Polskie społeczeństwo – dwubiegunowe?

Tematem przewodnim XIII Kongresu Obywatelskiego, który miał miejsce 20 października w Centrum Nauki Kopernik w Warszawie, były różne ethosy polskiego społeczeństwa, a zwłaszcza pytanie o podstawowe dwa: „pański” i „chłopski”. Temu właśnie tematowi poświęcono końcową sesję plenarną.

Zdaje się nie ulegać wątpliwości, że polskie społeczeństwo cechuje właśnie owa „dwubiegunowość” (postaw, opinii, mentalności). Swojego czau zwrócił na to uwagę Antoni Kępiński pisząc o polskim charakterze narodowym „szlacheckim” (pańskim, inteligenckim, elitarnym) i „chłopskim” (kmiecym, plebejskim). Ten pierwszy miał być udziałem tych, którzy „błyszczą i gadają”, ten drugi – tych, co „pracują” i milczą (milczą w tym sensie, że nie tworzą wpływowych narracji narodowych, modnych dyskursów czy sugestywnych imaginariów). „Model ten zapewnia pewnego rodzaju równowagę” – konstatował wybitny psychiatra.

Tego rodzaju dwubiegunowość niekoniecznie musi być czymś szkodliwym, o czym przekonuje z kolei Vilfredo Pareto. Analizując różnego rodzaju rezydua (trwałe dążności społeczne, instynkty czy postawy) zwracał szczególną uwagę na rezyduum „kombinacji” (skłonność do zmiany, burzenia i tworzenia czegoś nowego) oraz rezyduum „trwałości agregatu” (przywiązanie do tradycji, obrona tego, co trwałe, odwieczne”). Otóż, twierdził Pareto, „korzystne jest, jeśli u wodzów przeważa instynkt kombinacji, a u podwładnych instynkt trwałości agregatu”. Zważywszy, iż polskie elity przejawiają nie od dziś umiejętność do kombinowania, a polski „lud” jest bardzo tradycjonalny, można by wnosić, iż perspektywy przed nami świetlane.

I trzeci aspekt dwubiegunowości polskiego społeczeństwa. Polskie „elity” i „lud”, choć tak różne, są zarazem bardzo do siebie podobne, z tym, że stanowią jakby swoje zwierciadlane odbicie: „lud” cechuje się rezerwą, czy nawet niechęcią do wszystkiego, co obce, za to „elity” darzą szczerą odrazą to, co tu i teraz. O ile więc postawy „ludowe” można charakteryzować przy pomocy określeń „ksenofobia” i „oikofilia”, to postawy elit są dokładnie odwrotne, bo – jak to proponuje Roger Scruton – cechuje je „ksenofilia” i „oikofobia”.

Czy z takiego czegoś da się utworzyć coś sensownego, czy jest szansa na to, by tak zbudowane społeczeństwo mogło skutecznie funkcjonować, czy raczej jest skazane na to, by w każdym pokoleniu odprawiać swój rytualny chocholi taniec? Odpowiedź na to pytanie wykraczała oczywiście poza kompetencje dyskutantów, bo jest domeną historii, a więc tego, co nieprzewidywalne.

Reklamy
Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Rewolucja? Kontrrewolucja?

Tego pytania dotyczyła wczorajsza debata w IFiS. Odpowiedzi były oczywiście różne. Od tej wyrażonej przez prof. Jadwigę Staniszkis a sprowadzającej wszystko do cech psychologicznych przedstawicieli władzy (strach, oportunizm, mitomania, infantylność, kompleksy, emocje, demoralizacja) – taka interpretacja może jednak zadowolić co najwyżej czytelnika tabloidu, po rozbudowane koncepcje zaprezentowane w kategoriach instytucjonalnych (prof. Andrzej Rychard), w binarnych opozycjach pojęciowych (anestezja/mobilizacja, adaptacja/aktywizm) Michała Sutowskiego czy w kompleksowej rozprawie z fasadową demokracją liberalną w imię demokracji bezprzymiotnikowej, jaką przedstawił Bronisław Wildstein.

Ten spór będzie oczywiście toczyć się nadal, ale znamienne, że nikt z zabierających głos w sprawach aktualnych nie wraca pamięcią do wydarzeń sprzed ponad 20 lat, kiedy to prezydent Wałęsa – twierdząc, że jest największym demokratą w tej części Europy, więc powinien mieć najwięcej władzy – przyzwalał na falandyzację prawa, ignorował orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, groził zastosowaniem „wariantu Jelcyna”, czyli rozpędzeniem parlamentu i dążył do podporządkowania sobie wojska, policji, bezpieki, dyplomacji i mediów. To demontowanie przez Belweder porządku konstytucyjnego (odwołanie członków Rady RTV, afera drawska, kontrowersje wokół „resortów prezydenckich”) Karol Modzelewski nazwał wtedy przejawem dziedzictwa sowietyzacji i podkreślał, iż jest nie do pogodzenia z demokracją. Dziś były już prezydent Wałęsa ujmuje się za demokracją i gotów bronić konstytucji stając na czele stutysięcznego tłumu.

Czy mamy zatem do czynienia tylko z powtórką z historii w myśl zasady: tragedia – komedia (ale w takim razie czemu o tym się nie mówi), czy też z czymś więcej? Przecież dla właściwej oceny współczesnych wydarzeń niezbędne są nie tylko teorie zaczerpnięte z arsenału nauk społecznych i choćby najbardziej pomysłowe interpretacje, ale i pamięć o przeszłości, bo dopiero w konfrontacji z tym, co było, nabiera znaczenia to, co jest, i daje się właściwie określić to, co może być.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

UE jak III Rzesza?

Niefortunny plakat użyty przez posła Furgo to:
– nie tylko kiczowata estetyka,
– nie tylko żenujące odwołanie do demonologii (kto dziś wierzy w duchy?) i nawet
– nie tylko parafraza nazistowskiego oryginału (jeśli świadoma – to oczywiście naganne, ale jeśli nieświadoma – to bodaj jeszcze gorzej, bo pozwala PiS-owi sugerować, iż posłowie PO rozumują dokładnie tak samo jak naziści), ale także
– podprogowy przekaz, że UE to współczesny odpowiednik hitlerowskich Niemiec, czyli III Rzeszy. A to już zupełnie fatalnie!

Przecież i tak nie brak tego rodzaju opinii (nie tylko w dyskursie politycznym, lecz i w pracach naukowych poważnych autorów w rodzaju U. Becka piszącego o „Niemieckiej Europie”). Jeśli więc teraz coś takiego przydarza się teraz PO, która tego rodzaju insynuacje przypisuje zwykle swoim przeciwnikom, to naprawdę jakieś przebiegłe i wredne szatany musiały być tu czynne.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Propozycja dla NCN

Jeżeli NCN sugeruje naukowcom w Polsce brać pod uwagę opinie jakiegoś amerykańskiego bibliotekarza na temat czasopism, to pozostaje jeszcze odwołać się do sądów portierów i sprzątaczek z zachodnich uczelni – przecież mogą oni mieć równie słuszne oceny naukowej twórczości jak Kobieta Pracująca z „Czterdziestolatka”, która w jednym z odcinków całkiem trafnie podsumowała osiągnięcia pracowników ówczesnej socjologii warszawskiej.

Ale żarty na bok. To, co na razie wygląda na testowanie stopnia konformizmu, potulności i kompletnego braku zmysłu krytycznego u polskich badaczy (bo chyba właśnie temu służą pouczenia: czym mają się kierować, z czyim zdaniem liczyć i kogo obawiać) może mieć w przyszłości dużo poważniejsze konsekwencje. Zakładając, że NCN spełni swoje groźby i zacznie prześwietlać niektóre czasopisma podejrzewane o to, że nie spełniają należytych standardów recenzenckich, łatwo sobie wyobrazić spowodowane tym zamieszanie. Jeśli bowiem w coraz większym stopniu habilitacje będą przyznawane nie na podstawie suwerennej oceny poziomu dorobku kandydata, jaką na podstawie lektury tego dorobku formułuje recenzent, lecz w drodze zliczania uzyskanej punktacji (habilitacje za punktacje), jeśli podobnie będzie wyglądała parametryzacja jednostek naukowych (parametryzacje za punktacje) itd., to co się stanie, jeśli po jakimś czasie okaże się, że czasopisma, gdzie pomyślnie wyhabilitowany autor lub wysoko skategoryzowana jednostka naukowa publikowali teksty, nie przestrzegały standardów? Będzie się odbierać stopnie naukowe, a od instytutów żądać zwrotu części finansowania?

A zresztą, czemu NCN miałby prześwietlać tylko niektóre, już podejrzewane o niecne praktyki, czasopisma? Czemu nie miałoby zdobyć się na samodzielną, merytoryczną ocenę także tych najlepszych? Przecież to w nich ukazują się „modne bzdury” (vide: Sokal i Bricmont), przecież to one blokują po kilkanaście lat wprowadzanie nowych idei do obiegu naukowego (casus E. Wilsona), stając się tym samym ośrodkiem wsteczności i obskurantyzmu, przecież to tam ogłaszali swoje wybitne artykuły ci sami badacze, których dorobek jest teraz powszechnie kwestionowany i uznawany za nierzetelny (np. Stapel, Wansink, Foerster). Jak więc przebiegał tam proces recenzencki?! I dlaczego te same pisma wciąż są uznawane za najlepsze?

Wreszcie refleksja ogólniejsza. Czy zawsze musimy kierować się cudzymi opiniami, czy nie stać polskiego środowiska naukowego na autonomiczną ocenę światowej produkcji w danej dziedzinie. Na pewno: „Lista NCN” brzmiałoby dużo lepiej niż jakaś „Lista Beall’sa”.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Poczuć się jak młody Budda

Tramwaj dojeżdża do skrzyżowania Al. Reymonta i Broniewskiego i zatrzymuje się na czerwonym. Światło zaraz się zmieni, ale człowiek ze starym żółtym psem są dopiero na środku ulicy. Pies idzie powoli, zwłaszcza tylne nogi zawodzą – coraz bardziej ugięte ledwo się poruszają, wreszcie pies przysiada. Trzeba więc trochę odczekać, a potem mocno ciągnąć za smycz, by wreszcie dotarł do chodnika. Tu pies siada, głowę ma opuszczoną, ale po chwili podnosi ją i patrzy na człowieka. A człowiek kładzie dłoń na głowie psa i patrzy na niego.

Światło się zmienia i tramwaj rusza. Rusza też człowiek ze swoim starym żółtym psem i kontynuują ten powolny, jesienny spacer.

Wszystko to trwa może jedną minutę, ale zapada w pamięć na dużo dłużej.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Troska okupanta o dobrostan zwierząt

Pod datą 11 października 1939 r. Jarosław Iwaszkiewicz odnotował w swoich dziennikach, że ukazało się kolejne rozporządzenie okupanta dotyczące zakazu „bolesnego wiązania drobiu przy sprzedaży na targach” i dodaje w następnym zdaniu: „Warszawa jest bombardowana wraz z kobietami i dziećmi, a tu ‚nie wiązać drobiu za nogi, bo boli’. Czy to nie całe Niemcy w tym rozporządzeniu?”

Ale przecież okupant kierował się bardzo szczytnymi celami: nauczyć wreszcie Polaków i inne niepełnowartościowe narody z Europy Środkowo-Wschodniej porządku, szacunku dla prawa, odpowiedniego stosunku wobec wartości, no i wrażliwości, jaka nie była im dotąd wpojona. Jednym słowem – trzeba było oświecać i cywilizować tych „Irokezów”.

Czy nie o to samo chodzi w dzisiejszej Europie, która – zdaniem Ulricha Becka – jest znów, choć w inny sposób „German Europe”?

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Wartości europejskie wg E. Bieńkowskiej

W swojej niedawnej wypowiedzi europosłanka E. Bieńkowska skrytykowała Polaków za to, że choć deklarują sympatie proeuropejskie, to są przeciwni władzy urzędników z Brukseli. Dla niej najwyraźniej jest to jedno i to samo. Urzędnicy depozytariuszami wartości europejskich? Tak. Europejczycy mają więc ich słuchać? Tak. Europosłowie nie reprezentują swoich wyborców, tylko Unię, czyli jej urzędników? Widocznie, też tak.

Dziwna to jednak wizja. Wizja wartości nie wyrastających z ethosu danego społeczeństwa, jego tradycji ani historii; wartości dekretowanych urzędowo, narzucanych biurokratycznie i egzekwowanych pod groźbą. Trzy razy tak?

Wszystko to coś przypomina, przynajmniej obywatelom z krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Jeśli Bruksela chce takiej ortodoksji, niech ją funduje w Centrum, w państwach „rdzenia” i „pierwszej prędkości”, bo na peryferiach Europy wszystko to nie kojarzy się najlepiej. I nie po to mieszkańcy tego regionu głosowali za akcesją, by mieć powtórkę historii.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz