USA i Turcja

Ataki Turcji na Kurdów w Syrii wywołały krytykę i sankcje ze strony USA. Państwo, które samo nie wzdraga się przed akcjami zbrojnymi, a nawet regularną wojną w różnych częściach świata, jeśli tylko uzna, że jego interesy są zagrożone, występuje więc przeciw swemu najsilniejszemu sojusznikowi w ramach NATO.

W kategoriach politycznych można to skomentować następująco: widoczny jak na dłoni rozłam w sojuszu atlantyckim – wojska amerykańskie zostały już nawet ostrzelane przez siły tureckie, co na pewno bardzo cieszy zwłaszcza Rosję.

Ale można to skomentować jeszcze inaczej: USA w swojej humanitarnej reakcji przypominają niejakiego Brunera z serialu „Stawka większa niż życie”. Bruner też nie lubił patrzeć na bitego człowieka, jeśli to nie on był tym, kto bije.

Reklamy
Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Spinoza – komentarz powyborczy

No więc będzie to, co było. Tylko wyjaśnienia tego faktu są jak kulą w płot: że to efekt monopolu w mediach (tak jakby Polacy już w PRL-u nie uodpornili się na propagandę), że to wpływ Kościoła (tego samego, którego zaleceń w tylu ważnych kwestiach społeczeństwo w ogóle nie słucha) itd.

Wszystko zatem wskazuje, że najrozsądniejsza wydaje się opinia M. Urbanka sprzed kilku lat, kiedy pytał o oblicze tego rządu: czy prezentuje on populizm z domieszką nacjonalizmu, czy autorytaryzm z domieszką dyktatury. A po 4 latach rządów można by dodać kolejne określenia, których stanowczo nadużywano: czy jest on bardziej „faszystowski”, czy raczej „bolszewicki”. Nietrudno zauważyć, że każda kolejna charakterystyka obala i kompromituje wszystkie poprzednie, bo i tak wychodzi na to, że ten rząd nie jest podobny do czegokolwiek innego poza samym sobą.

Więc może rację miał (i ma nadal) Urbanek, kiedy dodawał: a może ten rząd „jest po prostu rządem chcianym przez większość Polaków, czego też wykluczyć nie można” (Odra” 12/2016, s. 15)? A wobec tego faktu na nic zda się wyśmiewanie, płakanie czy przeklinanie, tylko trzeba to po,prostu zrozumieć. Czyli dokładnie tak, jak to głosił Spinoza: non ridere, non lugere neque detestari, sed intelligere.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Histeria klimatyczna – nowe średniowiecze?

W mijającym tygodniu odbyła się kolejna debata IFiS-u poświęcona tym razem zmianom społecznym stanowiącym efekt kryzysu klimatycznego. Paneliści przywoływali wymowne dane obrazujące skalę zagrożenia, mówili o uchodźcach klimatycznych, o ryzyku przesuwanym na młodsze pokolenia, o słabnącej roli państwa i o groźbie ukonstytuowania norm społecznych opartych na nierówności.

Do tych wszystkich zjawisk można by jednak dodać także to, że obecne reakcje na kryzys klimatyczny przypominają te, których widownią była średniowieczna Europa. Tak jak wówczas pojawiały się ruchy społeczne stanowiące wyraz „paniki moralnej” opartej na przekonaniu, że ludzie tyle już nagrzeszyli, iż rychły koniec świata jest nieuchronny, tak teraz organizowane są akcje, które gromadzą ludzi pogrążonych już nie w depresji, ale wręcz w histerii klimatycznej (vide: nie panująca nad emocjami 16-letnia Greta, ewidentna ofiara doniesień internetowych).

Ale dzisiejsze akcje przypominają ruchy średniowieczne także pod tym względem, iż stanowią wyraz masowego „zarażania się” wiarą w coś, czego zwykły śmiertelnik nie jest w stanie udowodnić, a więc wierzy we wszystko, co twierdzą uznane autorytety – w średniowieczu były to osoby duchowne, dziś są to naukowcy.

Już dawno G.B. Shaw stwierdził tę zadziwiającą prawidłowość, mówiąc że stajemy się bardziej przesądni niż dawniej (co ilustrował powszechnym przekonaniem, iż ziemia jest okrągła, choć mało kto potrafi tego dowieść – N. Postman „W stronę XVIII stulecia”, s. 181). Czyżby społecznym efektem niepodważalnych postępów nauki (także tych o klimacie i środowisku) miało być upowszechnianie się postaw opartych na wierze?

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Co lubili naziści?

Lubili wiele rzeczy, a ich wyliczenie sprawia, że współcześni mogą poczuć się nieswojo. Jak pokazuje bowiem w swoim „Krytycznym słowniku mitów i symboli nazizmu” Rosa Sala Rose, naziści lubili czystą, nieskażoną przyrodę i pieczywo pełnoziarniste, opowiadali się za uprawami biodynamicznymi i wegetarianizmem, wielbili górską szarotkę jako symbol czystości, skromności i siły oraz tężyznę fizyczną i sport. Jednocześnie z zapałem budowali autostrady, zwalczali nałóg palenia i podziwiali kulturę ludową, jako wyraz prostego naturalnego życia ludu.

Inna rzecz, że prosty lud nie odwzajemniał tych zachwytów, bo (o czym pisze H.E. Barnes w zakończeniu II tomu „Rozwoju myśli społecznej”) „prości niemieccy chłopi (inaczej niż niemieckie drobnomieszczaństwo, czyli średnia „klasa średnia”), nie chcieli postępować w myśl wskazań intelektualistów z NSDAP, którzy przekonywali ich, że Fuhrer jest w pewien sposób święty. Faszystowski przywódca i jego ruch pozbawiony był w oczach chłopów istotnego atrybutu świętości i z tego powodu pozostali oni nietknięci przez wpływy faszyzmu. Przyczyną tego był głównie silny tam rzymski katolicyzm” (s. 451…).

Mniej opisową, ale za to bardziej analityczną wykładnię tego, czym był nazizm daje J.-L. Vullerme w książce „Lustro Zachodu”. Spomiędzy wielu wymienianych przez niego składowych nazizmu wiele okazuje się bardzo aktualnych, np. biurokratyzm, kult młodości czy pozytywizm prawny. Jak zauważa Vullerme, „elementy składowe spójnego systemu ideologii nazistowskiej już wcześniej układały się w różne kombinacje, zawsze szkodliwe, gdyż każdy z tych elementów jest niebezpieczny”.

Dlatego, jeśli patrzeć na dzisiejszych Europejczyków, wciąż sławiących postęp i modernizację (a były to też hasła nazistowskich Niemiec), zarazem zafascynowanych hasłami ekologizmu i pielęgnujących kultury lokalne, wreszcie prących do jeszcze bardziej zintegrowanej Europy (a przecież w okresie międzywojennym to właśnie narodowy socjalizm był ruchem na rzecz zjednoczenia Europy- T. Judt „Wielkie złudzenie. Esej o Europie” – zaś ulubioną pieśnią państwową III Rzeszy był dzisiejszy hymn UE), to można się poważnie zadumać nad przyszłością kontynentu.

Skoro więc zasadne wydaje się pytanie, ile europejskości było w nazizmie, to nie mniej zasadne jest też pytanie, ile toksycznych elementów nazizmu tkwi w ideach pielęgnowanych przez dzisiejszych Europejczyków.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Doganianie Zachodu?

Wszystko wskazuje na to, że polskie rolnictwo, które dziesięć lat po akcesji dzieli większy dystans od zachodniego niż przed integracją („Struktura Polskiego rolnictwa na tle UE”), jest prawdopodobnie tylko przypadkiem typowym dla całej polskiej gospodarki, a ta z kolei – przypadkiem typowym dla wszelkich państw peryferyjnych. I dzieje się to zapewne nie tylko ze względu na wciąż niejasny bilans transferów finansowych i innych dokonujących się między państwami „starej” i „nowej” Unii (wg niektórych wyliczeń z Polski w formie spłat długów itp. wychodzi rocznie ok. 5,3% PKB, a w tym samym czasie z Brukseli trafia do Polski niecałe 2% PKB – T. Zarycki, w: „Polska jako peryferie”, 2016, s. 105), ale także jakichś ogólniejszych prawidłowości historyczno-strukturalnych.

No bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że obecny poziom dochodu narodowego na osobę jest w Polsce porównywalny z tym, jaki szacowano dla ziem polskich w końcu XIX w. albo w PRL-u w latach 70. (P. Koryś – w: J. Szomburg „Jaka modernizacja Polski” 2014), a polski majątek krajowy per capita (nie mylić z dochodem narodowym!) jest 50 razy niższy niż Niemca i 20 razy mniejszy niż Greka (Deloitte 2015)?

Tak więc trzeba między bajki włożyć wszelkie neoklasyczne teorie o nieuniknionej konwergencji między bogatymi i biednymi krajami, jakimi raczono Polaków po ’89 r. i czemu miała służyć integracja z UE. Ta okazała się tylko kolejnym przykładem rozwoju zależnego (a więc przynoszącego korzyści krajom Centrum), utrwaliła peryferyjność Polski wobec Zachodu i nadal owocuje nie zbliżaniem się do gospodarek wyżej rozwiniętych, ale wzrostem dystansu, czego polskie rolnictwo jest tylko jednym z przykładów i to bynajmniej nie ze swojej winy.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Polskie rolnictwo na tym lub innym tle

Pod koniec września w Ministerstwie Rolnictwa odbyła się dyskusja nad raportem „Struktura polskiego rolnictwa na tle UE”. Strukturę oceniano wg dwu najważniejszych kryteriów: miary obszarowej (powierzchnia gospodarstwa) i ekonomicznej (produkcja standardowa).

No i okazało się, że po kilkunastu latach członkostwa „efekty przekształceń strukturalnych polskiego rolnictwa były znacznie mniejsze niż w innych państwach członkowskich” (s. 79), a jeśli chodzi o całą grupę „nowych” państw w relacji do „starych”, to nawet różnica między nimi wzrosła, a nie zmalała! Pokazuje to zwłaszcza wskaźnik SO (standard output) – produkcji standardowej: podczas gdy w 2004 r. dla „starych” członków wynosił on 41.600 euro na gospodarstwo, a dla „nowych” 5.000, to w 2016 r. było to już odpowiednio 67 tys. euro i 10 437 euro (s. 12). „Zwiększyła się różnica między obiema grupami” – stwierdzają redaktorzy naukowi raportu, tym samym potwierdzając obawy przeciwników integracji, którzy mówili, że proces ten przyniesie korzyści przede wszystkim „starym”, za które niewykluczone że w znacznym stopniu zapłacą „nowi”, bo trudno przypuszczać, by taka poprawa sytuacji rolnictwa u „starych” dokonywała się tylko dzięki nim samym.

Te mało pocieszające wnioski można jednak skonfrontować z innymi obserwacjami, jakie w 2004 r. poczynił F. Tomczak porównując rolnictwo polskie z amerykańskim („Od rolnictwa do agrobiznesu”). Dzieląc farmy amerykańskie na kilka grup według ich powierzchni i skali produkcji uzyskał typologię bardzo zbliżoną do polskiej (s. 191-195). „Najuprzejmiej proszę czytelników polskich o uważne spojrzenie na przedstawione materiały” – pisał prof. Tomczak i konkludował – „Dane te wskazują na szczególną zbieżność typologii farm w rolnictwie USA i Polski” (przypis 199).

Jeżeli już wtedy mieliśmy strukturę rolnictwa zbliżoną do rolnictwa najlepszego w świecie, to może nie ma co kłopotać się dystansami (nawet rosnącymi) między rolnictwem polskim i unijnym?

Albo jeszcze inaczej: może zastosować perspektywę R. Putnama, który charakteryzując zmiany w amerykańskim społeczeństwie machnął ręką na wszelkie porównania z innymi. „Nas interesuje nie to, jak wypadamy w porównaniu z innymi krajami, ale to, jak wypadamy dzisiaj w porównaniu z naszą przeszłością” – napisał w książce „Samotna gra w kręgle”, s. 54. Porównywanie się z innymi to symptom kompleksów, którym łatwo można zaradzić – po prostu zmieniając sposób myślenia.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Socjologia i moralność

„Kto chce kazania, niech idzie do kościoła” – mawiał Max Weber, podkreślając, że zadaniem nauki nie jest opowiadanie się za tymi czy innymi wartościami ani umoralnianie społeczeństwa. Profesor Piotr Sztompka w swoim tekście „Sześć fundamentów wspólnoty” („Rz” 27 września) pokazuje jednak, że można inaczej i wzywa do budowania wspólnoty opartej na zaufaniu, inkluzywności, poszanowaniu innych itd. Szkoda, że te hasła trzydzieści lat temu, na początku transformacji, zostały skutecznie zdezawuowane przez liberałów i większą część polskich socjologów jako nienowoczesne i antyrozwojowe. Co więc się zmieniło w mentalności liberałów (i polskich socjolgow) – można by słusznie zapytać.

Można by też zapytać, czemu przedstawiciele świata nauki wzywają społeczeństwo do poszanowania wartości, których nie przestrzegają sami w swoim gronie. „Jest uderzające, że instytucje, które najwięcej trąbią o różnorodności, same są najmniej zróżnicowane. Nikt nie mówi o tym częściej niż przedstawiciele uniwersytetów. Jednak to te właśnie instytucje są zdumiewająco jednorodne, jeśli chodzi o reprezentowane wartości, politykę i moralność. Szczególnie profesorowie wywodzą się z niezwykle wąskiej grupy społecznej i większość z nich źle by się czuła dzieląc gabinet z gorliwym chrześcijaninem albo antyaborcyjnym aktywistą” – tak pisał we wrześniu 2003 r. w „The Atlantic Monthly” David Brooks tłumacząc, dlaczego generalnie nauki społeczne są zorientowane lewicowo i nie tolerują w swym gronie osób myślących inaczej („Forum” 42/2003).

Lekarzu, ulecz się sam – można by więc skomentować akty strzeliste w wykonaniu prof. Sztompki, ale kryje się tu jeszcze jeden problem. Jak dawno już zauważył Stanisław Brzozowski (w szkicu „Bergson i Sorel”) zawsze tak się składa, że to nie lewicowcy, ale prawicowcy lepiej rozpoznawali materię życia społecznego. „Pisarze i myśliciele uważani za przedstawicieli kierunków zachowawczych lub reakcyjnych przewyższali swych przeciwników nie zakresem swej wiedzy, lecz głębokością swych myśli o istocie ludzkiego życia, społeczeństwa, historycznej działalności. Stronnictwa i ludzie mający swe powołanie i posłannictwo w ‚posuwaniu’ naprzód historii świata, zazwyczaj pojmowali ją dość powierzchownie” (w: „Idee”, 1990, s. 271).

Dlatego chyba lepiej strzec się podpowiedzi, jakich udzielają luminarze nauk społecznych, bo ich rozeznanie w kwestiach, którymi zajmują się profesjonalnie, jest – jak widać – mało wiarygodne. Nie mówiąc już o intencjach.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz