Wolne media i cenzura

Jak się okazuje, po wybuchu wojny na Ukrainie wyłączono nie tylko rosyjskie kanały informacyjne, ale też strony internetowe niektórych polskich mediów. Na przykład takiej niszowej gazety jak „Myśl Polska”: wydawana od 1941 r. w Londynie, w czasach stalinowskich surowo zakazana przez cenzurę, w 1993 r. z inicjatywy m.in. Jana Zamoyskiego przeniesiona do kraju. Publikują w niej osoby nawiązujące do idei narodowej demokracji oraz realizmu politycznego Romana Dmowskiego – ks. T. Isakowicz-Zaleski czy prof. J. Bartyzel, autorzy o wyrazistych poglądach. I nagle w marcu 2022 r. (podobno decyzją instytucji państwowej, czyli NASK) strona internetowa „Myśli Polskiej” została zablokowana.

Ale wolne media nie zareagowały na to. Nie zareagował też Instytut Zamenhofa, mający podobno stać na straży wolności słowa, pluralizmu mediów i swobodnego dostępu do informacji. Będą protestować, kiedy cenzura dotknie je same albo bliskie im środowiska.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

„Pomaluj mój świat na żółto i na niebiesko”

Tak śpiewał przed laty zespół „2+1” i od ponad dwu miesięcy świat właśnie tak wygląda: jest żółto-niebieski, a nawet niebiesko-żółty. We wszystkich mediach temat ukraiński: jak nie kolejne przemówienie prezydenta Zełenskiego (a ten przemawia częściej niż kiedyś tow. Gomułka), to doniesienia z frontu o „sukcesach defensywnych” Ukraińców (jeśli Rosjanie zaczną odnosić sukcesy, to pewnie będą one przedstawiane jako „ofensywne klęski”) albo zachwyty nad byle jaką piosenką ukraińskiego zespołu, która jednak zwycięża w konkursie Eurowizji.

Wojna trwa, Polska pomaga, ale czy trzeba jeszcze znosić tyle prymitywnej propagandy? „Wiosną niechaj wiosnę, nie Ukrainę zobaczę” – napisałby dzisiaj Jan Lechoń.

Opublikowano Uncategorized | 2 Komentarze

Aneksja Krymu jak upadek muru berlińskiego?

Pewnie filozofowie tej klasy, co Michael Walzer, także w tym przypadku nie zauważą żadnych analogii, ale politycy już owszem. Zwłaszcza ci z francuskiej lewicy, którzy twierdzą, że aneksja Krymu to taki sam akt, jak obalenie muru berlińskiego i przyłączenie NRD do macierzy, czyli do RFN. A jeśli aneksja Krymu naruszyła powojenny ład w Europie, to czy nie został on naruszony już wcześniej rozpadem Jugosławii, dokonanym dzięki agresji NATO (sojuszu „obronnego”) i przy aplauzie całego Zachodu? Tyle że wtedy mówiono o prawie do samostanowienia, teraz akcentuje się zasadę integralności. Ciekawe, dlaczego nie odwrotnie?

Trudno jednak nie zauważyć, że dzisiejsze rozumowanie zrównujące Krym i Berlin powtarza właściwie tezę sformułowaną już w 2015 r. przez Miedwiediewa i niejaką Walentinę Matwijenko (z Rady Federacji Rosyjskiej). Czy współczesna aktualizacja tego rozumowania wesprze ówczesną argumentację strony rosyjskiej, czy raczej tamta skompromituje tę obecną – czas pokaże. Logika to jedno, a polityka to coś zupełnie innego.

https://twitter.com/HistoryNed/status/1524665383931850754?s=20&t=iKVgvgGJYj8DtoGX9lHXeA

Opublikowano Uncategorized | 1 komentarz

Pierwsza rysa na przyjaźni polsko-ukraińskiej?

W konkursie Eurowizji polskie jury przyznało ukraińskiej piosence 12 punktów (mimo, iż jej wykonawcy naruszyli regulamin), a ukraińskie jury polskiej piosence – zero punktów.

Więc są już pierwsze komentarze: „zero wdzięczności”, „co będzie dalej”, „czy zatem warto pomagać”.

Wygląda na to, że werdyktu na konkursie piosenek Polacy nie wybaczą Ukraińcom tak łatwo jak Rzezi Wołyńskiej.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Wojna per procura?

Wsparcie militarne, a także (i to w ogromnej skali) finansowe Stanów Zjednoczonych dla Ukrainy czy choćby powtarzające się informacje o stratach zadawanych armii rosyjskiej przez siły ukraińskie, ale przy wydatnym wsparciu logistycznym, technicznym czy wywiadowczym strony amerykańskiej – wszystko to sprawia, że w komentarzach coraz częściej pojawia się określenie wojny na Ukrainie jako „proxy war”, bellum per procura. I chociaż prof. Roman Kuźniar nie zgadza się z taką interpretacją przekonując, że chodzi tylko o bohaterską walkę narodu ukraińskiego z rosyjskim najeźdźcą, jego wersja przypomina bardziej szkolną czytankę niż opinię profesjonalnego politologa. Sytuacja jest z pewnością dużo bardziej skomplikowana.

Jeśli więc rację mają ci, którzy utrzymują, iż Ukraina stała się obszarem, gdzie de facto dochodzi do starcia wpływów USA i Rosji, musi paść pytanie o rolę prezydenta Zełenskiego i ocenę jego decyzji: udostępnienia terytorium własnego kraju jako poligonu i poświęcenia obywateli jako głównych ofiar konfrontacji obu mocarstw. W zamian za co? I czy w ogóle jakiekolwiek rachuby (wejście do UE – co i tak może potrwać długie lata albo członkostwo w NATO – gdzie wiele państw Ukrainy po prostu nie chce) mogą usprawiedliwiać takie postępowanie? Koszty spodziewanych zysków wydają się niewspółmierne nawet do dużo większych korzyści.

A rozmowa – na linku – z Michaelem Walzerem o sferach wpływów bardzo znamienna. Wybitny filozof polityki nie widzi żadnych analogii miedzy tym, jak USA ustanawiają swoje sfery wpływów i jak robi to Rosja, między wojną w Iraku i na Ukrainie, między NATO a Układem Warszawskim. Zero analogii, bo Ameryce zawsze chodzi o demokrację, a Rosji zawsze wprost przeciwnie. Zaś zapytany o przyszłość Ukrainy Walzer przywołuje przykład Izraela, kraju wprawdzie zmilitaryzowanego, w którym właściwie ciągle toczy się wojna, ale przecież plaże w Tel Awiwie są takie piękne… Czy to naprawdę zachęcająca perspektywa?

https://krytykapolityczna.pl/swiat/walzer-wojna-w-ukrainie-nato-usa/

Opublikowano Uncategorized | 8 Komentarzy

Kto sprzedawał broń Rosji po 2014 roku?

Mimo zakazu ogłoszonego przez UE, czyniło tak wiele państw członkowskich Unii – na czele z Francją, ale też i Niemcami (którym dopiero teraz, gdy trzeba wesprzeć Ukrainę, zaczyna brakować uzbrojenia…)

Co dziwniejsze, wśród krajów spoza Unii, które również sprzedawały broń Rosji – i to nawet po aneksji Krymu – była także Ukraina. Tu jednak lepiej powstrzymać się od jakiegokolwiek komentarza.

https://www.investigate-europe.eu/en/2022/eu-states-exported-weapons-to-russia/

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Małe sprostowanie

Transmisję z Placu Czerwonego – całe przemówienie Putina, a potem paradę wojskową – czyli to, czego nie pokazywały polskie stacje (w Polsacie premier Morawiecki mówił wtedy o żłobkach i przedszkolach, a TVN24 pokazywał wojnę na Ukrainie) można było wczoraj obejrzeć na żywo w Studio Belsat Ukraina. A redaktorzy w studiu i zaproszony gość komentowali transmisję po rosyjsku. Nie po białorusku czy ukraińsku.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Perspektywa agresora czy ofiary?

Dziś, 9 maja, zwykły telewidz w Polsce nie obejrzy parady na Placu Czerwonym, bo już w pierwszych dniach wojny wszystkie rosyjskie kanały telewizyjne zostały wyłączone. Zamiast tego będzie mógł posłuchać relacji polityków, ekspertów i komentatorów, którzy mają jakiś dostęp do Kremlowskiego przekazu i chętnie podzielą się z innymi tym, co zobaczyli i usłyszeli w rosyjskich mediach.

Tak działa polityka informacyjna, zwana też cenzurą lub propagandą –
zależnie od tego, z czyjego punktu widzenia jest oceniana. Ale jej największą wadą nie jest nawet ograniczanie dostępu do informacji, pluralizmu mediów i wolności słowa (choćby i tych siejących dezinformację, poddanych innej cenzurze i zmanipulowanych przez cudzą propagandę). Problem leży w tym, że takie przekazy koncentrują się tylko na jednej perspektywie – na perspektywie ofiary, a nie agresora.

Zresztą jest to problem ogólniejszy, wykraczający poza sferę polityki. Także w nauce preferuje się obecnie przede wszystkim „narracje oddolne”, co dobrze widać w badaniach nad Zagładą, grupami marginalizowanymi lub wykluczanymi. Również w mediach relacjonujących aktualne problemy społeczne (przemoc wobec kobiet, dzieci) nie poświęca się należytej uwagi „narracjom odgórnym”, jakich mogliby dostarczyć ci, którzy dopuszczają się takich czynów. I nie chodzi tu o akceptację ich punktów widzenia czy o usprawiedliwianie racji, do których się odwołują. Pisze o tym Kacper Pobłocki: „to, jak ludzie doświadczają rzeczywistości, nie zawsze tłumaczy nam sposób, w jaki jest ona zorganizowana” („Kapitalizm. Historia krótkiego trwania”, s. 98). Oznacza to, że przekaz skoncentrowany na narracjach oddolnych – cierpieniu, bólu i innych przeżyciach osób pokrzywdzonych – w żaden sposób nie umożliwi zrozumienia, dlaczego i jak dochodzi do aktów przemocy, jak stają się one możliwe, co sprzyja ich realizacji, czyli – jak działa świat społeczny. A więc faworyzowanie perspektywy pokrzywdzonych oznacza de facto sprzyjanie tym, którzy krzywdzą, bo przemilcza metody, jakimi ci osiągają swoje cele, a to czyni ich ofiary jeszcze bardziej bezbronnymi, a rzeczywistość społeczną – jeszcze bardziej niezrozumiałą.

Tymczasem o potrzebie uwzględniania także „perspektywy odgórnej” pisze współcześnie np. Caren Ho („Situating Global Capitalism” 2005) podkreślając wagę „badań odgórnych” (study up), ale zwracał też na to uwagę Florian Znaniecki, omawiając swoją zasadę współczynnika humanistycznego. W „Socjologii wychowania” podkreślał, że „ten sam problem, ten sam fakt rozmaite posiada właściwości, zależnie od tego, z czyjego punktu widzenia go rozpatrujemy” i proponował takie stosowanie human coefficient, które pozwala uwzględnić oba elementy: pasywny i aktywny. Zaznaczał też, że „dla humanisty z różnych podmiotowych punktów widzenia najważniejszy jest ten, gdzie oba składniki doświadczenia występują w nierozerwalnym związku – punkt widzenia podmiotu działającego, a zarazem doświadczającego przedmioty i fakty, którymi w swym działaniu operuje” (II, s. 30, s. 34-35).

Czyżby oznaczało to, że autor współczynnika humanistycznego mniejszą wagę przywiązywał do narracji oddolnych, do relacji tych, którzy tylko biernie doświadczają rzeczywistości kreowanej przez aktywnych? Czyżby wynikało z tego, że tylko ci aktywni dysponują kompletną perspektywą i tylko ich ocena sytuacji jest przez to właściwa? Jeśli tak, okazywałoby się, że nie tylko w dyskursie publicznym czy medialnym, ale także w analizach naukowych w sposób nieuprawniony i szkodliwy zawęża się horyzont poznawczy, zastępując punkt widzenia „aktorów czynnych” dużo mniej znaczącą poznawczo perspektywą „aktorów biernych”. Zdaniem Znanieckiego, o wiele więcej można by się dowiedzieć o rzeczywistości społecznej rezygnując z opisywania niedoli ofiar i preferując jako perspektywę poznawczą aktywną rolę tych, którzy działają. Na pewno rzeczywistość społeczna, polityka i historia stałyby się wtedy bardziej zrozumiałe. A chyba o to powinno chodzić.

Opublikowano Uncategorized | 2 Komentarze

Zgodnie z europejskimi tradycjami

W swoim słynnym tekście „Kultura jako źródło cierpień” Freud czyni uwagę na temat niewłaściwego wychowania, jakie jego zdaniem odbierają młodzi ludzie. Nie poucza się ich bowiem o potężnej sile seksualności, ale też nie przestrzega przed wszechobecną agresją, której na pewno doświadczą (przypis 81).

Podobny zarzut można sformułować pod adresem historii – tej nauczycielki życia, o której wiadomo, że nigdy nikogo i niczego skutecznie nie nauczyła. Obecna wojna na Ukrainie jest tego najlepszym przykładem, gdyż działania rosyjskiego agresora są opisywane jako niewytłumaczalne i barbarzyńskie, podczas gdy stanowią klasyczny przykład konfrontacji silnego ze słabym.

W piątej księdze „Wojny Peloponeskiej” Tukidydes opisuje konflikt Aten z wyspą Melos. Ateńczycy zaproponowali Melijczykom: „chcemy, żebyście się stali naszymi sprzymierzeńcami i zachowując swoje terytorium płacili nam daninę. Mając więc wolny wybór między wojną a bezpieczeństwem, nie wybierajcie zła pod wpływem fałszywej ambicji. Najlepiej postępują ci, którzy równym sobie nie ustępują, dla silniejszych zachowują szacunek, wobec słabszych umiar. Zastanówcie się nad tym i pamiętajcie, że podejmujecie decyzję w sprawie ojczyzny, którą macie tylko jedną i której los zależeć będzie od tej jednej decyzji: dobrej lub złej”. Ponieważ jednak Melijczycy stawiali opór, Ateńczycy wznowili oblężenie, a gdy obrońcy zostali pokonani – „wszystkich mężczyzn wymordowali, dzieci i kobiety sprzedali w niewolę, miasto zaś skolonizowali”.

A uczynili tak pamiętając o zasadzie, że „sprawiedliwość w ludzkich stosunkach jest tylko wtedy momentem rozstrzygającym, jeśli po obu stronach równe siły mogą ją zabezpieczyć; jeśli zaś idzie o zakres możliwości, to silniejsi osiągają swe cele, a słabsi ustępują” (1957, s. 352).

Mając w pamięci te fragmenty Tukidydesa łatwiej zrozumieć, dlaczego pisząc o idei europejskiej Gerard Delanty podkreśla wielokrotnie, iż jest nią raczej rasizm, faszyzm i totalitaryzm, a nie wolność czy społeczeństwo obywatelskie („Odkrywanie Europy” 1999). „Idea Europy nigdy nie była powiązana z demokracją czy prawami jednostki – pisze Delanty – W gruncie rzeczy ideologia faszystowska może być postrzegana jako apoteoza idei Europy, ponieważ to faszyzm, a także rasizm i imperializm lansowały pojęcia cywilizacji europejskiej” (s. 147).

Przyjęcie takich kryteriów oznaczałoby, że dziś to Rosja postępuje zgodnie z europejskimi tradycjami, a Rosjanie reprezentują tożsamość prawdziwie europejską. Z czym Tukidydes, opisujący nierówną walkę Melijczyków z Ateńczykami, pewnie by się zgodził. I nie tylko on, bo przecież dzisiaj wszyscy podziwiają starożytne Ateny, a o Melijczykach mało kto pamięta.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Ruskie onuce – wciąż ich przybywa

Słowa, za które w Polsce można usłyszeć, że jest się pożytecznym idiotą, ruską onucą albo jeszcze gorzej, zaczynają być wypowiadane przez osoby, po których nikt by się tego nie spodziewał. Oto bowiem Papież Franciszek właśnie powiedział, że atak Rosji na Ukrainę został sprowokowany przez „ujadanie pod drzwiami Rosji przez NATO”. I dodał jeszcze, że na Ukrainę się nie wybiera, ale za to chętnie porozmawiałby z Putinem.

W dodatku widzowie amerykańskiej stacji telewizyjnej FOX News mogli usłyszeć od redaktora Tuckera Carlsona, że za wojnę na Ukrainie odpowiada administracja Joe Bidena i że tak naprawdę nie chodzi o Ukrainę ani o demokrację, ale o to, by obalić rząd w Moskwie. Wszystko to ma być rewanżem za przegraną Hilary Clinton w 2016 r.

Ale już niedługo. W USA właśnie powołano Radę ds. Zarządzania Dezinformacją, na której czele stanęła niejaka Nina Jankowicz. Od teraz to iście Orwellowskie „Ministerstwo Prawdy” będzie stało na straży wolności słowa w całym wolnym świecie zachodnim i tego rodzaju ekscesy, jakich dopuścił się Franciszek czy red. Carlson nie przejdą już tak łatwo ani bezkarnie.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Russia Must Perish?

W 1941 roku Theodore Nathan Kaufman, amerykański biznesmen i pisarz żydowskiego pochodzenia, napisał książkę pod tytułem „Germany Must Perish” („Niemcy muszą zginąć”). Swoją tezę uzasadniał tym, że skoro to zwykle Niemcy wszczynają wojny, należy ich ukarać i unieszkodliwić przez powszechną sterylizację. Jak wyliczał, będzie do tego potrzebne 25 tys. chirurgów, a całość operacji potrwa 3 lata.

Kilka lat później, w 1944 roku, Henry Morgenthau, amerykański minister finansów, przygotował plan przewidujący „zaoranie Niemiec” po wygranej przez aliantów wojnie. Swój projekt uzasadniał tym, że „pragnienie wojny przez Niemców jest tak samo naturalne, jak amerykańskie pragnienie wolności”, należy więc zniszczyć niemiecki przemysł i zamienić państwo w kraj rolniczy, nawet jeśli miałoby to spowodować wielki głód i liczne ofiary.

Wypowiedzi rozbrzmiewające po ataku Rosji na Ukrainę zaczynają przypominać tamte twierdzenia: „Rosjanie to barbarzyńcy”, „wojnę mają w genach”, ci, którzy tak postępują „nie są ludźmi”, „wszyscy Rosjanie mają krew na rękach” (bo jakoby ponad 80% społeczeństwa popiera politykę Putina – skąd raptem takie zaufanie do rosyjskich badań i statystyk?), dlatego wszyscy powinni ponieść konsekwencje.

I ponoszą: bogatym Rosjanom konfiskuje się majątki, drobni biznesmeni skarżą się na nękanie, wrogość i słowne ataki, w Kongresie USA zaproponowano, by „wyrzucać ze studiów każdego rosyjskiego studenta”, a w jednym z instytutów PAN dyrekcja zgłosiła wniosek, by nie przyjmować rosyjskiej młodzieży na prowadzone tam studia, czemu jednak sprzeciwiła się Rada Naukowa tego instytutu. Takie działania uzasadnia się esencjalizując zbrodnicze cechy i dokonując stygmatyzacji – przez przypisywanie takich cech „każdemu Rosjaninowi”, powołując się na historię i kulturę tego kraju (a więc używając argumentacji właściwej tzw. rasizmowi kulturowemu) i stosując zbiorową odpowiedzialność, czyli praktykę dotychczas jednomyślnie potępianą.

Oto zatem można na bieżąco obserwować, w jaki sposób konstruowane są –
tak powszechnie krytykowane – stereotypy i uprzedzenia, jak buduje się społeczne przyzwolenie na wykluczanie i dyskryminację, na jakiej podstawie odmawia się innym statusu istoty ludzkiej, choć wiadomo, że zwykle służyło to usprawiedliwieniu eksterminacji danej grupy. Wszystko to rodzi pytania teoretyczne i praktyczne. A więc, po pierwsze, może komuś zaświtać myśl, że jeśli dzisiaj tego rodzaju działania wydają się usprawiedliwione aktualną sytuacją, to może i kiedyś były? Czy więc należy potępiać wszystkie uprzedzenia, ksenofobie i anty…izmy? Ciekawe, dokąd zaprowadziłoby takie myślenie. A po drugie, powstaje pytanie, czy kolejnym krokiem nie będzie znów jakiś plan ekspedycji karnej mającej na celu unicestwienie całego narodu. Przecież demokratyczne, miłujące pokój i kierujące się europejskimi wartościami państwa Zachodu już nieraz pokazały, że są do tego zdolne.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Pod czyim butem lepiej?

Chociaż wszyscy komentatorzy zabierający głos w sprawie wojny na Ukrainie nie mają wątpliwości, że z dwojga złego lepszy jest but amerykański lub zachodnioeuropejski niż rosyjski, to jednak nieco inne stanowisko można znaleźć np. w książce Philippa Thera – „Nowy ład na starym kontynencie” (2015). Autor, profesor historii o bogatym życiorysie naukowym (Harvard, Instytut Europejski we Florencji, Uniwersytet Wiedeński) w swojej pracy rekonstruuje m.in. etapy konfliktu Ukrainy z Rosją. Pisze więc o Euroazjatyckiej Unii Celnej, którą na przełomie 2010 i 2011 roku Rosja utworzyła razem z Białorusią i Kazachstanem i o powstałej w maju 2014 roku Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej, która miała obejmować też Ukrainę.

Począwszy od rządów Jelcyna Rosja miała raczej negatywne doświadczenia z kapitałem zachodnim i zagranicznymi inwestorami: w wyniku prywatyzacji wykształciła się wąska grupa oligarchów, którzy rozgrabiali państwo, drastycznie wzrosła śmiertelność i spadła średnia długość życia, a współczynnik Giniego osiągał wartość bliską 0,5 (od 0,23 w 1988 do 0,48 w 1998) co oznaczało ogromny wzrost nierówności społecznych. Od początku swojej drugiej kadencji Putin zablokował działalność zachodnich koncernów, chcąc odzyskać kontrolę nad handlem rosyjską ropą i gazem i umocnić struktury państwowe, a także zaczął zabiegać o kontrolę nad łańcuchami dostaw między Wschodem i Zachodem. Wtedy też udało mu się uzyskać wpływy w niektórych państwach członkowskich UE.

Europejska Unia Gospodarcza miała być ważnym elementem tej strategii, ale negatywna decyzja Kijowa pokrzyżowała te plany: ukraińscy oligarchowie obawiali się politycznego kapitalizmu Moskwy, która ze swoimi oligarchami rozprawiła się w dosyć autorytarny sposób. Inną decyzję podjęto natomiast na Białorusi i w Kazachstanie. Jak tłumaczy Ther: „Białoruś i Kazachstan dobrowolnie udały się pod euroazjatyckie skrzydła, gdyż w ramach tego sojuszu nie są zmuszone wysłuchiwać ciągłych połajanek na temat praw człowieka, co czekałoby je, gdyby były w UE, a wręcz mogą zachować większą autonomię niż pod ewentualnymi rządami Brukseli” (s. 322).

Ukraina głosami swoich oligarchów, preferujących wartości zachodnie, zadecydowała jednak inaczej. Teraz na Ukrainie trwa wojna, oligarchowie ukraińscy już w pierwszych dniach od ataku Rosji uciekli na Zachód i rezydują m.in. w hotelu „Bristol” w Warszawie. I jakoś nie słychać, by włączali się w pomoc swoim rodakom. Bo niby czemu. Przecież sami są uchodźcami.

Opublikowano Uncategorized | 9 Komentarzy

Sfery wpływów

Ukraina w dalszym ciągu walczy, by nie znaleźć się w rosyjskiej sferze wpływów. Lub – jak twierdzą bardziej przenikliwi komentatorzy – by znaleźć się w amerykańskiej sferze wpływów. Bo to istotnie zasadnicza różnica, kto będzie decydował o losach 20 tys. ukraińskich złóż i około 117 cennych kopalin, które zalegają głównie na wchodzie kraju.

Pierwszym etapem tych usiłowań była „rewolucja” na Majdanie w 2014 r. odbywająca się pod hasłami europeizacji. Doprowadziła ona do tego, że USA udało się zainstalować nowe władze w Kijowie (amerykańska strona zaangażowała się do tego stopnia, że to amerykański sekretarz stanu i amerykański ambasador decydowali, kto ma zająć jakie stanowisko). Wkrótce potem Ukraina odnotowała ogromny spadek dochodów, miliony migrantów zarobkowych zasiliły m.in. polski rynek pracy, a Rosja odebrała Krym i przejęła najbogatsze obwody – Ługański i Doniecki.

Mimo to Ukraina nie ustawała w wysiłkach, by zbliżyć się do Zachodu –
czyli do UE i NATO – choć cały czas jasno dawano jej do zrozumienia, że nie ma szans na członkostwo. Efektem tego jest obecna wojna, zrujnowany kraj i miliony uchodźców na garnuszku państw ościennych, zwłaszcza Polski. Dodatkowo dzieli się Europa zachodnia – w kwestii wsparcia dla Ukrainy, dostaw broni, sankcji i mniej lub bardziej stanowczego potępiania Rosji.

Cui bono? – jak pytali starożytni. Czy nie jest to kolejny przejaw tego, co Carl Schmitt nazywał istotą amerykańskiej polityki wobec Europy: „owo osobliwe powiązanie oficjalnej nieobecności i rzeczywistej obecności” („Nomos ziemi”, s. 240). Być może to, co się dzieje, przebiega według tej właśnie logiki.

Opublikowano Uncategorized | 6 Komentarzy

Instytucje czasu kryzysu, czy kryzys instytucji?

Temu zagadnieniu poświęcony był wczorajszy „Wykład Mistrzowski”, jaki prof. Andrzej Rychard wygłosił na zaproszenie UJ. Z perspektywy doświadczeń związanych z pandemią, a obecnie z wojną na Ukrainie, referent poruszył kwestię obrony wartości stojących u podstaw instytucji demokratycznego państwa, gdyż – jak to ujął – trzeba bronić zwyczajnych instytucji w czasach nadzwyczajnych.

Referat, a także późniejsza dyskusja, skupiły się jednak na instytucjach politycznych, choć można odnieść wrażenie, że w ciągu minionych dwu lat również inne instytucje ucierpiały, a raczej odeszły w mniejszym lub większym stopniu od wartości, jakie powinny respektować.

Oto bowiem nie tak dawno byliśmy świadkami, jak lekarze podejmowali temat, czy należy leczyć osoby niezaszczepione, a jeśli tak, to w jakiej kolejności powinno się udzielać im świadczeń? A przecież przysięga Hippokratesa (a choćby i przyrzeczenie lekarskie, będące zubożoną wersją przysięgi obowiązującej przez wieki) nakazują podejmowanie leczenia osób najbardziej i najpilniej tego potrzebujących, niezależnie od tego, czy zostały zaszczepione, jakie mają poglądy polityczne i religijne, czy uważają, że ziemia jest płaska, a nawet jeśli są wrogami. Czy tak powinny działać instytucje i ich reprezentanci w czasach nadzwyczajnych? Czy nadzwyczajne czasy wykluczają etykę lekarską?

Inna instytucja, czyli media (i te publiczne, i te „wolne”), choć niewiele wcześniej deklarowały pluralizm, a np. stacja TVN24 wciąż powtarza slogan „masz prawo wiedzieć”, nie protestowały, gdy wyłączano rosyjskie kanały telewizyjne. A przecież wiadomo, że nikt ich nie oglądał po to, by chłonąć podawane tam informacje jak jakąś prawdę objawioną, ale właśnie po to, by wiedzieć, co i jak jest tam prezentowane. Nawet Instytut Zamenhofa powołany, by stać na straży wolności słowa i pluralizmu mediów, nawoływał do odcinania polskim odbiorcom dostępu do stacji i stron internetowych rosyjskich. Najwyraźniej nadzwyczajne czasy unieważniają głoszone wartości.

Wreszcie pole akademickie – także nie stawiło należycie czoła nadzwyczajnej sytuacji, lecz dostosowało do niej swoje wartości: Zespół ds. Covid działający przy Prezesie PAN wsławił się apelem o przyjęcie prawnych środków przeciwdziałających szerzeniu nieprawdziwych informacji. Jeśli tak ma wyglądać swoboda akademickiej dyskusji, to tylko patrzeć, jak inne uczone gremium opracuje taryfikator mandatów na każdą okazję: tyle i tyle kary należy się za podawanie w wątpliwość, że preparaty mRNA to zbawienne szczepionki, tyle i tyle – za upieranie się przy stanowisku, że istnieją tylko dwie płcie, tyle i tyle – za mówienie „na Ukrainie” zamiast „w Ukrainie” itd.

Niby to są wszystko sprawy oczywiste, a w przypadku Zespołu ds. Covid wiadomo, że jego członkiem jest prof. Rychard, to jednak nie zostały podjęte ani przez referenta, ani przez dyskutantów. Zamiast tego rozprawiano o władzy, przyczyniającej się do psucia demokratycznych instytucji, i o społeczeństwie, które wprawdzie szybko „dojrzewa”, ale jeszcze nie dojrzało w stopniu zadowalającym. Czyli – dobrze znane z dyskursu transformacyjnego motywy i jak zwykle zero autorefleksji, nie mówiąc o samokrytyce.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Wojna, czyli zbrodnie, gwałty, grabieże

Wojna nigdy nie ograniczała się do konfrontacji armii przeciwnych stron. Zawsze cierpiała też ludność cywilna. Co gorsza, zawsze istniało też ciche przyzwolenie na ekscesy żołnierzy – o ile tylko nie stawały się one zbyt rażące lub głośne – rozgrzeszanych przez swoich dowódców.

Wymownym świadectwem jest znana odpowiedź Stalina na zarzuty,iż żołnierze rosyjscy dopuszczają się gwałtów i grabieży: „trzeba zrozumieć żołnierza, który przeszedł przez krew, ogień i śmierć, jeśli zabawi się z kobietą czy weźmie jakiś drobiazg” (T. Judt – „Powojnie. Historia Europy od roku 1945”, s. 55).

Bardziej niż wypowiedź Stalina dziwi jednak komentarz Tony Judta: „na swój groteskowy sposób Stalin miał częściowo rację”. Prawdopodobnie w ten sam sposób historycy będą komentować dowody zbrodni rosyjskich na terenie Ukrainy. Oczywiście te największe i odpowiednio nagłośnione zostaną potępione – w imię spektakularnej pryncypialności.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Imperialna polityka: Rosji, …

Hasło: „Od Lizbony po Władywostok” ma ilustrować imperialne zapędy Rosji. Ale w tym samym stopniu słowa jednego z polityków amerykańskich wypowiedziane w 1940 roku: „być może argument samoobrony doprowadzi do tego, że pewnego dnia Stany Zjednoczone będą musiały prowadzić wojnę nad Jangcy, Wołgą czy Kongiem” (C. Schmitt – „Nomos ziemi”, s. 280) mogą ilustrować imperialne zapędy USA, jak widać – o wiele ambitniejsze.

Imperialna polityka Rosji przejawia się również w prowadzeniu wojen na terenie obcych państw (Czeczenia, teraz Ukraina – „operacja specjalna”), ale przecież USA też prowadziły krwawe i okrutne wojny poza swoim terytorium (Wietnam, Irak i wszędzie tam, gdzie Ameryka widziała swoją sferę wpływów, np. Nikaragua, Salwador – „operacje specjalne”).

Wyrazem imperialnych poczynań są także polityczne zabójstwa przeciwników – o tych rosyjskich słyszy się ostatnio wiele, ale o amerykańskich, realizowanych na zlecenie CIA w imię „interesu narodowego USA”, można poczytać w książce pt. „Większe zło” – autor: Arkadiusz Stempień z Wyższej Szkoły Europejskiej im. J. Tischnera w Krakowie, wydawca: Agora.

Wreszcie propaganda na usługach imperialnych mocarstw: Rosja ma swoją prokremlowską „Russia Today”, ale USA ma CNN, będące „tubą Pentagonu” (M. Waldenberg – „Rozbicie Jugosławii”, s. 301).

Dlatego, jeśli dziś tyle się słyszy o „zbrodniczym reżimie Putina”, naruszaniu norm prawa międzynarodowego i zbrodniach wojennych, warto sięgnąć do książki Noama Chomsky’ego – „Hegemonia albo przetrwanie. Amerykańskie dążenie do globalnej dominacji”, by znaleźć dokładnie tak samo brzmiące zarzuty, ale kierowane pod adresem USA.

Od zakończenia II wojny światowej dopiero wojna na Bałkanach dała okazję do „potwierdzenia dominującej pozycji Stanów Zjednoczonych w zjednoczonej, zintegrowanej i otwartej Europie” – pisze Andrew Bacewich w pracy „American Empire”. Jego zdaniem bombardowania NATO miały „udaremnić zagrożenie dla spójności paktu i dla wiarygodności amerykańskiej potęgi”. Dzisiaj takim argumentem staje się coraz silniejsze wsparcie Ukrainy, którego cel jest prawdopodobnie identyczny: utrzymanie supremacji USA w Europie, a nie jakieś tam względy humanitarne.

Opublikowano Uncategorized | 4 Komentarze

Ukraina – Holokaust czy Golgota?

Kiedy kilka tygodni temu Prezydent Zełenski porównał sytuację na Ukrainie do Holokaustu, nie spotkało się to z dobrym przyjęciem w Izraelu.

Teraz w Polsce pojawiło się inne określenie: „Ukraina to Golgota XXI wieku” – powiedział Marszałek Senatu, telewizja publiczna zapowiada reportaż „Ukraińska Golgota”, a Biskup Damian Muskus mówi: „od miesiąca trwa Golgota Ukrainy”.

Wynika z tego, że porównanie zagłady jednej grupy ludzi do zagłady innej grupy ludzi jest czymś niewłaściwym, przynajmniej dla Żydów i żydów, ale zrównanie śmierci ludzkiej ze śmiercią Boga nie jest niczym niewłaściwym, przynajmniej dla Polaków i polskich katolików.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Propaganda versus propaganda

Śledząc doniesienia z Ukrainy trudno oprzeć się wrażeniu, iż mające tam miejsce wydarzenia zachodzą dokładnie tak, jak to opisują prace na temat propagandy wojennej (S. Kaufman – „Modern Hate: The Symbolic Politics of Ethnic War”; A. Ponsonby – „Falsehood in War-Time: Propaganda Lies of the First World War”; A. Morelli – „Principes elementaires de propagande de querre”).

Polega to na tym, że każda ze stron zapewnia, iż:

– nie chce wojny, ale została napadnięta lub sprowokowana przez stronę przeciwną do ataku wyprzedzającego

– wszelkich zbrodni dopuszcza się oczywiście tylko ta druga strona, bo to nie są ludzie, a ich przywódca jest diabłem wcielonym

– my odnosimy sukcesy, a oni same straty

– zdrajcą jest każdy, kto wierzy kłamliwej propagandzie naszego wroga, więc trzeba wierzyć tylko prawdziwym faktom, czyli temu co jest przekazywane przez nas, a nie przez nich.

Jeżeli zatem w dalszym ciągu ktoś uważa, iż w obecnym konflikcie tylko Kreml uprawia propagandę, a Ukraina i stojące za nią USA podają najprawdziwszą prawdę, niech przeczyta, co o roli CIA i służących jej mediów napisał ostatnio Ron Paul Institute: CIA admits feeding americans false info about Ukraine (11 April).

Działając w ten sposób zachodnia propaganda postępuje zgodnie z zaleceniami najlepszych specjalistów od masowego komunikowania, np. Harolda Lasswella, który twierdził, iż ze względu na „ignorancję i ciasnotę umysłową mas ludowych” należy sterować ludźmi i w tym celu sięgać po „zupełnie nową technikę kontroli, w której wiodącą rolę odgrywa propaganda”.

Co w tej sytuacji ma począć zwykły obywatel, zwłaszcza jeśli nie chce być posądzony o ignorancję i ciasnotę umysłową? Ano chyba to, co pisał Gombrowicz: „nie jestem ja na tyle szalonym, żebym w Dzisiejszych Czasach co mniemał albo i nie mniemał” („Transatlantyk”). I może jeszcze zastanawiać się, czy to prace naukowe o wojennej propagandzie tak trafnie ją opisują, czy też raczej jest tak, że każda kolejna propaganda wojenna stosuje się ściśle do opisanych w tych pracach scenariuszy?

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Mesjanizm polskiej socjologii?

W ubiegły czwartek w ramach cyklu seminariów poświęconych socjologii historycznej prof. Michał Łuczewski wygłosił referat poświęcony polskiej socjologii: mesjanistycznej, naznaczonej inteligenckim piętnem, z Florianem Znanieckim jako jej „totemem”.

Jak każda abstrakcyjna perspektywa, także i ta z pewnością daje pole do ciekawych rozważań, niemniej trzeba zauważyć, iż trudno będzie uwzględnić w niej takie postacie, jak Franciszek Bujak, Józef Chałasiński czy Jan Szczepański – socjologów wywodzących się ze wsi, bynajmniej nie ukrywających tego, a nawet (jak Chałasiński) ostro krytykujących inteligencję.

Trudno też będzie wytłumaczyć kształt dyskursu transformacyjnego w polskiej socjologii ostatnich trzydziestu lat – dyskursu „orientalizującego” społeczeństwo, posługującego się językiem neoliberalnego rasizmu klasowego i używającego mowy pogardy w stosunku do wszystkich „przegranych” transformacji. To raczej nie „mesjanizm”, ale „misjonizm” – tych, którzy czują się lepsi, wiedzą lepiej i będą szerzyć swoją wiarę nie licząc się z kosztami, a na pewno nie przebierając w słowach.

Trudno wreszcie będzie dopełnić sakralizacji „totemu” tej inteligenckiej socjologii, pamiętając o dedykacji, jaką umieścił Znaniecki w swojej książce „Ludzie teraźniejsi a cywilizacja przyszłości” i komentarz Chałasińskiego: „drogi Florianie, czy każdy polski uczony musi mieć swojego hrabiego?”

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Rosja – Ukraina. Prawda czasu, prawda ekranu

Na którymś kanale filmowym nadawane są kolejne odcinki historycznego serialu ukraińskiego „Saga” (data produkcji 2020). Wczoraj, w odcinku 5. była mowa o latach powojennych: stalinowski reżim zsyła na Syberię banderowców. I fragment dialogu:

– Za co nas zesłali?
– Muszą mieć powód? Chcą nas wyeliminować.

Ot, prosta, chwytająca za serce historia o tym, jak to źli Rosjanie prześladowali dobrych Ukraińców.

Opublikowano Uncategorized | 4 Komentarze

„Na Ukrainie” czy „w Ukrainie”

Od miesiąca wszyscy używają tej drugiej formy, choć jest ona – wg słownika poprawnej polszczyzny – nieprawidłowa. Nawet dziennikarze, którym nie udawało się dotąd opanować zasad języka polskiego (wciąż niektórym zdarza się mówić: „wziąść”, „ubrać sweter” lub „zobacz na te zdjęcia”) jakoś błyskawicznie zastosowali się do polecenia służbowego i mówią „w Ukrainie”, czyli – jak muszą, to mogą.

Tyle tylko, że z punktu widzenia językowego forma „w Ukrainie” jest nieprawidłowa także w języku ukraińskim. Aż do 1993 r. mówiono tam i pisano „na Ukrainie”, ale decyzją rządu ukraińskiego (!) zostało to zmienione i odtąd urzędowo obowiązuje nowa forma. Ciekawe, jakie byłyby komentarze, gdyby tak w Rosji dekretami administracyjnymi zmieniano zasady języka.

A więc od miesiąca także w Polsce obowiązuje decyzja rządu ukraińskiego z 1993 r. (nic dziwnego, skoro okazało się, że jesteśmy „sługami narodu ukraińskiego”). Ciekawe tylko, kiedy cenzura polityczna w obu krajach zacznie ingerować w teksty literackie, a byłoby tam z czym walczyć i to nie tylko w literaturze polskiej, ale i w ukraińskiej. Przecież wielki poeta ukraiński,Taras Szewczenko w wierszu „Testament” (Заповит) pisał:

„як умру, то поховайте
мене на могили
серед степу широкого
на Вкраiнi мелiй”.

Ale oczywiście Andrzej Seweryn dokonał autorskiego przekładu i – gwałcąc język ukraiński oraz przy okazji także polski – deklamował podczas koncertu w łódzkiej Atlas Arenie: „w miłej Ukrainie”. A potem jeszcze sobie zaklął, po ukraińsku. Na pewno mu ulżyło. Tylko co z tego.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Tzw. fakty medialne

W ostatnich dniach pojawiły się informacje: „Przemoc Rosji nie zna granic”, „rosyjskie plany ludobójstwa na Ukrainie”, „Rosjanie zgwałcili kobiety, a potem przejechali po nich czołgiem”, „Rosjanie zorganizowali ośrodki gwałtu w wiejskiej szkole, ofiary cięli nożem”, a obrazy z Irpienia czy pod kijowskich miejscowości zaczęto już nazywać „nową Srebrenicą”.

No właśnie, sytuacja na Ukrainie rzeczywiście zaczyna przypominać tę w byłej Jugosławii. Upowszechniano wtedy wiele mrożących krew w żyłach, ale niekoniecznie prawdziwych, informacji, jak np. te, że „serbscy mordercy grają w piłkę nożną obciętymi głowami Albańczyków, ćwiartują zwłoki, wyrywają płody zabitych ciężarnych kobiet i grillują je” (M. Waldenberg – „Rozbicie Jugosławii”, s. 302). Z kolei o Srebrenicy pisano, iż 40 tys. Muzułmanów stało się ofiarami „czystki etnicznej”, że zamordowano ok. 8 tys. (R. Holbrooke), a może jedynie 3 tys. („Der Spiegel” lipiec 2000). Tyle tylko, że potem trzeba było weryfikować wcześniejsze ustalenia (rząd w Sarajewie podawał dla całej Bośni liczbę ofiar sięgającą 250 tys., natomiast późniejsze szacunki, np. Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, mówiły już tylko o 25-60 tys.) Tak więc rozpowszechniane wcześniej wersje wydarzeń dotyczące tamtej wojny muszą być obecnie zasadniczo kwestionowane. Dlaczego?

Ano dlatego, iż nigdy nie przedstawiono przekonujących dowodów skali zniszczeń i bestialstwa Serbów, że informacje przekazywane przez NATO (faktycznego agresora w tej wojnie) były bardzo ubogie i sprzeczne ze sobą, a podczas konferencji prasowych zastraszeni (zwłaszcza po atakach Tony Blaire’a na dziennikarzy BBC) przedstawiciele mediów nie podawali w wątpliwość komunikatów i media były po prostu stronnicze (np. tuszowano fakt wypędzenia po 10 czerwca 1999 z Kosowa około 300 tys. nie-Albańczyków i ich mordowania). Dążono w ten sposób do zablokowania informacji podawanych przez zwolenników agresji, uniemożliwiono kolportaż prasy serbskiej we wszystkich państwach NATO (chyba tylko z wyjątkiem Grecji), tępiono tych nielicznych, którzy podważali iście manichejski, czarno-biały obraz wydarzeń, stosowano wobec nich wręcz terror moralny (oskarżając ich o „służenie Miloszewiczowi”) – w rezultacie prezentowano tylko jeden punkt widzenia.

Czy czegoś to nie przypomina?

Opublikowano Uncategorized | 2 Komentarze

Interes Polski a Ukraina

Czytając rozważania dr Lucyny Kulińskiej zamieszczone na poniższym linku warto zadać sobie po raz kolejny pytanie, czy rzeczywiście w interesie Polski leży silna i rozległa Ukraina. Doświadczenia historyczne i aktualne tendencje opisane w tekście na to nie wskazują, zaś argumentacja, że lepiej, by między Polską i Rosją istniało jakieś państwo, w świetle toczącej się właśnie wojny ujawnia całą swoją wymowę. Oto konsekwencje takiego myślenia ponosi kraj usytuowany „pomiędzy” –
pełni rolę przedmurza, bufora, amortyzatora rosyjskiego uderzenia. Jakoś trudno dopatrzeć się w takim myśleniu wyrazu przyjaźni, to raczej cyniczna kalkulacja.

> >
> https://www.nawolyniu.pl/artykuly/nacjonalizm.htm > >

Tym bardziej nie ma sensu zadawanie sobie po tej lekturze pytania, czy uwagi dr Lucyny Kulińskiej są kontrowersyjne albo czy świadczą o jej niechęci do Ukraińców, a może nawet jest agentem Kremla czy „ruską onucą”. Gdy ktoś pokazuje palcem na księżyc, to trzeba patrzeć na księżyc, a nie na palec, bo nawet jeśli przestanie się o czymś mówić, wcale nie znaczy, że to, o czym się mówiło, nie istnieje.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Antysemickie wypowiedzi Zełenskiego

Nie tak dawno temu Zełenski porównał sytuację na Ukrainie z ostatecznym rozwiązaniem, czyli Holokaustem. Reakcja Izraela była natychmiastowa. W ubiegłym tygodniu Zełenski pozwolił sobie mówić o „krwawych brylantach” w Belgii – chodziło o zakupy diamentów rosyjskich przez jubilerów z Antwerpii. Jak wiadomo, od wieków Antwerpia jest miastem, gdzie z pokolenia na pokolenie pracują szlifierzy pochodzenia żydowskiego. To właśnie ich oskarżył Zełenski o wspieranie reżimu Putina i współudział w ludobójstwie na Ukrainie.

Ciekawe, kiedy opiniotwórcze środowiska na świecie, a także w Polsce (np. „Gazeta Wyborcza”) zareagują na tego rodzaju retorykę, która w przypadku każdego innego polityka ściągnęłaby na niego zdecydowane potępienie. Czy wtedy, gdy Zełenski zacznie mówić o światowym spisku żydowskiej finansjery, masonów i cyklistów? Tego rodzaju wypowiedzi zmierzają przecież w określonym celu i mają konsekwencje dobrze znane z historii.

Opublikowano Uncategorized | 2 Komentarze

Covid, Ukraina i myślenie totalitarne

W pracy „Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie” Karl Popper wymienia kilka najważniejszych cech każdej ideologii totalitarnej: – dogmatyczne upieranie się przy twierdzeniach uznawanych za prawdy absolutne – uodpornienie na krytykę
– uznawanie sądów wartościujących za fakty
– oskarżanie przeciwników, że ulegają teoriom spiskowym
– hołdowanie kolektywistycznej moralności (nie indywidualizm etyczny, lecz zasady plemienne).

Jeśli przymierzyć te kryteria do dyskursu publicznego w Polsce ostatnich dwu lat, to widać, że dokładnie takie cechy można przypisać toczonej wcześniej debacie na temat pandemii, a także obecnie podjętemu dyskursowi na temat wojny na Ukrainie.

Każdy, kto miał inne zdanie na temat pandemii i „szczepionek” bądź maseczek, spotykał się z potępieniem, ostracyzmem środowiskowym (kary dla lekarzy ośmielających się mieć swoje zdanie), a nawet sugerowano podejmowanie środków prawnych wobec takich osób (vide: stanowisko Zespołu ds. covid przy PAN, skupiającego podobno naukowców, których podstawowym obowiązkiem jest przecież „nieposłuszeństwo w myśleniu”!). I nieważne było, że takie niepokorne osoby prezentowały niejednokrotnie stanowisko podzielane przez światowej sławy uczonych (noblistów, członków zespołu opracowującego technologię mRNA czy wybitnych wirusologów) – prawda musiała być jedna, a wszelkie inne określano jako szkodliwe fake newsy.

Dziś jest podobnie. Obowiązuje tylko przekaz jednej ze stron konfliktu, bo on oczywiście jest wolny od jakichkolwiek przekłamań i propagandy. Za to informacje strony przeciwnej to tylko dezinformacja, którą należy tropić i usuwać z mediów, a tych, co ją powtarzają, oskarżać o zdradę narodową. I tak funkcjonują wszystkie media, choć nie tak dawno upominały się o pluralizm i zapewniały, że podstawowym obowiązkiem dobrego dziennikarstwa jest prezentować różne opinie, aby odbiorcy sami mogli wyrobić sobie zdanie na dany temat.

Co gorsza, ten płynący z góry przekaz spotyka się z pozytywną reakcją wielu osób, dla których jakiekolwiek odstępstwo od tez oficjalnej polityki informacyjnej jest dowodem ulegania teoriom spiskowym, a nawet współpracy z reżimem Putina. Nasuwa się więc smutna konstatacja: czy nie oznacza to, że tak naprawdę ludzie najlepiej czują się w „społeczeństwie zamkniętym”, poddani reżimowi i totalitarnej ideologii – oczywiście pod warunkiem, że będzie to ideologia, którą sami podzielają?

Opublikowano Uncategorized | 1 komentarz

Co Zełenski ma w głowie?

Takie samo, niezbyt mądre, pytanie zadawano wiele razy w odniesieniu do Prezydenta Putina. I udzielano jeszcze mniej mądrych odpowiedzi, w dodatku wzajemnie sprzecznych: że to szaleniec, że jest nieprzewidywalny, że planuje swoje ruchy jak szachista (ale skoro planuje jak szachista, to może być przewidywalny i raczej na pewno nie jest szaleńcem).

Wobec Prezydenta Zełenskiego nie stawia się takich pytań, choć może właśnie w tym przypadku należałoby tak robić, a przekonuje o tym analiza zamieszczona na stronie Klubu Jagiellońskiego.

https://klubjagiellonski.pl/2021/11/30/prezydent-ukrainy-popelnia-blad-za-bledem-jego-ostatnia-szansa-jest-polska/

Ta analiza przynajmniej cześciowo tłumaczy zamiłowanie do kamer, przebieranki i teatralną retorykę Zelenskiego oraz jego agresywne zachowanie na scenie międzynarodowej, a może też to, dlaczego musiało dojść do tej wojny, a niewykluczone, że nawet to, czemu jeszcze na długo przed wybuchem wojny miliony Ukraińców zmuszonych było szukać pracy i lepszego życia w Polsce, a nie we własnej ojczyźnie. Teraz widzać już, do czego doprowadziła nieodpowiedzialna polityka Zełenskiego (co dobrze tłumaczy autor przywołanego opracowania): Ukraina znalazła się na skraju przepaści, a jeśli ostatnią szansą jej prezydenta jest Polska, to należy całkiem poważnie obawiać się, by także Polski nie pociągnął on w tę przepaść.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Zachód wobec Ukrainy – zaskakująca zmiana nastawienia

bez komentarza

Opublikowano Uncategorized | 2 Komentarze

Anna Walentynowicz patrzy z góry …

… i na pewno raduje się widząc, jak Polacy pomagają ukraińskim uchodźcom. Ta zasłużona dla wolnej Polski osoba pochodziła przecież z ukraińskiej rodziny (jej ojciec walczył w Armii Czerwonej, za co został odznaczony przez ZSRR, a jej brat był w UPA, za co został skazany na zesłanie).

Tak splatają się losy sąsiadujących narodów i bratnich krajów, a może raczej bratnich narodów i sąsiadujących krajów.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Грабь награбленное, czyli bolszewizacja Zachodu

„Rabuj zrabowane” – takim hasłem posłużył się Włodzimierz Ilicz Lenin w roku 1918 i dzisiaj dokładnie ta zasada wraca jako jedna z form sankcji przeciw rosyjskim oligarchom i politykom. Kolejne państwa decydują się bowiem na podstawie doraźnie uchwalanych dekretów zajmować wille lub luksusowe jachty bogatych Rosjan, a choćby ich krewnych. Tym samym na Zachodzie dokonuje się proces bolszewizacji obrócony przeciw prawu własności, które w krajach kapitalistycznych miało być nienaruszalne. Jednocześnie stosuje się zasadę zbiorowej odpowiedzialności, dotychczas powszechnie potępianą.

Ale wojna na Ukrainie sprawia jeszcze inne cuda. Oto zawołany katolik, red. Terlikowski modli się o zabójstwo Putina, a wypowiedziane kilka dni temu słowa Zełenskiego, że „front jest zaśmiecony trupami rosyjskich żołnierzy” jakoś nie budzi obiekcji w specjalistach od mowy nienawiści. Choć wydaje się oczywiste, że ludzkie zwłoki, nawet jeśli są to zwłoki żołnierza wrogiej armii, nie są „śmieciem”, który coś „zaśmieca”.

Wydarzenia takie jak te, które teraz mają miejsce za naszą wschodnią granicą, obnażają więc dużo więcej niż się wydaje: nie tylko okrucieństwo agresora i bohaterstwo obrońców ojczyzny, ale mówią też co nieco o nas samych – są testem na wiarygodność głoszonych dotąd wartości i pokazują, że oburzenie moralne jakoś zbyt łatwo łatwo obraca się w przeciwieństwo jakiejkolwiek moralności. Ani się obejrzymy, a będziemy bardziej zagorzałymi bolszewikami, barbarzyńcami i Azjatami niż ci, których opisuje się tymi słowami.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Pierwsze ofiary wojny

Każda wojna pociąga za sobą ofiary w ludziach i zniszczenia materialne, ale jej ofiarą padają także słowa. Pisał o tym już Tukidydes w „Wojnie peloponeskiej” odnosząc się do „dowolnego zmieniania znaczenia wielu wyrazów”: „nierozumna zuchwałość uznana została za pełną poświęcenia odwagę, przezorna wstrzemięźliwość – za tchórzostwo, umiar – za bojaźliwość. Ten, kto się oburzał i gniewał, zawsze znajdował posłuch, a kto mu się sprzeciwiał – był podejrzany” (1957, s. 197).

W nazistowskich Niemczech Viktor Klemperer (w pracy „LTI”) pisał zaś o kradzieży słów, dotychczas pięknych i niewinnych i o wykorzystywaniu ich w nowej roli. W ten sposób „heroizm”, „tężyzna fizyczna”, a nawet „przeorać” zostały zarekwirowane przez propagandę III Rzeszy i odtąd służyły jej celom.

Również wojny ideologiczne nie oszczędzają słów: „Murzyn” (chyba jednak pochodzący od poczciwego, staropolskiego „murzyć” – ściemniać, tak jak „chmurzyć”, bo te używano długo przedtem, zanim pojawiło się w Polsce słowa „Maur”) został wyklęty jako przejaw rasizmu; feministki zaśmieciły polszczyznę „prezydentkami” i „magisterkami”, bo zupełnie zapomniano o tym, że w języku polskim formy męskoosobowe odnoszą się też do kobiet i w rezultacie nastąpił istny wysyp potworków w rodzaju „gościnie”, a ostatnio „uchodźczynie” (choć mężczyźni nie walczą o zastąpienie „kobieco” brzmiących określeń w rodzaju „sędzia” czy „wojewoda” ich jakimiś bardziej „męskimi” odpowiednikami – „sędzic”, „wojewód”).

Najnowszą ofiarą wojny – tej toczącej się na Ukrainie – padło właśnie określenie „na Ukrainie”. Zastępuje się je określeniem „w Ukrainie”, choć słownik poprawnej polszczyzny nie dopuszcza takiej formy. Czemu tak się dzieje? Przecież mówi się również „na Łotwie”, „na Słowacji” czy „na Węgrzech”, chociaż te kraje nie były podporządkowane Polsce, o żadnej więc dominacji odzwierciedlonej jakoby w języku nie można tu mówić.

Wszelkie wojny i konflikty pociągają więc za sobą wiele takich nadużyć i ofiar, ale o nich się milczy.

Opublikowano Uncategorized | 1 komentarz

Ukraina – znaki zapytania

Dlaczego już na kilka tygodni przed wybuchem wojny UE przyznała Ukrainie wielomiliardowy pakiet pomocowy?

Dlaczego niemal od początku wojny w krajach europejskich wyłączono media rosyjskie, co sprawiło, że opinia publiczna karmiona jest informacjami pochodzącymi tylko od jednej strony konfliktu?

Dlaczego „Telegram”, główny obecnie ukraiński komunikator przekazujący wiadomości, jeszcze rok temu był określany przez zachodnie media i polityków jako najniebezpieczniejszy messenger, wykorzystywany przez pospolitych przestępców, a szczególnie popularny wśród terrorystów?

Dlaczego główną twarzą konfliktu stał się Zełenski – czy dlatego, że to prezydent, czy raczej dlatego, że to aktor, który umiejętnie gra swoją rolę? A jeśli to drugie, to kto mu ją napisał?

I ciekawe, czy tenże Zełenski kiedyś odpowie przed jakimś trybunałem, najlepiej narodowym, ukraińskim, jako prowokator i podżegacz wojenny, który skazał swój naród na śmierć, cierpienia i exodus?

Opublikowano Uncategorized | 4 Komentarze

„A wiosną niechaj wiosnę zobaczę…”

Po temacie pandemii, który przez dobre dwa lata niepodzielnie panował we wszystkich mediach, teraz przyszła pora na temat ukraiński. TVPinfo: „bandyta Putin morduje Ukraińców”, w TVP-3 reportaż o pomocy dla ukraińskich uchodźców, z kolei PolsatNews pokazuje, jak Ukraińcy stoją w ogromnej kolejce przed Stadionem Narodowym, ale nie po to, by poddać się szczepieniu, ale po to, by uzyskać takie same uprawnienia socjalne, jakie mają Polacy, zaś TVN24 omawia podróż europejskiej delegacji do Kijowa z Morawieckim i Kaczyńskim na czele. A potem – na wszystkich kanałach informacyjnych transmisja przemówienia Prezydenta Ukrainy, Zełenskiego.

Tymczasem wystarczy wyjść na dwór, by zobaczyć pierwsze oznaki wiosny: słońce świeci, ptaki śpiewają, na drzewach wzbierają pąki, młodzież płci obojga (a pewnie i paru innych) coraz częściej wymyka się na wagary. Aż chciałoby się sparafrazować Jana Lechonia: „A wiosną niechaj wiosnę, nie Ukrainę zobaczę”.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Dwie propozycje: Czarzasty i Putin

W dzisiejszym „Śniadaniu Rymanowskiego” poseł Czarzasty zaproponował, by NATO otoczyło ochroną przynajmniej zachodnią część Ukrainy, skoro nie może „zamknąć nieba” nad całym terytorium tego kraju. Nie bardzo wiadomo, dlaczego zaangażowanie NATO na tej części Ukrainy miałoby być odebrane przez Putina inaczej niż zaangażowanie na jej pozostałych częściach albo zgoła na całym obszarze, ale ta propozycja przypomniała inną, dużo wcześniejszą. Chodzi o propozycję, jaką przed laty Putin złożył, a może tylko zasugerował („pół żartem pół serio”) podczas spotkania z Donaldem Tuskiem.

Chodziło wtedy o ewentualne zajęcie przez Polskę części Ukrainy łącznie ze Lwowem, mniej więcej w granicach, jakie przed II wojną światową należały do RP. Oczywiście, tę propozycję zbagatelizowano, ale przypomniana po latach pokazuje, iż być może już wtedy Putin rozważał aneksję Ukrainy i – chcąc sobie oszczędzić rozpraszania sił – był skłonny zrezygnować z terenów położonych najbardziej na zachód, a więc najbardziej ciążących do UE i do NATO. Niewykluczone, że aktualny konflikt zakończy się dokładnie tym samym rozwiązaniem – zagarnięciem przez Rosję nie tylko wschodniej, ale i centralnej części Ukrainy, natomiast część zachodnia pozostanie do dyspozycji ukraińskiego rządu.

Tyle tylko, że gdyby przed laty Polska wyraziła jakiekolwiek zainteresowanie propozycją Putina (niewątpliwie, byłby to brzydki deal, ale za to w kategoriach politycznych bardzo pragmatyczne posunięcie), to dziś przynajmniej ludność zachodniej Ukrainy (w sporej części mająca polskie korzenie) czułaby się bezpieczniej wiedząc, iż pozostaje pod –
niewykluczone, iż tylko tymczasowym – zarządem państwa polskiego. Co za tym idzie, przyjmowałaby uciekinierów ze wschodu Ukrainy, a więc do Polski trafiałoby ich o wiele mniej. Z kolei Polskę od obszaru wojny oddzielałaby uzgodniona wcześniej z agresorem swoista strefa buforowa. Nie mówiąc już o tym, że tym samym przynajmniej zachodnia Ukraina znalazłaby się niejako „z automatu” w UE i w NATO, na czym przecież władzom ukraińskim tak bardzo zależy. Czy zatem pod wieloma względami taka sytuacja nie byłaby (i to dla wszystkich stron konfliktu) bardziej komfortowa?

Zwyciężyły jednak pryncypia, obawy i brak perspektywicznego myślenia. Grzechy zaniedbania mszczą się. Jeśli nie od razu, to po latach. Co widać dopiero teraz.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

NATO – art. 5

Słynny art. 5 NATO mówi tylko tyle, że w razie zbrojnego napadu na jedno z państw członkowskich układ podejmie „takie działania, jakie uzna za konieczne”, w tym – użycie sił zbrojnych. A więc realizacja art. 5 może polegać równie dobrze na wyrazach ubolewania, rezolucjach potępiających i pokrzepiających słowach w rodzaju: „Trzymajcie się!”

Zresztą już co najmniej raz wiarygodność NATO w tym względzie została poddana próbie, ale z wynikiem negatywnym. Jak pisze Samuel Huntington („Zderzenie cywilizacji”, s. 209) ‚podczas kryzysu w Zatoce Niemcy, tradycyjny przyjaciel Turcji, sprzeciwiły się uznaniu ew. irackiego ataku rakietowego na Turcję za zaatakowanie paktu NATO, co dowiodło, że Turcja nie może liczyć na wsparcie Zachodu w razie zagrożenia z południa”.

Dokładnie o tym samym świadczy zamieszanie w sprawie MIG-ów. NATO w dalszym ciągu traktuje Polskę jako przedpole dla swoich potyczek z Rosją, jako bufor, który w razie konfliktu można będzie poświęcić, wkalkulowując w to nawet zagładę nuklearną znacznego obszaru Polski. I chyba po to jesteśmy potrzebni Zachodowi. Humorystyczny rysunek dobrze to ilustruje.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

MIG-i dla Ukrainy a doktryna wojenna NATO

Reakcja strony amerykańskiej na propozycję przekazania przez Polskę MIG-ów dla Ukrainy demaskuje intencje naszego „największego sojusznika”. Jeszcze kilka dni temu Blinken dawał „zielone światło” dla ewentualnej decyzji przekazania tych samolotów bezpośrednio Ukrainie, choć wiadomo było, iż może to być odebrane przez Rosję jako militarne zaangażowanie się jednego z państw NATO w konflikt na Ukrainie. Wraz ze wszystkimi tego konsekwencjami (łącznie z atakiem jądrowym) – w pierwszej kolejności dla tego właśnie państwa. Teraz, gdy Polska zgłosiła chęć ich przekazania, ale pośrednio – do bazy w Ramstein, czyli do dyspozycji USA – Blinken twierdzi, iż taki pomysł „budzi poważne obawy” i „nie ma merytorycznego uzasadnienia”.

Wszystko jasne. Jeśli wyjmować kartofle z ogniska, to nie swoimi rękami. Jeśli Rosja ma w odwecie uderzyć w jakieś państwo, to niech to będzie Polska, ale nie terytorium Niemiec, czy nie daj Panie Boże – Ameryki. Polska jest więc traktowana przez USA dokładnie tak samo, jak w latach 60. i 70., gdy była przewidziana jako miejsce odwetowego ataku na ZSRR. Po zaatakowaniu Zachodu przez Związek Radziecki doktryna wojenna NATO planowała bowiem kontruderzenie, ale bynajmniej nie w samo ZSRR lecz „na linii Wisły”. Taki „ostrzegawczy atak jądrowy” miał zamienić znaczny obszar Polski w martwe pole atomowe (Jerzy Jasiński – Czy Polskę mógł spotkać los Hiroszimy?, w: „Od Wilna do Warszawy. Moje refleksje. Zakończenie” Warszawa 2009).

Poprzednio Polska miała być dogodnym przedpolem do toczenia walki z nieprzyjacielem ze Wschodu, którego nie chciano atakować bezpośrednio w obawie przed uruchomieniem przez ZSRR dalekodystansowych rakiet jądrowych. Teraz jest tak samo: jeśli prowokować Rosję, to narażając Polskę, nie zaś Niemcy czy Amerykę.

Jeśli ma się takich przyjaciół, to żaden wróg nie jest straszny.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Feministki i test na kobiecość

W roku 2015 Wojciech Eichelberger, psycholog i psychoterapeuta, w wywiadzie dla „Wysokich Obcasów” (nr 22) tak interpretował zachowania antyszczepionkowców: bunt przeciw szczepionkom to pokłosie słusznego buntu kobiet wyzwalających się z dominacji męskiego myślenia (logicznego i dualistycznego).

„Według mnie – kontynuował Eichelberger – to kobiety najczęściej próbują wyłamać się z systemu publicznej służby zdrowia, dostrzegają hipokryzję korporacji farmaceutycznych. To jakby nieświadoma kontynuacja buntu czarownic, gdy krzyczą: ‚My chcemy leczyć się ziołami, coś z tymi szczepionkami jest nie tak!’ Trwa kulturowe starcie męskiego świata racjonalistów, sterylnych laboratoriów, fabryk i korporacji z magiczno-naturalistycznym kobiecym żywiołem”.

Niestety, w okresie pandemii zwycięstwo odnieśli przedstawiciele „męskiego świata”, a „kobiecy żywioł” został potępiony i to również przez same kobiety, a raczej przez ich awangardę, czyli ruch feministyczny. Żadna bowiem z feministek czy polityczek nie odwołała się do „kobiecej” perspektywy na szczepionki. Tym samym można uznać, iż test na kobiecość został definitywnie oblany i to właśnie przez kobiety najbardziej zaangażowane w obronę praw kobiet.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

W oczekiwaniu na stanowisko ZG PTS

Do tej pory ZG PTS publikował swoje stanowiska reagując szybko na bieżącą sytuację. Nawet jeśli problem nie mieścił się w kompetencjach socjologów, a więc z naruszeniem zalecenia Komisji ds. etyki w nauce (pozwalającego na wykorzystywanie autorytetu naukowego w debacie publicznej wyłącznie w związku z tematem, który mieści się w obszarze profesjonalnych zainteresowań) wyrażano opinię, zazwyczaj mocno krytyczną. Zawsze bowiem dawało się obejść ten etyczny wymóg formułując stanowisko w kategoriach moralnych, tak jakby akurat socjologowie byli specjalistami od moralności.

Tym bardziej dziwne, że trwająca od 10 dni wojna na Ukrainie, która wywołała spontaniczną pomoc społeczeństwa polskiego i władz państwowych już dla ponad miliona uchodźców – umknęła uwadze badaczy społecznych. A przecież mogliby skierować wyrazy uznania dla tych wszystkich, którzy poświęcają swój czas, ponoszą koszty, a nawet narażają zdrowie i życie zapraszając pod swój dach obce osoby – zapewne nie zaszczepione, nie przetestowane, a nawet (co widać w relacjach z punktów recepcyjnych) nie noszące maseczek. Jakoś nie widać tu ksenofobii, całkiem nieźle też z samoorganizacją, kapitałem społecznym czy zaufaniem – tymi filarami społeczeństwa obywatelskiego. Na kilka słów poparcia zasługiwałyby również władze różnego szczebla, sprawnie radzące sobie z problemem o tak ogromnej skali i dynamice. Ale socjologowie milczą, bo gdyby przemówili, to musieliby pochwalić Polaków, a może nawet dość zasadniczo zmienić swoje postrzeganie całego społeczeństwa.

Nie po raz pierwszy więc socjologowie przypominają starą, zrzędliwą, wiecznie prawiącą morały ciotkę, która tylko siedzi na kanapie i ma za złe. Widocznie w takiej roli czują się najlepiej.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

„Z Banderą do UE nie wejdziecie”

Takie było stanowisko polskiego rządu w 2017 roku, gdy Ukraina broniła Donbasu jak własnej niepodległości. Najpierw wyraził je w rozmowie z Prezydentem Poroszenką Jarosław Kaczyński – w lutym, a potem powtórzył min. spraw zagranicznych, Witold Waszczykowski – w lipcu (Walenty Baluk – „Sprawy Międzynarodowe” 1/2018). Wtedy ambasador Ukrainy zareagował: „chciałbym napluć Polakom w twarz za taką wypowiedź”.

Dziś ten sam rząd występuje w roli ambasadora Ukrainy w sprawie jej przystąpienia do UE, wszyscy zgodnym chórem wznoszą bojowy okrzyk „Sława Ukrainie!”, a przed chwilą Witold Waszczykowski w telewizji publicznej rozważał możliwości jak najszybszego dokonania akcesji naszego wschodniego sąsiada do struktur europejskich. I to wszystko dzieje się w roku 2022, który na Ukrainie został ogłoszony rokiem Bandery.

Nie będzie więc Kijów pluł nam w twarz. Tak jak mamy w zwyczaju, sami to zrobimy, zdradzając pamięć pomordowanych przez bandy UPA Polaków, dla których ostatnie słowa, jakie słyszeli, brzmiały właśnie: „Sława Ukrainie!” Wypowiadanie tych słów przez Polaków, nawet w obecnej sytuacji, oznacza nie tylko poparcie dla dzisiejszej Ukrainy, ale też wyparcie własnej przeszłości.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Zasada DDM w polityce informacyjnej mediów

Zasada DDM stosowana w czasie pandemii sprawdza się dobrze również w mediach relacjonujących wojnę na Ukrainie.

Obywatelom zaleca się więc, aby zdystansowali się wobec putinowskiej propagandy, co zresztą im ułatwiono wyłączając rosyjskie kanały telewizyjne i zabiegając o wyłączenie także rosyjskich stron w internecie.

Obowiązuje też zasada dezynfekcji – tylko politycy i eksperci mogą bezpiecznie korzystać z wrogich mediów (kilka dni temu w Łasku Jens Stoltenberg mówił: „wsłuchujemy się uważnie w to, co mówi Moskwa”, a komentatorzy zapewniają, że „pilnie śledzą przekazy z konferencji Putina”) po to, by następnie już „zdezynfekowane” czyli wyselekcjonowane i odpowiednio skomentowane fragmenty przekazać obywatelom wolnych państw zachodnich. Bo ci, najwyraźniej, w przeciwieństwie do ich własnych elit nie potrafią myśleć samodzielnie.

Nie zapomniano też o „maseczkach” – ponawiane są apele, by każdy na własną rękę chronił się przed fake newsami, czyli zaprzestał szukania wiadomości w internecie czy mediach społecznościowych oraz ich kolportowania (bo w ten sposób szkodzi sobie i innym).

Ta zasada nie obowiązuje jednak w stosunku do Rosjan: dziś rano w TVN24 red. Piasecki dziwił się, że Rosjanie wciąż polegają na swoich „oficjalnych źródłach” zamiast – szukać informacji w internecie i mediach społecznościowych! Ale tak jak przeciętny Rosjanin nie wie, co dzieje się obecnie na Ukrainie, tak samo przeciętny Polak (a nawet niektórzy profesorowie nauk społecznych) nie mają pojęcia o tym, że w latach 90. NATO („sojusz obronny”) zaatakowało Jugosławię i prowadziło tam przez kilka miesięcy bombardowania wymierzone w ludność cywilną, co również kwalifikuje się jako zbrodnia przeciw ludzkości.

Poza zasadą DDM jest też oczywiście przewidziana odpowiednia „szczepionka”: odpowiedzialny obywatel powinien opierać się tylko na „oficjalnych źródłach”, a te będą dostarczały mu odpowiedni preparat –
wiadomości bezpieczne i zalecane, takie które zabezpieczą go przed szkodliwym działaniem wirusa dezinformacji.

Trudno się dziwić tej polityce rządu i mediów (zarówno „reżimowych”, jak i „wolnych”). Ostatecznie, celem każdej władzy – również „czwartej” władzy – jest mieć monopol na informację, wykluczać lub zagłuszać cudze przekazy i powielać własne. Le Bon porównywał to nawet do szerzenia zarazy: „przywódcy tłumów uciekają się do twierdzenia, powtarzania i zarazy. Każde twierdzenie tak przenika do umysłów, że w końcu zostaje uznane za dowiedzioną prawdę”. W rezultacie społeczeństwo jest poddane swoistej „kwarantannie na opak”: „w kwarantannach chorzy zostają odosobnieni, ażeby zapobiec szerzeniu się zarazy. W tej kwarantannie spędza się ich i trzyma razem pod głośnikami, ażeby nikt się nie ustrzegł zalecanego mikrobu” (K. Wyka – „Życie na niby”, 1984, s. 54).

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Ukraina: kolejny cud i apel Instytutu Zamenhofa

Wszystko wskazuje na to, że bohaterowie z Wyspy Węży, nazwanej „ukraińskimi Termopilami”, jednak żyją. Poddali się Rosjanom, trafili do niewoli i są bezpieczni.

Podobne niespodzianki zdarzały się i w Jugosławii zaatakowanej przez NATO – podobno wyłącznie „sojusz obronny”! Dziennikarz, który w 1993 r. usiłował sprawdzić jedną z licznych informacji o masowych gwałtach popełnianych przez Serbów i w tym celu udał się do Tuzli (pisano, iż jest tam ok. 4 tys. ofiar gwałtów), gdy był 20 km od miasta słyszał, że jest ich 400, gdy odległość wynosiła już tylko 10 km – ich liczba spadła do 40, a w mieście zdołał odnaleźć tylko 4 takie ofiary. (K. Bittermann, red. Serbien muss sterbien, Berlin 1994, s. 48-49).

W tamtej wojnie media odegrały więc wyjątkowo nikczemną rolę, służyły dezinformacji, a nie informacji, wywierały nacisk na rządy wielu krajów, a licznych dziennikarzy należałoby nazwać po prostu podżegaczami wojennymi. Szczególnie zaznaczyła się rola agencji Ruder Finn, która za 17 mln dol. USA rocznie została wynajęta przez Chorwację, Bośnię i Albańczyków z Kosowa. Jej przekaz, nagłaśniany przez CNN, zwaną „tubą Pentagonu”, kreował skrajnie niekorzystny wizerunek Serbów i wybielał Chorwatów, Bośniaków oraz muzułmanów, którzy również dopuszczali się zbrodni wojennych.

„Prawdy należy szukać drogą porównywania tekstów” – pisał Galileusz do Keplera. Ale jak to robić dziś, gdy wolny świat zachodni odcina swoim obywatelom możliwość samodzielnego oceniania faktów podawanych przez należące do różnych stron media. Do takiej totalnej cenzury, ograniczania pluralizmu i wolności słowa nawołują te same środowiska, które jeszcze niedawno – gdy decydowały się losy „ustawy tvn”- były zdecydowanie „za” pluralizmem, wolnością słowa i „przeciw” cenzurze.

Wczoraj Instytut Zamenhofa, think-tank medialny powstały w 2020 r. i działający na rzecz „lepszych mediów, komunikacji społecznej i dostępu do… ble-ble-ble” ogłosił apel w sprawie rosyjskiej dezinformacji. Sygnatariusze apelu („Gazeta Wyborcza”, Interia, „Newsweek” ale też „Sieci” czy „Tygodnik Solidarność”) domagają się ni mniej ni więcej tylko blokowania mediów, ograniczania komunikacji i dostępu do… Wszystko w imię wolności słowa (ale dla niektórych) oraz pluralizmu (pod warunkiem, że będzie on idealnym unisono). Ten haniebny apel można poprzeć pisząc na adres:

apel@zamenhof.pl

Ale można też użyć tego adresu, by w imię wolności obywatelskich sprzeciwić się takiemu wezwaniu.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Ukraina: cuda niewidy

Odcięcie dostępu do rosyjskich kanałów telewizyjnych przynosi efekty. Zamiast putinowskiej propagandy widzowie w Polsce mogą teraz oglądać migawki o tym, jak to ukraińscy rolnicy holują ruski pojazd bojowy doczepiony do ich traktora.

https://youtu.be/6zLpA72THuA

Tylko że koła pojazdów i gąsienice się nie obracają, a drzewa – choć to słoneczny dzień – nie rzucają cienia…

Jeszcze nie takie cuda zobaczymy. Tak to jest, gdy w mediach zapanuje monopol.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Co na to eksperci medyczni?

Jak to dobrze, że już jakiś czas temu znikli z mediów eksperci medyczni. Z pewnością byliby zbulwersowani tym, co się teraz dzieje: z zagranicy przybywają masowo do Polski osoby i nikt nie sprawdza, czy są zaszczepione. Nie są też poddawane testom. Zniesiono nawet dla nich obowiązek kwarantanny, a na dworcach i w punktach przyjęć o dystansie nie ma mowy i mało kto nosi maseczkę.

Ale ponieważ eksperci medyczni przestali się wypowiadać w mediach, to już nikt nie będzie obwiniał niezaszczepionych przybyłych, że roznoszą wirusa i nieprawidłowo zakładają maseczki. I nikt nie będzie ich piętnował za to, że blokują łóżka w szpitalach ani sugerował, by odmówić im leczenia.

Nigdy nie powinno się tak mówić, zwłaszcza jeśli jest się lekarzem. Ale eksperci tak mówili. A teraz pochowali się i siedzą cicho.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Maria Peszek i jej „Sorry, Polsko” po latach

Równo 10 lat temu Maria Peszek śpiewała: „nie oddałabym ci, Polsko, ani jednej kropli krwi, z karabinem nie biegałabym, nie każ mi walczyć, ginąć, nie warto umierać za ojczyznę”. Tę deklarację nagłaśniały media („Gazeta Wyborcza”) i artyści-celebryci szydzący z bohaterszczyzny i „świętej miłości kochanej Ojczyzny”.

Dziś wszyscy jednogłośnie popierają tych, którzy na Ukrainie chwytają za broń, walczą za swoją ojczyznę i giną. „Gazeta Wyborcza” – zamiast zachęcać artystów do zaintonowania nowej wersji przeboju Peszek: „Sorry, Ukraino” – relacjonuje, jak to Poroszenko patroluje ulice Kijowa z bronią w ręku, sam przeciw kolumnie rosyjskich wozów, zaś „OKO.press” nazywa Wyspę Węży „ukraińskimi Termopilami”.

Jasne. Słodko i zaszczytnie jest umierać za ojczyznę, pod warunkiem, że nie jest to Polska.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Czym się różni „demokracja ludowa” od „demokracji liberalnej”?

Komuniści zagłuszali Radio Wola Europa i Głos Ameryki – taka była „demokracja ludowa”. Teraz KRRiT wyłączyła rosyjskie kanały telewizyjne (choć wydawałoby się, że Krajowa Rada jest od zarządzania krajowymi programami, a nie od tego, by odcinać obywatelom dostęp do stacji zagranicznych) – tak właśnie prezentuje się „demokracja liberalna”.

Przestano też nadawać w telewizji publicznej jakieś rosyjskie seriale o kozackiej miłości i stepie. Czyżby i tam dopatrzono się putinowskiej propagandy?

Tylko patrzeć, a w Polsce zabronią słuchania Czajkowskiego, a z bibliotek usuną powieści Lwa Tołstoja.

Odpowiedź na tytułowe pytanie brzmi zatem: niczym się nie różnią.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

KRRiT – zupełnie jak w Chinach

Czy to jeszcze Polska, czy już Chiny, a może nawet Korea Północna? Dziś w godzinach popołudniowych KRRiT zawiesiła odbiór rosyjskich kanałów telewizyjnych. A podobno misją KRRiT jest „zabezpieczanie wolności słowa, prawa do informacji…” i instytucja ta działa „w roli rzecznika odbiorców i użytkowników usług medialnych…”. Słoń za ogon bujany w butelce!

Teraz pora na wyłączenie internetu.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Skromna propozycja dr. Samuela Nowaka

Kilka dni temu dr Samuel Jonatan Nowak z UJ napisał: „Płód nie jest człowiekiem, więc who cares? Mogą nawet robić z płodów farsz do pierożków, co za różnica?”.

A w 1729 r. Jonathan Swift zaproponował dla Irlandii nową politykę rodzinną, polegającą na hodowaniu niemowląt z przeznaczeniem na stoły bogatych Anglików i w duchu modnego wówczas utylitaryzmu pisał tak: „młodziutkie i zdrowe, dobrze odżywione roczne dziecko jest smakowitym i nader pożywnym pokarmem, zarówno duszone w jarzynach jak i pieczone, smażone czy gotowane. Osobiście doradzam, aby dzieci kupować jeszcze żywe i przyprawiać świeżo spod noża, jak to się zwykło czynić z prosiętami”.

Doktor Nowak napisał to, co napisał, na własnym koncie Twittera i w rezultacie poniesie teraz konsekwencje służbowe. Swift był ostrożniejszy, bo swoją „Skromną propozycję” opublikował anonimowo.

Co łączy obie te propozycje poza tym, że mimo kulinarnego kontekstu są po prostu niesmaczne, drastyczne i naruszają elementarne uczucia moralne oraz kulturowe tabu?

Na temat „A Modest Proposal” pisze się, że to satyra, doprowadzona do absurdu parabola, której sarkazm miał zwracać uwagę na to, że Irlandia jest ofiarą kanibalizmu społecznego, jakiego dopuszcza się na niej Anglia. A więc cel jak najbardziej szlachetny.

W przypadku wypowiedzi dr. Nowaka mówi się o „kanibalewicy” (tak jakby nikt nie pamiętał słynnego tekstu Levi-Straussa „Wszyscy jesteśmy kanibalami” – swoją kontrowersyjną opinię antropolog uzasadniał tym, że przecież przeszczepy organów, transfuzje krwi, preparaty z hormonów i szczepionki z substancji mózgowej to też kanibalizm, tyle że realizowany inną drogą niż pokarmowa).

Co gorsza, słowa dr Nowaka bierze się absolutnie na serio, tak jakby nie istniały sposoby mówienia „zawieszone” (teoria etiolacji J. Austina), quasi-sądy (Ingardena), akty mowy fikcjonalne (literatura), hipotetyczne (światy możliwe Leibniza), wypowiedzi pośrednie (żarty, ironia), zmediatyzowane (bez referencji), zależne od ram modalnych (Arystoteles) lub kulturowo określonych „gatunków mowy” (A. Wierzbicka), przypuszczenia i tezy zawieszone (jeśli – to) itd. We wszystkich tych przypadkach w żadnym razie nie można stawiać znaku równości między autorem a podmiotem wypowiedzi (narrator, podmiot liryczny, aktor na scenie, naukowiec rozważający różne możliwości, osoba odwołująca się do konwencji kulturowej – przekleństwa żydowskie, „tuzin” amerykańskich afroamerykanów). I właśnie w takich przypadkach intencją osoby formułującej jakąś kontrowersyjną opinię może być prowokacja moralna lub intelektualna – zwrócenie uwagi na ostateczne konsekwencje pewnych ogólnie uznawanych zasad czy praktyk (jak utylitaryzm, racjonalna kalkulacja, postęp medycyny), pokazanie związanych z nimi ograniczeń czy szkodliwości, a nie ich propagowanie.

Nawet jeśli taka ewentualność nie postała w myśli dr Nowaka z UJ, to powinna zaświtać w głowach tych, co go oskarżają, a zwłaszcza tych, którzy będą decydować o jego zawodowych losach. W przeciwnym razie trzeba będzie przyznać rację tym, którzy twierdzą, że polskie uczelnie to hodowla troglodytów, której skutki są widoczne nie tylko w poziomie intelektualnym akademików, ale i w jakości debaty publicznej.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Republika Chełm?

W Salonie24 Pinkpanther II opublikował pod datą 22.II.22 tekst: „Masowa migracja z Ukrainy – cel Republika Chełm?”

Tekst otwierają mapki zamieszczone w sieci w 2012 r. i przedstawiające opracowany przez specjalistów wywiadu kształt polityczny Europy w 2035 r. Na jednej z tych mapek widać wprawdzie Polskę, ale w bardzo okrojonym kształcie: Ziemie Zachodnie włączone są tu ponownie do Niemiec, Warmia i Mazury to „Wschodnie Prusy”, a zamiast części woj. lubelskiego i podkarpackiego pojawia się nowy twór zwany „Chełm”. Równocześnie Ukraina w swoim przyszłym kształcie rozpada się na Ukrainę i Galicję, czyli teren zamieszkały głownie przez ludność ukraińską.

Autor zadaje więc pytanie, czy zapowiadane przez rząd plany ewentualnego przyjęcia od miliona do kilku milionów Ukraińców to krok w kierunku utworzenia takiego „Chełma”?

Jeśli tak, oznaczałoby to, że polski sprzeciw wobec podziału Ukrainy i akceptacja masowej migracji Ukraińców oznacza zarazem zgodę na podział Polski.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Ukraina jak Jugosławia?

I tak, i nie. Zależy, kogo słuchać.

Kiedy w marcu 1999 samoloty NATO rozpoczęły bombardowanie Jugosławii (co było pogwałceniem zasad NATO oraz prawa międzynarodowego i stanowiło jedną z czterech tzw. zbrodni norymberskich – zbrodnię przeciw pokojowi, jak pisze M. Waldenberg – „Rozbicie Jugosławii”, 2005, s. 26), zachodnie media nazywały to niezbędną interwencją w obronie prawa małych narodów do samostanowienia. Rozpętano wtedy kłamliwą propagandę (bo prawda była zupełnie inna – s. 35), która o wszelkie zbrodnie obwiniała Serbów, nazywanych w dodatku „nazistami”, a skutkiem tej agresji było rozbicie Jugosławii zwanej „więzieniem narodów”, chociaż polityka narodowościowa Jugosławii była jedną z najbardziej liberalnych w Europie i odpowiadała wszelkim standardom demokratycznym (s. 53).

Kiedy teraz Putin mówi, że władze Ukrainy to „faszyści i banderowcy” (a w tym przypadku może coś jest na rzeczy, skoro w grudniu 2021 r. podczas głosowania w ONZ to właśnie Ukraina i USA nie potępiły nazizmu i neonazizmu!) i decyduje się uznać autonomię republiki Donieckiej i Ługańskiej, zachodnia propaganda zarzuca mu manipulację i nazywa takie działania naruszaniem integralności terytorialnej Ukrainy.

Gdy wojnę w Kosowie wygrali kosowscy Albańczycy (Armia Wyzwolenia Kosowa posuwająca się do działań wybitnie terrorystycznych), większość państw UE i NATO uznała niepodległość nowego państewka. Polska oczywiście również.

Gdy dziś separatyści w Doniecku i Ługańsku zmierzają do tego samego, Zachód mówi o „samozwańczych republikach” i nie widzi w tym walki o suwerenność, ale wyraz imperialnych zapędów Rosji, zaś Polska jest w pierwszym szeregu tych, co są przeciw samostanowieniu republik i domaga się integralności Ukrainy.

Rozbicie Jugosławii było OK, bo służyło interesom Zachodu, a zwłaszcza USA i osłabiało Rosję. Rozbijanie Ukrainy nie jest OK, bo służy interesom Rosji. Czyli wszystko zgodnie z powiedzeniem: kiedy dwóch robi to samo, to nie jest to samo.

Pozostaje tylko pytanie o interes Polski.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Kanadyjskie standardy

W Ottawie policja konna tratuje demonstrantów, w tym – kobiety. Za udział w demonstracji będą też kary: 5 tys. dolarów, drugie tyle – za przyprowadzenie dziecka na demonstrację. A poza tym przewiduje się konfiskatę pieniędzy, pojazdów, kanistrów z benzyną, a choćby i bez, utratę ubezpieczenia na pojazd, licencji pracownika transportu itd. Jest też sankcja dla miłośników zwierząt: od właściciela z dodatnim wynikiem testu pupile będą zabierane i uśmiercane.

Skoro tak poczynają sobie władze demokratycznego państwa, już nikt nie będzie mógł porównywać mniej lub bardziej stanowczych działań sił porządkowych ze standardami państw trzeciego świata albo Białorusi pod rządami Łukaszenki.

Muszą to wziąć pod uwagę obywatele RP, obrońcy Konstytucji, ekologowie, zwolennicy LGBT, tudzież babcia Kasia oraz inne matrony, którym na stare lata marzą się młodzieńcze wybryki i pewnie niedługo, bo 8 marca znów wylegną na ulice, przywdziawszy tęczowe barwy i symbole błyskawicy. Na pewno wszyscy oni powinni zostać potraktowani tak, jak to jest praktykowane w krajach nowoczesnej liberalnej demokracji. Bo o to przecież walczą.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Maksyma Katarzyny Wielkiej

„Nie mam innej metody na obronę moich granic, jak tylko rozszerzanie ich” – mawiała Caryca Katarzyna. Dziś pewnie tę samą maksymę powtarza za Imperatorową Prezydent Putin. I nie jest to wcale dowód na trwałość imperialnych zakusów Rosji, ale jasno sformułowana, odwieczna zasada polityki.

Żartobliwie, ale trafnie ujął tę zasadę Karel Capek w jednym ze swoich apokryfów, w którym Aleksander Wielki tak tłumaczył swoje kolejne kroki swemu mistrzowi, Arystotelesowi: „Trzeźwo myśląc, musi się stwierdzić, że nasza dopiero co połączona z Grecją Macedonia była wtedy od północy stale zagrożona przez tych barbarzyńskich Traków. Po prostu trzeba było podbić Trację, aby na wypadek greckiej zdrady Macedonia miała osłoniętą flankę. Była to czysta polityczna konieczność.

Wskutek zdobycia Tracji zmieniła się nasza sytuacja; zawładnęliśmy całym zachodnim wybrzeżem Morza Egejskiego aż po Bosfor, naszemu panowaniu na Morzu Egejskim zagrażała jednak perska potęga morska. Wcześniej czy później musiało między nami a Persją dojść do walki o Morze Egejskie i wolną żeglugę cieśninami pontyjskimi. Zająłem więc całą Bitynię, Frygię i Kapadocję, splądrowałem Cylicję i zatrzymałem się aż w Tarsie. Azja Mniejsza była nasza.

Wszakże ze zdobyciem Azji Mniejszej powstała nowa sytuacja: nasze nowe wybrzeże mogłoby zostać zagrożone od południa, to jest przez Fenicję lub Egipt. Było więc rzeczą nieuniknioną obsadzić brzegi Tyru i opanować Egipt. Staliśmy się przez to panami całego przymorza, ale równocześnie wyłoniło się nowe niebezpieczeństwo, mianowicie Dariusz. Musiałem więc za wszelką ceną rozbić Dariusza.

Udało się nam to pod Gaugamelą; wpadły nam w ręce Babilon i Suza, Persepolis i Pasargada. W ten sposób opanowaliśmy Zatokę Perską, aby jednak uchronić tę nową posiadłość przed możliwymi najazdami z północy, trzeba było wyprawić się w góry przeciw Medom i Hyrkanom. Teraz nasze terytorium sięgało od Morza Kaspijskiego aż po Zatokę Perską. Ale było otwarte na wschodzie.

Wyprawiłem się więc z moimi Macedończykami do krajów Arii i Drangiany, spustoszyłem Gedrozję i pokonałem Arachozję, po czym zwycięsko obsadziłem Baktrię. Żeby to wojskowe zwycięstwo przypieczętować trwałym związkiem, pojąłem za żonę księżniczkę baktryjską, Roksanę. Była to zwykła polityczna konieczność. W tym czasie przygotowywałem już wyprawę wojenną do Indii.

Gedrozja i Arachozja są bowiem otoczone wysokimi górami niby wałem obronnym, ale aby były wałem niezdobytym, potrzebują przedpola, z którego można by przedsiębrać wypady albo cofać się w jego obręb. Tym strategicznym przedpolem są Indie aż po rzekę Indus – chciałem dojść aż do Zatoki Bengalskiej, żeby uzyskać dla Macedonii naturalne granice od wschodu…”.

I tak od wieków toczą się dzieje. A kto tego nie rozumie lub się przed tym wzdraga, skazuje swój kraj na to, by był tylko mierzwą historii, na której inni wzniosą swoją potęgę – państwa, imperia, kultury oraz cywilizacje opisywane i podziwiane przez potomnych. Niestety, Polakom – jak się kiedyś wyraził  bodaj prof. Samsonowicz – w XVII w. usunięto gen państwowości i zmysł politycznego myślenia. Czego skutki widać do dziś.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Etykieta korporacyjna a dziedzictwo pańszczyzny

Na załączonym obrazku – wskazania, jak należy zachowywać się wobec „Koreańskich przełożonych”. Nietrudno zauważyć, że zarówno te wskazania, jak i użyta ortografia („Koreańskich” z dużej zamiast z małej litery) odbiegają od polskich norm.

Niewykluczone jednak, że wielowiekowe dziedzictwo pańszczyzny, o którym ostatnio tak chętnie rozpisują się historycy, pokazując trwałość wdrożonych dawno temu postaw i mentalności, pozwoli łatwo podporządkować się wymaganiom nowych panów. Załączony obrazek jest pierwszym tego dowodem.

Opublikowano Uncategorized | 1 komentarz

Siły porządkowe dawniej i dziś

Siły porządkowe w demokratycznych krajach Zachodu poczynają sobie coraz brutalniej z protestującymi. Od kilku lat widać to zwłaszcza we Francji, gdzie policja tłumiła wystąpienia Żółtych Kamizelek, a teraz zajmuje się przeciwnikami restrykcji covidowych. Ostatnio w Paryżu spacyfikowano siedmiotysięczną demonstrację wolności: jej zwolennikom, którzy w samochodach włączali klaksony, policja wybijała szyby, po czym wyciągała kierowców na ulicę i pałowała.

A przecież Francja zna inne sposoby postępowania z protestującymi. Jak pisze Chamfort („Charaktery i anegdoty”), kiedy pewnego razu lud, przywiedziony do rozpaczy zwyżkami cen zboża, zaczął się buntować, „kompania muszkieterów otrzymała rozkaz uśmierzenia rozruchów, a dowódca jaj, pan d’Avejan, otrzymał rozkaz, aby strzelać do motłochu – tym mianem określono lud francuski. Zacnemu człowiekowi przykro było strzelać do współobywateli i oto jak przystąpił do swego zadania. Kazał poczynić wszystkie przygotowania do salwy z muszkietów, po czym – zanim dał komendę – wyszedł naprzeciw tłumu, trzymając kapelusz w jednej ręce, a rozkaz w drugiej. ‚Panowie – rzekł – rozkazy moje każą mi strzelać do motłochu. Proszę więc wszystkich zacnych ludzi, aby się usunęli, zanim każę dać ognia’. Wszystko pierzchło i znikło”.

No tak, ale były to czasy ancien regime’u, kraj był wtedy rządzony przez absolutnego monarchę, i nikomu jeszcze nie śniły się prawa człowieka i obywatela. Można było liczyć co najwyżej na galanterię stróży prawa. Nie to, co teraz, kiedy żyjemy w wolnych społeczeństwach i mamy zagwarantowane wszelkie swobody obywatelskie. Za to z całą pewnością dzisiejszym funkcjonariuszom sił porządkowych dawna kurtuazja jest całkowicie obca.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

(Selektywna) wolność przekonań

Zmuszanie do zmiany poglądów religijnych czy politycznych (zwłaszcza z użyciem tortur, przymusu czy choćby jakichś sankcji) od dawna uchodzi za niedopuszczalne.

Ostatnio niektóre rządy, np. w Kanadzie, wprowadziły prawo przewidujące 5 lat więzienia za nakłanianie do zmiany orientacji seksualnej, czyli poglądów na temat własnej płci.

W innych krajach ograniczana jest wolność słowa użyta w celu przekonywania kobiety, by zrezygnowała z aborcji. A przecież, jak pisał G. Orwell, „jeśli wolność słowa w ogóle coś oznacza, to oznacza prawo do mówienia ludziom tego, czego nie chcą słyszeć”.

Ale przymuszanie obywateli do szczepień, a więc do zmiany przekonań na temat niezbędności, skuteczności czy bezpieczeństwa przyjmowania preparatów zwanych szczepionkami, stało się nagminną praktyką wielu liberalnych demokracji Zachodu.

Tymczasem zmiana przekonań na dowolną kwestię to nie taka prosta sprawa i na pewno nie zależy od czyjegoś widzi mi się, nie jest też sprawą zwykłej zachcianki, chwilowego kaprysu czy przemijającego gustu. „Czyż nad swoimi poglądami, jeśli tylko są to poglądy rzeczywiste, człowiek ma większą kontrolę niż nad kolorem swojej karnacji? – zapytywał Hume – I czyż nie jest tak, że i w jednym i w drugim wypadku siłą oraz strachem możemy go zmusić najwyżej do zamaskowania i ukrycia prawdy?” („Eseje”, s. 56).

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Niebezpieczna logika

Jeżeli ktoś nie poddał się szczepieniu, w przypadku zachorowania na covid powinien płacić za leczenie – takie sugestie często pojawiały się w publicznej debacie. Bo przecież byłoby niesprawiedliwe, gdyby tak egoistyczny i lekkomyślny osobnik mógł liczyć na takie samo traktowanie, co subordynowany i odpowiedzialny obywatel – tłumaczono.

Ba, sugerowano, że również lekarze powinni rozważyć, czy komuś takiemu w ogóle udzielać pomocy, a jeśli tak, to chyba nie w pierwszej kolejności. Podczas któregoś z programów przypierany do muru przez red. Gozdyrę dr B. Fiałek, całkiem na poważnie zaczął zastanawiać się nad tą kwestią. Tak jakby powinnością lekarza nie było pomaganie każdemu, kto tego potrzebuje i przede wszystkim temu, czyje życie jest najbardziej zagrożone. Nawet jeśli to wróg, bandyta albo i niezaszczepiony. Komu zależało na podawaniu w wątpliwość tej kardynalnej zasady etyki lekarskiej?

Ale skoro już uruchomiono taką logikę, to łatwo przewidzieć kolejne propozycje:

– jeśli jesteś palaczem, nie licz, że będziesz za darmo leczony na raka płuc

– wybrałaś się w szpilkach na Giewont i skręciłaś nogę, to albo płać, albo dogorywaj u podnóża Tatr

– wyszedłeś z domu mimo ostrzeżeń RCB, więc miej do siebie pretensje, jeśli coś spadnie ci na głowę.

I tak dalej.

Niewykluczone też, że za jakiś czas, gdy pojawią się poważne powikłania i choroby, spowodowane przyjęciem preparatu Pfizera, Moderny lub AZ, osoby zaszczepione usłyszą: leczcie się same i nie blokujcie łóżek w szpitalach; przecież szczepienie nie było obowiązkowe i potwierdziliście własnym podpisem, że bierzecie za to odpowiedzialność…

Raz uruchomione myślenie trudno zatrzymać, więc warto zawczasu przewidzieć konsekwencje.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Pornografia cierpienia w polskich mediach

Jak pisze Lech Nijakowski („Pornografia. Historia, znaczenie, gatunki” 2010, s. 195) pornografią można nazwać każde nasycone emocją podglądanie intymnych sfer i zjawisk życia prywatnego innych ludzi. A więc może być nie tylko pornografia płci (skoncentrowana na seksie), ale też cierpienia czy śmierci. Perwersja każdej pornografii polega zatem na satysfakcji (emocjonalnej, poznawczej, estetycznej) tego, kto podgląda – właściwie każde spojrzenie jest pornografią, pisała Susan Sontag – bądź zapoznaje się z opisami i relacjami czyichś intensywnych doznań (rozkoszy lub bólu, prokreacji bądź konania). W każdym takim przypadku chodzi bowiem o to, że ważna staje się nie osoba, ale jej ciało – organy płciowe lub inne, doświadczające ekstremalnej rozkoszy albo cierpienia (G. Gorer).

Tak właśnie rozumiana pornografia cierpienia stała się ostatnio ulubionym gatunkiem dziennikarskim w mediach, zwł. w PolsatNews. Rekonwalescenci, a więc ci, którzy „wygrali walkę z covidem”, proszeni są o dokładne relacje o swoich przeżyciach, im bardziej drastycznych, tym lepiej. Opowiadają więc o tym, jak „walczyli o każdy oddech”, jakie uczucia nimi targały, jakie tragedie widzieli wokół siebie, kogo z najbliższych stracili. Nie brak też w takich opowieściach tendencyjnego morału: jeśli byli niezaszczepieni, wymusza się na nich, by pokajali się, złożyli samokrytykę i gorliwie namawiali innych do przyjęcia szczepionki. Często dziennikarz podtyka mikrofon nawet ciężko choremu, który na szpitalnym łóżku z trudem łapie oddech, byle tylko powiedział to, co powinien powiedzieć.

W rezultacie odbiorca otrzymuje widowisko haniebne i odrażające moralnie. Zarazem jest to forma presji odwołującej się do zastraszenia i ewidentnej groźby (zobacz, co czeka tego, kto się nie zaszczepi), a zatem niewiele różni się od sytuacji, gdy wymuszano pożądane zachowanie pokazując torturowanych ludzi lub demonstrując narzędzia kaźni. W książce „Przemoc i pornografia jako przynęty medialne” (2006) Bogusław Sułkowski stawiał tezę, iż tego rodzaju elementy mają przyciągać uwagę odbiorców, bo – w domyśle – taka jest ludzka natura. Bo człowiek zawsze był i jest zafascynowany cudzą rozkoszą lub bólem, łaknie widoku cudzej krwi, chce obserwować czyjeś doznania wymykające się świadomej kontroli, kiedy to ciało i jego fizjologia bierze górę nad wolną wolą.

Ale czasami można odnieść wrażenie, że niekoniecznie tacy są odbiorcy mediów. Może raczej chodzi tu o wyobrażenie, jakie na temat swoich odbiorców mają określone media, a wówczas płynący z nich przekaz byłby bardziej projekcją patologicznych skłonności dziennikarzy niż prawdziwym obrazem społeczeństwa, do którego adresowane są takie programy. Tylko, co to ma wspólnego z misją mediów i etyką dziennikarską?

Opublikowano Uncategorized | 2 Komentarze

Gwiazdy pandemii

Komentarz pod wczorajszym wpisem podnosi kwestię bardzo istotną. Pokazuje bowiem, jak łatwo w życiu publicznym kreować pozorne autorytety, które nikną, gdy tylko poddać je weryfikacji na podstawie ogólnie przyjętych kryteriów.

Od wielu lat wpaja się polskim naukowcom przekonanie, że o ich wartości decydują publikacje (najlepiej w w wysoko punktowanych czasopismach zagranicznych), IF tych czasopism, poziom cytowań, realizacja uznanych w świecie badań, dokonane odkrycia i pozyskane patenty, międzynarodowe nagrody.

Wystarczyło więc powiedzieć: „Sprawdzam!” (co zrobił wczoraj Szanowny Komentator), by obnażyć faktyczny poziom naukowy ekspertów z byłej już Rady Medycznej. Średnia wyprowadzona z ich dokonań publikacyjnych nie pozwoliłaby im zaliczyć okresowej oceny pracownika w instytucie przeciętnej rangi albo skazałaby ten instytut na fatalny wynik w parametryzacji i degradację do gorszej kategorii. O jakichś ważnych odkryciach, jakich mieliby dokonać b. eksperci przy Premierze czy otrzymanych patentach – też było głucho. I raczej na pewno żaden z nich nie został uhonorowany Nagrodą Nobla.

Niemniej, przez kilkanaście miesięcy chodzili w glorii „najlepszych specjalistów”, co pozwalało im błyszczeć w mediach, terroryzować całe społeczeństwo i prześladować tych ze swego środowiska, którzy ośmielili się mieć inne zdanie.

To żałosne widowisko już dobiegło końca, ale nie miejmy złudzeń – po nim będą kolejne, może jeszcze bardziej żenujące spektakle na scenie życia publicznego, skutkujące dalszym obniżeniem poziomu debaty i zarazem autorytetu samej nauki.

Opublikowano Uncategorized | 3 Komentarze

Covid – eksperckie konstruowanie rzeczywistości

Wystarczyła rezygnacja kilkunastu członków Rady Medycznej ds. covid i powołanie nowego ciała, a już widać tego skutki:
– chociaż miał rozprzestrzeniać się super-zakaźny wariant omikron, rząd znosi wiele obostrzeń,
– chociaż zapowiadano po 800 tys. nowych przypadków każdego dnia, o ile natychmiast wszyscy nie nie zaszczepią (jak prognozowało centrum modelowania matematycznego przy UW), krzywa zachorowań raczej się wypłaszcza; może właśnie dlatego, że ta rozsądniejsza część społeczeństwa się nie zaszczepiła!
– chociaż przewidywano nawet milion pacjentów w szpitalach (prof. Horban i jego słynna już przepowiednia: „nadciąga tsunami”), podejmuje się decyzje o przywracaniu łóżek cowidowych do „normalnego leczenia”.

Czy trzeba lepszego dowodu na słuszność tezy, iż rzeczywistość społeczna jest społecznie konstruowana? A więc wystarczy zmienić konstruktorów, przyjąć nowe założenia i wyartykułować inną narrację, by świat zaczął wyglądać zupełnie inaczej. To znaczy (prawie) tak jak kiedyś, czyli normalniej.

A wszyscy niegdysiejsi eksperci, specjaliści od modeli matematycznych i członkowie zespołu PAN ds. covid mogą sobie swoje stanowiska, symulacje i prognozy … oprawić w ramki i powiesić nad biurkiem. Ku przestrodze. I na jakiś czas zniknąć z przestrzeni publicznej, bo skompromitowali się już wystarczająco.

Opublikowano Uncategorized | 1 komentarz

Narracje covidowe i post-covidowe

Działania wielu krajów i polityka informacyjna mediów coraz częściej zdaje się przechodzić od etapu „covidowego” do „post-covidowego”. Znaczy to, że zamiast bezkrytycznych zachwytów nad preparatami zwanymi szczepionkami i usilnego namawiania, by je stosować, zaczynają pojawiać się informacje sygnalizujące zdecydowaną zmianę nastawienia. Zaczyna się więc rozważać negatywne skutki prowadzonych od ponad dwu lat działań.

I tak w USA przed komisją parlamentarną pod kierunkiem senatora Rona Johnsona lekarze wojskowi przedstawili dane mówiące o tym, że szczepienia spowodowały wzrost liczby zakrzepic o 1170% (w stosunku do wcześniejszych 5 lat), wzrost liczby zaburzeń neurologicznych o 1000%, duszności – o 900%, HIV – o 590%, bezpłodności kobiecej – o 470%, męskiej – o 340%, zatorów płuc – o 470%, zawałów serca – o 390%, raka – o 300%, poronień – o 300%.

Z kolei w Izraelu (najlepiej chyba wyszczepionym kraju świata) łagodny –
jak wszyscy przyznają – wariant omikron spowodował rekordowy wzrost zakażeń i hospitalizacji. Dramatyczny skok zachorowań, i to ciężkich, bo wymagających leczenia w szpitalu, przedstawia się na wykresach jako prosta szybująca pionowo i bardzo wysoko w górę. A oznacza to, że masowo zarażają siebie i innych właśnie osoby wielokrotnie zaszczepione!

Porównywalna z tym obrazem graficznym jest tylko linia pokazująca (np. na stronach WHO) radykalny spadek zachorowań na covid w takich krajach, jak Indie, Japonia czy Indonezja, gdzie zrezygnowano z masowych szczepień, ale za to zaczęto leczyć ivermektyną.

Tymczasem w Polsce wciąż obowiązuje narracja covidowa, czego najlepszym wyrazem jest kolejne (nr 29. z dnia 7 lutego) stanowisko Zespołu ds. Covid-19 przy Prezesie PAN. Powtarza ono te same fake newsy, że preparaty Pfizera i innych koncernów to „najlepiej zbadane szczepionki w historii medycyny”, że nagminne lekceważenie zasady DDMW (W – to wietrzenie) sprzyja rozwojowi pandemii (kiedy coś takiego min. Kraska zarzucił lekarzom – w kwietniu 2020 r. – to Naczelna Izba Lekarska zareagowała oburzeniem!), a „niski poziom zaszczepienia społeczeństwa szkodzi gospodarce”. A więc? Więc – zdaniem szanownego grona naukowców skupionych przy Prezesie Duszyńskim – należy aplikować ludziom trzecią, czwartą i następną dawkę tego czegoś, o czym mówi się już powszechnie, że daje coraz mniejszą odporność, za to może skutkować obniżeniem odporności naturalnej, co będzie miało opłakane skutki dla globalnej populacji, systemu ochrony zdrowia, no i gospodarki.

Przy takim poziomie intelektualnym, jaki reprezentują uczeni mężowie i białogłowy z PAN, nieprędko dokona się w Polsce przejście z etapu narracji covidowej na post-covidową. A jeśli się już dokona, to pewnie znowu będzie to produkt importowany, czyli efekt imitacji i dowód peryferyjnego zapóźnienia.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Kto chce umierać za Kijów?

Na pewno nie Niemcy, którzy zadeklarowali jedynie wysłanie 5 tys. hełmów. Tak właśnie potraktowali Ukraińców, którzy w czasie II wojny światowej wspierali ich do tego stopnia, że utworzono nawet specjalne formacje (SS Galizien, oddziały Własowa), a do innych (np. Dirlewangera) także przyjmowano wielu ukraińskich ochotników. Ci zaś podczas likwidacji Powstania Warszawskiego i zagłady Woli dali się poznać jako „ucieleśnienie zła” i „najdziksze narzędzie terroru” (jak to określała prasa powstańcza).

Za to gotowa do walki o wolną Ukrainę – i to do ostatniej kropli krwi (oczywiście, nie własnej) – jest w swej zdecydowanej większości polska klasa polityczna. Opłacani z pieniędzy polskich podatników posłowie, członkowie polskiego rządu, Premier, a nawet Prezydent stali się ambasadorami Ukrainy na całym świecie – od USA do Chin – i przepełnia ich duma, gdy tylko Kijów nazwie ich przyjaciółmi i pochwali. Nie liczy się już ani przeszłość, ani to, że od kilku miesięcy Ukraina blokuje Nowy Szlak Jedwabny, przez co Polska ponosi miliardowe straty, ani nawet to, że polskiego ministra spraw zagranicznych podczas niedawnej wizyty na Ukrainie przywitały symbole banderowskie.

Starania dyplomatyczne to nie wszystko. Ukrainie „przekazywana” jest broń (ciekawe, za ile? czyżby gratis?), a nawet „dostarczana” na miejsce (na czyj koszt?). W dodatku – jak mówią media – jest to „najnowocześniejszy polski sprzęt”. Oczywiście, bo na kilkudziesięcioletni, zawodny i często niesprawny sprzęt z amerykańskiego demobilu zasługują tylko polscy żołnierze. Na poczekaniu wymyślono nawet super-inteligentną broń w postaci „amunicji defensywnej”. Zapewne każdy taki pocisk będzie miał zdolność bezbłędnej oceny sytuacji na polu bitwy, a także intencji strzelca. Ciekawe tylko, czy po wydobyciu go z ciała rosyjskiego żołnierza w jakikolwiek sposób uda się potwierdzić, że był używany wyłącznie w celu defensywnym. Bo jeśli nie, to biada Polsce!

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

System boloński, socjologia, socjologowie

Wczoraj podczas seminarium sekcji socjologii nauki PTS dr hab. Dominik Antonowicz i dr Krzysztof Wasielewski z UMK przedstawili wyniki swoich badań nad konsekwencjami systemu bolońskiego dla kształcenia w zakresie socjologii.

Niestety, biurokratyczne myślenie o edukacji wyższej, nakierowane na standaryzację wymagań, policzalność wyników i adaptację absolwentów do rynku pracy nie przysłużyło się dobrze dyscyplinie. Poddane analizie wzory mobilności między I i II stopniem kształcenia socjologicznego –
potraktowane w badaniu jako kryterium skuteczności socjalizacji adeptów socjologii do etosu dyscypliny i do danego środowiska naukowego –
wykazały, że pod tym względem właśnie socjologia okazała się dyscypliną, na której system boloński odcisnął się szczególnie mocno i niekorzystnie. Jako negatywne skutki badacze wskazywali m.in.: dezintegrację kształcenia w dziedzinie socjologii, marginalizację dydaktyki, atomizację życia akademickiego, fragmentaryzację dyscypliny, brak zaangażowania w życie środowiska, rozmywanie tożsamości i wizerunku socjologa.

Wszystko to są bardzo niepokojące zjawiska, które składają się na diagnozę współczesnej kondycji polskiej socjologii. Ale można je też odczytać jako wskaźniki bardzo niepokojącej kondycji środowiska socjologicznego w Polsce. Trudno bowiem przyjąć, że nie potrafiło ono rozpoznać zagrożeń wprowadzanego przed laty systemu bolońskiego (coś takiego dyskwalifikowałoby ich jako profesjonalistów!). Trudno też uwierzyć, że specjaliści od zjawisk społecznych nie zdawali sobie sprawy z konsekwencji wprowadzanych przez min.Kudrycką, a następnie min. Gowina wielu innych „reform” i dostosowywali się do nich na zasadzie mimikry dyktowanej koniunkturalizmem, a wbrew ethosowi naukowca. Trudno również założyć, że ci sami socjologowie, którzy tak krytycznie opisywali brak dbałości o dobro wspólne, deficyty kapitału społecznego i zaangażowania, wyuczoną bezradność czy dezintegrację społeczeństwa polskiego, sami wykażą się analogicznymi wadami. Zbliżający się kolejny zjazd socjologiczny mógłby stać się okazją, by wreszcie zamiast ubolewać nad tym, co się dzieje z polskim społeczeństwem, socjologowie zechcieli wykazać się zdolnością do większej autorefleksji i zaczęli dyskutować o tym, jak sami prezentują się w świetle założeń własnej dyscypliny.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Whoopi Goldberg przeprasza

Whoopi Goldberg musiała przeprosić za słowa, że Holokaust nie dotyczył rasy, ale „nieludzkiego zachowania człowieka wobec człowieka”.

Gdyby żyła dziś Zofia Nałkowska, to pewnie musiałaby przepraszać za słowa: „ludzie ludziom zgotowali ten los”.

Czy ta sama zbrodnia staje się większa lub mniejsza tylko z tej przyczyny, że była motywowana (lub nie) względami rasowymi, narodowymi, religijnymi, światopoglądowymi itp.?

O zgubnych skutkach zastąpienia uniwersalistycznego kanonu moralnego kanonem partykularystycznym, opartym na nacjonalizmie pisał Norbert Elias w swoich „Rozważaniach o Niemcach” (1996, s. 227). Egalitaryzm pierwszego kanonu, indywidualistyczny, bo kładący nacisk na jednostkę ludzką jako najwyższe dobro, jest nie do pogodzenia z ekskluzywizmem wartościującym określone grupy, a więc z orientacją kolektywistyczną.

I obojętne, czy tą grupą (wspólnotą, kolektywem) będzie określona rasa (nordycka, aryjska), warstwa społeczna (burżuazja, proletariusze, kułacy), heteronormatywni lub LGBT albo kobiety i mężczyźni. Takich partykularnych podziałów dziś niestety przybywa (hasła typu BLM), ze szkodą dla myślenia w kategoriach prawdziwie humanistycznych i uniwersalnych.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Brexit jako proces

Wczorajsze seminarium prof. Joanny Kurczewskiej w IFiS PAN poświęcone było tematyce Brexitu, który (jak zaznaczył referent, dr Marcin Galent) rozpoczął się już w 1975 r. – od referendum, rozpisanego przez Partię Pracy. Wówczas zdecydowanie eurosceptyczną.

Kolejne lata pokazały, że eurosceptykami stali się brytyjscy konserwatyści i to do tego stopnia, iż np. w 2001 r. Margaret Thatcher tak mówiła o premierze Tony Blair: „jest on zaangażowany w politykę, która będzie prowadziła do stopniowej likwidacji W.Brytanii jako niepodległego państwa narodowego, a nawet do likwidacji brytyjskiej demokracji. Jest coś bardzo nie w porządku z premierem, którego wolność i niezawisłość jego kraju po prostu w ogóle nie obchodzi” („Forum” 25/2001).

Ale chyba nie należy traktować Brexitu jako efektu tylko politycznych fluktuacji i kalkulacji doraźnych interesów przez tę lub inną partię. Jak ktoś to dobrze powiedział, Anglia zawsze chce być „z Europą”, ale już niekoniecznie „w Europie”, co znajduje uzasadnienie w jej zdecydowanie innej kulturze politycznej, wartościach i historii. Wszak już w XVI w. Henryk VIII zdecydował się wystąpić ze struktur Europy katolickiej i skierować swój kraj na odrębną drogę. Anglię zawsze cechowała głęboka nieufność do kontynentalnego myślenia, konstruktywizmu i myślenia apriorycznego (w sensie F. Konecznego). Jako „państwo cywilizacyjne” (określenie Bruno Macaesa) zawsze też kierowała się swoim pojmowaniem wolności i suwerenności oraz swoim interesem. A to wszystko osadzone jest w czymś zdecydowanie głębszym, bardziej esencjalistycznym i rezydualnym niż bieżąca gra polityczna.

Tak więc Brexit (o czym zadecydowali wszak w kolejnym referendum mieszkańcy W. Brytanii) to wyraz poszanowania ich praw i uznanie tego, że w prawdziwie wolnym kraju historyczne decyzje powinny się wyłaniać z wielu decyzji indywidualnych, z procesów żywiołowych i spontanicznych (co tak podkreślał von Hayek w swoich rozważaniach o prawdziwym liberalizmie), a nie z najbardziej nawet genialnych projektów choćby i najmądrzejszych elit. Zwłaszcza jeśli nie są to elity tego właśnie kraju.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Jordan Peterson: Why I am no longer a tenured professor at the University of Toronto

Można uprawiać „heroiczny konformizm” i akceptować wszystko, nawet jeśli uderza to w najważniejsze wartości akademickie. Można też siedzieć cicho i nie protestować, gdy „paraliż postępowy najzacniejsze trafia głowy”. Można wreszcie zadowalać się tylko taką formą oporu, do jakiego zdolny jest każdy oportunista – czyli uprawiać wyłącznie wewnętrzną niezgodę na rzeczywistość i maskować to tak dobrze, że nikt się nawet nie domyśli.

Ale można też postąpić, jak prof. Jordan Peterson. A przynajmniej przeczytać, dlaczego tak postąpił. To podnosi na duchu, bo pokazuje, że jednak można inaczej.

https://nationalpost.com/opinion/jordan-peterson-why-i-am-no-longer-a-tenured-professor-at-the-university-of-toronto

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

„PAN, czyli zamordystyczny ciemnogród”

Tak został zatytułowany jeden z wczorajszych wpisów na Salonie24 („Animela” 29.I.2022), którego autor odnosi się do stanowiska (nr 28 z dn. 24 stycznia), jakie wydał powołany przy PAN specjalny Zespół ds. covid. Rzeczywiście, jest to kuriozalne stanowisko, tym bardziej, że sformułowane przez naukowców i w imieniu szacownej instytucji, która powinna stać na straży takich wartości akademickich, jak wolność słowa czy swoboda dyskusji naukowej. Zamiast jednak wezwania oponentów do rzeczowej wymiany argumentów i merytorycznej debaty sygnatariusze dokumentu (spis ich nazwisk Animela nazywa „listą hańby”) wzywają do zastosowania „środków prawnych” w walce z wszystkimi myślącymi inaczej, a także – najwidoczniej w przekonaniu, iż sami są w posiadaniu jedynie słusznej prawdy – chcą piętnować ich poglądy i postawy. Tylko patrzeć, jak przed Pałacem Staszica pojawią się pręgierze i stosy, na których najpierw będą płonąć książki uznane za nieprawomyślne, a potem – kto wie – może też ich autorzy.

Niestety, ale tego rodzaju stanowisko nie może dziwić, zważywszy na fakt, że od dawna w murach PAN ma miejsce tępienie poglądów odbiegających od „politycznej poprawności” (zaczynając od kwestii oceny transformacji, przez stosunek do integracji z UE, a kończąc na ekologii czy interpretacji symboliki czerwonej błyskawicy). Osoby wygłaszające zdanie odrębne na dowolny temat są oskarżane o „prowokacje intelektualne i moralne”, stają się ofiarą donosów kolegów, muszą tłumaczyć się dyrekcji i rzecznikom dyscyplinarnym, a nawet próbuje się cenzurować ich wypowiedzi („trzeba usunąć ten wpis na blogu” albo „na te tematy nie wolno w ogóle pisać ani wymieniać nazwy instytutu”). I na nic się zda powoływanie się na publikacje naukowe uznanych autorów, także zagranicznych, gdzie tezy, budzące takie zgorszenie w peryferyjnym polu akademickim, są szeroko omawiane i obiektywnie analizowane. „Ja od dawna właściwie nic nie czytam” – deklarują wysłużeni akademicy. Jak widać, „zamordystyczny ciemnogród” ma to do siebie, że nawet Akademię Nauk potrafi przekształcić w Akademię Policyjną, czego najlepszym dowodem jest najnowsze stanowisko Zespołu ds. covid. A we wczorajszej notatce Animeli trzeba sprostować tylko jedno: to nie jest „Państwowa Akademia Nauk”, ale „Polska Akademia Nauk”. Chociaż, kto wie.

Dla porównania – poniżej opinia brytyjskich naukowców (psychologów) na temat stosowanych w tym kraju środków walki z covid i towarzyszącej temu retoryki. Można więc zapytać: a gdzie są polscy psychologowie? Czy po stronie zachodniej nauki, na którą tak lubią się powoływać, czy też po stronie tych, co dzierżą władzę w nauce polskiej nawet wtedy, gdy ją kompromitują?

https://www.dailymail.co.uk/news/article-10454515/Psychologists-slam-Governments-nudge-unit-use-grossly-unethical-scare-tactics-Covid.html

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Jana Brzechwy opis pandemii

Chyba każdy słyszał w dzieciństwie wierszyk Jana Brzechwy „Katar”:

„Spotkał katar Katarzynę, a psik!
Katarzyna pod pierzynę, a psik!
Sprowadzono wnet doktora, a psik!
Pani jest na katar chora, a psik.
Terpentyną grzbiet jej natarł, a psik!
A po chwili sam miał katar, a psik!
Poszedł doktor do rejenta, a psik!
A to właśnie były święta, a psik!
Stoi flaków pełna micha, a psik!
A już rejent w michę kicha, a psik!
Od rejenta poszło dalej, a psik!
Bo się goście pokichali, a psik!
Od tych gości znów ich goście, a psik!
Że dudniło, jak na moście, a psik!
Przed godziną jedenastą, a psik!
Już kichało całe miasto, a psik!
Aż zabrakło terpentyny, a psik!
Z winy jednej Katarzyny, a psik!”

Zawsze były przeziębienia i grypy, zdarzały się nawet epidemie (ale nie nazywano ich pandemiami, dopóki Bill Gates nie zasponsorował WHO). Jednak wtedy lekarze leczyli pacjentów, a nawet chodzili na wizyty domowe (i nie był do tego potrzebny specjalny rządowy nakaz), zaś kiedy ktoś kichnął, mówiono „na zdrowie!” – i pomagało.

Wnioski? Zamiast codziennego podawania liczby zachorowań (szacowanych na podstawie absolutnie niemiarodajnych testów) oraz liczby zgonów (liczonych zupełnie inaczej niż w większości krajów), zamiast panikowania, że brakuje miejsc w szpitalach (choć ich wykorzystanie jest faktycznie o 1/3 mniejsze niż przed pandemią) i przekonywania, że preparaty mRNA to szczepionki na covid (z czym nie zgadzają się nawet ci, którzy je opracowali), a więc trzeba się szczepić, bo jakoby na covid nie ma leków (chociaż są, np. wziewne sterydy – jak przekonuje prof. Piotr Kuna) można było potraktować sprawę zupełnie inaczej, czyli normalnie. A nawet z pewną dozą humoru, jak to zrobił Jan Brzechwa. I byłoby dzisiaj mniej przypadków depresji oraz prób samobójczych.

Opublikowano Uncategorized | 1 komentarz

Covid – paranoi ciąg dalszy

Słusznie zauważył Szanowny Komentator: następny wariant wirusa, jaki zostanie ogłoszony, będzie całkowicie niewykrywalny! I w tym cała nadzieja tych, którzy chcą podtrzymać wiarę w dotychczasową narrację na temat covida. Skoro bowiem w USA zakwestionowano przydatność testów PCR, przy pomocy których udawało się dotychczas terroryzować cały świat, trzeba wymyśleć coś nowego. Tym czymś będzie więc niewykrywalny, niemniej bardzo groźny i uzasadniający kolejne restrykcje, wirus. Może nawet da się wyprodukować szczepionki na tę kolejną odmianę. Tylko ciekawe, co tym razem będą zawierały?

Matematycy znają pojęcie liczb urojonych. Ale uznawanie bytów urojonych to coś zupełnie innego. I raczej nie świadczy o logicznym myśleniu.

Opublikowano Uncategorized | 3 Komentarze

Nowy wariant omikronu

Podobno wykryto pierwsze przypadki nowego wariantu omikronu – bardzo trudnego do wykrycia, jak podkreślono.

Co to oznacza? Już teraz cały świat jest sparaliżowany strachem przed wirusem, który w ponad 90% nie wywołuje żadnej infekcji albo „infekcję bezobjawową”. Trudno wyobrazić sobie, co będzie, jeśli nowy wariant omikronu zacznie dominować. Wtedy wszystkie przypadki, w których nie da się nic wykryć, staną się absolutnie pewnym dowodem na powszechne występowanie tej właśnie odmiany. A więc, im bardziej ktoś będzie czuł się dobrze i – nie daj Boże – będzie miał negatywne wyniki testu, tym bardziej będzie wiadomo, że jest chory i zagraża otoczeniu.

Czyli – paranoi ciąg dalszy.

Opublikowano Uncategorized | 7 Komentarzy

Testowanie daje efekty

Im więcej będzie testowania, tym wyższe będą statystyki zachorowań. To mówiono od dawna. Teraz jednak okazuje się, że test PCR absolutnie nie daje miarodajnych wyników, bo po prostu nie odróżnia wirusa sars-cov2 od wirusa grypy. Pewnie dlatego, że – jak to kiedyś stwierdził prof. Gut – „wirus sars-cov2 różni się od wirusa grypy tylko nazwą”. Na ten temat wypowiadał się już jakiś czas temu prof. Roman Zieliński:

https://youtu.be/iGkCuXr77lg

Biorąc pod uwagę zawodność tego narzędzia CDC (federalna agencja w USA) zdecydowała więc z końcem ubiegłego roku o wycofaniu testów PCR ze stosowania w celu wykrycia wirusa sars-cov2!

W Polsce trzeba jednak najpierw coś zrobić z zakupionymi testami (tudzież szczepionkami, maseczkami itp.) I dlatego w dalszym ciągu politycy i media będą każdego dnia informować o kolejnych rekordach „zachorowań” (dziś wiedzą już dokładnie, iż będzie ich ponad 50 tys.), namawiać do testowania się i oczywiście do szczepienia. Jak długo? Aż do wyczerpania nagromadzonych zapasów. Chyba że wcześniej wyczerpie się społeczna cierpliwość.

Opublikowano Uncategorized | 3 Komentarze

Pandemia – kto rozsiewa fake newsy?

Właściwie po fachowym komentarzu zamieszczonym przy wczorajszym wpisie wszystko jest już jasne: badania przeprowadzone na części (ale nie wiadomo jakiej i czy reprezentatywnej) próbek osób zakażonych wykazują, że ok. 30% z nich to mutacja omikron. Na tej podstawie można by twierdzić (z pewną dozą prawdopodobieństwa), że wśród wszystkich zakażonych omikron też dotknął ok. 30%. Można by, ale pod pewnymi warunkami, które nie są spełnione, więc całe badanie i oparta na nich symulacja są nic nie warte. Nawet więc jeśli matematycznie wszystko się zgadza, to statystycznie już nie, a na pewno zawiodła umiejętność jasnego i jednoznacznego komunikowania oraz komunikowania się z obywatelami w języku ojczystym. Można w tym doszukiwać się ignorancji albo manipulacji, ale ten fakt to tylko kolejny dowód na to, kto tak naprawdę rozsiewa fake newsy na temat pandemii.

W grudniu 2020 r. prof. Horban zapewniał, że szczepionki są skuteczne i bezpieczne, a zaszczepieni nie będą zarażać, bo nie będą zakażeni. W marcu inny specjalista na stronach PZH twierdził, że wszystkie dopuszczone przez EMA szczepionki chronią w 100% przed hospitalizacją i zgonem; to samo powtarzał w lipcu prof. Rzymski, a w kwietniu prof. Gut w Polskim Radiu mówił, że osoba zaszczepiona nie może być roznosicielem wirusa, zaś szczepień nie trzeba będzie powtarzać co roku … Po kolei trzeba było odwoływać każdą z tych opinii, aż wreszcie – gdy nosy ekspertów z Rady Medycznej stały się dłuższe niż nos Pinokia – ustąpili oni ze stanowiska, bynajmniej jednak nie przyznając się do autokompromitacji.

Trzeba więc zapytać, co – poza brakiem fachowej wiedzy – zademonstrowali ci „najlepsi specjaliści w Polsce”? W zasadzie jedynie przekazywali kolejne informacje od EMA, a ich własnym, oryginalnym pomysłem był bodaj tylko zakaz wstępu do lasu. Poza tym pokazali się jako osobowości o wyraźnych cechach psycho- i socjopatycznych, jako jednostki apodyktyczne i autorytarne, ze skłonnością do działań przemocowych oraz jako ludzie po prostu aroganccy, ubliżający innym, nierzadko zdradzający skłonności histeryczne. Rzeczywistość społeczna ostatnich kilkunastu miesięcy była właśnie ich dziełem i warto mieć to na uwadze, czekając na nowy skład Rady ds Pandemii. Oby dotychczasowe doświadczenia choć trochę uodporniły społeczeństwo i uczyniły je mniej bezbronnym na dezinformację, zastraszanie i manipulację.

Opublikowano Uncategorized | 2 Komentarze

Pandemia – ignorancja czy manipulacja?

Odkąd w Polsce pojawił się wariant omikron, w codziennych statystykach –
poza danymi dotyczącymi ilości zakażonych oraz zmarłych – podawane są też dane dotyczące przypadków zarażenia tą mutacją wirusa. Podaje się też odsetek, jaki te przypadki stanowią w ogólnej liczbie wykrytych. I tu zaczyna się problem, bo liczba np. 1200 przypadków zakażenia omikronem opisywana jest jako „już” i „aż” 30% wszystkich zakażeń. Ale gdyby tak było, to mielibyśmy 3×1200, czyli 3600 przypadków, a nie ponad 40 tys. Na ten temat komentarz ze strony profesora matematyki, wybitnego dydaktyka i popularyzatora tej dziedziny wiedzy:

https://www.facebook.com/szw1710/posts/3109641619356274

Całe szczęście, że fachowcy zwracają uwagę na takie ewidentne przekłamania (a może tylko kompromitujące błędy – ciekawe, co gorsze), które służyć mają – no właśnie: czemu? Straszeniu społeczeństwa, że nowy wariant jest tak ekspansywny? A może testowaniu zdolności logicznego myślenia obywateli i gotowości zadawania przez nich prostych pytań? Bo jeżeli by się okazało, że „ciemny lud kupi każdą bzdurę” albo nie umie zliczyć do trzech, to wtedy można będzie pozwolić sobie na więcej? Więcej kłamstw i manipulacji. Kilka tygodni temu Konfederacja zwróciła uwagę na inne nieścisłości w komunikatach Ministerstwa Zdrowia i zaraz potem kolejne komunikaty zaczęły zbliżać sie do rzeczywistości, czyli do stanu faktycznego. Kiedy zadziała korygujący mechanizm dzisiejszego wpisu matematyka?

W każdym razie coraz więcej przemawia za tym, by nie wierzyć w ani jedno słowo, które pada z mediów – zarówno tych „reżimowych”, jak i „wolnych”. A więc pojawia się prawdziwe wyzwanie dla społeczeństwa obywatelskiego: zabiegać o rzetelną informację, korygować podawane dane i interpretować je tak jak nakazuje zdrowy rozsądek i elementarna wiedza matematyczna na poziomie szkoły podstawowej. Bo przedstawiciele rządu i rządowi eksperci najwyraźniej są z tym mocno na bakier.

Opublikowano Uncategorized | 4 Komentarze

Polityczna kuwada

Kuwada to zespół wierzeń i zachowań praktykowanych w niektórych kulturach, gdzie mężczyzna podczas ciąży, porodu i połogu współuczestniczy w doznaniach żony do tego stopnia, że odczuwa podobne jak ona dolegliwości. O tym, że ten zwyczaj ma swój odpowiednik także w świecie polityki, świadczą wypowiedzi w rodzaju tej, wygłoszonej wczoraj czy przedwczoraj przez Premiera Morawieckiego na wspólnej konferencji Polski i Łotwy: „grozi nam inwazja Rosji na Ukrainę”. Podobnych sformułowań w języku polityki może być wiele i wszystkie one mają na celu demonstrowanie daleko posuniętej solidarności i współodczuwania z potencjalną ofiarą. Ważne jednak, by nie przekraczać pewnych granic w praktyce, o co zwłaszcza w Polsce bardzo łatwo.

„Tysiące lat szablą cięliśmy dla glorii
i nikt się tak jak my
nie naciął w historii” –
pisał Marian Załucki. Jeśli ta nauka znów pójdzie w las, łatwo może się okazać, że po raz kolejny „znowu nam gębę rozkwaszą za Wolność Naszą i Waszą” (to też Załucki).

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Polskie Towarzystwo Socjologiczne – w okowach archaicznego binaryzmu

Kilka dni temu PTS rozesłał informację o możliwości zgłaszania referatów na XVIII Zjazd Socjologiczny zaadresowany do jego „uczestniczek i uczestników” – tak jakby istniały tylko dwie płcie w sensie biologicznym i zapewne mentalnym również. A przecież zaledwie kilka miesięcy temu sąd w Hiszpanii ukarał nauczyciela biologii (Jesusa Luisa Barron Lopez) właśnie za mówienie, iż są tylko dwie płcie.

Ten archaiczny wynalazek, że „istnieją tylko dwie biegunowo różne płcie biologiczne i układ płci społecznych, który jest kształtowany i negocjowany” (Sylwia Breczko – „Polityzacja ciała”, s. 66) ciąży – jak widać nadal – nad naukami społecznymi, choć to właśnie od nich należałoby oczekiwać bardziej postępowego myślenia. Tymczasem są one wciąż – a przynajmniej tak można sądzić po komunikacie PTS – uwięzione w mentalności pierwszego feminizmu, gdzie (zgodnie z opinią Judith Butler) zakładano, iż istnieje jedna tożsamość wspólna kobietom, a gender to zaledwie zespół środków dyskursywnych służących do tego, by tworzyć „płeć naturalną” uważaną za uprzednią wobec kultury.

Takie stanowisko prowadzi do esencjalizowania pojęcia tożsamości płciowej rzutującej także na odczucia i umysłowość, a więc może być uznane za formę rasizmu (A. Kuper – „Kultura”, s, 208). Rasizmem bowiem jest – jak twierdzi Kuper – utrzymywanie, że „płeć kulturowa” (konstruowana kulturowo) nie wywodzi się bezpośrednio od biologii „płci” przy jednoczesnym oczekiwaniu przez ruchy feministyczne „kobiecej solidarności” od wszystkich osób o wyglądzie kobiet lub – jak to zrobił właśnie PTS – uznaniu, iż socjologowie płci żeńskiej rozumują inaczej, niż ich koledzy mężczyźni i dlatego trzeba ich określać osobną nazwą, stosowną do ich biologii.

„Intelekt nie chce utożsamiać się z płcią” – pisał Stanisław Brzozowski w swoich „Pamiętnikach” (1985, s. 164). Dlatego nie powinni się zgadzać na sugerowanie czegoś takiego socjologowie płci żeńskiej, coraz częściej wyzywani od „socjolożek”, „profesorek” czy „naukowczyń”. Zwłaszcza jeśli pod koniec XX wieku w trakcie kolokwium habilitacyjnego na Uniwersytecie Warszawskim ktoś miał okazję usłyszeć od filozofów i logików zebranych w sali im. Brudzińskiego, iż reprezentuje „wybitnie męski typ intelektu”. Swoją drogą, dziś za taki komplement szanowne grono spotkałyby pewnie spore przykrości.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Uznaniowa polityka uznania

Słynny tekst Ch. Taylora o polityce uznania wyznaczył kształt debaty nad tą kwestią, ale zbyt rzadko zauważa się (co podnosi np. M. Bobako – „Komu służy polityka uznania?”) istotne słabości i ograniczenia jego koncepcji.

Istotnie, założenie, iż brak uznania ze strony grupy dominującej jest dla innych krzywdzący, „zamyka ich w zdegradowanym sposobie istnienia”, a nawet powoduje skrzywienia psychiczne, to ni mniej ni więcej jak tylko kolejny wyraz hegemonii, przejaw presji, a nawet akt agresji. To także dowód skrajnej megalomanii i przekonania, iż jest się dla wszystkich pozostałych „znaczącym innym” – kimś, do kogo należy wyrokowanie o wartości innych kultur, ocenianie cudzych sposobów życia i przesądzanie o racji ich istnienia (Taylor pisze o kulturach, które były trwałe i rozległe, więc „prawie na pewno zasługują na podziw i szacunek” – tak jakby kultury małych grup już na to nie zasługiwały…). Wreszcie, to również zanegowanie relacji wzajemności, symetrii stosunku społecznego i prawdziwej dialogiczności kontaktu z Innym – przez odmówienie mu prawa do tego, by on również mógł uznawać lub nie, decydować o wartości kultury dominującej lub ją deprecjonować, marginalizować większość lub ją akceptować (o lingwistycznym wykluczaniu większości – Anglików przez mniejszość – Walijczyków pisze np. B. Treichel – w: „Metoda biograficzna w socjologii” 2012).

W takim kształcie polityka uznania staje się zatem jedynie kolejnym, zamaskowanym przejawem supremacji: aktem łaski ze strony tych, co jak sądzą wciąż mają władzę (przynajmniej symboliczną), a ze strony tych, którzy ją pozornie kwestionują – faktycznym uznaniem tej przewagi i władzy. Dlatego niepoważnie i fałszywie brzmią żądania kolorowych, by biali zechcieli ich uznać, feministek – by doceniali je mężczyźni, LGBT – by szanowali ich heteronormatywni itd. Każdy, kto nie ma w sobie dość tego, co Ortega y Gasset nazywał „solipsyzmem estymatywnym” i nie dba o opinie innych („Przyczynek do topografii hiszpańskiej pychy” – w: „Dehumanizacja sztuki”), kto „nie ma punktu ciężkości sam w sobie”, kogo nie stać na suwerenną samoocenę, jest więc skazany na uzależnienie od panującej większości i swoim domaganiem się uznania tylko jej schlebia i umacnia jej przewagę. Gdyby było inaczej, dowolna mniejszość byłaby przekonana o własnej wartości, nie szukałaby akceptacji u nikogo, a nawet byłaby zdolna uznawać lub odmawiać uznania wszystkim innym. A dopóki tak nie robi, nie zasługuje na uznanie.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Ofiary pandemii

Gdy chorują niezaszczepieni, komentarz brzmi: gdyby się zaszczepili, to by nie chorowali. Gdy chorują zaszczepieni, mówi się: gdyby się nie zaszczepili, to by chorowali ciężej. (Tylko jak to sprawdzić?)

Gdy umiera osoba niezaszczepiona, ekspert mówi: to dlatego, że się nie zaszczepiła. Gdy umiera osoba zaszczepiona, ekspert wzrusza ramionami: co w tym dziwnego, przecież była to osoba stara i schorowana albo – jak w przypadku Prezydenta Dudy – to absolutny wyjątek, anomalia. (Twierdzenie równie nieweryfikowalne empirycznie, jak poprzednie).

Gdy spada liczba zakażeń, to oczywiście koronny dowód na skuteczność szczepionek. Gdy rośnie – to wcale nie znaczy, że szczepionki nie działają, wprost przeciwnie: to argument, by szczepić jeszcze intensywniej, kolejnymi dawkami i w coraz krótszych odstępach czasu.

Gdy niefachowiec wypowiada się o szczepionkach pozytywnie, to wszystko w porządku, ale gdy ma inne zdanie, wtedy rozlega się krzyk – nie powinien się wypowiadać, bo nie jest fachowcem (vide: opinia pani Kurator z Małopolski, z zawodu historyka i opinia Ministra Zdrowia, z zawodu ekonomisty).

Jeśli tak będzie nadal, to największą ofiarą pandemii okaże się:

– zdolność logicznego myślenia,
– poważnie nadwątlone zaufanie do mediów, które takie opinie kolportują, nagłaśniają, a nawet prowokują,
– wreszcie autorytet nauki, a zwłaszcza tych, którzy w jej imieniu wypowiadają się zbyt pochopnie, popadają w histeryczny ton oraz posuwają się do antagonizowania i terroryzowania społeczeństwa.

Opublikowano Uncategorized | 2 Komentarze

Ceny regulowane? Czemu nie.

Sugestia wprowadzenia cen regulowanych na podstawowe artykuły żywnościowe wywołała szereg komentarzy, obnażających – jak to się zwykle dzieje – przede wszystkim nader stereotypowe skojarzenia komentatorów, a więc ich nikły poziom wiedzy o stosowalności takiego instrumentu ekonomicznego.

Prawie wszystkim zabierającym głos w tej sprawie ceny regulowane kojarzą się z socjalistyczną gospodarką planową i centralnie sterowaną, czyli z czasami słusznie minionymi. Tymczasem nie tylko państwa socjalistyczne uciekają się do takich regulacji. Przykładowo, we Francji w latach 80. „ceny chleba i pszenicy (i oczywiście mąki) były ustalane dekretami państwowymi, a kolejne rządy były bardzo zainteresowane utrzymywaniem cen chleba na jak najniższym poziomie – tak długo, jak chleb pozostawał podstawowym produktem żywieniowym mas, jego cena miała głęboko symboliczne znaczenie – i zarazem chętnie faworyzowały wielkich farmerów produkujących pszenicę, którzy mają wpływ na miliony głosujących chłopów” – pisali w swojej pracy o francuskich piekarzach Daniel Bertaux i Isabelle Bertaux-Wiame (w: Metoda biograficzna w socjologii, 2012, s. 746).

A więc państwo kapitalistyczne, należące do UE i podporządkowane Wspólnej Polityce Rolnej mogło stosować instrumenty dalekie od zasad wolnego rynku, mając na względzie dobro obywateli, spokój społeczny i zarazem cele polityczne – pozyskanie elektoratu. Jeżeli tak spojrzeć na pomysł cen regulowanych zgłoszony przez posła PiS, przestaje on kojarzyć się ze skompromitowanym ustrojem, a zaczyna przypominać mechanizmy stosowane przez dojrzałą klasę polityczną w rozwiniętych krajach Zachodniej Europy, do których przecież Polska zawsze chciała się upodobnić. I o co tyle hałasu?

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Epistemologia populistyczna w kontekście pandemii

Swój projekt epistemologii Alvin Goldman nazywa epistemologią społeczną, ale śmiało można ją określić mianem epistemologii populistycznej. Wystarczy przyjrzeć się omawianej w rozdziale V książki „Wiedza a świat społeczny” kwestii podejścia do różnicy zdań. Tytułowa „argumentacja” (jako coś różnego od „argumentów”) to, wg Goldmana, ciąg aktów mowy dokonywanych przez jednego lub lub wielu mówców w celu przekonania słuchaczy o prawdziwości lub nieprawdziwości tezy. Argumentację Goldman dzieli na faktualną (czy dawać wiarę danej tezie) i praktyczną (co robić), ale zajmuje się tylko tą pierwszą, adresując swoje rozważania do znawców danej materii, ale też do osób niefachowych postawionych wobec różnych opinii tzw. ekspertów.

Przedstawione przez Goldmana pięć metod pomagających laikowi dokonać wyboru to: (1) zestawianie opinii ekspertów wspierających jego stanowisko i stanowisko przeciwne, (2) zasięgnięcie opinii kolejnego eksperta, (3) odwołanie się do opinii meta-eksperta w kwestii kompetencji ekspertów, (4) poszukiwanie dowodów ew. tendencyjności lub konfliktu interesów eksperta, (5) porównanie dotychczasowych osiągnięć eksperta.

Dodatkowo Goldman dopuszcza w argumentacji użycie argumentów ad hominem, bo – jak twierdzi – choć są one nie do przyjęcia z punktu widzenia logiki, to z punktu widzenia zainteresowanej prawdą, a więc „werystycznej” epistemologii społecznej, są jak najbardziej dopuszczalne. Zarówno wariant „ad personam” (polegający na bezpośrednim ataku na przeciwnika, zazwyczaj sugerującym, iż jest on niekompetentny czy nierzetelny), jak wariant „sytuacyjny” (sugerujący, iż kieruje się on własnym interesem), czy wariant „tu quoque” (wykazujący sprzeczność i niekonsekwencję między obecnym a wcześniejszym stanowiskiem eksperta) –
wszystkie te środki Goldman skłonny jest zaakceptować. „Negatywne uwagi na temat samego mówcy mogą niekiedy stanowić odpowiednią reakcję krytyczną na jego argumentację. Oczywiście, tego rodzaju poszlaki nie dowodzą, że przesłanki są fałszywe, ale podważają podstawy do ich akceptacji z ust proponenta. Toteż krytyka wycelowana przeciw niekompetencji lub interesowności mówcy może mieć znaczenie dowodowe w stosunku do przesłanek, a tym samym do tezy. Argumentacja ad hominem bywa niekiedy w pełni uprawniona” – pisze Goldman (s. 261).

Nic więc dziwnego, że aktualne nawoływanie polityków, mediów i ekspertów, by „wierzyć specjalistom” i poddawać się wszystkiemu, co rekomendują, niewiele pomaga i skutkuje tylko w odniesieniu do osób ufających ślepo autorytetom, a na pewno nie jest to postawa zasługująca na rekomendację w nowoczesnym społeczeństwie. Każdy obywatel ma przecież prawo do „posługiwania się swym własnym rozumem bez obcego kierownictwa”, jak przekonywał dawno temu Kant w słynnym tekście „Co to jest Oświecenie?”. Jego opinię potwierdza zarys epistemologii społecznej Goldmana, który też zdaje się apelować: „Sapere aude!”. I tak też czynią wszyscy zwani antyszczepionkowcami.

Zaś co do argumentacji praktycznej, pomijanej przez Goldmana, to warto tu wspomnieć zdanie Henri Poincare, który twierdził, że z naukowego stwierdzenia: „muchomor jest trujący” w żaden sposób nie da się wyprowadzić stwierdzenia: „nie jedzcie muchomorów” (S. Lukes „Durkheim”, s. 557). A więc, nawet jeśli jest prawdą, że szczepionki są skuteczne, to wcale z tego nie wynika, że trzeba się szczepić – i tej naukowej zasady trzymają się wszyscy antyszczepionkowcy.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Kolejne narracje covidowe

Sytuacja jest rozwojowa, więc nic dziwnego, że i narracje o niej (będące zarazem – w co żaden socjolog nie powinien wątpić – narzędziem społecznego tworzenia rzeczywistości) także ulegają częstym zmianom.

Najpierw radzono, by szczepiły się osoby z grup ryzyka, zagrożone najcięższym przebiegiem i zgonem – a więc ludzie najstarsi i schorowani, bo reszta miała przechodzić infekcję bezobjawowo lub lekko. Wtedy obowiązywało hasło: „szczepionka chroni przed hospitalizacją i śmiercią”. Dziś, kiedy takie właśnie osoby trafiają do szpitali i umierają, odpowiedź brzmi: no tak, zarazili się od niezaszczepionych, a że pomarli, to co w tym dziwnego – przecież byli starzy i schorowani.

Potem pojawiła się wersja o uzyskaniu „zbiorowej odporności”, do czego było potrzebne wyszczepienie ok. 60% populacji, chociaż już przy wariancie Delta wielu specjalistów ostrzegało, że żadna zbiorowa odporność tu nie pomoże. Dziś widać, że właśnie tam, gdzie przyjęto najwięcej szczepionek (powyżej 80% populacji), najwięcej jest też nowych przypadków i zachorowań, i zgonów. Ale w dalszym ciągu odpowiedzialnością obarcza się osoby niezaszczepione (choć doskonale wiadomo, ze zarażają też zaszczepieni), a w miarę upływu czasu – także słabnącą skuteczność szczepionek. Namawia się więc do przyjmowania dawek przypominających, chociaż ich termin ważności będzie prawdopodobnie coraz krótszy.

Jeszcze później wymyślono hasło: „szczep się dla siebie i innych”, czyli „ratuj się kto może”, chociaż było już jasne, że szczepionka nie chroni przed ciężką infekcją, a nawet śmiercią, tylko „w dużym stopniu chroni …”. Jak widać ze statystyk, ten duży stopień staje się coraz mniejszy, bo kolejne warianty, np. omikron i inne mutacje, w „coraz większym stopniu omijają odporność”. Mimo to forsuje się coraz bardziej zdecydowanie pomysły obowiązkowych szczepień, najlepiej dla wszystkich. Dziwna logika: im mniej skuteczne okazują się preparaty zwane szczepionkami, tym bardziej zwiększa się presja, by ja aplikować komu tylko się da.

Dodatkowo zaleca się, nawet zaszczepionym, by testowali się tak często, jak to tylko możliwe, chociaż już twórca tych testów (PCR), dr Karry Mullis, laureat Nagrody Nobla, twierdził, że w 80% przypadków dają one wynik fałszywie pozytywny, zaś obecne badania wykazują nawet ich 97% zawodność.

https://www.bibula.com/?p=130216

A więc wychodzi na to, że stosowanie tych testów służy tylko temu, by zawyżać statystyki zachorowań, twierdzić, iż na covid umiera tak dużo osób (zresztą nie tak dawno prof. Gut musiał przyznać, iż koronawirus różni się od wirusa grypy tylko nazwą!), a tym samym nadal siać panikę w społeczeństwie, uzasadniać coraz dalej idące obostrzenia i zmuszać obywateli do szczepień.

Cui bono?

Opublikowano Uncategorized | 3 Komentarze

Jak daleko, jak blisko do Chin

W Chinach powrócono do znanych z czasów Mao „marszów wstydu”, które teraz mają być wykorzystywane przeciw osobom naruszającym zasady covidowe: winowajcy ubrani w specjalne kombinezony, ze skutymi rękami i tabliczkami na piersiach będą maszerować pod eskortą policji wśród lżącego ich tłumu.

W Europie z przeciwnikami restrykcji covidowych i antyszczepionkowcami policja rozprawia się przy pomocy nawet bardziej brutalnych metod: pałki i gaz, gumowe kule i armatki wodne, w dodatku szczucie psami.

A w Polsce prof. M. Czuczwar z Lublina namawia, by jak tylko się da „uprzykrzać życie niezaszczepionym”.

Co kraj, to obyczaj, ale w sumie coraz mniej różni kraje liberalnej demokracji od komunistycznych Chin.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Rok 2022 – jak zażegnać apokaliptyczne wizje?

Prognozy na 2022 rok są fatalne pod każdym względem i co do tego zgadzają się wszyscy jasnowidze – wszystko czarno widzą. Przepowiadają więc klęski żywiołowe, zawirowania polityczne, ryzyko konfliktów militarnych i wielkie migracje spanikowanych ludzi. W dodatku na Syberii wykluje się odmrożony wirus i zbierze swoje żniwo w każdym zakątku globu.

Tego rodzaju perspektywy sprawiają, że zaczyna się tęsknić do niegdysiejszego tematu socjalistycznych mediów i każdego kolejnego Plenum KC PZPR, a więc do tematu „sznurka do snopowiązałki”. Takie to były kiedyś kłopoty, ale pojawiały się też dużo bardziej optymistyczne wiadomości: stały wzrost plonów z ha, zwiększanie się pogłowia trzody chlewnej, wytopu surówki i produkcji lokomotyw. Jednym słowem „Polska rosła w siłę, a ludziom żyło się dostatniej” i tylko z oddali majaczyły niecne knowania imperialistów, szczęśliwie niweczone polityką przywódców bratnich krajów pod światłym przewodem ZSRR.

A teraz? Zewsząd złe wieści, czarna rozpacz i paraliżujący lęk. Sytuację mogłaby poprawić tylko taka decyzja, jak burmistrza Sulejówka, który wydał zarządzenie, że rok 2022 będzie szczęśliwy dla całego miasta i jego mieszkańców. Genialnie proste! Decydenci wyższych szczebli, czyli odpowiedzialni za poszczególne państwa, Europę i cały świat, powinni zrobić tak samo i to jak najprędzej. I będzie po kłopocie.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Covid – pytania na koniec roku

Obowiązująca dotąd covidowa narracja sypie się w każdym z kluczowych punktów. Wystarczy prześledzić ilość hospitalizacji w latach 2019-2021 (co zrobił np. „AlexanderG” w Salonie24 pod datą 28.XII), by przekonać się, że była ona największa w kwietniu 2019 r. (1 058 747), by potem zmaleć do 493 794 w kwietniu 2020, osiągając w kwietniu 2021 liczbę 811 233. Co ciekawe, w tym samym czasie alarmowano o zapaści służby zdrowia, atakowano niezaszczepionych, że blokują szpitalne łóżka i namawiano „szczepmy się, szczepmy się”.

Drugim słabym punktem covidowej narracji okazuje się statystyka „nadmiarowych” zgonów. Jak powiedział wczoraj dr Basiukiewicz w PolsatNews, wszystkie zgony „nadmiarowe” w stosunku do poprzednich lat (ok. 70 tys.), to zgony „pozaszpitalne”, a więc wynikłe z faktu dezorganizacji służby zdrowia i z tego, że chorych w pilnej potrzebie (atak serca, udar itp.) nie przyjęto na leczenie. A nie przyjęto ich nie dlatego, że brakowało łóżek, bo okupowali je niezaszczepieni (średnio tzw. obłożenie łóżek było w tym okresie nawet o 30% mniejsze niż wcześniej), lecz wyłącznie z powodu chaosu wprowadzonego przez nowe procedury oraz dlatego, że przyjmowanie pacjentów z covidem po prostu bardziej się opłaca – i placówkom, i medykom.

Również statystyka dotycząca zgonów z powodu covidu, czyli podawana codziennie liczba tych, „co przegrali walkę z covidem”. Nie od dziś niezależni eksperci (tępieni przez tych namaszczonych na „rządowych ekspertów”) tłumaczą, że jest ona dlatego tak wysoka, najwyższa w Europie, gdyż w przeciwieństwie do wielu innych krajów w Polsce wlicza się tu zmarłych, u których wykryto wirusa, a nie tylko tych, u których rozwinęła się choroba zwana „covid”. To tak, jakby każdego zmarłego, w którego organizmie stwierdzono gronkowca lub paciorkowca (a ma je właściwie każdy człowiek), uznać, iż umarł z powodu zakażenia bakteryjnego, a nie z powodu raka, zawału czy wylewu.

Wreszcie zasada DDM – czyli kwestia maseczek, izolacji, kwarantanny, paszportów covidowych itp. Od dawna przywoływane są wyniki badań kwestionujących zasadność noszenia maseczek, a nawet wykazujące ich szkodliwość, sztywne zasady izolacji i kwarantanny przysporzyły prawdopodobnie więcej zgonów niż sam covid, a wprowadzanie paszportów, przepustek, opasek itp. przywołuje najgorsze skojarzenia z historii i co najwyżej sprawia, że to zaszczepieni otrzymują na wyłączność przywilej zarażania innych.

Mimo tego wszystkiego, a zwłaszcza mimo niezadowalających efektów szczepień (można nawet powiedzieć, iż są one odwrotne od zakładanych: tam gdzie w największym stopniu „wyszczepiono” populację, teraz notuje się największą liczbę nowych przypadków), mimo coraz częstszych informacji o nagłych zgonach sportowców, żołnierzy i celebrytów – a więc ludzi młodych, zdrowych i w świetnej kondycji, a także mimo doniesień naukowców (np. ostatnio w magazynie „Nature”), mówiących o tym, iż każdy kolejny wariant coraz mniej jest wrażliwy na stosowane preparaty (hasłem dnia staje się obecnie twierdzenie: „omikron wymyka się szczepionkom”) nadal oficjalny przekaz brzmi: „szczepmy, się, szczepmy się”.

Koniec roku usposabia do podsumowań i refleksji. Z powyższego podsumowania wynika jedno: że trzeba wreszcie uruchomić myślenie i zacząć zadawać pytania. Choć odpowiedzi mogą być bardzo przygnębiające.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

„Kilo cukru waży 60 dkg …”

… a półgodzinny program telewizyjny trwa najwyżej 20 minut. W skeczu „Skarga” z 1972 r. Jan Kobuszewski relacjonował perypetie klienta oburzonego praktykami handlu detalicznego w PRL:

https://youtu.be/TG-6iobBUqI

Ale co dziś ma począć odbiorca mediów i to maści wszelakiej, jeśli z podobnymi praktykami styka się każdego dnia. Chodzi oczywiście o reklamy, które nie są wykazane w rozpisce czasu antenowego, ale pojawiają się tak w trakcie danego programu czy filmu, jak też pomiędzy nimi. To dlatego film opisany „na pasku” jako dwugodzinny trwa w rzeczywistości godzinę i kwadrans, a w półgodzinnym programie publicystycznym materiału jest najwyżej na 20 minut, zaś resztę zajmują reklamy.

Trochę to irytujące i wcale nie dlatego, iżby widzowie tęsknili za niezakłóconym niczym oglądaniem wciąż tych samych, dobrze znanych filmów czy też spragnieni byli jeszcze większej ilości potyczek słownych zapraszanych do studiów ekspertów i polityków, ale z tego powodu, że czują się po prostu nabijani w butelkę. Dokładnie tak, jakby kupowali kilo cukru ważące 60 dkg lub litr mleka zawierający mleko pół na pół zmieszane z wodą.

Swoją drogą ciekawe, że media – tak czułe na punkcie różnych nieprawidłowości i reagujące w przypadku wszelkich nadużyć – pozostają obojętne na ewidentne oszustwo, jakiego same się dopuszczają. Tematu reklam w czasie antenowym po prostu nie ma i nikt go nie porusza, nawet zapraszani do studia szacowni goście, którym redaktor wyznacza 30 sekund na wypowiedź, przerywa im bezceremonialnie „stawiając kropkę” i autorytatywnie ogłasza, że „czas nas goni” lub „się skończył”. Po czym następuje kilkanaście minut niczym niezakłóconego nadawnia reklam.

Jan Kobuszewski mógł przynajmniej rozwinąć swoje talenty pisarskie zapisując skargami „Książkę życzeń i zażaleń” w sklepie spożywczym na Górczewskiej. Dzisiejszy odbiorca mediów nie ma nawet tej możliwości.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Nowa normalność, czyli nowy wspaniały świat

Niestety, ale wygląda na to, że „nowa normalność” już nastała i nie będzie innej. Świadczą o tym utrzymujące się obostrzenia, coraz to nowe restrykcje, wprowadzanie zakazów dla niezaszczepionych i obowiązku szczepień przy jednoczesnym skracaniu okresu ważności wcześniejszych szczepień i konieczności przyjmowania kolejnych dawek.

Żyjemy więc w świecie, gdzie najpierw odebrano ludziom przysługujące im prawa, a następnie przywraca się je, ale selektywnie, w ścisłej reglamentacji i warunkowo uzasadniając to stanem wyższej konieczności.

Jest to więc świat, gdzie można wylegać na ulice i skandować „mój brzuch należy do mnie”, ale już nie „moje ramię należy do mnie”. Gdzie walczy się o tolerancję i wolne media, choć one same nawołują do ograniczania wolności obywateli, eskalują poczucie zagrożenia i zachęcają do coraz bardziej radykalnych rozwiązań. Gdzie potępia się mowę nienawiści i „strefy wolne od LGBT”, lecz szkaluje się niezaszczepionych i zabiega o ich wykluczenie. Gdzie to pacjent ma podejmować heroiczne decyzje, aby ratować służbę zdrowia, zamiast oczekiwać od niej pomocy i ratunku.

To nawet więcej niż nowa normalność. To już nowy wspaniały świat w całej okazałości.

Opublikowano Uncategorized | 1 komentarz

Współpraca polsko-ukraińska

Jakoś w mediach (i tych „reżimowych”, i tych „wolnych”) o tym się nie wspomina, ale fakt jest następujący: od początku grudnia Ukraina blokuje przyjazdy do Polski pociągów z Chin i Rosji (pisała o tym bodaj tylko „Rz” 13 XII). Od ponad tygodnia Ukraina blokuje też połączenia z Chin w ramach Jedwabnego Szlaku uruchomione przez PKP LHS („Rz” 19 XII) domagając się przyznania większej ilości zezwoleń dla tranzytu przez Polskę ukraińskich samochodów ciężarowych i grozi – po raz kolejny – złożeniem pozwu do KE. Jeszcze wcześniej Ukraina nie wyraziła zgody na liniowe kursy LOT do Odessy. Polska ponosi więc wymierne straty, w dodatku ryzykuje kolejny konflikt z Brukselą i być może zasądzenie kolejnych kar finansowych.

W zamian za to Polska tradycyjnie, a zwłaszcza teraz, wspiera działania Ukrainy, mobilizuje Zachód do bardziej zdecydowanych działań w interesie Ukrainy, nie bacząc na to, że opowiadając się zawsze po stronie Ukrainy sama naraża się na konflikt z Rosją. Nie jest to mądra ani odpowiedzialna polityka.

Cała ta sytuacja ma chyba tylko jeden pozytywny aspekt. Pokazuje mianowicie, że państwo zabiegające o pomoc i poparcie u drugiego państwa może jednocześnie totalnie je lekceważyć, działać na jego niekorzyść i nastawiać opinię światową przeciwko niemu. Niewykluczone zatem, że ten przykład przyda się Polsce w jej sporach z Ameryką czy UE. Skoro w polityce nie ma mowy o lojalności czy przestrzeganiu sojuszy, o zwykłej przyjaźni już nie wspominając, to i Polska powinna czuć się zwolniona ze stosowania takich nieżyciowych zasad. W przeciwnym razie ryzykuje tym, że nie tylko poniesie wymierne straty ekonomiczne i polityczne, ale również to, że zyska sobie opinię państwa niezdolnego do przestrzegania reguł, które – jak widać – faktycznie obowiązują w relacjach międzypaństwowych. Czyli, mówiąc po prostu, znów wyjdzie na kompletnego frajera. Wraz ze wszystkimi znanymi z historii tego skutkami.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Kto może być Polakiem?

Na to pytanie odpowiada książka Ewy Nowickiej i Sławomira Łodzińskiego zatytułowana „Długie trwanie narodu. Społeczne wymiary polskości (1988-2021)” wydana przez Collegium Civitas w 2021 roku.

Na podstawie badań ilościowych przeprowadzonych w 2018 r. okazało się, że „w społecznej ocenie przynależności do narodu polskiego zdecydowaną przewagę mają kryteria językowe, autodefinicyjne oraz instytucjonalne (w postaci posiadania obywatelstwa naszego kraju)” – s. 67. Na te kryteria wskazywało najwięcej respondentów bez względu na różnice społeczne. Do kryteriów kulturowych (znajomość historii Polski i przestrzeganie obyczajów) odwoływały się osoby z niższym wykształceniem, wierzące, stanowiące elektorat prawicy. Dla osób o takich samych charakterystykach istotne było również posiadanie rodziców narodowości polskiej oraz fakt urodzenia i przebywania w Polsce. Kryterium wiary katolickiej wskazywały osoby najstarsze, a zasługi dla kraju – wierzący i praktykujący.

Także badania jakościowe pokazały daleko idącą otwartość poczucia narodowego (obejmującą także możliwość uznania za Polaka cudzoziemca, a nawet osoby o innym kolorze skóry). Ten inkluzywizm demonstrowali zwłaszcza badani w wieku 30-40 lat posiadający wyższe wykształcenie, którzy równocześnie deklarowali szacunek dla odmienności kulturowej cudzoziemca (nie oczekiwano, iż stając się Polakiem jednocześnie zrezygnuje on z własnej tożsamości) oraz dalecy byli od jakichkolwiek przejawów prozelityzmu narodowego, rasizmu biologicznego i kulturowego.

Co ciekawe, wyniki sondażu okazały się zbieżne z tymi uzyskanymi w międzynarodowym badaniu nad kryteriami tożsamości narodowej wykonanymi w 2016 r. w 14 krajach świata. Pytano tam o znaczenie znajomości języka ojczystego, podzielanie wspólnych tradycji, urodzenie w danym kraju i bycie chrześcijaninem. Uzyskane wtedy wyniki potwierdziły znaczenie konwencjonalnych kryteriów kulturowych, a wyznawanie dominującej religii nie okazało się najważniejsze. „Możemy zatem powiedzieć – konkludują autorzy książki „Długie trwanie narodu” – że otrzymany przez nas obraz kryteriów polskości wpisuje się w szerszy, europejski układ społecznego określania granic swojej przynależności narodowej” (s. 75).

Jakże bolesny to cios dla tych wszystkich środowisk, które pielęgnują przekonania o braku otwartości polskiego społeczeństwa oraz rzekomych dystansach dzielących je od bardziej otwartych, tolerancyjnych i nowoczesnych społeczeństw reszty Europy. I pewnie z tego powodu nowa książka Ewy Nowickiej i Sławomira Łodzińskiego raczej nie może liczyć na reklamę w mediach typu „Gazeta Wyborcza”, „Polityka” czy TVN. Tym bardziej jej promocją powinny zająć się środowiska naukowe, które są – jak wiadomo – bezstronne i obiektywne.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Pandemia – test na europejskość

W styczniu kończącego się już 2021 roku Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy przekonywało, że w UE szczepienia przeciw covid-19 nie powinny być obowiązkowe, apelowało o to, by nieszczepieni nie byli dyskryminowani i wypowiadało się stanowczo przeciw paszportom covidowym. Jeszcze rok nie minął, a w większości krajów UE podjęto decyzje sprzeczne z tymi zaleceniami.

Także w Polsce aktualnie trwa dyskusja nad obowiązkiem szczepień, nieszczepieni są przedstawiani jako główne zagrożenie zdrowia i porządku publicznego (mimo stanowiska zaprezentowanego w listopadowym numerze prestiżowego pisma „The Lancet”), a jeśli chodzi o paszporty covidowe to spory dotyczą nie tego, czy ich wymagać, ale jak restrykcyjnie.

Co ciekawe, zwolennikami najdalej idących obostrzeń i sankcji są przedstawiciele ugrupowań uważających się za zwolenników UE, natomiast w zgodzie ze stanowiskiem Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy pozostają politycy PiS i Konfederacji, czyli środowiska oskarżane wręcz o wrogość wobec UE. Pandemia okazuje się więc swoistym testem na przestrzeganie wartości europejskich.

Opublikowano Uncategorized | 3 Komentarze

Podzwonne dla polskiej socjologii wsi

W grudniu, a więc na dniach, ukazała się książka Andrzeja Kalety – „Szkice o polskiej socjologii wsi” (UMK 2021). Jak pisze autor, powstała ona w sytuacji postępującego marginalizowania tej dyscypliny, na co złożyły się: obserwowany od wielu lat brak zainteresowania problematyką wiejską ze strony studentów, porzucanie subdyscypliny przez samych badaczy na rzecz bardziej modnych interdyscyplinarnych podejść, decyzje instytucjonalne władz ośrodków akademickich, a wreszcie przepisy Ustawy 2.0. „Uznałem – pisze Kaleta – że czas najwyższy sfinalizować dawno temu powzięty zamiar, aby w jednym opracowaniu zgromadzić własne refleksje o przedmiocie i przeobrażeniach dyscypliny, z którą identyfikowałem się przez ponad 40 lat mojej aktywności naukowej. Postanowiłem tej najszlachetniejszej z licznych subdyscyplin socjologii złożyć swego rodzaju hołd w sytuacji, kiedy desperacko walczy o przetrwanie” (s. 8).

Książka Andrzeja Kalety stanowi zwięzłe, ale wyczerpujące podsumowanie najważniejszych rysów socjologii wsi, z istotnym uwzględnieniem refleksji polskich badaczy. Kolejne rozdziały noszą tytuły: 1. Wieś i socjologia
2. Socjologiczne definicje wsi i teorie jej rozwoju
3. Od socjografii do socjologii wsi
4. Socjologia jako subdyscyplina akademicka
5. Socjologia wsi okresu transformacji ustrojowej
6. Międzynarodowa recepcja polskiej socjologii wsi.
Istotnym walorem pracy jest połączenie perspektywy historycznej w charakteryzowaniu rozwoju problematyki i metod z relacją o instytucjonalnych przemianach: powstałych kiedyś i sukcesywnie likwidowanych ośrodkach czy katedrach zajmujących się badaniami wsi, istniejących nadal lub już nieistniejących czasopismach oraz o przejawach aktywności samego środowiska.

W tym ostatnim kontekście na uwagę zasługuje fragment książki, gdzie autor wspomina o najmłodszym pokoleniu badaczy polskiej wsi działających w Polskim Towarzystwie Socjologicznym: „zdynamizowanie pracy jego Sekcji Socjologii Wsi następuje przede wszystkim za sprawą młodego pokolenia badaczy, wychowanków uznanych mistrzów, m.in. Konrada Burdyki (Izabella Bukraba-Rylska – IRWiR PAN), Małgorzaty Dziekanowskiej (Józef Styk –
UMCS), Piotra Nowaka (Krzysztof Gorlach – UJ), Barbary Szczepańskiej (Stanisław Kłopot – UWr)” – s. 190. To zdanie pozwala mieć nadzieję, iż może jednak książka Profesora Kalety nie będzie podzwonnym dla polskiej socjologii wsi.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Amantadyna – nagła zmiana stanowiska

Niedawno w piśmie „Communications Biology” ukazał się artykuł autorów reprezentujących kilka prestiżowych ośrodków badawczych z Danii, Grecji i Niemiec, którzy potwierdzili skuteczność amantadyny w leczeniu covid-19 i rekomendowali stosowanie tego leku: „proponujemy użycie amantadyny jako nowatorskiego i skutecznego sposobu leczenia covid-19”.

Minęło zaledwie kilkanaście dni, a co najwyżej kilka tygodni i już w tym samym piśmie znalazło się sprostowanie. Zamiast cytowanego zdania pojawiło się zupełnie inne: „proponujemy dalsze badania”.

Co się stało? Czyżby autorzy nierzetelnie przeprowadzili badania? A może wyciągnęli z nich fałszywe wnioski? Czy też okazało się, że nie potrafią prawidłowo formułować tego, co mają na myśli? Każda z tych ewentualności jest tak niedorzeczna, że nawet nie warto zaprzątać sobie nimi głowy. Trudno zatem przyjąć jako wyjaśnienie tej zaskakującej zmiany stanowiska inną przyczynę niż odpowiednio silna presja wywarta na autorów, ich instytucje badawcze, a może i redakcje czasopisma.

W średniowieczu i jeszcze dużo później to inkwizycja łamała charaktery uczonym uciekając się do tortur i groźby spalenia żywcem. Kto dziś dysponuje taką siłą, by badacze zmuszeni byli udawać głupców i odwoływać to, co kilka dni wcześniej twierdzili? Galileusz postawiony przed obliczem inkwizycji w 1633 r. przynajmniej szeptem powiedział: Eppur si muove! A jednak się kręci! Czy dzisiejsi uczeni potrafią zdobyć się choćby na taki gest?

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Nienawiść jako zjawisko społeczne

Mimo całej popularności tematu dosyć rzadkie są analizy nienawiści w kategoriach innych niż psychologiczne, czyli takich, gdzie mówi się o tym, co myślą, mówią i robią pojedynczy ludzie (sumowani następnie lub agregowani w określone grupy lub kategorie). Nowa książka Marka Krajewskiego „(Nie)nawidzenia. Świat przez nienawiść” (2020) próbuje pokazać to zjawisko w perspektywie socjologii relacyjnej – jako fenomen grupowy, zwraca bowiem uwagę na to, co dzieje się pomiędzy ludźmi w interakcjach, zwłaszcza tych wykorzystujących nowe media. Ten swoisty asamblaż złożony z aktorów ludzkich i nie-ludzkich potęguje niejako zjawisko nienawiści, choćby przez to, że multiplikuje każdy jego przejaw, nagłaśnia i wizualizuje każdy przypadek. Może to sprawiać wrażenie, iż zjawisko nienawiści przybiera na sile, że nienawidzących i nienawidzonych jest coraz więcej. Łatwo więc pomyśleć, iż obecnie wszyscy stali się Dobuańczykami, opisywanymi przez Ruth Benedict, bo tak jak oni wierzą, iż wszyscy inni dybią na nich i życzą im jak najgorzej.

Do tego wrażenia przyczynia się też z pewnością fakt zaobserwowany już ponad sto lat temu przez Georga Simmla. Kiedy w „Filozofii pieniądza” analizował on znamiona „kultury współczesnej” zauważał, iż cechuje ją pewne „patologiczne zwyrodnienie” – hiperestezja, strach przed zetknięciem, ból odczuwany przy każdym bezpośrednim kontakcie z czymś, co rani subtelność, uduchowienie podmiotu. Ten właśnie „smak negatywny” powoduje, iż tak „łatwo zranić ich tym, co im nie odpowiada, co dla nich niemiłe” (s. 451).

Jakże daleko takim wrażliwcom do postawy Cyrana de Bergerac, który prowokacyjnie deklarował: „Lubię się nie podobać, nienawiść mnie cieszy!” (Rostand). Nie stać ich też na deklarację niejakiego Demetriusza, który zwykł mawiać, że gadaninę głupców ceni sobie tyle, ile odgłos dobywających się z ich brzucha wiatrów – „bo cóż mnie obchodzi, czy wydawane przez nich dźwięki słychać wyżej, czy niżej?” (Seneka – „Listy moralne do Lucyliusza”). Na pewno też nie poradziliby sobie w zwykłej podwórkowej sprzeczce, w której najlepszą reakcją na przezwiska i wyzwiska była odpowiedź: „psie głosy nie idą w niebiosy” lub „kto się przezywa, tak samo się nazywa”. Zamiast tego każdy urażony do żywego choćby krzywym spojrzeniem, wzruszeniem ramion albo czyjąś opinią inną niż jego własna, będzie rozwodził się o swojej traumie i domagał statusu „ofiary” hejtu, mowy nienawiści i dehumanizujących praktyk. W panującej obecnie „kulturze wiktymizacji” status ofiary stał się kondycją bardzo pożądaną i wręcz nobilitującą.

Być może dobrego komentarza do tego zjawiska dostarcza fragment z Astolphe de Custine’a, gdy ten porównując czasy ancien regime’u i porewolucyjne pisał: „w wieku Ludwika XIV wypowiadano się z całkowitą swobodą, miano bowiem pewność, iż słuchaczami będą tylko ludzie, których sposób życia i mówienia niczym się nie różnił; istniało wówczas wykwintne towarzystwo, a nie było szerokiej publiczności. Dziś istnieje jedynie szeroka publiczność, a nie ma wykwintnego towarzystwa, do języka wkradła się swoista drażliwość mieszczańska” („Rosja w roku 1839”, I, s. 225).

Jak widać, socjologiczną analizę uprawiano już dawno i to z powodzeniem. Warto więc, by dzisiejsi socjologowie uczyli się od niegdysiejszych nie-socjologów.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Niewolnik potrzebny od zaraz

W 2000 r., a więc już ponad dwadzieścia lat temu, Frederick Forsyth piał o nadużyciach finansowych w UE: „ów ‚rząd Europy’ (jak mówi przewodniczący KE, Romano Prodi) z siedzibą w Brukseli jest niemal całkowicie przeżarty przez korupcję. Co roku Europejski trybunał Obrachunkowy odmawia zatwierdzenia dorocznych sprawozdań; co roku od 3 do 6 mld funtów (4,7-8,5 mld euro) po prostu gdzieś znika. Dlaczego? A dlatego właśnie, że nikogo nie pociąga się do odpowiedzialności za to, co robi. Z tego bierze się arogancja władzy, która z kolei rodzi korupcję. W starożytnym Rzymie dowódca wojskowy po zwycięskim powrocie miał prawo do triumfalnego przejazdu przez miasto. Stał wówczas w swoim rydwanie i przyjmował owacje ludu. Za nim jednak stał niewolnik, którego zadaniem było szeptanie wodzowi do ucha: ‚Nie jesteś nieśmiertelny. Jesteś takim samym śmiertelnikiem, jak my wszyscy. Nie jesteś bogiem. Jesteś tylko człowiekiem’. Być może dziś trzeba nam znów takich niewolników” – zastanawiał się Forsyth („Forum 6/2000).

Wygląda na to, że obecnie trzeba ponowić apel Forsytha. Ale na pewno nie ma sensu udawać zaskoczenia doniesieniami „Liberation”. Wszystko to wiadomo od dawna, wszystko wygląda tak samo, nic się nie zmienia, może tylko zjawisko przybiera na sile. Czas było przywyknąć, a nie za każdym razem udawać święte oburzenie.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

„Witajcie w IV Rzeszy”

Ostatnio Papież Franciszek porównał Unię Europejską do dyktatury nazistowskiej. Niedługo przedtem krytykowano Jarosława Kaczyńskiego za użycie określenia „IV Rzesza”, choć tym samym określeniem posłużył się Simon Heffer już w 2011 r. – „Każdy wydział każdego rządu strefy euro działa wg polityki podyktowanej przez dawną stolicę Prus. Hitlerowi nie udało się podbić Europy za pomocą środków militarnych, ale współczesne Niemcy dokonały tego za pomocą handlu i dyscypliny finansowej.Witajcie w Czwartej Rzeszy!” (Rise of the Fourth Reich, how Germany is using the financial crisis to conquer Europe – „Daily Mail”).

W tym samym czasie Ulrich Beck pisał o „Niemieckiej Europie” – pozorna niepolityczność Niemiec opiera się na zastępowaniu słowa „władza” określeniem „odpowiedzialność” i dzięki temu Niemcy z „pana” Europy stali się jej „mentorem” upoważnionym do dyscyplinowania pozostałych krajów. Ostatnie zdanie tej książki nie pozostawia wątpliwości: Beck pisze o „niebezpieczeństwie”, gdyż wciąż nieprzerwanie powstaje i umacnia się „niemiecka Europa” (2013, s. 108).

Jeszcze wcześniej Dan Diner, historyk, podkreślał „uderzające podobieństwo ekonomicznych zamierzeń Trzeciej Rzeszy i dzisiejszych struktur UE”, Hans Kahrs zauważał „trwałość niemieckich ambicji wielkoprzestrzennych” (w: H. Orłowski, red. Nazizm, Trzecia Rzesza i procesy modernizacji) a P.L.Berger analizował „zdumiewającą zgodność” współczesnych idei politycznych w Europie z ambicjami Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego („Rewolucja kapitalistyczna” 1995, s. 6).

Jeśli komuś nie trafiają do przekonania te wyjątkowo zgodne opinie, to może bardziej okaże się wrażliwy na przekaz wizualny, czyli capstrzyk zorganizowany przez Bundeswehrę na pożegnanie Merkel: przemarsz żołnierzy w charakterystycznych niemieckich hełmach, pochodnie rozbłyskujące w ciemnościach, w tle monumentalne budowle. Gdyby nie informacje na pasku, że to aktualne wiadomości, można by je wziąć za fragment kroniki sprzed osiemdziesięciu lat.

https://www.rt.com/news/542417-pope-eu-nazi-dictatorship/

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

von Mises przeciw integracji europejskiej

W pracy napisanej w 1927 r. – „Liberalizm w tradycji klasycznej” –
Ludwig von Mises jasno pokazał, że pomysły tworzenia państw ponadnarodowych (takich jak Pan-Europa, Stany Zjednoczone Europy i inne – Unii Europejskiej jeszcze wtedy nie było) są sprzeczne z podstawowymi ideami liberalizmu i cierpią na ten sam defekt: próbują zastąpić szowinizmy nacjonalistyczne ponad-nacjonalistycznymi. Tym samym imperialistyczno-militarystyczne zasady prowadzenia polityki nie zostałyby (jego zdaniem) wcale zlikwidowane, ale tylko podniesione na wyższy poziom. Zamiast zwalczania się państw między sobą pojawiłoby się zwalczanie Anglii, Rosji czy USA przez jedno państwo europejskie.

„Ruch na rzecz utworzenia federacji państw europejskich narodził się z poprawnej obserwacji, ze wszystkie formy szowinistycznego nacjonalizmu są nie do utrzymania. Ale to, co chcą na jego miejsce wprowadzić poplecznicy tego ruchu, jest niewykonalne, a nawet gdyby cel ruchu pan-europejskiego mógł być osiągnięty, świat nie stałby się przez to ani krztynę lepszy. Walka zjednoczonego kontynentu europejskiego przeciwko innym wielkim potęgom światowym byłaby nie mniej zgubna niż obecna walka krajów europejskich między sobą” – pisał von Mises (2001, s. 198).

Co ciekawe, jego zdanie podzielają dziś narodowcy, konserwatyści i populiści, ale nie – tak przecież liczni – liberałowie. Ludwig von Mises byłby pewnie zdziwiony.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Od „docentów marcowych” do „czasopism czarnkowych”

Może tak właśnie podsumuje kiedyś ten wycinek dziejów nauki polskiej jakiś historyk. I pewnie zauważy, że w marcu władza komunistyczna nagrodziła tylko swoich zwolenników, a 1 grudnia 2021 publikując nową listę z punktacją czasopism władza pisowska okazała się bardziej wspaniałomyślna, bo nagrodziła też te środowiska, które o rządzących nie wypowiadają się inaczej jak „pisowskie gnidy” – wystarczy poczytać wpisy niektórych akademików na FB.

> https://www.gov.pl/attachment/acf4c73a-188b-42a0-a82b-f0b809fb2307 >

Wiadomo, że w obecnej sytuacji zdobycie odpowiednich punktów to dla środowisk naukowych „być albo nie być”. Nie ulega też wątpliwości, że wiele czasopism z ministerialnej listy zasługuje nawet na dużo więcej punktów, niż im przyznano. Ale pewne jest również to, że wszystkie środowiska naukowe w Polsce i wszystkie czasopisma zasługują na to, by wreszcie mogły się uwolnić od jakiejkolwiek punktacji, bo o prawdziwej randze naukowej nie decydują urzędnicy, powoływane przez nich komisje i przyznawane punkty. To zawsze rodzi (często niestety uzasadnione) podejrzenie, że punkty zostały „załatwione”, „wychodzone” i „wyproszone”.

A więc raczej nie wypada – zwłaszcza tym, którzy każdą wcześniejsza decyzję min. Czarnka obśmiewali i krytykowali – cieszyć się z uzyskanej puktacji. Nowa lista czasopism nie jest bowiem wcale listą zasług ani powodem do chwały. To raczej przyczynek do tego, co kiedyś Jacek Trznadel w odniesieniu do literatury nazwał „hańbą domową”. Akademicy też mają się czego wstydzić, a „czasopisma czarnkowe” są tylko jednym powodem więcej do takiego wstydu.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Wyznanie wiary w życie poza-grantowe

Profesor Jerzy Langer słusznie czyni podejmując temat zasadności funkcjonowania systemu grantowego, a raczej jego licznych dysfunkcji czy wręcz patologii. Argumenty niby dobrze znane, ale jakoś wciąż nie trafiające do przekonania miłościwie panującym w polskiej nauce. Trzeba jednak mieć nadzieję, że „kropla drąży skałę”.

> https://uniwersyteckie.pl/nauka/prof-jerzy-j-langer-czy-istnieje-zycie-pozagrantowe >

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Mowa nienawiści – co jest „faktem”?

Prowadzone aktualnie rozważania o „mowie nienawiści” w sposób naturalny prowadzą do pytania, czy czasem dzisiejszy dyskurs o niezaszczepionych nie nabiera cech takiej właśnie „nienawistnej narracji”. Nienawistnej, bo budzącej nienawiść wobec pewnej grupy lub jednostek, przypisującej tym grupom lub jednostkom cechy negatywne i wyłączającej je z obszaru moralności oraz obowiązywania prawa. Odnoszenie „mowy nienawiści” wyłącznie do grup rasowych, etnicznych, wyznaniowych nie ma żadnego uzasadnienia, słusznie wiec zostało więc rozszerzone na obszar inności seksualnych, związanych z wiekiem czy światopoglądowych (np. poglądy polityczne).

Nic więc dziwnego, że pytanie o niezaszczepionych padło podczas wczorajszego seminarium prof. Joanny Kurczewskiej poświęconego właśnie „mowie nienawiści”. Jak się wydaje, już same stosowane w debacie publicznej określenia tej grupy (było nie było – mniejszościowej) uzasadniają zadanie takiego pytania, mówi się bowiem o nich, że to skrajni egoiści, element aspołeczny i nieodpowiedzialny, bo „okupują szpitale”, „wyrzucają pozostałych chorych z łóżek”, „terroryzują innych” i „zapychają służbę zdrowia”. Równocześnie rozważa się też zasadność wprowadzenia dla nich różnych ograniczeń i restrykcji:
– odmowa leczenia (lekarze podpytywani są w mediach, komu najpierw udzieliliby pomocy: zaszczepionemu czy niezaszczepionemu, tak jakby obowiązkiem lekarza nie było leczenie w pierwszej kolejności osoby bardziej potrzebującej)
– wprowadzenie odpłatności za leczenie (a co w takim razie z nałogowymi alkoholikami, co z palaczami, którzy trują też innych, co z nosicielami HIV oraz chorób wenerycznych, co z łakomczuchami cierpiącymi na nadwagę i cukrzycę itp.)
– stygmatyzowanie, piętnowanie, wykluczanie, stosowanie przymusowej izolacji (segregacja sanitarna) i inne formy dyskryminacji.

Jak przypomniał jeden z komentatorów, znana w psychologii „piramida nienawiści” opracowana przez G. Allporta pokazuje, że najpierw zaczyna się od mówienia, potem występuje unikanie (zwiększanie dystansu społecznego), następnie pojawiają się różne formy dyskryminacji, później ataki fizyczne i wreszcie eksterminacja. Dokładnie według tego scenariusza rozwijał się jakieś sto lat temu dyskurs nazistowski o Żydach. Znani lekarze i eksperci medyczni twierdzili, że to głównie Żydzi roznoszą choroby, wywołują epidemie i stanowią zagrożenie biologiczne dla otoczenia, dlatego postulowano ich izolację, a później likwidację. Dla poparcia tych „faktów” wykorzystywano również dane statystyczne, wg których aż 92% zarażonych tyfusem w GG to byli właśnie Żydzi (J. Chapoutot – „Nazistowska rewolucja kulturalna” 2020, s. 290).

Tym bardziej musi dziwić reakcja jednej z dyskutantek, która stwierdziła, że przywołane zarzuty wobec niezaszczepionych to przecież poparte danymi statystycznymi „fakty”, a nie wyraz uprzedzeń (tak jakby nie pojawiały się ostatnio inne fakty, mówiące, że również zaszczepieni stwarzają zagrożenie dla otoczenia, chorują i trafiają do szpitala, a nawet coraz liczniej umierają).

A jeszcze bardziej dziwna była kolejna wypowiedź, której autorka wyraziła się, iż twierdzenie, że „migranci gwałcą białe kobiety” to nie jest „fakt”, lecz krzywdzące „uogólnienie”.

Co zatem jest „faktem” w kontekście debaty o „mowie nienawiści”? Co zasługuje na to określenie, a co nie? I kto o tym decyduje – społeczeństwo czy badacz, który „wie lepiej”?

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Czego chcą migranci?

Od kilku miesięcy koczujący na granicy polsko-białoruskiej migranci domagają się, by ich wpuścić.
Ale ledwie ich wpuszczono i umieszczono w ośrodków dla migrantów w Wędrzynie, zaraz zaczęli domagać się, by ich wypuścić.
Zresztą od początku, było wiadomo, że właściwie chcą tylko tego, by ich przepuścić.
A że w ośrodku dobrze ich żywiono, a nawet urządzono im siłownię, by nie stracili kondycji, no to pokazali, że są w bardzo dobrej kondycji, co odczuli na swojej skórze polscy pogranicznicy i żołnierze. Tylko tak dalej.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Kolejne ostrzeżenie prof. Bridle

Prof. Bridle z uniwersytetu w Ontario po raz kolejny przedstawił dowody, że toksyczne białko kolca wirusa, które wstrzykuje się w szczepionkach mRNA w ramię pacjenta, wcale nie pozostaje w mięśniu ramienia, lecz przenika do krwioobiegu i trafia dalej, do poszczególnych narządów, powodując ich stan zapalny. Oznacza to, że osoby zaszczepione, które jakoby „zachorowały na covid” zaraz po przyjęciu preparatu, a jeszcze przed nabyciem odporności, prawdopodobnie wcale nie zachorowały na covid, lecz ponoszą konsekwencje „szczepienia” – tak reaguje ich organizm, zainfekowany toksyną, którą w dodatku musi zacząć sam produkować, aby następnie zacząć produkować na nią przeciwciała. Już sama ta pokrętna logika działania preparatów mRNA powinna była dać do zastanowienia od samego początku, a wyniki wciąż prowadzonych badań tylko potwierdzają te obawy.

Jeśli dodać do tego wyniki badań prof. Petera McCullougha pokazujące, że zaszczepieni mają 251 razy więcej wirusa w swoim ciele niż niezaszczepieni, a więc są o wiele bardziej efektywnymi jego roznosicielami niż niezaszczepieni, można tylko dziwić się, że restrykcje i ograniczenia zamiast dotyczyć przede wszystkim zaszczepionych wciąż są kierowane przeciw niezaszczepionym.

Można też snuć bardziej futurystyczne i przerażające wizje tego, co może zdarzyć się w przyszłości. Skoro tak duża część populacji na świecie przyjęła już ten preparat, to nie tylko należałoby pomyśleć o ich odizolowaniu od reszty, ale też o tym, czy – w przypadku gdyby potwierdziły się obawy niektórych naukowców (że jednak RNA wirusa przeniknie do DNA człowieka) – nie powinno się zacząć traktować takich osób jako istoty nie w pełni ludzkie, bo zmodyfikowane genetycznie, zamienione w pożywkę wirusa i przejmujące niektóre jego właściwości. A wtedy niewykluczone, że w czyjejś głowie zaświta myśl, iż skoro nie są to ludzie, lecz hybrydy, to może nie przysługują im prawa człowieka i obywatela i jako produkty sztucznych modyfikacji powinni raczej służyć do dalszych medycznych eksperymentów, być wykorzystywani do produkcji kolejnych preparatów albo jako magazyny części zamiennych do przeszczepów.

W takim przypadku sytuacja odwróciłaby się diametralnie: z bohaterów, którzy przyjęli preparat Pfizera, aby „zabezpieczyć siebie i innych|”, staną się źródłem zagrożenia dla pozostałych, będą stygmatyzowani i wykluczani spomiędzy „zdrowych i normalnych”, a być może trafią do laboratoriów jako nawet nie ludzie, ale zaledwie materiał biologiczny „na przemiał”.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

The Lancet – nie wolno stygmatyzować niezaszczepionych

Rząd szykuje kolejne obostrzenia – przede wszystkim dla niezaszczepionych, media kontynuują na nich nagonkę, a zapraszani do stacji telewizyjnych lekarze podtrzymują wersję, iż to właśnie niezaszczepieni stanowią największe niebezpieczeństwo. Tymczasem wystarczyłoby, aby wszyscy ci domorośli specjaliści, eksperci od siedmiu boleści, medialne autorytety, a zwłaszcza przedstawiciele rady medycznej i naukowcy, pożal się Boże, zamiast upowszechniać fake newsy i twierdzenia nie mające nic wspólnego z prawdą zechcieli zajrzeć do fachowych pism. Choćby do listopadowego numeru „The Lancet”, który zadaje kłam temu wszystkiemu, co przekazywane jest dzień po dniu polskiemu odbiorcy zarówno przez media publiczne, reżimowe, jak i te wolne, zwane polskojęzycznymi.

>> https://doi.org/10.1016/S0140-6736(21)02243-1
>>

Warto więc zapytać, czemu ma służyć sianie dezinformacji, przekonywanie, iż niezaszczepieni to oszołomy, elementy aspołeczne, wrogowie publiczni, potencjalni mordercy i sabotażyści chcący doprowadzić do zapaści służby zdrowia.

Ciekawe też, dlaczego akurat w tej kwestii panuje taka zgoda ponad politycznymi podziałami, skąd taka zastanawiająca jednomyślność i wspólny front wobec tych nielicznych, którzy mają inne zdanie.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Selektywna wrażliwość posłanki Sylwii Spurek

Po rybach, krowach i innych stworzeniach dużych i małych przyszła teraz kolej na konie: posłanka Sylwia Spurek stwierdziła, iż jeździectwo to eksploatacja zwierząt, bo ich relacja z człowiekiem nie jest oparta na partnerstwie, empatii i szacunku, a więc domaga się zakazu uprawiania tego sportu.

Szkoda, że posłanka nie zabrała dotąd głosu w sprawie pracownika firmy Amazon, który zasłabł podczas pracy i zmarł, gdyż przełożeni zabronili mu choćby krótkiego odpoczynku. Gdyby chodziło o konia wożącego turystów do Morskiego Oka, na pewno pani S.S. pojawiłaby się w pierwszym szeregu obrońców praw zwierząt z postulatem zaprzestania tak ohydnego procederu, ale pracownik Amazona był tylko człowiekiem…

Jej stanowisko nie powinno dziwić. Jest bowiem typowe dla pewnego rodzaju ludzi, którzy – jak Bernard Mandeville – „są czuli na krzywdę i cierpienie zwierząt, ale wobec bliźnich nie przejawiają ani odrobiny ciepłych uczuć” (B. Mandeville – „Skromna obrona domów publicznych” 2016, s. XXXVI). I takich ludzi nigdy nie brakowało. Kilka miesięcy temu niemiecka minister rolnictwa, Julia Klockner, zgłosiła projekt zakazu abortowania embrionów kurcząt z zapłodnionych jaj. Ten pomysł skomentował filozof, David Engels, pisząc, że oto dożyliśmy czasów, gdy „kurzy embrion cieszy się większą ochroną niż ludzki”.

Problem tylko w tym, że takie czasy nie nastały dopiero teraz, ale miały miejsce już dużo wcześniej i nie powinno się o tym zapominać. W swoich „Dziennikach” pod datą 11 października 1939 roku Jarosław Iwaszkiewicz wspomniał o rozporządzeniu niemieckiego okupanta, by „wystawianego na sprzedaż drobiu nie wiązać za nogi, bo to boli”. Warszawa bombardowana dzień i noc, giną kobiety i dzieci, a tu taki zakaz – napisał Iwaszkiewicz. I dodał: „czy to nie całe Niemcy w tym rozporządzeniu?”

Jak widać, ta niemiecka wrażliwość nie jest obca również posłance S.S., której można zadedykować jeszcze jedno zdanie z „Dzienników” Iwaszkiewicza: „miłość do zwierząt jest uczuciem faszystowskim” (tom I, s. 280). Taka opinia nie mogła dziwić w okresie powojennym, ale przypomina się także dzisiaj.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

LGBT Free Zone itp.

„LGBT Free Zone” („Strefa wolna od LGBT”) – tego rodzaju napis nasuwa oczywiście najgorsze skojarzenia („Whites only”, „Nur fur Deutsche”) i o to zapewne chodziło aktywiście, Bartowi Staszewskiemu, który w ten sposób „zwizualizował” decyzje niektórych samorządów w Polsce.

Ale nie ma potrzeby sięgać w aż tak, na szczęście, odległą przeszłość, by szukać analogii dla hasła, które wzburzyło opinię publiczną w Polsce, a nawet europarlamentarzystów, jako drastyczny przejaw dzielenia ludzi, segregacji i dyskryminacji. Można bowiem przypomnieć sobie coś z bliższej historii. Po wyborach prezydenckich w USA w roku 2004 (przegrał wtedy kandydat demokratów, John Kerry, a wygrał republikanin G. Bush) na wielu restauracjach w Nowym Jorku pojawiły się tabliczki z napisem: „Blue zone”, co miało oznaczać „tylko dla demokratów” (Janusz Głowacki – „Jak być kochanym?” 2017, s. 373).

Czemu zatem nie postrzegać decyzji niektórych polskich samorządów „zwizualizowanej” w napisie: „Strefa wolna od LGBT” w tym właśnie kontekście i nie traktować ich jako wyrazu demokratycznego prawa do prezentowania własnej opinii i decydowania, kogo chce się widzieć na swoim terenie –
czy będzie to restauracja w Nowym Jorku, najbardziej nowoczesnym, wielokulturowym i postępowym mieście świata, czy też obszar tej lub innej gminy gdzieś w Polsce lokalnej.

Opublikowano Uncategorized | 3 Komentarze

Wybaczanie

Franciszkanin, lat 35, pobity ze skutkiem śmiertelnym w parku w Siedlcach. I niemal natychmiast współbracia zakonnicy wydali oświadczenie, iż „wybaczają” sprawcy/sprawcom.

Wybaczanie to chrześcijańska powinność, ale czemu nastąpiło to tak szybko, niemal skwapliwie, przez co ten chwalebny akt zmienił się w zdawkowy gest. Wybaczanie zakłada bowiem jakąś osobistą relację, refleksję nad winowajcą i jego postępkiem, a także wewnętrzne przepracowanie własnych emocji,  nie jest więc formalną decyzją podjętą automatycznie, dla odfajkowania sprawy. Tak praktykowane wybaczanie, jakie zademonstrowali zbyt gorliwi franciszkanie z Siedlec, zamienia się w pusty gest, który uchybia ofierze, rzuca cień na wybaczających, a dla sprawcy/sprawców będzie przedmiotem szyderstwa.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz