 lutego – zebranie sprawozdawcze Koła Prawników

– 25 lutego – podpisałem zobowiązanie na 121 zł 50 gr płatne w pięć lat po skończeniu studiów („Wojewódzki Komitet Towarzystwa Przyjaźni Akademik”)

– 26 lutego – wyjść na stację spotkać Lolka, 22.40

– 28 lutego – Teatr Wielki – „Kiedy kobieta kłamie?”

– 15 marca – Wieczór Moniuszkowski, sala Śniadeckich

– 8 kwietnia – zamówiłem fryzjera na 11.00

– 9 kwietnia – pójść do adw. Engla w sprawie kasacji

– 10 kwietnia – być w KM na 18.00, sprawa nagła

– 11 kwietnia – skończyłem pisać tłumaczenie seminaryjne pt. „Czysta teoria prawa i pojęcie prawa społecznego”

– 27 kwietnia – seminarium prawne prof. Ehrenkreutza, godz. 18.00

– 31 maja – wycieczka do Karaciszek i na jeziora trockie, godz. 7.30

– 15 czerwca – złożyłem egzamin z prawa z poprawką u prof. Ehrenkreutza

– 16 czerwca – wyjazd do Druskiennik
…….
– 11 października – pierwszy śnieg!!

– 13 października – nadzwyczajne zebranie KM

– 15 października – krawiec, godz. 9.45

– 16 października – krawiec, przymiarka, godz. 9.45

– 29 października – seminarium 16.30-18.00, 20.15 – teatr – „Ludzie na krze”

– 5 listopada – Jurkowi 12 zł (zwróciłem)

– 10 listopada – godz. 10.00 – Msza Św. za duszę Ś.P. Wacławskiego

– 11 listopada – opera „Straszny dwór” godz. 20.00

– 14 listopada – godz. 15.30 – wiec w Domu Akademickim, godz. 19.00 – początek okupacji Domu Akademickiego

– 15 listopada – Pierwszy dzień okupacji

– 16 listopada – Drugi dzień okupacji

– 17 listopada – Trzeci dzień okupacji, godz. 23.00 – uchwalono rozpoczęcie głodówki

– 18 listopada – Czwarty dzień okupacji i pierwszy dzień głodówki

– 19 listopada – Piąty dzień okupacji i drugi dzień głodówki

– 20 listopada – dalszy ciąg okupacji i głodówki

– 21 listopada – zupełna głodówka! Nic prócz szklanki wody

– 22 listopada – dalszy ciąg blokady i głodówki. Osłabienie, godz. 9.00 – Msza Św., godz. 15.00 – manifestacja (5 tys.)

– 23 listopada – Koniec blokady!! Zwyciężyliśmy!!! Msza Św. o godz. 11.00

– 6 grudnia – zamówiłem słownik wyrazów obcych Arcta u kol. Piotrowskiego za 15 zł płatnych od stycznia 1937

– 8 grudnia – pożyczyłem Jurkowi Dubielowi 10 zł, zwrotne po Świętach

– 14 grudnia (niedziela) – Msza Św. a potem zebranie AKM, o 15.30 mam być u Steni.

Ciekawe, czy za kolejne 80-90 lat ktoś będzie przeglądał zapiski w kalendarzu z roku 2020? I co z nich wyczyta?

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz