Świat po koronawirusie

Kiedyś to się skończy. Ale już teraz widać, jak bardzo epidemia zmienia świat. Przede wszystkim ten zachodni. Już nauczyła ludzi rezygnować z wielu swobód obywatelskich, takich jak wolność zgromadzeń i przemieszczania się.

Uczy też rządy poszczególnych państw, a nawet opozycję, że nie ma czegoś takiego, jak niedozwolona pomoc publiczna dla przedsiębiorstw i że na trudne czasy nie ma to jak państwo, najlepiej w wersji hard, a nie light.

Uczy wreszcie Europejczyków, że europejska solidarność to jeszcze jeden dęty slogan, bo jak co do czego, to z najbardziej skuteczną i – co najważniejsze – z szybką pomocą wysoko rozwiniętym krajom liberalnej demokracji śpieszą jak na razie reżimy postkomunistyczne.

Taka lekcja pokory i refleksji dla wszystkich. Nawet dla najbardziej zlaicyzowanych środowisk, które jakoś nie oprotestowały akcji „różaniec balonów nad Sycylią”.

Opublikowano Uncategorized | 2 Komentarze

Rozważania o Niemcach – c.d.

Szanowny Komentator przekonuje, że Niemcy dokonali rozrachunku z trudną przeszłością. Owszem, i zrobili to tak skutecznie, że jak pokazuje w swojej książce „Kapitał moralny. Polityki historyczne w późnej nowoczesności” Michał Łuczewski (2017), obecnie ich kapitał moralny jest dużo lepszy niż kapitał moralny tych, co ich pokonali, a więc Rosjan, a nawet tych, co byli ich ofiarą, czyli Polaków.

Szanowny Komentator przekonuje też, że Niemcy to całkiem mili ludzie i warto z nimi utrzymywać kontakty. Owszem, każdy z osobna ma na pewno swoje zalety, ale problem w tym, że jako zbiorowość stają się czymś innym. Zwracał na to uwagę już Ortega y Gasset w swoim szkicu z 1935 r. („O pewnym aspekcie życia niemieckiego”), podkreślając, że gdzieś ok. 1850 r. Niemcy dokonali wyboru sposobu życia przedkładając podporządkowanie się „organizacji życia zbiorowego”, co oznaczało że uczynili z państwa i z samych siebie „doskonałą maszynę”, że wybrali dla siebie rolę funkcjonariuszy tej maszyny, a więc postawili na kolektywizm i automatyzm kosztem indywidualności. I zrobili to z właściwym sobie „totalnym zaangażowaniem”, „radykalną lojalnością”, z prawdziwie niemiecką „rzetelnością”: czując się pokrzywdzeni i upokorzeni Traktatem Wersalskim stworzyli narodowy socjalizm i wszczęli II wojnę światową.

To dlatego – jako zbiorowość, a nie konkretne jednostki – zasłużyli sobie na miano „narodu zdefektowanego” (R. Dahrendorf) i „normopatycznego społeczeństwa” (H.-J. Maaz). To pewnie dlatego, nie wierząc w możliwość zmiany ich charakteru narodowego i wrodzonych skłonności Theodore Newman Kaufman, amerykański biznesmen i pisarz żydowskiego pochodzenia, już w 1941 r. wydał książkę „Germany Must Perish”, w której przekonywał o konieczności wymazania nie tylko Niemiec, ale i Niemców z mapy Europy. I nawet proponował, jak to uczynić: powinno się, jego zdaniem, przeprowadzić masową sterylizację wszystkich Niemców, do czego – a to wyliczył precyzyjnie – potrzeba będzie 25 tys. chirurgów, którzy w ciągu 4 miesięcy wysterylizują wszystkich niemieckich mężczyzn, a w ciągu 3 lat – wszystkie kobiety niemieckie. I co się stało? Jak wiadomo, jego pomysł wykorzystał Goebbels pod pretekstem, że Żydzi spiskują przeciw Niemcom.

Strach pomyśleć, co może się stać, jeśli znowu ktoś stanie im na drodze.

Opublikowano Uncategorized | 6 Komentarzy

Czytać między wierszami

Może faktycznie tłumaczenie na język polski zmieniło sens wypowiedzi kanclerz Merkel, na co zwrócił uwagę Komentator. Ale czy należy złożyć na karb niedokładnego tłumaczenia także inne jej sformułowanie: o „naszym kraju” stającym dziś przed takim wyzwaniem, jak w czasie II wojny światowej? Takie sformułowanie sugeruje niedwuznacznie, iż pani kanclerz uznaje tożsamość kraju nazistowskiego i obecnego, a więc tożsamość i ciągłość państwowości III Rzeszy i dzisiejszych Niemiec.

Inną poszlaką wskazującą, że Niemcy nie odcięli się wcale tak definitywnie od swojej przeszłości, było inne sformułowanie, używane w kontekście obalenia muru berlińskiego. Używano wówczas sformułowanie o kraju „ponownie zjednoczonym” i to słowo „ponownie” powinno zwracać uwagę, przynajmniej polityków i dyplomatów, bo oni muszą zdawać sobie sprawę ze znaczenia niuansów językowych.

Jeszcze innym sygnałem ostrzegawczym powinny być słowa wypowiedziane przez kanclerza Kohla w 1994 r. – „jeśli integracja europejska nie będzie postępowała naprzód, Niemcy mogliby się uważać za powołanych lub zmuszonych do osiągania stabilizacji i własnego bezpieczeństwa swoją tradycyjną drogą”. Studentom politologii należałoby dawać na egzaminie to zdanie do zinterpretowania – co ono faktycznie oznacza i czy nie jest to zawoalowana pogróżka. Jak wiadomo, integracja postępuje, a dzisiejsza UE została już jakiś czas temu określona mianem „German Europe”.

Oczywiście, stało się to – jak wyjaśnia U. Beck – „by accident”. Podobnie, jak „by accident” przydarzył się Niemcom epizod nazistowski, do czego zdaje się nawiązywać Komentator. Ale tu warto przypomnieć „Rozważania o Niemcach” N. Eliasa albo jeszcze lepiej – opinię Ortegi y Gasseta z jego szkicu „O pewnym aspekcie życia niemieckiego”. Filozof hiszpański podkreślał tam, że Niemcy stworzyli państwo narodowo-socjalistyczne, ponieważ „już kultywowali pewne formy albo sposoby życia. Gdyby wcześniej i od dawna kultywowali oni formy i sposoby życia właściwe kiedyś i teraz Anglikom, najprawdopodobniej nie zdecydowaliby się na narodowy socjalizm, lecz na coś innego”.

Otóż formy życia są czymś dużo bardziej trwałym niż kierunki polityki, w dodatku czymś trudniej uchwytnym i praktycznie nie do wykorzenienia, bo nieświadomym, zakorzenionym w codziennej rutynie i odruchach. Czy Niemcy zmienili swoje formy życia, czy tylko polityczne deklaracje, w których i tak pobrzmiewają echa ich przeszłości? Oto jest pytanie.

Opublikowano Uncategorized | 4 Komentarze

Merkel o epidemii, Niemcach i II wojnie światowej

Kilka dni temu w specjalnym orędziu do narodu kanclerz Merkel powiedziała, że „od II wojny światowej nasz kraj nie musiał stanąć przed takim wyzwaniem”.

Mimo tego, że aktualna sytuacja staje się coraz bardziej niepokojąca, ta wypowiedź budzi szereg wątpliwości. Można bowiem zapytać, jakim to wyzwaniom musieli stawić czoła Niemcy podczas II wojny światowej? Kto im zagrażał? Przeciw czemu się bronili? Czy naprawdę mają prawo szukać jakichś analogii między tamtym okresem, a obecnym zagrożeniem?

A jeśli już, to jedyną analogią wydaje się ta, którą posługiwali się sami Niemcy. Na długo przed rozpoczęciem wojny obawiali się bowiem dominacji obcych ras i „niżej rozwiniętych typów człowieczeństwa”, jak to ujął Max Weber w pamiętnym wykładzie o „Państwie narodowym i narodowej polityce gospodarczej”, a w trosce o czyste środowisko obawiali się też wszelkich „gatunków inwazyjnych” flory i fauny. Dlatego, zgodnie z zasadą, iż najlepszą formą obrony jest atak, przystąpili do ataku deklarując, że „narodowy socjalizm jest niczym innym, jak biologią stosowaną” (R. Hess) i przekonując, że „z antysemityzmem jest dokładnie tak, jak z odwszaniem. Nie jest kwestią światopoglądową, że się usuwa wszy. To jest sprawa czystości” (Himmler), a Hitler jest „wielkim niemieckim medykiem”.

Trzeba być ostrożnym w dobieraniu słów. Zwłaszcza gdy się jest politykiem. W przeciwnym razie budzi się głęboki niesmak. Ale, jak to już ktoś powiedział, „wystarczy poskrobać Niemca, a zawsze pokaże się Niemiec”.

Opublikowano Uncategorized | 5 Komentarzy

Czy Lyda Hanifan był kobietą?

Termin „społeczeństwo obywatelskie” odsyła do pojęcia „kapitał społeczny”, to zaś do autora, który użył go po raz pierwszy. Piotr Sztompka w książce „Kapitał społeczny” pisze, iż była to nauczycielka z Charleston, Lynda H. Hanifan (s. 286). Podobnie pisze F. Fukuyama: „po raz pierwszy terminu ‚kapitał społeczny’ użyła w roku 1916 Lyda Judson Hanifan w odniesieniu do wiejskich ośrodków edukacyjnych” (w: Kultura ma znaczenie, s. 172). O Lyndzie Hanifan można też przeczytać u R. Putnama w jego pracy „Samotna gra w kręgle” (s. 34-45): „Hanifan przywołała ideę ‚kapitału społecznego'” i „użyła tego terminu dla naświetlenia kontekstu społecznego edukacji”.

Wszystko się zgadza poza tym, że Hanifan raz ma na imię Lyda, a raz Lynda, no i poza tym, że i w książce Sztompki, i w tłumaczeniach prac wspominających to nazwisko dokonano zmiany płci autora kategorii „kapitał społeczny”. Tymczasem, jak można przeczytać w anglojęzycznych opracowaniach (i zobaczyć na załączanych fotografiach przedstawiających z całą pewnością mężczyznę, a nie kobietę) był to nauczyciel, wizytator wiejskich szkół. Zwrócił na to uwagę jakieś 10 lat temu pewien bystry doktorant z IS na Karowej, ale jego odkrycie nie weszło do obiegu naukowego. Za to wciąż powielana jest wersja, iż pan L.J. Hanifan był kobietą – np. w pracy zbiorowej pod redakcją M. Klimowicz i W. Bokajło, wydanej przez „Wydawnictwa Fachowe” – a jakże (Warszawa 2010, s. 19), gdzie dodatkowo inicjał jego drugiego imienia zamieniono na L., co jest już jego trzecią wersją spotykaną w literaturze przedmiotu.

W przypadku epidemii, takiej jak ostatnio koronawirusa, używa się określenia „pacjent zero” na oznaczenie,osoby, która jako pierwsza w danej grupie zachorowała, czyli wprowadziła zarazek do określonego środowiska. Ciekawe, kto w przypadku Lydy J. Hanifana był „autorem zerowym”, a więc tym, kto jako pierwszy podał błędną wersję dotyczącą jego imienia i płci. No i ciekawe, czemu nikt z kolejnych autorów piszących na ten temat nie sprostował pomyłki, tylko ją powielał, tak jakby była ona jakimś zaraźliwym bakcylem, a nie informacją, którą można na własną rękę sprawdzić i skorygować, zamiast ją bezkrytycznie kolportować w środowisku naukowym.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Społeczeństwo obywatelskie wobec epidemii

Socjologowie przez wiele lat przekonywali, że „Polska nie spełnia żadnego z kryteriów społeczeństwa obywatelskiego” (B. Uścińska, „Odra” 9/2008) i jako dowód przytaczali dane pokazujące, że liczba polskich organizacji zaliczanych do III sektora jest dużo mniejsza niż tych na Zachodzie.

W obecnej sytuacji należy więc zapytać, jakie działania podejmują istniejące w Polsce stowarzyszenia i fundacje, zwłaszcza te, znane dotąd głównie ze starań o pozyskiwanie grantów. Bo co robi społeczeństwo, oskarżane o brak kapitału społecznego, wzajemnego zaufania i troski o dobro wspólne – widać codziennie. Mieszkańcy wsi, tego siedliska wyuczonej bezradności i amoralnego familizmu, śpieszą z pomocą kierowcom unieruchomionym na przejściach granicznych niosąc im zapasy wody i żywności. Mieszkańcy miast, dotkniętych jakoby atrofią więzi społecznych, organizują się w grupy, aby pomagać sąsiadom, a prywatne firmy przestawiają produkcję na wytwarzanie maseczek higienicznych i środków czystości.

Rację więc chyba miał Adam Podgórecki, kiedy w książce „Społeczeństwo polskie” pisał: „to szczególny, lecz wciąż niezbadany przykład społeczeństwa obywatelskiego” (1995, s. 133). Zamiast więc powtarzać tezy o „deficytach obywatelskiego zaangażowania”, dla których materiału dostarczają badania skrojone według schematów i kryteriów czerpanych z zachodnich podręczników, może należałoby raczej pokusić się o zbudowanie własnej, oryginalnej teorii, teorii prawdziwie „ugruntowanej”, bo osadzonej w rodzimym kontekście, teorii z „Globalnego Południa”, a zatem konkurencyjnej wobec tych z uprzywilejowanej „Globalnej Północy”. Tylko taka bowiem teoria socjologiczna pozwoli spojrzeć na własne społeczeństwo bez uprzedzeń, a niewykluczone że zdobędzie też uznanie w „globalnym polu akademickim”.

Epidemia koronawirusa to wyzwanie nie tylko dla społeczeństwa, ale też dla tych, co je badają.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Lektury na czas zarazy

Podczas epidemii ważne jest nie tylko mycie rąk i kwarantanna, ale też lektura, zwłaszcza że przybyło czasu na czytanie. Dla osób poddanych takiej opresji, jak teraz, nie ma chyba nic lepszego jak przekonać się, że to, co dzieje się obecnie, nie jest niczym nadzwyczajnym, a nawet, że bywało dużo gorzej.

Przekonują o tym takie klasyczne pozycje, jak opis tajemniczej zarazy pustoszącej Ateny w roku 430 pne, co zawdzięczamy Tukidydesowi. Ten bowiem w II księdze „Wojny peloponeskiej” dał przejmujący obraz tej choroby i zarazem zrelacjonował zachowania ludzi, którzy w obliczu nieuchronnej śmierci „zaczęli lekceważyć prawa boskie i ludzkie, bo każdy chciał szybko i przyjemnie użyć życia”, jakie mu jeszcze pozostało.

Nie wolno też zapominać o „Dekameronie”, bo przecież jego akcja toczy się w czasie wielkiej epidemii, jaka pustoszyła Florencję w roku 1348 i była zabójcza do tego stopnia, że „od marca do czerwca więcej niż sto tysięcy osób życie straciło”, co Boccaccio skomentował następująco: „dawniej nikt by może nie pomyślał, że we Florencji można naliczyć tylu żywych mieszkańców, ile w niej się później okazało zmarłych”.

Inną pozycją wartą polecenia jest oczywiście „Dziennik roku zarazy” Daniela Defoe – relacja z epidemii dżumy, jaka nawiedziła Londyn w 1665 roku, kiedy to zarządzono, by „wszelkie widowiska, jak szczucie niedźwiedzi, śpiewanie ballad, strzelanie do tarcz i tym podobne zbiegowiska były całkowicie zakazane”, a „bramy domów i rogi ulic były oblepione ogłoszeniami lekarzy, a także ciemnych znachorów trudniących się medycyną, a zachęcające ludzi, by zgłaszali się do nich po lekarstwa opatrzone szumnymi frazesami, takimi jak ‚niezawodne pigułki zapobiegające zarazie'”.

Natomiast z rodzimej klasyki warto przypomnieć sobie „Ojca zadżumionych” Słowackiego, a zwolennikom teorii spiskowych – balladę „Alpuhara” Mickiewicza, zwłaszcza jej fragment: „Patrzcie, o giaury, jam siny i blady, zgadnijcie, czyim ja posłem? … Ja wam zarazę przyniosłem”.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz