Parada Równości w oczach Freuda

Skoro Freud nazywał homoseksualistów „najbardziej ohydnymi” osobnikami perwersyjnymi („Bruchstuck einer Hysterie Analyse” – GW, V, s.210), to raczej nie ma wątpliwości, w jaki sposób odnosiłby się do tak modnych dzisiaj parad równości reprezentujących te, a także inne środowiska. Takie określenie nie powinno zresztą nikogo dziwić, ponieważ dla Freuda kultura i wszelkie formy życia zbiorowego miały być ochroną przed naturą człowieka „bardziej zwierzęcą niż u innych zwierząt”.

Freud nie miał też złudzeń co do tego, w jaki sposób można zapanować nad ludźmi tak skłonnymi do ulegania szkodliwym popędom, nieracjonalnym i wrogim jakiemukolwiek uspołecznieniu. W swojej krytyce demokracji jako „społeczeństwa bezojcowskiego” pozostawał więc wierny modelowi patriarchalnemu w jego wersji najbardziej despotycznej, czyli Hordy Pierwotnej zdominowanej przez Ojca-Przywódcę. „Krytyczny stosunek Freuda do wszelkich demokratyczno-partnerskich form organizacji stosunków władzy ma zatem swoje źródło w uznaniu przez niego wykształconej w okresie Hordy Pierwotnej sadomasochistycznej postaci międzyludzkich relacji za fundament tych stosunków. Silna, despotyczna jednostka dominująca nad zbiorowością, dzięki czemu ta ostatnia zyskuje poczucie ‚jedności w zależności’ – oto podstawowe założenie myślenia tego autora o państwie i stosunkach władzy” – pisze Paweł Dybel w książce „Freuda sen o kulturze” (s. 206).

Nadanie modelowi despotyczno-patriarchalnemu rangi wzorcowej wypływa u Freuda z przyjętych przesłanek teoretycznych i w tym właśnie sensie można mówić o uznaniu przez niego faszystowskiego w gruncie rzeczy modelu władzy, w której jednostka przywódcza „hipnotyzuje” swoją osobowością całą zbiorowość, za paradygmatyczny wzorzec wszelkiej jedności społecznej (vide: „Psychologia zbiorowości i analiza ego”). Jak widać, zagrożenie faszyzmem czyha zewsząd!

Reklamy
Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

O wyższości kosy nad kosiarką

Każdego letniego dnia od rana do późnych godzin popołudniowych na boisku pobliskiej szkoły stróż przemierza trawnik z włączoną kosiarką, która – jak można z tego sądzić – pracuje o wiele mniej wydajnie niż przeciętny kosiarz zaopatrzony w tradycyjną kosę.

Jakby tego było mało, miasto i administracje osiedli z nieubłaganą regularnością (zwykle raz w miesiącu) fundują mieszkańcom koszenie trawy przy pomocy ciężkiego sprzętu: na trawniki wjeżdżają już nie tylko spalinowe kosiarki, ale też kombajny, traktory i ciągniki, nie licząc podkaszarek, dmuchaw i Bóg wie czego jeszcze. Tak firmy „pielęgnujące zieleń” karczują wszystko, co rośnie, niemal równo z ziemią, przysparzając za to w obfitości decybeli i spalin.

Zapomina się przy tym, że (jak pisał Schopenhauer) „w pełni cywilizowani będziemy wtedy dopiero, kiedy uszy te nie będą wyjęte spod prawa i nie będzie wolno każdemu wdzierać się do świadomości każdej myślącej istoty w promieniu tysiąca kroków gwizdem, wyciem, rykiem, waleniem młotem, strzelaniem z bicza, szczekaniem itp.” Ale dlaczego, można by spytać, dopuszczalny poziom hałasu wybitny filozof wiązał z poziomem cywilizacji? Ano dlatego, że wedle niego „hałas, jaki każdy znosi bez przykrości, jest odwrotnie proporcjonalny do jego sił duchowych i dlatego można go uznać za ich miarę”.

Jeżeli tak, to praktykowany na dawnej wsi sposób koszenia zwykłą kosą byłby dowodem na dużo wyższy poziom cywilizacyjny jej niż tej dzisiejszej, wielkomiejskiej. Byłby też dowodem na wyższość kultury ludowej nad wielkomiejską, bo tacy kosiarze nie tylko że nie hałasowali, ale jeszcze pogwizdywali przy pracy i nucili piękne ludowe kawałki. Co się oczywiście nie pokaże po pracownikach zieleni miejskiej. A nawet jeśli, to i tak nikt tego nie usłyszy.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Komu pocą się stopy?

„Komu pocą się stopy, ten nie choruje na podagrę” – pisał w swoich „Aforyzmach” (1709) Boerhave, zwany holenderskim Hippokratesem.

„Trzecią część wszystkich chorób można uleczyć przez wywoływanie pocenia” – przekonywał Franz de La Boe, znany w historii medycyny jako Sylvius (1614-1672).

„Upośledzoną czynnością skóry odznaczają się ludzie o złym trawieniu” – głosił Maksymilian Stoll, profesor Uniwersytetu Wiedeńskiego (1790).

Tegoroczne upalne lato dowodzi, że zdecydowana większość polskiego społeczeństwa nie ma upośledzonej czynności skóry, a więc na pewno nie grozi mu podagra. Niemniej jednak uporczywe reklamowanie już nie tylko dezodorantów, z czym pogodziłby się zapewne każdy z przywołanych tu autorytetów, ale zwłaszcza antyperspirantów nie wydaje się słuszne – ani z punktu widzenia medycznego, ani też ze względu na wytrzymałość telewidza.

Warto też mieć w pamięci to, co pisał w swoim podręczniku fitoterapii prof. Jan Muszyński: współczesna farmacja z jej chemioterapią nie traktuje skóry jako organu wydalania, co jest dużym błędem, bo właśnie przez skórę organizm ludzki pozbywa się wielu produktów odpadowych (ok. 800 g dziennie!) w tym lotnych kwasów tłuszczowych, aminów, mocznika, kwasu węglowego i innych szkodliwych substancji oraz toksyn.

Tegoroczne upalne lato może więc mieć błogosławione skutki dla wszystkich, a zwłaszcza dla tych, u których czynności wydalnicze skóry (diaphoretica) nie są upośledzone ani też w żaden inny sposób ograniczane.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Kara śmierci?

Za sprawą decyzji Kościoła (z pewnością pochwalą ją wszyscy ci, którzy skądinąd są przeciwni wtrącaniu się tej instytucji w sprawy publiczne) dyskusja nad dopuszczalnością kary śmierci ma szansę powrócić po raz kolejny. Trudno jednak oczekiwać, by pojawiły się jakieś nowe argumenty za albo przeciw. Bo czyż można powiedzieć w tej sprawie coś więcej niż dawno już wyrażone życzenie: „oby panowie mordercy zechcieli zacząć od siebie”. I być może najlepszą reakcją na domaganie się zniesienia tej kary jest to, co pewnemu skazanemu za morderstwo odparł któryś z francuskich królów: „dobrze, ułaskawiam cię, ale też z góry ułaskawiam każdego, kto ciebie zabije”. Z pewnością każdy chciałby żyć w tym pierwszym świecie. I na pewno nikt, nawet morderca, wolałby nie żyć w tym drugim.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Dla sędziów? Dożywocie!

Prezydent jednak podpisał Ustawę 2.0 i to 1 sierpnia (ciekawe, jak znalazł na to czas – w takim dniu!) Fakt ten – wbrew najczęściej wygłaszanym opiniom – jest tylko kolejnym dowodem, jak obecna władza prześladuje swoich przeciwników.

Wprowadzona w ostatniej chwili (w Senacie) poprawka przewidująca dla sędziów dożywotnie zatrudnienie na uczelniach oznacza bowiem pracę w bardzo nieszczególnym sektorze. Jest to przecież sektor bodaj najgorzej finansowany, zaliczony do sfery „usług” (bo szkolnictwo wyższe – zgodnie ze sformułowaniem w Konstytucji – „świadczy usługi edukacyjne”), już teraz zarządzany autorytarnie przez rektorów, a po wejściu w życie ustawy ta „putinizacja uczelni” zostanie prawnie usankcjonowana, wreszcie – w świetle wszelkich światowych rankingów – zajmujący nader odległe miejsce, daleko za liczącymi się ośrodkami naukowymi.

Kiedyś mówiono: „pięć lat bez wyroku” – i od razu było wiadomo, o kogo chodzi. Teraz władza zadecydowała: „dla sędziów – dożywocie”. I wiedząc już to i owo i tej specjalnej kaście, trudno się dziwić. A już na pewno nie ma co zazdrościć.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

„Wychowanie ku rzeczywistości”?

Komentując znaną okupacyjną akcję pod pomnikiem Kopernika Jarosław Iwaszkiewicz dnia 14 lipca 1944 r. napisał w swoich „Dziennikach”: „Czyn złożenia wieńca przed pomnikiem Kopernika, przy którym traci się dwóch tak wartościowych ludzi wydaje mi się czynem wątpliwej wartości” (t. I, s. 247).

Dwa tygodnie później wybuchło Powstanie Warszawskie – czyn pozbawiony jakiejkolwiek militarnej wartości, obarczony polityczną naiwnością i wewnętrzną niekonsekwencją (skierowany przeciwko wojskom rosyjskim, od których jednocześnie oczekiwano wsparcia…), ale za to prezentujący tak miłą polskiemu charakterowi narodowemu spektakularną pryncypialność. Wspaniały akt, imponujący gest, budzące podziw heroizm i karność młodych ludzi, którzy ginęli w straceńczym zrywie. Faktycznie, byli niczym „kamienie rzucane na szaniec” i należy się im za to wieczna chwała, ale – to pytanie zawsze musi się pojawić – „w imię czego ta ofiara?”

Można powiedzieć: było, minęło, a wraz z odchodzeniem ostatnich Powstańców mija coraz bardziej, lecz celebrowanie tego wydarzenia ma też swój niepokojący wydźwięk. Czy naprawdę upamiętnianie owych 63 dni musi się przekładać na pedagogikę, której zgubnych skutków tak wiele razy doświadczyło polskie społeczeństwo? Czy zachowując szacunek dla tej daty i jej bohaterów nie należało by raczej podjąć trudu wychowywania kolejnych pokoleń Polaków „do rzeczywistości”, a nie tylko do niosących zgubę i ruinę wartości? Czy zatem – z uwagi na swą niszczycielską moc – te ostatnie nie powinny być zachwalane wszystkim innym, lecz nie swoim?

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Tłum manifestujący

Gabriel Tarde w swojej klasycznej pracy „Opinia i tłum” wyróżnia kilka rodzajów tłumu, a zwłaszcza tłum „czynny” oraz „oczekujący”, „obserwujący” i „manifestujący”. Ten ostatni charakteryzuje się tym, że „cokolwiek taki tłum objawia, wszelkie uczucia manifestuje z właściwą sobie gwałtownością. Występują wtedy na jaw dwie cechy, mające w sobie coś kobiecego – dodaje Tarde – symbolizm połączony z wielkim ubóstwem wyobraźni. Używają zawsze jednych i tych samych symbolów: obnoszą chorągwie, sztandary, posągi i relikwie, niekiedy głowy na końcach bagnetów, powtarzają aż do przesytu okrzyki ‚wiwat’ lub inne nawoływania, śpiewają kantyczki lub pieśni – oto prawie wszystko, na co zdobywa się tłum manifestujący w celu wyrażenia swych uczuć”.

Obserwując modne od jakiegoś czasu zgromadzenia (mniej lub bardziej) masowe, które upodobały sobie zwłaszcza okolice Krakowskiego Przedmieścia, trudno oprzeć się wrażeniu, że te tłumy manifestujące zachowują się dokładnie tak, jak to opisał Tarde. Nie to jednak powinno dziwić, ale fakt, że oto w XXI wieku tłum okazuje się całkiem powszechnym zjawiskiem, choć według Tarde’a w miarę rozwoju społecznego miał być zastępowany przez „publiczność”.

Czym się różnią te dwie formy skupienia społecznego? Nie tylko tym, że pierwsze zakłada współprzebywanie ludzi w jednym czasie i miejscu, a drugie ogranicza się do podzielania uczuć i nastrojów wprawdzie w tym samym czasie, ale niekoniecznie w bliskości przestrzennej wyznaczonej zasięgiem wzroku i słuchu. Również tym, że tłum „rodzi się zawsze z jakiegoś ciała społecznego” i reprezentuje jego wartości i interesy, podczas gdy publiczność wywodzi się z „różnoimiennych grup społecznych”, formujących się wedle kryteriów „umysłowych” i „psychologicznych”, „pojęć teoretycznych” i „pragnień ideowych”. Traktując więc tłum i publiczność jako dwa odmienne wzory organizacji społecznej i poniekąd jako dwa skrajne bieguny ewolucji („publiczność wzrasta w miarę zmniejszania się tłumów”) Tarde mówi więc coś niezmiernie istotnego o kształcie społeczeństwa przeszłości i przyszłości.

Ciekawe więc, skąd obecnie w Polsce, w XXI w. taki renesans zdecydowanie archaicznej formy uspołecznienia, czyli tłumów, zwłaszcza manifestujących. Jakie grupy społeczne one reprezentują? A może reprezentują tylko pewną publiczność, która przybiera kształt tłumu, aby przez to coś więcej osiągnąć. Tak czy inaczej, wydaje się to ze wszech miar zastanawiające, a nawet niepokojące. Chociaż, póki co, tłumy manifestujące na Krakowskim i gdzie indziej jeszcze nie obnoszą głów na końcach bagnetów.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz