„Zatruta humanistyka”

Pismo „Arcana” (1-2/2018) przypomina tekst B. Cywińskiego z 1979 zatytułowany „Zatruta humanistyka”. Autor omawia w nim program przedmiotów humanistycznych w szkole lat 70. i przedstawia treści podręczników jako przejaw indoktrynacji ideologicznej. Spomiędzy kilku wątków analizowanych przez Cywińskiego zwraca uwagę jego analiza zawartego w treściach programowych wizerunku Kościoła, szczególnie negatywnie ocenianego w perspektywie marksistowskiego światopoglądu.

Niby to wszystko są kwestie doskonale znane, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że tamta indoktrynacja okazała się całkiem skuteczna, skoro do dziś nie brak tych, którzy krytykują religię, ludzi wierzących i Kościół posługując się dokładnie tymi samymi argumentami, a raczej kliszami, co PRL-owscy propagandziści.

Kiedyś głoszących takie hasła nazywano wolnomyślicielami. Dziś pasuje do nich podobne, ale jednak inne określenie: wolno myślących, bo najwyraźniej jeszcze nie wyszli poza schematy wpojone im w komunistycznej szkole.

Reklamy
Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Sparametryzować Ministerstwo?

Podczas gdy Sejm proceduje Ustawę 2.0 mającą stanowić zwieńczenie wieloletniego reformowania nauki i szkolnictwa wyższego, które zmierzało do coraz bardziej drobiazgowej kontroli i oceny środowisk naukowych, warto wreszcie pomyśleć nad rewanżem. W społeczeństwie demokratycznym instytucje państwowe pełnią bowiem służebną rolę, nawet jeśli czasami wydaje im się inaczej, a więc istnieje pilna potrzeba, by równolegle do inwigilacji oraz ewaluacji naukowców przez urzędników resortu zaczęto równie skrupulatnie sprawdzać i oceniać tychże urzędników, a zatem funkcjonowanie całej instytucji.

O tym, jakie to ważne, przekonywał chociażby Robert Putnam, który w swojej klasycznej już pracy „Demokracja w działaniu” proponował konkretne kryteria i wskaźniki sprawności działania instytucji publicznych. Kto jak kto, ale socjologowie powinni o tym pamiętać; powinni też umieć zaproponować odpowiedni do polskich warunków system kontroli kluczowego z ich punktu widzenia resortu.

Może wtedy nie zdarzałyby się takie sytuacje, jak wydawanie rozporządzeń nie mających umocowania w aktualnie obowiązującym prawie (co się zdarzało za min. Kudryckiej) albo tworzenie prawa działającego wstecz (co miało miejsce i wtedy i później) a na zapytania jednostek naukowych o wykładnię mętnych przepisów urzędnicy nie udzielaliby odpowiedzi typu: chodzi o to i o to, ale taka interpretacja nie musi być obowiązująca (autentyczne). Może znikłyby też niejasne praktyki przyznawania środków na badania, zaczęto by wreszcie rozstrzygać konkursy w zapowiedzianym terminie, nie stosowano by w ocenie publikacji naukowych punktacji czasopism wymyślonej dla potrzeb bibliotekarzy (!), zaś dyrektorzy departamentów nie wypowiadali się arogancko w stylu: od naukowców będzie się wymagać…

Ale to wszystko nie zmieni się, dopóki sami naukowcy nie dojdą do wniosku, że Ministerstwo jest po to, by ich obsługiwać, nie zaś odwrotnie. To słuszne przekonanie na temat właściwej roli i miejsca urzędnika państwowego (choćby najwyższej rangi) jakoś jednak nie przebija się do świadomości naukowców. Dlatego pewnie długo jeszcze nie zapanuje słuszne przeświadczenie, iż to instytucja ma zaspokajać potrzeby środowiska i być do jego dyspozycji, a nie zachowywać się jak władza dyscyplinująca nieudolnych i niewydolnych poddanych. Kto jak kto, ale socjologowie powinni o tym wiedzieć.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

„Pokrzywione” czy „rosochate”?

Znany cytat z Kanta: „Z pokrzywionego drzewa człowieczeństwa nie da się wyciosać nic prostego” mógłby brzmieć inaczej i chyba lepiej. W tłumaczeniu Ireny Krońskiej brzmiał on bowiem tak: „Z drzewa tak rosochatego, z jakiego zrobiony jest człowiek, nie można wyciosać czegoś zupełnie prostego” (w: T. Kroński – „Kant” 1966).

Szkoda, że w polskiej humanistyce przyjęła się ta pierwsza wersja: sugerująca jakąś wadliwość istoty ludzkiej, a nie jej krnąbrność, brak uległości wobec wszelkich prób „ociosania”. „Pokrzywione” to przecież nie tylko „zdegenerowane”, odległe od prawidłowego itd. ale też ułomne, zasługujące na poprawienie i wyprostowanie, podczas gdy w „rosochatym” pobrzmiewa hardość i nieustępliwość. To wszystko, co społeczeństwo, cywilizacja i konkretne kultury wyrządzają naturze człowieczeństwa, to niekoniecznie niezbędne zabiegi korygujące niedoskonałości, ale także brutalne zabiegi tępienia istniejących predyspozycji w imię pewnych wzorów i wartości niekoniecznie godnych tego miana.

„Rosochate” brzmi więc zdecydowanie lepiej niż „pokrzywione” i chyba bezpieczniej byłoby używać tego pierwszego określenia.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Prowincjonalna Parada Równości

Po raz 18 ulicami Warszawy przeszła wczoraj Parada Równości skupiająca zwolenników LGBT. Z roku na rok Parada budzi coraz mniejsze zainteresowanie, o czym świadczy chociażby tegoroczna próba aktywistów LGBT podłączenia się pod strajk studentów na Uniwersytecie Warszawskim. Ale chyba ważniejsze jest coś innego. Jeśli spojrzeć na ten ruch z perspektywy ogólniejszej, to widać wyraźnie, jak jest on prowincjonalny, niekonsekwentny i zakompleksiony.

Po pierwsze: czemu wciąż używają skrótu LGBT, skoro na całym cywilizowanym świecie mówi się o LGBTQ2?

Po drugie: czemu marsze odbywają się pod hasłem „równości”, a nie „dumy”? Niby komu to środowisko chce być „równe” – reszcie polskiego społeczeństwa, czyli tym wszystkim nietolerancyjnym, obskuranckim i zaściankowym obywatelom? Przecież przynależność do LGBT to powód do wyróżniania się, a nie zrównywania z innymi. Przecież to z tych szeregów rekrutuje się najbardziej kreatywna klasa (przynajmniej według Richarda Floridy). To do nich należy przyszłość, bo są awangardą ludzkości!

Po trzecie – czemu zatrzymują się w pół drogi, zamiast tak jak gdzie indziej otwarcie kwestionować wszelkie przesądy i protestować przeciw jakimkolwiek ograniczeniom. W takiej Kanadzie premier Ontario, Kathleen Wynne, kiedy już urodziła i odchowała trzy córki, ocknęła się wreszcie i zrzuciła jarzmo patriarchalizmu ogłaszając, że jest lesbijką. Zatrudniła więc światowej sławy dr. Ben Levina z uniwersytetu w Manitobie i Harvard (tego samego, który rozpowszechniał pornografię dziecięcą i współżył seksualnie ze swymi dziećmi), a ten przygotował programy edukacyjne dla szkół publicznych. To właśnie w Ontario Marsze LGBTQ2 noszą nazwę Parad Dumy, a przed szkołami obok flag kanadyjskich powiewają tęczowe flagi.

Widać więc, jak bardzo polskie środowisko LGBT – zarzucając całemu społeczeństwo prowincjonalne zacofanie – samo jest zacofane i prowincjonalne. Nie wróży to dobrze temu ruchowi, ale jeśli się on rozpadnie, nie będzie to winą niesprzyjającego mu otoczenia, lecz wyłącznie jego własną.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Debata o Kościele w Polsce

Podczas ostatniej debaty IFiS-u omawiano kwestie relacji Kościół – władza – społeczeństwo. Grono panelistów zaprezentowało wiele różnych podejść (właściwie zabrakło tylko absolutnych ekstremów, czyli ojca Rydzyka z jednej strony i biskupa Głódzia z drugiej).

Oprócz wypowiedzi opartych na badaniach i na konkretnych danych nie brakło też tych powielających utarte, a nieprawdziwe stereotypy (np. ten o poziomie zaangażowania politycznego księży na rzecz konkretnych partii: jak pokazała prof. Mirosława Grabowska z CBOS-u, w rzeczywistości tylko 7% praktykujących zauważa ten fakt i w dodatku zauważają oni ten fakt tym częściej, im rzadziej zaglądają do kościoła…)

Co do kwestii zapowiedzianej w tytule debaty, to w wypowiedziach panelistów wyraźnie brakowało odniesienia sytuacji w Polsce do założeń ustrojowych w krajach zachodnich (np. do Wielkiej Brytanii, gdzie jest kościół państwowy, monarcha jest nie tylko głową państwa, ale też Kościoła anglikańskiego, a słowa hymnu zawierają frazę: „Boże, chroń królową!” czy też do Danii z jej luteranizmem jako oficjalnym Duńskim Kościołem Narodowym) nie mówiąc już o wcale nie odosobnionych praktykach (jak chociażby sytuacja w ultra laickiej Francji, gdzie po zamachu na Charlie Ebdo cały rząd i elita polityczna kraju stawili się na mszy w katedrze Notre Dame, a następnie przystąpili do Komunii Świętej!)

Generalnie, cała dyskusja okazała się ciekawa, bo:
– z jednej strony potwierdziła znaną prawidłowość, że im komuś dalej do Kościoła, tym gorliwiej zabiega o jego wierność zasadom, moralną nieskazitelność i stabilną przyszłość wiązaną z licznym gronem światłych wyznawców)
– z drugiej podważyła obiegowe przekonanie o autorytaryzmie i nietolerancji Kościoła (fakt, że duchowni tacy jak dominikanin o. Ludwik Wiśniewski wciąż mogą zabierać publicznie głos jest najlepszym dowodem na otwartość i pluralizm tego Kościoła)
– a z trzeciej strony pokazała, że nawet dziś są osoby rozumujące tak samo jak niejaki Stalin, który twierdził, że walka klasowa nasila się w miarę słabnięcia kapitalizmu. Ten właśnie schemat myślenia zastosował prof. Zbigniew Mikołejko odpowiadając, iż Kościół dlatego właśnie, że słabnie, to wzmaga swe wysiłki. Bęc!

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Autonomia czy putinizacja uczelni?

Aby oddać sprawiedliwość: wczoraj bodaj tylko tvn24 w wieczornym bloku wiadomości o 21.15 dał spory materiał o strajku studentów na UW. I dzisiaj w porannych informacjach też chyba tylko w tvn24 była o tym mowa (m.in. przed budynkiem Rektoratu przeprowadzono wywiad z jednym z organizatorów strajku).

Natomiast w telewizyjnej „jedynce” już o 8.15 stawił się min. Gowin (choć może i tak miał zamiar się pokazać), ale tym razem ze względu na okoliczności musiał dłużej niż niecałą minutę (czyli tyle czasu, ile zwykle poświęca w swoich wypowiedziach sprawom nauki, wchodząc możliwie szybko w rolę wicepremiera) opowiadać o tym, że przecież Ustawa 2.0 została skonsultowana ze wszystkimi i zaakceptowana przez wszystkie środowiska i ciała akademickie.

I oczywiście, to co wielu nazywa groźbą putinizacji uczelni, pan minister przedstawił jako niezbędne poszerzenie kompetencji rektora wyłanianego wszak w powszechnych wyborach, powołując się przy tym na zakres kompetencji rektora Cambridge. Zabawne są te odniesienia. Mamy mieć naukę na takim poziomie jak najlepsze uczelnie świata, ale przy poziomie finansowania równym budżetowi jednej z takich uczelni. Albo: powinniśmy się wzorować na modelu amerykańskim, ale po co nam w takim razie instytucja ministerstwa nauki (której nie ma w USA) nie mówiąc już o osobie samego ministra itd.

Życząc oczywiście strajkującym sukcesu, a przynajmniej powodzenia, bardziej realistyczne będzie chyba jednak wyrazić przypuszczenie, iż – niestety – tak jak do tej pory polska nauka będzie raczej przypominała Pana Twardowskiego na kogucie, który „w jednym kapciu, drugim bucie” ale jednak poleciał na księżyc. I to ile lat przed Amerykanami! Teraz zaś, jeśli Ustawa 2.0 przejdzie, panowie Twardowscy zdobywając się czasami (mimo mizerii finansowej i obciążeń biurokratycznych) na naprawdę wspaniałe osiągnięcia, będą pewnie musieli wznosić przy tym okrzyki: go win, go win albo nawet: Gowin, Gowin!

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Strajk studentów na Uniwersytecie Warszawskim

Studenci na Uniwersytecie Warszawskim zaczęli strajk okupacyjny w budynku Rektoratu.
A w mediach – wciąż i po wiele razy na dobę – o płonących składowiskach śmieci i o naszej kadrze do Moskwy.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz